Wybór
A ten Filip to okazuje się być bardzo żonaty… westchnęła Wioletta, siedząc na ławce w parku i ściskając w kieszeni skierowanie na zabieg.
Współlokatorki w akademiku jej zazdrościły, gdy widywały ją w towarzystwie przystojnego, gładko ogolonego bruneta o niebieskich oczach, i uważały, że trafił jej się szarmancki adorator. Ale nie było czego zazdrościć.
Wioletta zadrżała, wspominając pierwsze i ostatnie spotkanie z żoną Filipa, która zaczaiła się na nią przy bramie fabryki, żeby wyjaśnić, jak wygląda sytuacja.
No witam! Pani to chyba Wioletta, prawda? zaczęła.
A pani to kto? Wioletta zesztywniała pod spojrzeniem wysokiej, szczupłej kobiety o włosach rozjaśnionych na popielaty blond.
Ja, Olga żona Filipa Zawadzkiego.
Słucham?
Dobrze pani słyszy.
Kolejna taka naiwna powiedziała kobieta spokojnie I ile was jeszcze na świecie jest, tych, które polują na cudze szczęście.
Co pani sobie wyobraża?
Posłuchaj blondynka złapała ją za łokieć to raczej ty powinnaś się zastanowić, co sobie wyobrażasz. Ja, jego żona, widziałam cię z moim mężem i jeszcze masz czelność być przede mną zadziorna. Porządni ludzie przynajmniej by przeprosili i ze wstydu zapadli się pod ziemię. Ale to chyba nie o tobie.
Takie jak ty spojrzała na nią chłodno miał już tyle, że ciężko policzyć na palcach rąk i nóg.
Zadajesz się z żonatym facetem bezwstydna jesteś!
On jest mężczyzną, łowcą. Rozumiesz?
Jesteś dla niego tylko krótką przygodą. Pobawi się i zapomni. Trzymaj się od niego z daleka.
Zresztą mamy dwie córki, mogę pokazać rodzinne zdjęcie. Olga wyciągnęła fotkę i podała zdezorientowanej Wioletcie. Proszę! Dowód wielkiej miłości. To my w Kołobrzegu dwa miesiące temu…
No i co, milczysz?
Czego pani ode mnie chce? Radźcie sobie ze swoim mężem.
Poradzę, nie martw się! Niedawno pracę w tej fabryce dostał, niezła pensja, a tu teraz jeszcze ty się pojawiłaś.
Zostaw go. Nie daj się nabrać na jego obietnice, Filip wcale nie zamierza się rozwodzić. Nie marnuj czasu. Ile ty masz lat? Trzydzieści?
Dwadzieścia pięć! odpowiedziała z urazą Wioletta.
Tym lepiej. Jeszcze zdążysz wyjść za mąż i urodzić dzieci. A Filipa zostaw w spokoju.
Wioletta nie słuchała już Olgi, powłóczystym krokiem odeszła na miękkich nogach, zdruzgotana nagłym wtargnięciem żony ukochanego w swój szczęśliwy świat, który w jednej chwili się zawalił.
Zdrajca… mamrotała, gdy w gardle ściskał gul, ale nie pozwoliła sobie na łzy na ulicy i nie chciała dawać ludziom powodu do plotek w pracy.
Wieczorem jakby nigdy nic przyszedł do niej Filip z kwiatami. Wioletta, zapłakana, wyrzuciła go za drzwi, mimo jego przysięgi na wieczną miłość i obietnicę rozwodu, skoro on i jego żona od dawna są sobie obcy.
Wioletta dwa tygodnie dochodzi do siebie. Filip już jej nie zaczepia. Udaje, że jej nie zna, nawet odwraca głowę na widok.
Nieszczęścia chodzą parami… Poranne nudności i zawroty głowy zrzuca na stres, ale szybko rozumie, że uczucie do Filipa tak niedojrzałe i gwałtowne zaowocowało.
Sześć tygodni brzmi jak wyrok.
Wioletta boi się zostać samotną matką. Jest przerażona. Wydaje jej się, że wszyscy patrzą na nią z potępieniem, bo zaufała mężczyźnie, którego zupełnie nie znała.
Filip ukrył przed nią, że ma rodzinę. Co mogła? Prosić go o dowód na pierwszym spotkaniu? Nie nosił obrączki chociaż niektórzy żonaci jej nie zakładają.
Czemu nie zaniepokoiło ją, że prosił, by ich relacja w pracy została tajemnicą?
Oszukał ją, ale od tej niewiedzy nie było jej wcale lżej. A jeszcze ludzie zaczęli plotkować po wizycie Olgi.
Jestem w ciąży. Wioletta wyszeptała to do Filipa podczas przerwy śniadaniowej, zrezygnowana.
Dam ci pieniądze, tylko coś z tym zrób. burknął.
A następnego dnia Filip się zwolnił. Zniknął z jej życia na zawsze.
Wioletta wie, że nie może zwlekać. Mimo ostrzeżeń lekarki bierze skierowanie na zabieg.
Teraz, siedząc na ławce, ściska karteczkę, jakby bała się ją zgubić.
