Weronika wychowywała się jak sierota, choć oboje rodzice żyli. Swoją matkę, Małgorzatę, znała praktycznie tylko ze zdjęć i rozmów na Skype, a ojciec mieszkał dosłownie przez płot i nawet mimo tej bliskości nie wykazywał najmniejszego zainteresowania jej życiem.
Weronice czasem wydawało się, że ojciec wręcz unika jej wzroku żeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy poprosić go o coś czy liczyć na jego uwagę.
Dawniej Weronika miała żal do matki bo jak tu nie mieć żalu, skoro jej matka w pogoni za osobistym szczęściem zupełnie zapomniała, że ma córkę? Z czasem jednak zaczęła ją rozumieć.
Zapewne nie jest łatwo zostać z dzieckiem na ręku w wieku szesnastu lat, zwłaszcza gdy ojciec tejże pociechy to twój kolega z klasy i jeszcze do tego sąsiad w jednym.
Na szczęście Małgorzata miała dość odwagi, by jednak urodzić, bo równie dobrze mogła postąpić zupełnie inaczej. Choć zostawiła Weronikę pod opieką swoich rodziców, dziewczyna była jej za to wdzięczna nigdy nie wiadomo, jak jej życie by się potoczyło, gdyby wychowywała się z matką, która, sądząc po wszystkim, nie miała ani grama instynktu macierzyńskiego.
Dzieciństwo Weroniki było mimo wszystko fantastyczne; pławiła się w miłości i trosce.
Dziadek z babcią oddaliby za nią wszystko, a matka regularnie przysyłała z Warszawy modne ubrania i rozmaite zabawki.
Gdy Małgorzata wyszła za mąż za jakiegoś Francuza, ilość paczek i przelewów złotówek znacząco się zwiększyła.
Weronice czasem wydawało się nawet, że matka próbuje tymi prezentami przykryć swoje wyrzuty sumienia.
Na osiemnaste urodziny Małgorzata przesłała takim przelewem, że dziadek bez większego problemu kupił Weronice mieszkanie w Krakowie.
Jakby nie patrzeć, dziewczyna dorastała i czekały ją studia na uniwersytecie o ile lepiej się mieszkać na swoim niż dzielić ciasny pokój w akademiku!
W ten sposób Małgorzata stopniowo, sprytnie i bez narzucania się, próbowała pokazać Weronice, że wszystko robiła i robi tylko z myślą o jej dobru.
Ku zaskoczeniu dziadków Weronika na matkę się nie gniewała, choć i ciepłych uczuć do niej nie żywiła.
Kiedy Małgorzata czasem przyjeżdżała z zagranicy, ludzie mylili je ze sobą tak były podobne, a dobrze utrzymana Małgorzata w wieku trzydziestu czterech lat wyglądała na góra dwadzieścia pięć.
No i co, Weroniko, może w końcu pojedziesz ze mną do Paryża? pytała matka z nutą nadziei.
Nie, jeszcze muszę skończyć studia odpowiadała Weronika.
No dobrze, ucz się, ucz Kto by pomyślał, taka mądra dziewczyna! Tu masz mój nowy numer, jak będziesz potrzebować pieniędzy albo czegokolwiek, dzwoń do mnie, choćby w środku nocy.
Dziękuję, mamo. Już mi tyle kupiłaś, a pieniędzy też starczy na długo.
Weronika nie zauważyła, jak matka lekko skrzywiła się na dźwięk słowa mama.
Małgorzata nadal nie dojrzała do roli matki. Nawet swojemu francuskiemu mężowi wmawiała, że wspiera rodziców i młodszą siostrę, choć o dorosłej córce w Polsce nie pisnęła ani słówka.
Oczywiście kochała Weronikę ale była to taka miłość, jaką darzy się kuzynkę albo daleką znajomą.
Gdy jednak Małgorzatę opuścił mąż zostawił ją dla jakiejś rodaczki pierwsze, co zrobiła, to przyjechała do córki.
Weroniko, nie masz nic przeciwko, żebym zamieszkała z tobą? zapytała.
Jasne, nie mam nic przeciwko, ja w sumie niedługo wychodzę za mąż. Po ślubie i tak planujemy z Olkiem zamieszkać razem.
