A pamiętasz, Ewka…
On już się przyzwyczaił podchodzić do ich okna, bo mieszkali na parterze. Na początku marzyli o wyższym piętrze, później się przyzwyczaili. Najbardziej zadowolona była babcia nie musiała długo wspinać się po schodach. W soboty Antonina Nowakowska, babcia Ewki, piekła drożdżówki, racuchy albo inne smakołyki, zawsze pachnące i domowe.
Zapach wypieków wyrywał się przez otwarte kuchenne okno, kusząc chłopców grających na boisku pod blokiem. Mirek podchodził jak do siebie, ale nie do kuchennego okna, tylko od strony ogródka, gdzie stała stara skrzynka. Wskakiwał na nią i zaglądał do Ewki. Ona, jakby wiedziała że zaraz się zjawi, już biegła, słysząc jak Mirek się wspina.
Zaraz przyniosę ci racuchy, babcia zrobiła jej różowa wstążka, spięta wokół jasnych włosów, rozwiązała się i powiewała przy każdym jej kroku.
Smaczne Mirek jadł z apetytem, zaglądając do pokoju. Po polsku zrobiłaś? pytał.
Oczywiście, już napisałam.
Dasz spisać?
Ewka chętnie podawała zeszyt. Nie zapomnij rano oddać, przed lekcjami odbiorę.
Mirek był bystry, dobrze radził sobie w nauce, choć jak większość chłopaków bywał leniwy. Matematykę rozumiał w mig, ale bieganie po podwórku zabierało czas na lekcje. W latach dziewięćdziesiątych jeszcze nie było plagi komórek, dzieciaki mogły szaleć do wieczora, nie wracając do domu.
W ósmej klasie Mirek po raz pierwszy niósł Ewce tornister, wymachując nim i opowiadając o nowym filmie. W dziewiątej klasie drobna, piwnooka Pola, zgodnie z niepisaną umową chłopaków, została uznana za najpiękniejszą w szkole. Mirek zachorował na jej punkcie. Nie spuszczał jej z oczu, kręcił się wokół, odprowadzał aż pod drzwi. Ewka myślała, że to przejdzie. Teraz to ona go odprowadzała albo czekała przy oknie, kiedy zapuka i powie: Ewka, daj spisać.
Pola umiała trzymać na dystans, ale przywiązywała do siebie mocno. Mirek lawirował pomiędzy Polą, raz mu sprzyjającą, raz odpychającą, a Ewką, zawsze czekającą.
Wciąż zaglądał przez okno, a ona stawiała na parapecie kubek herbaty z parą, czasem dokładała ciastka, jeśli nie było racuchów.
Słyszałaś, nasi przegrali mówił, mając na myśli mecz. Ewka oczywiście wiedziała, bo była na bieżąco ze wszystkim, co interesowało Mirka. Oglądała mecze, czytała sportowe newsy, wpatrywała się w horrory, choć miała już ich dosyć. Ale zawsze mogła podjąć rozmowę z Mirkiem, gdy pytał o film.
Była jego koleżanką, wsparciem, powiernicą. Mirek zwracał się do niej, jak do prawdziwego przyjaciela, który wysłucha, zrozumie, pomoże. Polą się zachwycał, myślał o niej, cierpiał, nawet skarżył się Ewce, że Kuba odprowadza Polę.
Po szkole każde z nich poszło na inne studia. Mirek już nie wpadał spisywać, chodził za Polą. Do Ewki zaglądał rzadko, jakby z sentymentu. Czasem chodzili do kina, a Mirek przez całą drogę gadał bez przerwy, musiał się wygadać.
Mirek, sobota mam urodziny. Zapraszam cię. Przyjdziesz? patrzyła na niego swoimi szarymi, zakochanymi oczami.
Zastanawiał się przez chwilę. W sobotę? Tak, pewnie mogę. Dobrze, przyjdę. Kto jeszcze będzie?
Rodzice, babcia, Wiktoria z Adamem, Ola, znasz ich przecież, wszyscy nasi.
No to super, zjawiam się.
W sobotę Mirek nie przyszedł. Zjawił się dopiero za tydzień, przygaszony, smutny. Mirek, co się stało? Wyglądasz jakbyś się czymś martwił.
