Teściowa
Apolonia Marciniak jest kobietą monumentalną. Jej kroki to nie zwykłe chodzenie, lecz prawdziwa defilada. Jej spojrzenie to nie wzrok, a przenikliwy wzrok. Jej słowa to nie wypowiedzi, a sentencje. Postaw ją na postumencie – masz pomnik, nie kobietę.
Prowadzi hurtownię spożywczą, ma za sobą dwie wizyty w więzieniu za chuligaństwo i jedną za nieumyślne spowodowanie śmierci, a także trójkę córek, urodzonych w odstępach pomiędzy odsiadkami. No i trzech zięciów, rzecz jasna.
Każdemu z zięciów zaraz po ślubie odczytała ich prawa i obowiązki oraz przedstawiła listę sankcji za złamanie któregokolwiek z nich.
Trzeba przyznać, że Apolonia nie wdawała się w drobne kłótnie – oszczędzała nerwy. Córkom natomiast surowo zakazała zawracać jej głowę błahostkami “Uczcie się rozwiązywać własne problemy”. Dozwolone było zgłaszanie się tylko w przypadku zaginięcia czegoś lub kogoś ważnego albo jeśli trzeba schować czyjeś zwłoki.
Zięciowie doceniali tę politykę nieingerowania, nie pchali się na afisz, bo kłótnia z teściową mogła skończyć się tragicznie. “Zabójstwo w afekcie” miała wypisane na czole.
Najmłodszy zięć Apolonii Michał nie utrzymywał z nią bliskiego kontaktu, więc nie bał się jej, a ponieważ mieszkał z rodziną w Kielcach, czuł się niezależny i wolny. Do czasu, gdy zdecydował się wziąć udział w sobotniej zabawie organizowanej przez szefa i zgodził się pójść z nim oraz trzema kolegami do sauny.
Żonie Michał powiedział, że musi zostać dłużej w pracy, bo coś trzeba dokończyć. Bardziej doświadczeni koledzy zabezpieczyli się lepiej jeden zabrał z domu wędki i namiot, niby na ryby z kumplami, i zamówił żonie wiadro żywej ryby. Dwaj inni spakowali laptopy “na nocne starcie czołgów”. Szef się nie krył otwarcie mówił o saunie.
Koło północy alkohol i para zaczęły nudzić, więc panowie postanowili urozmaicić męski wieczór i zrzucili się na prostytutki. Starczyło tylko na dwie, a były tak odpychające, że szef chciał wymienić je na jedną bardziej urodziwą, ale reszta zdecydowała, że lepiej dokupić wódki.
O północy bardzo zaniepokojona najmłodsza córka Apolonii zdecydowała się zadzwonić do matki.
Mów szybko i konkretnie, mam tira do rozładunku powiedziała Apolonia.
Mamo, Michał nie wrócił z pracy, telefon milczy, służbowy też, nie mogę dodzwonić się do jego kolegów ani szefa. Coś się stało, mamo!
Oczywiście… Nie panikuj, dziecko. Zaraz sprawdzę!
Apolonia wydała polecenia magazynierom, wsiadła do auta i ruszyła w stronę Kielc, po drodze wykonując kilka telefonów.
Po pół godziny wiedziała, w której saunie, z kim i co robi jej zięć; po godzinie była już pod miastem, a po piętnastu minutach, w towarzystwie przestraszonego saunamistrza, stanęła przed znudzoną ekipą. Wywołała poruszenie, a Michał dostał solidne alibi w postaci rozległych siniaków i złamanego zęba.
Szef próbował przejąć kontrolę:
Jak pani się zachowuje?! Kim pani jest?! Dzwonię na policję!
Nie wiedział, kim jest Apolonia! Przerwała kopanie zięcia, jedną ręką złapała nóż ze stołu, drugą chwyciła szefa za gardło:
Tylko spróbuj, baranie! Odetnę ci język! Jestem teściową tego głąba!
Cicho, robaczki! krzyknęła do przerażonych prostytutek i, obracając nóż w dłoni, ruszyła w stronę Michała.
No co, misiu, chyba coś ci uwiera w spodniach?
Mamo! jęknął Michał, odpełzając w kąt. Nie zrobi pani tego!
A co mi niby przeszkodzi?
Ja nie zdradzałem pani córki! Niech pani spyta kogokolwiek!
Apolonia spojrzała na prostytutki.
Nikt nie zdradzał zachrypiał szef, masując gardło.
Widzę sama, straszne dziewczyny. Po co takich brać?
Nalała wódki do szklanki i podała zięciowi:
Pij. Znieczulenie.
Michał, stukając zębami o szkło, wypił.
Co tu za burdel? Wyznajcie wszystko!
Chcieliśmy odpocząć powiedział szef ale nie wyszło. Nudno. I prostytutki jakieś takie, że szkoda gadać.
Siadając za stołem, Apolonia ukroiła kawał dużej kiełbasy:
Fantazji wam brak, chłopcy przeżuwając, stwierdziła Apolonia. Co to jest? wskazała na wędki Ze sklepu erotycznego czy jak?
To moje alibi odezwał się “wędkarz”.
To też? kopnęła wiadro z żywą rybą.
Tak.
Przemyślane, muszę przyznać. Co byście beze mnie zrobili? Ale wam się poszczęściło!
Przelała ryby do basenu natychmiast pognały w różne strony.
Trzymaj podała wędkę “wędkarzowi” i “czołgiście” będziecie łowić. Ej, dziewczyny! Do wody, zarabiacie!
Prostytutki szybko wskoczyły do basenu.
Zasady są proste: faceci łowią ryby na wędkę, dziewczyny rękami. Kto złapie, wychodzi cało.
Ty wskazała drugiego “czołgistę” zapisujesz wyniki. A my z szefem robimy zakłady. Stawiam na tę w żółtym stroju, że ona pierwsza złapie rybę.
Nie ma mowy! włączył się szef. Stawiam na Olka. On pierwszy! Zawodowiec!
Ej, żółta! zawołała Apolonia Na wyjściu bonus w wysokości dniówki, jak pierwsza złapiesz!
A ja co? oburzyła się druga dziewczyna.
Ty dostaniesz, jak złapiesz więcej niż żółta.
Po pół godzinie saunamistrz ostrożnie zerka do środka. Słychać śmiech, wrzawa… Dziewczyny łowią ryby rękami, Olek łapie na chleb, “czołgista” poluje na prostytutkę, Michał z drugim “czołgistą”, używając wielkiego ręcznika jako sieci, też próbują coś złowić. Szef wywija na brzegu, gorąco dopingując akcję.
Apolonia wysyła córce wiadomość – “Na ojca napadli nieznani, gdy wracał z pracy, pobili, ale żyje, teraz składa zeznania na policji. Jak się wszystko skończy, przywiozę go do domu. Całuję, mama”. Prawda jest taka, że spokój córki jest dla niej ważniejszy niż wybity ząb zięcia i bezsenna noc w saunie. Michałowi przesyła na konto sporą kwotę na odbudowę zęba nie był winny, ale na przyszłość niech wie, żeby uważać z takimi wypadami.



