Boję się Cię stracić

Tu mieszkam uśmiechnął się Leon, zapraszając dziewczynę do swojego mieszkania.
Wejdź, rozgość się, a ja zaraz wrócę.
Zofia niepewnie przekroczyła próg, nerwowo rozglądając się po przedpokoju, i nie spieszyła się ze ściąganiem butów.
Coś ją przewiercało
Gdy chłopak wrócił do korytarza, w oczach Zofii zamarł autentyczny strach, dłonie zatrzęsły się, i nie wyjaśniając niczego, w tej samej sekundzie wybiegła z mieszkania.
Zosiu, gdzie ty?!
Leon patrzył z niedowierzaniem na otwarte drzwi wejściowe, potem na Martę, psa, który stał obok niego W ogóle się nie spodziewał, że ten wspaniały wieczór skończy się w tak nieoczekiwany sposób.
Co, tak po prostu uciekła, nie mówiąc ani słowa?
zdziwił się Wiktor, kiedy Leon opowiedział najlepszemu przyjacielowi, co się wydarzyło.
Nic.
Po prostu wybiegła.
Wyglądała, jakby ducha zobaczyła.
Leon uniósł kufel piwa, zamyślił się, po czym odłożył go na stół.
Nie rozumiem Dlaczego tak zareagowała?
Co ją tak przestraszyło?
Możliwości jest wiele.
A próbowałeś zapytać jej wprost, o co chodzi?
Zapytałbym, ale nie odbiera telefonów.
Od wczoraj nie mogę się do niej dodzwonić.
Byłeś u niej w domu?
Nie.
Odprowadziłem ją tylko do klatki, nie wiem, w którym mieszkaniu mieszka.
Dziwna sytuacja.
Właśnie Bardzo dziwna.
Wszystko się tak pięknie zaczęło, a skończyło głupio.
A może jeszcze się nie skończyło?
Nie trać nadziei przedwcześnie.
Pewnie zmieniła zdanie.
Nic innego nie przychodzi mi do głowy.
W poniedziałek się zobaczycie w pracy.
Wszystkiego się dowiesz.
Później zdecydujesz, co dalej.
Pierwszy raz Leon spotkał Zofię w zatłoczonym tramwaju w Warszawie.
Nikt nie chciał ustąpić miejsca młodej kobiecie tylko on wstał.
Stał potem tuż obok niej przez całą drogę i nie potrafił ukryć uśmiechu.
Dziewczyna od razu mu się spodobała.
Bardzo chciałby ją poznać, ale po pierwsze Leon spieszył się do pracy.
Po drugie nigdy nie podchodził do dziewczyn w miejscach publicznych.
I co miałby powiedzieć?
Cześć, jestem Leon.
Tu masz mój numer, zadzwoń do mnie wieczorem?
Wyszłoby głupio.
Więc gdy Leon wysiadł na swojej stacji, nie oglądał się nawet za siebie, tylko od razu ruszył w kierunku biura.
A jednak przez całą drogę miał wrażenie, że dziewczyna idzie za nim.
Tłumaczył to sobie:
Po prostu bardzo byś chciał, żeby takie rzeczy działy się naprawdę…
No właśnie, chciałby.
Ale przecież takie rzeczy się nie zdarzają chłopak spotyka dziewczynę i od razu miłość na całe życie.
Siedząc godzinę potem przy komputerze, nie mógł przestać o niej myśleć.
Gdziekolwiek spojrzał, widział jej oczy, uśmiech Prześladowała go ta myśl.
I kiedy dyrektor, pan Jan Stefański, wszedł z nią do biura mówiąc: Proszę miło przyjąć nową koleżankę, Leon naprawdę był przekonany, że mu się to wszystko przywidziało.
Chyba powinienem iść do lekarza.
Ale Zofia była bardzo rzeczywista i od tej pory miała pracować obok niego.
Leon poczuł, że to przeznaczenie.
Zofia, przedstawiła się, ślicznie się uśmiechając.
Leon.
Bardzo mi miło.
Tyle tylko zdołał powiedzieć, bo był zszokowany i rozbity.
Ale w środku wszystko w nim wrzało coś w nim pęczniało i krzepło.
Za każdym razem, gdy spotykał się z nią w pracy, czuł, że dla niej gotów byłby sięgnąć po gwiazdę z nieba albo i przenosić góry.
Chciał zrobić wszystko, by skupić na sobie jej uwagę.
Tego samego wieczora spotkał się z Wiktorem w parku Saskim, gdzie prawie codziennie wyprowadzali razem psy.