Poskarżył się, że Pola wyjechała na praktyki i nawet mu nie powiedziała. Ewka pocieszała go (choć kosztowało ją to wiele). Czekałam na ciebie w sobotę powiedziała.
Co było w sobotę?
Miałam urodziny
Aaah, zapomniałem Ewka, nie gniewaj się
Nie, zdarza się.
Podszedł do okna. A pamiętasz, jak latem racuchami mnie częstowałaś? Tu pod oknem skrzynka stała, wchodziłem na nią, a na parapecie już czekał kubek herbaty z dżemem.
Ewka uśmiechała się, ta pamięć ją rozgrzewała, miło było, że Mirek pamięta. Rozmawiali beztrosko, wspominali podwórkową paczkę, klasę, jak raz uciekli z lekcji, a wychowawczyni przyłapała ich w parku na ławce i odesłała na historię.
Na piątym roku studiów Mirek był wniebowzięty: Pola zgodziła się wyjść za niego. Przyniósł tę nowinę Ewce. Ona trzymała się, gryzła wargę, by nie rozpłakać się. Słuchała go, zawsze pozostając przyjaciółką, której można zaufać.
Miesiąc płakała w poduszkę, wyrzucała sobie, że przez tyle lat nie wyznała mu miłości.
Potem przyszedł do niej. Babcia i rodzice byli u znajomych. W domu zrobiło się dziwnie cicho, Ewka, zawinięta w stary koc, oglądała telewizję. Głos Mirka za drzwiami na początku wydawał się nierealny.
Otworzyła, zobaczyła go przygnębionego, zgaszonego, opierającego się ramieniem o ścianę. Co się dzieje? przestraszyła się.
Wszedł. Usiadł u niej w pokoju. Wyglądał jakby miał zaraz się rozpłakać. Mirkuszku, powiedz, co się dzieje?
Ona nie będzie ślubu powiedziała, że kocha innego. Nigdy Ewka nie widziała go tak zniszczonego. Zbliżyła się, położyła ręce na jego ramionach: Mirek, uspokój się, może jeszcze wszystko się ułoży.
Nic już nie będzie, nic, sama powiedziała i zabrała papiery rozumiesz, to koniec w oczach pojawiły się łzy. Opuszczał głowę na jej kolana, zsuwał się z kanapy, przyciskał się do Ewki jak dziecko. To niemożliwe, Ewka, niemożliwe
Mirkuszku, kochanie, uspokój się, zaparzę ci herbatę z miętą pamiętasz, jak piliśmy ją na parapecie?
Pamiętam, Ewka, tylko ty mnie rozumiesz, jesteś dobra zaczął całować jej kolana, najpierw niepewnie, potem coraz częściej i mocniej, jakby chciał wypłakać cały ból przez te pocałunki. Podniósł się, objął ją za talię, obsypując pocałunkami jej twarz, szyję, szeptał coś cicho.
Mirkuszku, przestań, co ty
Ewciu Ewciu
Mirek, Mirkuszku, kocham cię! Od szóstej klasy cię kocham, mój ukochany
Wyszedł grubo po północy, winny, nie spoglądał jej w oczy. No, na razie, przyjdę
Będę czekać patrzyła za nim, aż zamknęły się drzwi klatki.
Mirek nie przyszedł więcej, jakby tamtego wieczoru nie było. Sama miała wrażenie, że to się jej tylko przyśniło. Wkrótce Mirek obronił dyplom i wyjechał do Trójmiasta.
Trzeba coś zrobić! szeptał wzburzony ojciec. Można przecież pójść do jego rodziców.
Rozumiesz, ona nie chce! Jest zdenerwowana, to może zaszkodzić dziecku mówiła matka. Zwłaszcza, że Mirek wie o ciąży, Ewka mu powiedziała. On zachował się jak obcy może i wyjechał celowo
Nie puszczaj tego samopas to skandal! denerwował się ojciec.
Babcia odciągała myśli robótkami na drutach, czasem ocierała łzę. Było jej żal wnuczki: mądrej, dobrej dziewczyny
Po narodzinach córki Ewka zdobyła numer Mirka (wyprosiła u jego kolegi ze studiów) i zadzwoniła, mówiąc tylko jedno zdanie: Mirek, mamy córkę. Nazwałam ją Mirka.
