A ten Piotrek to jednak żonaty na zabój westchnęła Kasia, siedząc na ławce w parkowym zaułku i ściskając w kieszeni skierowanie na zabieg.
Współlokatorki z akademika szczerze jej zazdrościły, gdy widziały ją w towarzystwie przystojnego, gładko ogolonego bruneta z błękitnymi oczami. Wydawało się im, że złapała Pana Boga za nogi z takim dżentelmenem. Ale w końcu nie było czego zazdrościć.
Kasia zadrżała, przypominając sobie pierwsze i ostatnie spotkanie z żoną Piotra, która zaczaiła się na nią przy bramie zakładów, by wyłożyć karty na stół.
No, witaj! Kasia, prawda? zaczęła.
A pani to? podskoczyła Kasia, spięta od przenikliwego spojrzenia wysokiej, szczupłej kobiety o jasnych popielatych włosach.
A ja jestem Zofia żona Piotra Majewskiego.
Co?
Dobrze słyszałaś!
Kolejna, taka zwykła dziewczyna kobieta powiedziała spokojnie Ile was jest na tym świecie łowczyń cudzych mężów, to aż strach liczyć.
Proszę pani, co pani sobie wyobraża?
Posłuchaj blondynka złapała ją delikatnie za łokieć Co ty sobie wyobrażasz? Ja, żona, widziałam cię z mężem, a ty jeszcze tu przede mną pyskujesz, zamiast przeprosić, zapaść się ze wstydu pod ziemię Ale to tylko przyzwoici ludzie tak robią. Ty chyba nie wiesz co to przyzwoitość.
Takich jak ty zmierzyła ją chłodnym wzrokiem Piotr miał już tyle, że palców nie starczy, żeby je policzyć.
Zadałaś się z żonatym, bez wstydu! On jest facetem, zdobywcą. Zrozum!
Jesteś dla niego tylko przelotną przygodą. Pobawi się i zapomni. Trzymaj się od niego z daleka.
A tak w ogóle, mamy dwie córki, chcesz zobaczyć zdjęcie? Zofia wyjęła fotografię i podała zaskoczonej Kasi. Proszę, dowód wielkiej i czystej miłości. To z urlopu w Międzyzdrojach dwa miesiące temu…
No co, zaniemówiłaś?
A czego pani ode mnie chce? Załatwcie to sobie w domu.
Spokojnie, już my to załatwimy. Piotrek niedawno zaczął tu pracować, pensja porządna, a tu ty na naszą głowę
Daj spokój bez kłótni. Nie daj się nabrać, Piotr nie myśli się rozwodzić. Szkoda twojego czasu. Ile masz, trzydzieści?
Dwadzieścia pięć! rzuciła z urazą Kasia.
No to zdążysz jeszcze się wydać i dzieci mieć. Piotra zostaw.
Kasia nie miała już siły słuchać, nogi miała jak z waty. Odeszła, nie rozumiejąc, jak świat jej się nagle zawalił przez żonę ukochanego. Wszystko, o czym marzyła, posypało się w pył.
Zdrajca bąknęła pod nosem, ściskając gardło, ale nie pozwoliła sobie pokazać emocji na ulicy. Zresztą nie chciała plotek w pracy.
Wieczorem, jakby nigdy nic, Piotrek przyszedł do niej z bukietem kwiatów. Wyrzuciła go, mimo przysięgi miłości i obietnic, że się rozwiedzie, bo z żoną to on już od dawna na odległość. Nie wierzyła mu już.
Dwa tygodnie dochodziła do siebie. Piotr się już nie odzywał, nawet odwracał wzrok, mijając ją na terenie zakładu.
A kłopoty chodzą parami Poranne nudności i kręcenie w głowie Kasia najpierw zrzuciła na stres, ale wkrótce musiała się przyznać przed sobą, że ta ich dziecięca miłość jednak zostawiła ślad.
Sześć tygodni jak wyrok.
Kasia panicznie bała się zostać samotną matką. Wydawało jej się, że wszyscy wiedzą i patrzą na nią z potępieniem, bo przecież zaufała komuś, kogo wcale nie znała.
Piotr zataił, że ma żonę. No i co miała zrobić? Prosić o dowód przy pierwszym spotkaniu? Obrączki nie nosił, a przecież nie każdy żonaty ją nosi.
Dlaczego się nie zaniepokoiła, kiedy chciał utrzymać ich związek w tajemnicy?
Oszukał ją, a to nie poprawiało sytuacji. Cały zespół już plotkował, roztrząsając szczegóły wizyty Zofii.
Jestem w ciąży. Kasia, podczas przerwy na lunch, zebrała się na odwagę i podeszła do byłego kochanka.
Dam ci pieniądze, tylko coś z tym zrób. rzucił jej od niechcenia.
Następnego dnia Piotr zwolnił się z pracy. Zniknął na dobre.
Kasia wiedziała, że nie może tego zostawić bez rozwiązania. Mimo ostrzeżeń lekarki odebrała skierowanie na zabieg.
I tak siedzi teraz na ławce, ściska papier, jakby bała się go zgubić.
Bardzo się pani spieszy? zapytał chłopak w garniturze z ogromnym bukietem bordowych chryzantem, który przysiadł się do Kasi.
Słucham? spojrzała na niego pustym wzrokiem.
