Chłopiec obudził się, słysząc jęk swojej mamy

Obudziłem się wcześnie rano, słysząc jęki mamy.
Podszedłem do jej łóżka.
Mamo, boli cię?
Antosiu, przynieś mi trochę wody!
Już idę, ruszyłem do kuchni.
Po chwili wróciłem z pełnym kubkiem:
Masz, mamo, pij!
Nagle rozległ się stukot do drzwi.
Synku, otwórz!
To pewnie babcia Nina.
Weszła sąsiadka z dużym kubkiem w ręku.
Jak się czujesz, Maryla?
dotknęła jej czoła.
Oj, masz gorączkę.
Przyniosłam ci gorące mleko z masłem.
Wypiłam już leki.
Powinnaś iść do szpitala.
Tam dostaniesz porządne leczenie.
Prawidłowo jeść trzeba, a twój lodówka świeci pustkami.
Ciociu Nino, wydałam już wszystkie pieniądze na lekarstwa, łzy pojawiły się w oczach chorej.
Nic nie pomaga.
Połóż się do szpitala.
A z kim zostawię Antosia?
A z kim go zostawisz, jeśli umrzesz?
Nie masz nawet trzydziestu lat, bez męża i bez pieniędzy, pogładziła Marylę po głowie.
Dobra, nie płacz!
Ciociu Nino, co robić?
Zaraz zadzwonię po lekarza, powiedziała sąsiadka, sięgając po telefon.
Dodzwoniła się, wszystko załatwiła.
Powiedzieli, że przyjdą dziś.
Jak przyjadą, zawołaj mnie z Antosiem.
Sąsiadka wyszła do przedpokoju, poszedłem za nią.
Babciu Nino, mama nie umrze?
Nie wiem.
Trzeba poprosić Boga o pomoc, a twoja mama nie wierzy.
To Bóg pomoże?
Nadzieja zabłysła w moich oczach.
Trzeba iść do kościoła, zapalić świeczkę i poprosić.
Wtedy pomoże.
No, idę.
***
Wróciłem zamyślony do mamy:
Antosiu, pewnie jesteś głodny, a nic nie mamy.
Przynieś dwa szklanki.
Gdy je przyniosłem, mama nalała mleka:
Pij!
Wypiłem, ale z głodu aż zakręciło mi się w głowie.
Maryla od razu to zauważyła.
Wstała z trudem, wzięła portfel ze stołu:
Tu jest dwadzieścia złotych.
Idź, kup dwa pączki i zjedz po drodze, ja coś ugotuję.
Idź!
Odprowadziła mnie do drzwi, podtrzymując się ściany, weszła do kuchni.
W lodówce tanie konserwy rybne, odrobina margaryny, na parapecie dwie ziemniaki i cebula.
Trzeba ugotować zupę
Zakręciło jej się w głowie, usiadła bezsilnie na stołku:
Co się ze mną dzieje?
Nie mam sił.
Pół urlopu już minęło.
Pieniądze się skończyły.
Jeśli nie wrócę do pracy, jak przygotuję Antosia do szkoły?
Przecież za miesiąc idzie do pierwszej klasy.
Rodziny brak, nikt nie pomoże.
A najgorsza ta choroba.
Trzeba było od razu iść do przychodni.
A teraz, jak pójdę do szpitala, kto zostanie z Antosiem?
Z trudem wstała i zabrała się do obierania ziemniaków.
***
Strasznie chciało mi się jeść, ale myśli miałem gdzie indziej:
Mama wczoraj cały dzień nie wstawała z łóżka.
Może naprawdę umrze?
Ciocia Nina mówiła, żeby poprosić Boga. Zatrzymałem się i skręciłem w stronę kościoła.
***
Już pół roku, odkąd wróciłem z Ukrainy.
Cudem przeżyłem.
Dobrze, że mogę chodzić, choć o lasce.
Na rany już nie patrzę.
Blizny na twarzy?
Teraz to nieważne.
Żadna mnie nie zechce…
z takimi myślami szedł Nikodem w stronę kościoła.
Trzeba za chłopaków zapalić świeczkę.
Dziś mija rok od tamtego dnia, gdy zginęli.
Ja…
przeżyłem.
Dwadzieścia lat temu poszedł do wojska.
Teraz znowu cywil, choć czuje, że jest nikomu niepotrzebny.
Emerytura wystarcza na spokojne życie, do tego unijne świadczenie z banku, jeszcze na dwie pensje.
Ale co z tego, kiedy jest się samemu?
Przed kościołem stała grupa żebrzących.