Tak opowiadał o Zofii, z takim zachwytem, że Wiktor od razu się połapał:
Zakochałeś się, stary!
Myślisz?
Pewny jestem.
Ze mną było tak samo.
Zobaczyłem Tosię i wiedziałem: chcę z nią być do końca życia.
No właśnie I ja czuję to samo, gdy ją widzę.
Musisz działać.
Zaproś ją gdzieś.
Do kawiarni, do kina.
Myślisz, że się zgodzi?
Nie spróbujesz, nie dowiesz się.
Jak będziesz zwlekać, to ktoś inny ci ją sprzątnie sprzed nosa.
Ale co, jeśli ktoś już ją ubiegł?
Może ma chłopaka A ja tu ze swoim zaproszeniem Dziwna sytuacja.
Wtedy zostaniecie tylko znajomymi z pracy.
Ale spróbować musisz.
W najgorszym wypadku nic nie stracisz.
W najlepszym
Leon spróbował.
Po pracy podszedł do Zofii na przystanku, uśmiechnął się, zarumienił, ale zebrał się w sobie i zapytał:
Przepraszam, nie miej mi za złe Może poszlibyśmy dziś na kawę lub do kina?
Zofia się uśmiechnęła i zgodziła.
Napili się kawy w małej kawiarence, potem długo spacerowali po pustym już wieczorem Starym Mieście, a Leon odprowadził ją pod dom.
Wszystko potoczyło się nawet lepiej, niż przypuszczał.
Wróciwszy do siebie, jeszcze przez godzinę chodził po podwórku z Martą bo przegapił wieczorny spacer z psem.
Potem aż do rana leżał na łóżku i snuł marzenia Oświadczyny, wspólne życie, dzieci, rodzinne wypady na Mazury w weekendy Był niemal pewien, że te marzenia wkrótce się spełnią.
Minęły trzy miesiące.
To były najpiękniejsze trzy miesiące w jego życiu.
Kolacje przy świecach w restauracji, romantyczne filmy w kinie, pocałunki w ciepłym, letnim deszczu, nie zważając na ludzi dookoła.
Zofia była wyjątkowa.
Ciepła, dowcipna, skromna, serdeczna, rozsądna.
Leon dziękował losowi, że ich połączył Tylko miało to swój cień.
Jedyny problem po każdym wieczorze Leon musiał jeszcze wychodzić z Martą.
Mieszkał sam, musiał więc sam wyprowadzać psa.
Kilka razy proponował spacer we troje, ale Zofia reagowała dziwnie cichła, odsuwała się, w końcu odmawiała.
Może lepiej sami?
Później zechcemy wejść do kawiarni lub kina z psem nie bardzo.
Masz rację zgadzał się Leon.
Aż w końcu poprosił ją, by zamieszkała z nim i oświadczył się jej.
Na oświadczyny się zgodziła, na wspólne mieszkanie już niechętnie.
Niby nie odmawiała, ale ciągle odwlekała moment przeprowadzki.
Zosiu, wiem, wesele mamy dopiero za rok, ale może już teraz moglibyśmy zamieszkać razem?
Lepiej się czuję, gdy jesteś blisko.
Obiecałam właścicielce mieszkania, że zostanę do końca roku.
Nie chcę jej zawieść.
Opłacę ci te dwa miesiące, jeśli tak ci będzie wygodniej!
Chodź teraz do mnie, pokażę ci mieszkanie, poznasz Martę Polubisz ją, zobaczysz.
Zofia wyraźnie posmutniała, ale pojechała z nim.
Kochała Leona, chciała spróbować pokonać swój lęk
Tu mieszkam Leon uśmiechnął się, otwierając drzwi.
Rozgość się, zaraz wrócę.
Zofia niepewnie przekroczyła próg, nerwowo rozglądając się po ścianach, nie ściągała butów.
Coś ją niepokoiło
Gdy Leon znów pojawił się w przedpokoju, w jej oczach zamarł czysty przerażony strach.
Zadrżały jej ręce, odwróciła się i bez słowa wybiegła z mieszkania.
Zosiu, gdzie biegniesz?!
Leon zdziwiony spojrzał na otwarte drzwi, potem na Martę Nawet nie przyszło mu do głowy, że wieczór zakończy się tak nagle.
Próbował do niej dzwonić nie odbierała.
W końcu spotkał się z Wiktorem, musiał się wygadać i chciał usłyszeć radę.
Po rozmowie Leon postanowił poczekać do poniedziałku.
