To nie mój mąż, Wacek… Stara kobieta siedziała przy łóżku męża i mokrą szmatką przecierała jego …

Nie mój ty mąż, Wojciech

Dziś siedziałam przy łóżku męża i wilgotną szmatką ścierałam jego gorące czoło. Tak bardzo chciałam się wreszcie przyznać, ale nigdy nie miałam odwagi. Oszukałam cię, Wojciechu, nie jesteś moim prawdziwym mężem!

Wojciech otworzył oczy i patrzył na mnie zaskoczony.
Nie przerywaj mi, proszę, bo jeśli to nasze ostatnie wspólne chwile, chciałabym wyznać choć raz całą prawdę. Pamiętasz, jak po wojnie przypadkiem trafiłeś do naszej wsi? Stałam wtedy jak wryta, potem rzuciłam ci się na szyję byłeś tak podobny do mojego męża! Dostałam zawiadomienie o jego śmierci, ale pojawiłeś się, żywy, i pomyślałam, że państwo się pomyliło, a on wrócił. Rzuciłam się do ciebie, szybko zrozumiałam, że to nie on. Spaliłam się ze wstydu, długo przepraszałam. Ale pozwoliłam ci przenocować w stodole.

Rano postanowiłeś naprawić drzwi w stodole, a tu nagle belka spadła ci na głowę. Myślałam, że znowu będziemy mieli pogrzeb, ale na szczęście oddychałeś. Sprowadziłam lekarza z miasta, powiedział, że szczęście miałeś, mocny z ciebie facet, tylko pamięć trochę ci się poplątała. Wtedy zdecydowałam powiedzieć wszystkim, że jesteś moim mężem. Byłeś przystojny, silny, a ja po wojnie sama z dwójką dzieci nie dawałam rady. Powiedziałam, uwierzyłeś, a mnie potem gryzło sumienie, tylko już się przyzwyczailiśmy do siebie i nie chciałam niczego zmieniać. Dopiero teraz żałuję, że sama decydowałam za ciebie. Może twoje życie mogło być inne…

Wojciech patrzył na mnie bez słowa aż nagle wybuchł śmiechem.
Głupia jesteś, stara! Po co mi inne życie? Przecież ja cię od razu pokochałem. Przyszedłem wtedy do waszej wsi przez przypadek, a kiedy cię zobaczyłem zakochałem się po uszy, tylko nie wiedziałem jak się zbliżyć. Chciałem pomóc trochę w gospodarstwie, może się spodoba, może mnie nie pogoni. I akurat ta belka rąbnęła mnie w łeb, wszystko się zamgliło. Jak się ocknąłem, był lekarz i ty przy mnie. Poprosiłem go, żeby wymyślił coś o mojej amnezji, żebym został u was na dłużej. A ty mnie zaskoczyłaś, uznając za męża, więc już nie musiałem nic wymyślać.

Ty spryciarzu, uśmiechnęłam się do niego. Czemu nie powiedziałeś wcześniej? Moglibyśmy razem się pośmiać.
Chciałem, lecz zawsze coś najpierw podnosiliśmy starsze, potem jeszcze troje dzieciów się pojawiło, zaśmiał się i pogładził swoje wąsy. Całe życie nosiliśmy te tajemnice, a one wcale nie były straszne.
Przynajmniej wszystko już wiadomo, a nie rozbawilibyśmy aniołów na tamtym świecie naszymi opowieściami, westchnęłam. Tylko ty, Wojciechu, nie umieraj. Nie zostawiaj mnie samej, nie przeżyję bez ciebie.
Daj spokój, nie marudź. Wszystko będzie dobrze, uspokoił mnie. Skończ czuwać przy mnie, idź spać. Rano wszystko będzie prostsze.

Położyliśmy się, ale spałam niespokojnie. Myśli o najgorszym nie dawały mi odpocząć, krążyły w mojej siwej głowie. Wstałam jeszcze przed świtem. Nie było go w łóżku. Zrobiło mi się duszno ze strachu. Wyszłam na podwórko, a tam siedzi na ganku, pali papierosa. Odetchnęłam z ulgą. Tym razem Śmierć przeszła obok, więc jeszcze trochę razem pożyjemy, poskrzypiemy jak stare drewno…

Rate article
Fajna Tajna
To nie mój mąż, Wacek… Stara kobieta siedziała przy łóżku męża i mokrą szmatką przecierała jego …