Odpowiedział coś niewyraźnego, wydało się tylko: Gratuluję.
Kiedy Mirka skończyła półtora roku, rodzice ogłosili, że spłacili już mieszkanie i przeprowadzają się do nowego, razem z babcią. Mieszkanie było podobne, dwupokojowe tylko w innym osiedlu. Będziemy zaglądać na zmianę, pomagać ci obiecała mama.
Ewka się rozpłakała.
No, i po co te łzy? Codziennie będę przychodzić, bawić się z Mirką, nawet zabierać ją do siebie, ty przecież pracujesz z domu
Tylko przyzwyczaiłam się, kiedy wszyscy razem przyznała Ewka.
Córko, czas płynie, musisz jakoś życie układać, łatwiej będzie ci samodzielnie, spokojnie tłumaczyła mama.
W ostatnich tygodniach Ewka coraz częściej słyszała od rodziców, babci, koleżanek, że powinna zacząć na nowo, że jest młoda i że z dziećmi też kobiety wychodzą za mąż.
Po tygodniu dwupokojowe mieszkanie należało już tylko do Ewki. Mała Mirka, roześmiana, przebierała nóżkami, ucząc się chodzić. Udawało się jej, choć często lądowała na miękkim dywanie, potem wstawała i wyciągała rączki do mamy. Ewka podnosiła ją, tuliła i śmiała się razem.
Przyszedł nagle. Jak dawniej, zawsze w najmniej spodziewanym momencie. Tak jak wtedy, gdy rozpadł się jego ślub z Polą.
Myślała, że to tata, obiecał zajrzeć, ale w drzwiach stanął Mirek z wielką czerwoną zabawkową strażacką ciężarówką.
Cześć! Jesteś sama? Nie przeszkadzam? Mogę wejść?
Wyglądał dojrzalej, jakby schudł, rysy twarzy stały się bardziej ostre.
Wchodź.
To dla ciebie postawił pojazd na podłodze.
Zapłakała córka, Ewka wróciła do pokoju, wzięła na ręce Mirkę: Mam córkę powiedziała, pokazując na zabawkę.
Mirek uderzył się w czoło: Przepraszam
Zabierz tę ciężarówkę, oddasz komuś innemu odparła Ewka.
Zdjął kurtkę, przeszedł do kuchni. Wszystko tu jak dawniej, prawie nic się nie zmieniło. Zaprosisz choć na herbatę?
Włączyła czajnik, nie puszczając córki. Mirek czuł się niepewnie, nie umiał znaleźć wspólnego tematu.
Patrzył na nią: jasnowłosą, z rozpuszczonymi włosami, w długiej sukience sięgającej kostek, z dzieckiem na ręku. Ty prawie jak Madonna wymamrotał, wpatrując się.
Ewka milczała.
Przypominam sobie, jak babcia robiła te pyszne drożdżówki. A pamiętasz, jak piliśmy herbatę na parapecie w twoim pokoju? A kiedyś babcia podlewała kwiaty i resztki wody wylała przez okno, a ja akurat stałem pod nim, nie widząc mnie starał się uśmiechnąć Mirek. A pamiętasz, Ewka…
Nie pamiętam przerwała Ewka. Odpowiedź wyszła swobodna, nawet obojętna. Mirek zamilkł. Jej słowa nie były odwetem za tę chaotyczną pomyłkę, kiedy myślał, że Ewka ma syna, nie córkę były szczere. Naprawdę już zapominała szczegóły dawnych spotkań. Miała teraz córkę, której poświęcała cały czas, cieszyła się nią, podziwiała jej pierwsze słowa, próbowała nie zapomnieć, co malutka mówi; patrzyła, jak zasypia, budzi się, bawi
No, pij herbatę, bo muszę ugotować kaszę dla córki.
Po raz pierwszy Mirek poczuł, że w tym domu już na niego nie czekają. Wstał, założył kurtkę. No dobrze, innym razem. Idę już, nie chcę przeszkadzać. Stał jeszcze chwilę, jakby liczył, że Ewka go zatrzyma, ale nie doczekał się.
Zamykając drzwi za Mirkiem, cicho powiedziała: Innego razu nie będzie, tu już nie podaje się herbaty. Ani kawy.
Wróciła do córki, przytuliła ją i poszła gotować kaszę.