Nikodem wyjął kilka stuzłotowych banknotów, rozdał im i poprosił:
Pomódlcie się za moich przyjaciół: Romana i Stasia!
Wszedł do środka, kupił świeczki, zapalił je i zaczął modlitwę, której nauczył go ksiądz:
Wspomnij, Panie Boże nasz…
Kreśląc znak krzyża, wypowiadał słowa, a przed oczami stały mu przyjaciele, jak żywi.
Kiedy skończył, po prostu stał i wspominał swoje trudne życie.
Na bok odsunął się mały, szczupły chłopiec z tanim świeczką w dłoni.
Rozglądał się niepewnie, nie wiedząc, co zrobić.
Podeszła do niego starsza pani:
Pomogę ci!
Zapaliła jego świeczkę i postawiła.
Tak się przeżegnaj!
pokazała jak to zrobić.
I powiedz Panu Bogu, po co tu jesteś.
Antoś długo patrzył na obraz, po czym powiedział:
Pomóż, Panie Boże!
Mama choruje i nikogo więcej nie mam.
Spraw, żeby wyzdrowiała.
Nie ma pieniędzy na lekarstwa.
Niedługo idę do szkoły, nawet plecaka nie mam…
Nikodem, stojąc, patrzył na chłopca.
Wszystkie problemy, które jeszcze chwilę temu wydawały się ogromne, zeszły na dalszy plan.
Chciał krzyknąć:
Czy nikt nie pomógł temu dziecku mamie lekarstwa, jemu plecaka?
A chłopak patrzył na obraz i czekał na cud.
Chłopcze, chodź ze mną!
zdecydowanie powiedział Nikodem.
Dokąd?
zapytałem ze strachem patrząc na tego dziwnego pana z laską.
Dowiemy się, jakie leki są mamie potrzebne, pójdziemy do apteki.
Naprawdę?
Pan Bóg słyszał twoją prośbę.
Naprawdę?
spojrzałem radośnie na obraz.
Chodź!
uśmiechnął się.
Jak masz na imię?
Antoś.
Mów mi wujek Nikodem.
***
W mieszkaniu słychać było głosy mamy i sąsiadki:
Ciociu Nino, tyle leków wypisali i są drogie.
Skąd wziąć tyle pieniędzy?
Mam tylko sto złotych.
Otworzyłem drzwi.
Głosy ucichły.
Sąsiadka wychyliła się z pokoju, patrząc na obcego mężczyznę.
Maryla, patrz!
Maryla również przestraszyła się.
Mama, jakie leki ci potrzebne?
Pójdziemy z wujkiem Nikodemem do apteki i kupimy.
Kim pan jest?
zapytała zdziwiona Maryla.
Wszystko będzie dobrze, uśmiechnął się Nikodem.
Dajcie recepty!
Ale mam tylko sto złotych.
Z Antosiem znajdziemy pieniądze, położył rękę na moim ramieniu.
Mama, daj recepty!
Maryla dała je, czując, że ten człowiek o groźnej twarzy ma dobre serce.
Maryla, co ty robisz?
ocknęła się ciocia Nina, gdy wychodziliśmy.
Przecież go nie znasz.
Ciociu Nino, chyba to dobry człowiek!
Dobrze, Meryla, ja idę!
***
Mama siedziała i czekała na mnie, aż wrócę z tym mężczyzną.
Zapomniała o swojej chorobie.
Gdy wróciłem do domu, pierwszy wbiegłem, cała twarz promieniała:
Mamo, kupiliśmy ci leki i różne smakołyki do herbaty!
W drzwiach stał Nikodem, ciesząc się jak ja.
Jego twarz wydawała się mniej straszna.
Dziękuję!
skinęła lekko głową.
Proszę, wejdź!
Nikodem próbował zdjąć buty, trzęsły mu się ręce.
Wszedł do kuchni.
Usiądźcie!
powiedziała mama.
Mężczyzna usiadł, rozglądał się, gdzie postawić laskę.
Daj, ja ją postawię!
postawiła ją, żeby mógł sięgnąć.
Przepraszam, ale nie mam czym częstować!
Mamo, wszystko kupiliśmy z wujkiem, zacząłem wykładać jedzenie.
Oj, po co tyle!
westchnęła mama, zauważając, że połowa to słodycze.
Wzięła paczkę drogiej herbaty.
Zaraz zaparzę herbatę.
Zabierała się do zaparzania herbaty.
Czułem, jakby choroba odchodziła, albo nie chciała pokazać się przed panem.
Jakby wyczytał jej myśli, Nikodem spytał:
Maryla, jesteś bardzo blada, nie za ciężko ci?