W pracy w końcu się spotkają
Leon przez cały poniedziałek zerkał na zegarek i patrzył przez parujące szyby tramwaju, który podjeżdżał na przystanek.
Wśród ludzi wysiadających na stopniach Zofii nie było.
A przecież zwykle była wcześniej.
Może coś się stało?
Już prawie miał dzwonić do szefa, żeby go puścił z pracy zmartwionego, gdy zobaczył ją idącą chodnikiem.
Włosy rozpuszczone, twarz zapłakana, oczy smutne
Zaczekaj, Zosiu!
Dziewczyna stanęła, spojrzała na niego i posmutniała jeszcze bardziej.
Zosiu, co się stało?
Dlaczego uciekłaś?
Czemu nie odbierasz?
Już nie wiem, co myśleć.
Przepraszam cię, Lechu
Co się stało?
Pięć minut do pracy Porozmawiamy po pracy?
Zmieniłaś zdanie?
Nie chcesz być ze mną?
Nie chcę zgadywać, powiedz od razu.
Dlaczego uciekłaś?
Przepraszam, Leon, nie dam rady z tobą zamieszkać powiedziała ledwo słyszalnie i rozpłakała się.
Ale dlaczego?!
Zrobiłem coś nie tak?
Nie
To o co chodzi?
Zofia otarła łzy i spojrzała mu w oczy:
Ja się boję
Czego, kochanie?
Psów.
Proszę?
Mojej Marty?
Przecież mówiłem ci, że ona łagodna!
Pomyślał tylko:
Jednak chodziło o psa
Nie o twoją Martę chodzi, tylko o wszystkie psy.
Kiedy miałam sześć lat, rzucił się na mnie bulterier
Nie opowiadałaś mi o tym
Bałam się wspominać.
Byłam na placu zabaw, mama weszła do sklepu, a pijany właściciel szczuł psa, żeby mnie przegonić z ławki.
Cudem mnie uratowali.
Od tamtej pory panicznie boję się psów.
Ale na ulicy ich nie unikasz?
Boję się.
Ale tam mogę zmienić drogę, podejść do ludzi Ale mieszkać pod jednym dachem z dużym psem jak Marta, po prostu nie dam rady.
To nie twoja wina, to ja.
To jest dziwne.
Próbowałam, serio.
Pojechałam do ciebie, by się przekonać.
Ale to silniejsze ode mnie
W końcu nic się nie stało.
Ale strach był za silny.
Myślałam, że go pokonam Nie udało mi się.
Przepraszam.
Takie rzeczy westchnął ciężko Leon, opowiadając potem przyjacielowi.
Kocham ją, ona mnie też, ale nie możemy razem mieszkać.
Jak to możliwe?
Nie chcesz pozbyć się Marty?
spytał z powagą Wiktor.
Oczywiście, że nie!
Kocham Martę, ale Zofię też kocham.
Więc trzeba walczyć o swoje szczęście.
Jak?
Lęk przed psami to nie alergia.
Nad strachem można pracować.
Pomóż jej go pokonać.
Może czas na dobrego psychologa.
Była już.
I nic?
Zosia mówi, że spróbuje jeszcze powalczyć, ale nie daje gwarancji.
To już coś.
Najważniejsze, że chce.
Inna postawiłaby ultimatum: ja albo pies.
A ona chce próbować.
Pomóż jej.
Ale jak
Może zacznijcie od spacerów razem z Martą w parku, albo najlepiej w lesie.
Bez ludzi, spokojnie
Myślisz, że się uda?
Czemu nie?
Zobaczysz, z czasem poczuje się przy niej swobodnie.
A skąd masz auto?
zdziwiła się Zofia, gdy zobaczyła Leona pod blokiem ze srebrnym SUV-em.
Pożyczył mi kolega.
Chcesz jechać w trójkę jednym autem?
Od razu uprzedzam, boję się
Spokojnie, Martę damy do bagażnika jest tam specjalna klatka, a ty usiądziesz z przodu.
Nic się nie stanie.
No dobrze
Po godzinie byli już w podwarszawskim lesie.
Leon pomógł Zofii wyjść, kazał Marcie nie podchodzić za bardzo do dziewczyny.
Ładnie tu rzucił, by odciągnąć Zofię od jej myśli.
Odpowiedziała prawie niezauważalnym szeptem:
Ładnie
Założyli kalosze i ruszyli na spacer leśny.
Leon grał z psem w piłkę to też był jego plan, by Marta nie wchodziła dziewczynie w drogę.
Jak się czujesz?