Zegarek pani się spieszy uśmiechnął się, pokazując na jej złotawy czasomierz.
Zawsze mam zegarek przestawiony dziesięć minut do przodu Zawsze go koryguję i nic nie pomaga. odpowiedziała bez entuzjazmu, odwracając głowę.
Pogoda dziś po prostu bajka, prawda? Prawdziwe babie lato. Moja mama uwielbia ten czas. Zawsze mówiła, że w taki pogodny jesienny dzień podjęła najważniejszą decyzję i nigdy nie żałowała.
Wie pani? rozgadał się nieznajomy, co spadł jej jak grom z jasnego nieba. Moja mama to skarb! pokazał kciukiem do góry. Jestem jej bardzo wdzięczny.
A tata?
O tacie nigdy nie mówi, a ja nie pytam. Wiem, że jej ciężko wspominać
Ja właśnie wracam z rozmowy kwalifikacyjnej. Wyobraża sobie pani? Wybrali mnie spośród dziesięciu kandydatów na fajne stanowisko w firmie. Tylko mi się udało, choć doświadczenia prawie żadnego nie mam. Sam nie wierzę nadal
Mama dodała mi odwagi.
A już wiem, na co pójdzie pierwsza wypłata kupię jej wczasy nad morzem. Nigdy nie była.
A pani była kiedyś nad naszym Bałtykiem?
Nie… powiedziała cicho Kasia, patrząc na chłopaka. Jakoś zaczepiła się wzrokiem na jego bordowym krawacie.
Chłopak tryskał szczęściem.
Mamy prezent pogładził krawat z dumą, widząc gdzie spojrzała Kasia.
Pewnie już zanudzam, ale chciałem się z kimś podzielić. Pani tak smutna
Pomyślałem, że może warto czasem wygadać się komuś. Nie przeszkadzam?
Kasia pokręciła przecząco głową. Wcale jej ten nieznajomy nie denerwował. Właściwie jakoś mu się udało zatrzymać jej czarne myśli. Jego szacunek do mamy naprawdę ją ujął.
Ależ on kocha swoją mamę przemknęło jej przez głowę Ale bym chciała mieć takiego syna
No to zmykam. Mama będzie się niepokoić A pani się nie śpieszy.
Słucham?
Zegarkowi mówię. uśmiechnął się szeroko.
A, no tak. odparła, nagle też się uśmiechając.
Po chwili chłopak zniknął za zakrętem, a Kasia wyciągnęła zmiętolone skierowanie i podarła je na maleńkie strzępy.
Jeszcze długo siedziała jak zaczarowana, wdychając ciepłe, jesienne powietrze.
W środku zrobiło się jej ciepło i lekko dzięki temu obcemu, który nagle wydał się jej tak bliski.
Nie jest sama. Tamta kobieta sama wychowała cudownego syna. Szkoda tylko, że Kasia nie zapytała nawet, jak ma na imię. Teraz to już jednak nieistotne
Wybór już został dokonany.
***
Dwadzieścia trzy lata później
Mamo, zaraz się spóźnię! Staś stał przy lustrze, a mama starannie wiązała mu nowo kupiony bordowy krawat na ważną rozmowę o pracę.
Może zostawić ten krawat?
Przynosi szczęście. Zobaczysz, wszystko pójdzie dobrze. Wezmą cię No, teraz wyglądasz jak z magazynu. powiedziała Kasia, poprawiając mu kołnierz, po czym odsunęła się, żeby popatrzeć na syna.
Trochę się denerwuję
Praca czeka, nie martw się, odpowiadaj konkretnie i się uśmiechaj. Jesteś świetny.
Dzięki, mamo! Staś pocałował mamę w policzek i pobiegł na przystanek.
Kasia, patrząc za nim przez okno, widziała, jak jej jedyny i najbliższy człowiek energicznie rusza w stronę przystanku.
Nagle aż się wzdrygnęła
Gdzieś już to widziała
Ten chłopak w garniturze, na ławce przed laty
Staś teraz wyglądał jak on
A przecież dawno zapomniała o tej sytuacji. A tu nagle wspomnienie ożyło.
Jak to możliwe?
Czyżby wtedy los pozwolił jej ujrzeć w przyszłości własnego syna, tego, którego chciała się kiedyś pozbyć (straszne słowo), i tym samym podjąć właściwą decyzję?
Dlaczego wtedy nie zapytała nawet o imię albo o mamę tamtego chłopaka?
Zresztą, to już nieistotne
Wszystko się ułożyło.
Po południu Staś wrócił do domu z ogromnym bukietem bordowych chryzantem, w kolorze krawata, i oznajmił Kasi, że dostał tę pracę!
Obiecał też, że na pierwsze wakacje zabierze mamę nad morze bo przecież ona nigdy tam nie była.
Teraz przyszedł czas, żeby to on troszczył się o ukochaną mamę. Dla niej wszystko zrobi, dla niej mógłby góry przenieść. Takim synem był Staś.
Przez te lata nie zawsze było łatwo, ale gdy wtulała się wieczorem w jego kołtuniaste włosy, robiło jej się lżej na sercu.
Ze wszystkim sobie poradzili, wszystko przetrwali.
Kasia nigdy nie żałowała, że urodziła syna. To była jej najlepsza decyzja.
I tak miało być!