Nic nie szkodzi…
Zaraz wypiję lekarstwo.
Dziękuję!
***
Piliśmy aromatyczną herbatę ze słodyczami, patrząc jak Antoś opowiadał coś żywo.
Czuło się, jak wszystkim dobrze jest siedzieć razem.
Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy.
Dziękuję!
Nikodem wstał, wziął laskę.
Idę.
Musicie się leczyć.
Bardzo dziękujemy!
mama również wstała.
Nawet nie wiem, jak mam się odwdzięczyć.
Nikodem poszedł do przedpokoju, mama z Antosiem za nim.
Wujku Nikodem, przyjdziesz jeszcze?
Oczywiście!
Jak mama wyzdrowieje, pójdziemy razem kupić ci plecak.
***
Nikodem wyszedł.
Mama posprzątała, umyła naczynia.
Synku, włącz telewizor, ja się położę na chwilę.
Położyła się i zasnęła mocno.
***
Minęły dwa tygodnie.
Choroba dawno odpuściła, widocznie drogie leki pomogły.
Ostatnie dni mama już pracowała, na koniec miesiąca zawsze jest zamieszanie i ją ściągnęli z urlopu.
Była zadowolona: za te dni dostała wypłatę.
Sierpień już się zaczął, trzeba przygotować syna do szkoły.
W sobotę wstaliśmy jak zwykle, zjedliśmy śniadanie.
Antoś, szykuj się!
Idziemy do sklepu, zobaczyć co potrzeba do szkoły.
Masz już pieniądze?
Jeszcze nie, ale w przyszłą sobotę wypłata.
Po drodze kupię coś do domu, bo pożyczyłam tysiąc złotych.
Zbierałem się, kiedy zadzwonił domofon.
Kto?
spytała mama.
Maryla, to Nikodem…
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale mama od razu wcisnęła przycisk otwarcia drzwi.
Mamo, kto to?
wyszedłem z pokoju.
Wujek Nikodem!
mama nie kryła radości.
Hurra!
Nikodem wszedł, z laską, ale jak się zmienił eleganckie spodnie, modna koszula i fryzura.
Wujku Nikodem, czekałem na pana przybiegałem do niego.
Obiecałem, uśmiecha się.
Witaj Maryla!
Witaj, Nikodem!
Przeszliśmy na ty bezwiednie, które zaskoczyło i ucieszyło nas wszystkich.
Już się szykujecie?
Idziemy!
Dokąd?
mama jeszcze nie wierzyła.
Antosiu zaraz idzie do szkoły.
Nikodem, ale ja…
Obiecałem Antosiowi, a obietnic nie wolno łamać.
***
Maryla zawsze zwracała uwagę na najtańsze rzeczy.
Nie miała pieniędzy, nie miała rodziny ani męża.
Jeśli nie liczyć chłopaka z technikum, który zniknął.
A teraz obok mężczyzna, który z zapałem wybiera wszystko dla jej syna, pytając jej zdanie, nie patrząc na ceny.
Z zakupami wróciliśmy taksówką do domu.
Mama ruszyła do kuchni.
Maryla, chodźmy na spacer!
Wszyscy razem, może zjemy coś na mieście.
Mamo, chodź!
rzuciłem się do niej.
***
Tej nocy mama długo nie mogła zasnąć.
Przed oczami wracały obrazy dnia, jego oczy pełne czułości.
Rozmawiały ze sobą rozum i serce:
On jest brzydki i kuleje mówił rozum surowo.
Normalny, dobry i patrzy z miłością odpowiadało serce.
Ma piętnaście lat więcej od ciebie.
I co z tego?
Dla mojego syna jest jak ojciec.
Jeszcze możesz znaleźć kogoś rówieśnika.
Nie potrzebuję pięknego ani młodego miałam już takiego.
Potrzebny mi dobry i pewny człowiek.
Przecież marzyłaś o innym.
Ale teraz o takim!
Po prostu spotkałam tego, którego kocham!
***
Ślub odbył się właśnie w tym kościele, gdzie Nikodem i Antoś poznali się trzy miesiące wcześniej.
Nikodem i Maryla stoją razem przed ołtarzem, laska już leży na bocznym ołtarzu, a Antoś patrzy bez przerwy na obraz świętego, z którym rozmawiał.
Potem z całego serca powiedział:
Dziękuję Ci, Panie Boże!
W życiu zrozumiałem jedno: nieważne ile mam, ważne by podać dłoń tym, którzy tego naprawdę potrzebują.

Rate article
Fajna Tajna
Chłopiec obudził się, słysząc jęk swojej mamy