Wychodzisz za mąż? Tak wcześnie? Przecież dopiero co miałaś dwadzieścia lat
Wcześnie???
Weronika już miała powiedzieć: Ty mnie urodziłaś w wieku szesnastu lat, ale ugryzła się w język. Może nie chciała, by matka poczuła się winna, a może po prostu nie miała ochoty być niegrzeczna. W końcu była już dorosła i mogła sama decydować, kiedy i za kogo chce wyjść za mąż.
Weronika często porównywała rodziców Olka do własnej matki. Tamci przyjęli ją jak córkę, a Małgorzata nawet nie zapytała, kto jest tym szczęśliwym wybrankiem.
Wpadnę na wesele, a teraz muszę odpocząć i zebrać siły. Jadę do Grecji.
No proszę Grecja Podobno pięknie tam jest Olek czasem jeździ tam służbowo wczoraj właśnie poleciał na negocjacje
Do ślubu zostało parę dni. Weronika była już wykończona przygotowaniami do najważniejszej (jej zdaniem) uroczystości w życiu.
Olek nagle miał tysiąc spraw na głowie, wyjazd mu się przedłużył, mama jak pojechała tak przepadła i nie dawała znaku życia, więc Weronika nawet nie wiedziała, co myśleć.
Ale miała pewność co do jednego Olek zapiszcza z radości, gdy się dowie, że zostanie ojcem!
Weronika nie planowała dzieci przed ślubem, ale przecież ceremonia lada dzień więc nikt nie pomyśli, że ślub bierze bo muszą.
No wreszcie jesteś! Już myślałam, że zakochałeś się w jakiejś Greczynce i zmieniłeś zdanie co do naszego ślubu powitała narzeczonego z uśmiechem.
Co ty opowiadasz, kochanie? Żadna Greczynka! Wiesz, że nie mam głowy do takich romansów
Cóż, lekko skłamał Taki mały romansik się trafił
To była taka niby służbowa misja”, ale trochę z ogniem, jakby fajerwerki. Tamte dni Ale czy on naprawdę miał jakieś tajemnice przed Weroniką?!
Weronika stała jak wmurowana, nie mogąc pojąć, co się wokół niej dzieje.
O jakie tajemnice chodzi? Ja jestem w ciąży z Olkiem, już dawno mu powiedziałam, żeby uprzedził cię
Co ty powtarzasz?! Ciąża? Z OLKIEM?! To taki żart?!
Serio wyglądam ci na dowcipnisię? Poznaliśmy się w Grecji i tam przeżyliśmy kilka gorących chwil, potem tutaj, tuż przed waszym ślubem Olku, przyznaj się, jak nam było dobrze razem!
Wynocha! OBOJE! Nie chcę was znać!
Weroniko, przepraszam, to był błąd!
Jedyny błąd to poślubić kogoś, kto potrafi być aż tak podle nielojalny!
Weronika złożyła pozew rozwodowy. Odpuszczenie Olekowi nie wchodziło w grę, a kontakt z matką się urwał.
Weronika wróciła do rodzinnej wsi do dziadków, gdzie spokojnie donosiła i urodziła synka.
O matce i byłym mężu nie chciała nic wiedzieć.
Jednak miesiąc po narodzinach zadzwonił telefon z miejskiego szpitala:
Czy rozmawiam z Weroniką Nowak?
Tak, coś się stało?
Pani matka, Małgorzata Nowak, niestety zmarła przy porodzie. Urodziła się dziewczynka. Może chciałaby pani się nią zaopiekować? Przepraszam, że pytam, ale mamy ją teraz przekazać do Domu Dziecka, czy przyjedzie pani po nią?
Ja Ja Przyjadę!
Weronika zabrała dziewczynkę. No po prostu nie umiała inaczej postąpić
Olek zresztą i tak nie chciałby mieć z dzieckiem nic wspólnego dalej twierdził, że za wszystko winna była tylko Małgorzata.
Weronika uważała jednak, że winni byli oboje ale to wcale nie znaczy, że dzieci mają płacić za błędy dorosłych.
Dzieci to szczęście. Jej szczęście. A jak wiadomo, szczęścia nigdy za wiele.