Spieszy się pani? pyta młody mężczyzna w garniturze z wielkim bukietem bordowych chryzantem, siadając obok niej.
Słucham? spojrzała na niego pustym wzrokiem.
Zegarek pani się spieszy. skinął na złocony zegarek na jej ręku.
Zawsze ustawia się dziesięć minut szybciej Cały czas go cofam, ale na nic. stwierdziła, patrząc gdzieś w dal.
Pogoda dzisiaj piękna, prawda? Prawdziwa polska złota jesień. Moja mama uwielbia ten czas. Mówi, że w taki ciepły, jesienny dzień podjęła najlepszą decyzję w życiu i nie żałuje niczego.
A wie Pani? nie dawał się zbyć chłopak. Moja mama jest niesamowita tu pokazał kciuk. Bardzo jej dziękuję.
A tata? wymsknęło się jej.
O tacie nigdy nie opowiada, nie pytam. Widzę, że to dla niej bolesne.
Właśnie wracam z rozmowy o pracę. Wybrali mnie z dziesięciu kandydatów na stanowisko w prestiżowej firmie. Sam nie wierzę!
To mama dała mi wiarę w siebie…
Już wiem, co zrobię z pierwszą pensją kupię mamie wyjazd nad morze. Nigdy nie była.
A pani była?
Nie… Wioletta przyglądała się chłopakowi, wpatrując się nagle w jego bordowy krawat.
Przystojny, promienieje szczęściem.
Prezent od mamy pogładził go dumnie dłonią, zauważając jej spojrzenie.
Pewnie już panią zanudzam, ale tak bardzo chciałem się podzielić radością. Wygląda pani na bardzo smutną…
Pomyślałem, że trzeba pogadać. Przeszkadzam?
Wioletta pokręciła głową. Nie irytował ją. Potrafił na chwilę zatrzymać smutne myśli. Zachwyt jego mamą budził szacunek.
Taka oddana miłość! pomyślała, z zaciekawieniem przysłuchując się rozmowie. Jaka szczęśliwa musi być jego mama… O, gdybym miała takiego syna…
Idę już. Mama na mnie czeka i się denerwuje… A pani się nie śpieszy!
Słucham?
To ja do pani zegarka uśmiechnął się szeroko.
Ach tak odwzajemniła uśmiech.
Chwilę później chłopak zniknął za zakrętem, a Wioletta sięgnęła po skierowanie, którego przed chwilą bała się wypuścić z rąk, i porwała je w drobne kawałki.
Jeszcze długo siedziała jak urzeczona, oddychając jesiennym powietrzem słonecznego dnia.
Zrobiło jej się ciepło i lekko jeden przypadkowy rozmówca dał jej siłę.
Nie jest sama. Tamta kobieta wychowała i wykształciła świetnego chłopaka sama. Szkoda tylko, że Wioletta nie spytała, jak ma na imię, ale to już nieważne…
Wybór został podjęty.
***
Dwadzieścia trzy lata później…
Mamo, spóźnię się! Staszek stał przy lustrze, a mama starannie wiązała mu nowy bordowy krawat, kupiony na ważną rozmowę o pracę dzień wcześniej.
Może dasz sobie spokój?
To na szczęście. Zaufaj mi, będzie dobrze. Na pewno cię przyjmą… Wioletta poprawiła krawat i odsunęła się, aby zobaczyć syna w całości.
Słyszałem, że nie jest łatwo się dostać…
To twoje miejsce. Odpowiadaj jasno na pytania, nie zapomnij się uśmiechnąć. Jesteś niezastąpiony.
Dobra, mamo. Staszek pocałował ją w policzek i wybiegł z domu.
Wioletta długo patrzyła przez okno, obserwując najważniejszego człowieka w swoim życiu, jak dziarsko idzie w stronę przystanku.
Nagle przeszedł ją dreszcz…
Gdzieś już to widziała…
Tamten chłopak w parku, ponad dwadzieścia lat temu…
Teraz Staszek w garniturze właśnie mu przypominał…
Na długo o tym zapomniała. Teraz moment wrócił.
Jak to możliwe?
Czyżby los pozwolił jej wtedy zobaczyć, przed kim się wahała, dał znak, by wybrała właściwą drogę?
Czemu wtedy nie podeszła, nie spytała jego mamy o imię?
Zresztą, dziś to bez znaczenia.
Wszystko ułożyło się pięknie…
Po obiedzie Staszek wrócił z ogromnym bukietem bordowych chryzantem idealnie pasujących do krawata i oznajmił, że dostał pracę.
A jeszcze obiecał, że zabierze mamę nad morze, bo nigdy nie była.
Teraz on chce się nią opiekować, jest gotów przenosić góry, zawracać rzeki. Taki syn się Wioletcie trafił.
Przez całe lata, gdy tylko przychodziło jej ciężko, wystarczyło wtulić się w jego głowę i było łatwiej.
Przetrwała wszystko, nie złamała się.
Wioletta nigdy nie żałowała, że została mamą. To była jej właściwa decyzja.
I tak właśnie miało być!



