Ania, zabierz ją stąd! Ja już więcej nie wytrzymam! Nawet dotykanie jej jest dla mnie obrzydliwe!

Anka, zabierz ją! Nie dam już rady! Sam dotyk mnie od niej odrzuca!
Lidkę aż trzęsło. Dziecko w jej ramionach zawodziło aż uszy więdły.
Anka wzięła na ręce siostrzenicę i kiwnęła głową.
Dobrze. Ale to twoja decyzja, pretensji później nie będzie?
Nie, jakich pretensji?! Zrób co chcesz, nie chcę jej więcej widzieć!
Mała przyszła na świat ledwie miesiąc temu. Od początku ciąży z Lidką było coś nie tak. Anka zrzucała huśtawki nastroju na karb późnej ciąży. Siostra była wdową już od prawie ośmiu lat. Starsze dzieci dorosły, wyfrunęły z domu. Wypad nad Bałtyk, szybki romans i ciąża wszyscy byli tym zaskoczeni. Lidka nigdy nie była typem spontaniczki. Na początku wydawało się, że myśl o nowym dziecku ją cieszy. Jednak potem Anka zauważyła, że raz Lidka wpada w szał kupowania ubranek i buszuje za wózkiem po Allegro, by po chwili zapadać w milczenie na całe dni, jakby zaszywała się za zimną ścianą.
Niemal przed samym porodem Lidka urwała kontakt z bliskimi. Nie odbierała od mamy, siostry, ani dzieci. Anka aż zadzwoniła na oddział położniczy, tam dogrzebała się do Lidki, która właśnie miała podpisywać zrzeczenie się dziecka.
Lidka, co ty robisz? Dlaczego?
Sama nie wiem. Nic nie czuję. Ona jest obca.
Jak to obca?! Przecież to twoje dziecko!
Nie będzie moim! Lidka odwróciła się do ściany.
Anka wyciągnęła ciężkie działa i przywiozła mamę. Lidka ostatecznie zgodziła się zabrać dziecko. Mama uparła się, że zamieszkają razem “dopóki Lidka nie stanie na nogi”, choć tak naprawdę wszystkie pilnowały Lidki jak cerber. Lidka niby opiekowała się dzieckiem, przewijała, karmiła, ale wszystko jakby z automatu bez cienia czułości, bez spojrzenia. Imię nadała babcia, na spacerki nosiła ciotka.
Lidka, zabiorę ją. Wychowam ją, ale pomyśl za jakiś czas i tak będzie mi mówić mamo.
A mnie tam wszystko jedno. Byle nie do mnie miała pretensje.
Po tygodniu papierologia była gotowa i Anka oficjalnie stała się opiekunką siostrzenicy. Lidka wyprowadziła się do Wrocławia.
Mała Apolonia była wulkanem energii i śmiechu. Szybko zaczęła chodzić, jeszcze szybciej mówić. Ankę od początku nazywała mamą.
Minęło dwanaście lat.
Mamo, dostałam dziś trzy piątki, a jutro z klasą idziemy do kina! rozlega się w mieszkaniu radosny głosik.
To ona?
Tak, Lidka, to ona. Proszę cię tylko
Dzień dobry! Jestem Apolonia, a pani to?
W drzwiach kuchni stanęła wysoka, długonoga dziewczynka z ogromnymi oczami i z lekkim zdziwieniem patrzyła to na siedzącą przy stole kobietę, to na swoją mamę, która była blada jak ściana.
Ja… Lidka. Jestem twoją matką, Pola.
Przecież prosiłam! Anka zmierzyła siostrę wzrokiem i przeszła do córki. Pola! Wszystko ci wyjaśnię!
Nie trzeba, mamo. Posłuchajmy. No dobrze, mówi pani, że jest moją matką. No i?
Przyjechałam po ciebie. Chcę, żebyś ze mną zamieszkała.
A po co?
Jesteś moją córką.
Nie, nie pani. Mam jedną mamę i nie chcę żadnej innej! Panią widzę pierwszy i mam nadzieję, że ostatni raz w życiu. Pola odwróciła się i opuściła kuchnię.
Anka bezwładnie usiadła na krzesło.
No i co uzyskałaś?
Na razie nic. Ale jeszcze zobaczysz. Do skutku, najwyżej przez sąd.
Po co ci to, Lidka? Sama ją oddałaś, nie chciałaś nawet na nią patrzeć. Nikt wtedy nie wiedział dlaczego. Teraz, po tylu latach, nagle chcesz, żeby rzuciła ci się na szyję? Daj spokój… Jedź do mamy, pogadamy potem, ja idę do córki.
Do siostrzenicy! Lidka parsknęła.
Anka westchnęła. Zamknęła drzwi i poszła do pokoju Poli.
Polunia
Mamo, poczekaj zanim zaczniesz tłumaczyć. Chcę ci coś powiedzieć. Wszystko wiem. Rok temu, pamiętasz, jak robiłyśmy porządki u babci? Znalazłam papiery o opiece. Najpierw się wściekłam, że nic mi nie mówiłyście, potem nawet chciałam się z nią zobaczyć, zapytać dlaczego? Ale w końcu uznałam, że mam to gdzieś. Ty jesteś moją mamą! Innej nie chcę!
Pola, kochanie! Nikomu cię nie oddam.
Sama się nie oddam! Pola parsknęła śmiechem. Pamiętasz mojego kolegę Konrada z klasy? Jego mama jest prawniczką od rodzinnych spraw, zadzwoń do niej.
Ty wiesz co, dziecko, ale za szybko do dorosłego świata się pchasz. Już wszystko zdecydowała! Anka się roześmiała i objęła dziewczynkę. No zadzwonimy, wszystkiego dopilnujemy.
Potem były długie tygodnie nerwów, przepychanek, ale sąd zostawił wszystko jak było. Liczyło się zdanie Poli, która nie zamierzała żyć z biologiczną matką ani jej uznawać.
Siostry stały przed gmachem sądu.
No i wreszcie ten horror się kończy odetchnęła z ulgą Anka. Co zamierzasz teraz?
Wyjeżdżam, Anka. Nie będę przeszkadzać. Pomagać będę, nie odmawiaj. Na Polę od dawna jest konto, dokumenty u mamy, zostawiam wszystko.
Po co to było, Lidka, i dlaczego ją wtedy zostawiłaś?
Nie było żadnego romansu, Anka, niczego nie było. Był ciemny park i późny wieczór.
Ance aż zabrakło tchu.
I nic nie mówiłaś? Tyle lat sama w środku?
Nie można było tego odkręcić. I po co mówić? Sama nie od razu wiedziałam, potem było za późno. Poli nie mów. To moja sprawa, nie jej. Może kiedyś mi wybaczy.
Anka uścisnęła siostrę i razem spojrzały na Polę, która stała z babcią nieopodal.
Czasem coś najstraszniejszego potrafi zamienić się w coś najpiękniejszego. Ale ona ładna, prawda? Lidka otarła łzy, a Anka po raz pierwszy od lat zobaczyła uśmiech na jej twarzy.

Rate article
Fajna Tajna
Ania, zabierz ją stąd! Ja już więcej nie wytrzymam! Nawet dotykanie jej jest dla mnie obrzydliwe!