Sama nie wiem odpowiedziała, nie spuszczając Marty z oczu, gdy ta wypadła z krzaków.
Posłuchaj, psy są różne, jak ludzie.
Ten, który cię skrzywdził, miał strasznego właściciela.
Ale nie wszystkie są złe.
Wiem.
Spróbuj nie bać się ich tak bardzo.
Po kilku takich spacerach przekonasz się!
Leon rzucił piłkę, Marta pobiegła za nią.
Hau, hau!
zaszczekała radośnie.
Zofia zesztywniała z lęku, ręce zaczęły jej drżeć.
Ona się złości?
Nie, Leon się roześmiał, obejmując ją mocno.
Cieszy się, znalazła piłkę!
Marta przyniosła piłkę i odskoczyła, gotowa do kolejnego sprintu.
Zosiu, chcesz spróbować rzucić?
Boję się
Zamknij oczy, będzie łatwiej.
Choć raz!
Zofia ją wzięła, mocniej ścisnęła powiekami, rzuciła piłkę najdalej, jak się dało.
Brawo!
zaśmiał się Leon.
Marta, przynieś!
Suka pobiegła, potem zaszczekała głośno.
I co się dzieje?
Ups, zaraz zobaczę
Suki wciąż nie było, Leon poszedł sprawdzić, co się dzieje, Zofia spytała:
Możemy już wrócić?
W sumie tak.
Marta, gdzie jesteś?
Ale pies nie wracał za to szczekał coraz głośniej.
Pójdę zobaczyć Zaczekasz?
Nie, pójdę z tobą!
Przedzierali się przez chaszcze.
W końcu zobaczyli Martę szczekającą na piłkę leżącą na wodzie.
Leon uśmiechnął się:
Teraz rozumiem Marta boi się wody.
Myślałam, że psy się niczego nie boją!
Mają swoje dziwactwa.
Martę wyciągnąłem z rzeki jako szczeniaka na wycieczce.
Od tej pory nie znosi wody.
Dobrze, że mamy kalosze.
Poczekaj chwilę
Lechu, nie idź.
To może być bagno!
Spokojnie, to tylko kałuża po deszczu.
Bagna są w innym miejscu.
Zwrócił się do Marty:
Czekaj, zaraz przyniosę ci zabawkę.
Leon pewnie wszedł w wodę aż nagle zapadł się po kolana!
Marta szczekała coraz bardziej zaniepokojona.
O nie utknąłem!
To bagno!
krzyknęła przerażona Zofia.
Masz rację Szybko, znajdź kij!
Drżącymi rękami próbowała zadzwonić po pomoc, ale nie było zasięgu.
Tego tylko brakowało
Jak podejść tam, gdzie stoi pies?
Ze strachu ledwo stała na nogach.
Gdy Marta spojrzała na nią błagalnie, Zofia cofnęła się
Już, już chciała uciec, ale spojrzenie Leona zatrzymało ją.
Zosiu, pomóż!
Płakała, drżała, chciała zniknąć Ale nie mogła go zostawić.
Obejrzała się, zobaczyła długi konar, złapała i podała go Leonowi.
Chwyć!
Ciągnę cię!
Leon złapał, ona ciągnęła z całych sił, lecz zabrakło jej mocy.
Wtedy dołączyła Marta sama zrozumiała, że dziewczyna nie daje rady.
Stanęły ramię w ramię i wtedy Zofia w ogóle nie bała się psa liczył się tylko Leon.
Wspólnie z Martą udało im się wyciągnąć Leona z bagna.
Wszyscy padli wyczerpani na trawę.
Dziewczyny, nie wiem, co bym bez was zrobił westchnął Leon, najpierw obejmując Zofię, a potem nawet Martę.
Wydarłyście mnie ze szponów Śmierci.
Jak się przestraszyłam
Obyś tylko nie miała nowej fobii zaśmiał się Leon.
Zyskałam ją Zrozumiałam, że najbardziej na świecie boję się cię stracić.
Zofia spojrzała na Martę, objęła ją mocno.
Dziękuję ci, Marto!
Że byłaś przy mnie!
Wieczorem wszyscy zasiedli razem na kanapie z herbatą i ciastkami.
Oglądali filmy o psach.
Zofia nie chciała tego dnia oglądać niczego innego.
Leon i Marta chętnie dotrzymali jej towarzystwa.
A co najważniejsze od tego dnia każdy z nich wiedział, że mają wspólny, największy strach: strach, by już nigdy siebie nie stracić.

Rate article
Fajna Tajna
Boję się Cię stracić