Chłopiec obudził się, słysząc jęki swojej mamy

Obudziłem się nad ranem, słysząc ciche jęki mojej mamy.
Podszedłem do jej łóżka, zaniepokojony.
Mamo, boli cię?
Stasiu, przynieś mi trochę wody.
Już, mamusiu!
pobiegłem do kuchni.
Minutę później wróciłem z kubkiem pełnym wody.
Proszę, mamo, pij!
Wtedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Otwórz, synku!
Pewnie babcia Nina przyszła.
Do mieszkania weszła sąsiadka, trzymając dużą, parzącą kubek.
Jak się czujesz, Marysiu?
dotknęła jej czoła.
Masz gorączkę.
Przyniosłam cieplutkie mleko z masłem.
Lekarstwo już wypiłam.
Powinnaś pójść do szpitala.
Tam będą porządnie leczyć.
A ty powinnaś dobrze się odżywiać, a tu w lodówce pustka.
Ciociu Nino, wszystkie pieniądze poszły na leki mama miała łzy w oczach.
Nic nie pomaga.
Trzeba iść do szpitala, Marysiu.
A z kim zostanie Stasiu?
A z kim zostanie, jeśli umrzesz?
Ty nawet trzydziestki nie masz, męża brak, pieniędzy brak pogłaskała ją po głowie.
Dobra, nie płacz już!
Ciociu, i co ja mam zrobić?
Zaraz zadzwonię po lekarza sąsiadka wyciągnęła komórkę.
Po kilku minutach już wszystko wiedziała.
Powiedzieli, że lekarz będzie dziś.
Jak przyjdzie, zawołaj mnie z Stasiem.
Ciocia Nina wyszła do przedpokoju, ja poszedłem za nią.
Babciu Nino, mama nie umrze, prawda?
Nie wiem, Stasiu.
Trzeba poprosić Boga o pomoc.
Twoja mama nie wierzy.
A dziadek Bóg pomoże?
w moich oczach był cień nadziei.
Trzeba iść do kościoła, zapalić świeczkę i się pomodlić.
Bóg zawsze słucha.
Idę już.
***
Wróciłem zamyślony do mamy.
Stasiu, pewnie głodny jesteś, a tu nic nie ma Przynieś dwa szklanki.
Kiedy przyniosłem, mama rozlała mleko.
Pij!
Wypiłem, ale głód poczułem jeszcze bardziej.
Mama od razu to zobaczyła.
Z trudem wstała, sięgnęła po portfel.
Mam tutaj pięćdziesiąt złotych.
Kup dwa pączki, zjedz po drodze, a ja w tym czasie coś gotuję.
Idź już!
Odprowadziła mnie do drzwi i ciężko, oparta o ścianę, wróciła do kuchni.
W lodówce tanie konserwy z ryb, trochę margaryny, a na parapecie dwie ziemniaki i cebula.
Zupa by się przydała
Zakręciło jej się w głowie, omal nie upadła na stołek.
Co się ze mną dzieje?
Sił nie mam już wcale…
Ponad połowa urlopu minęła, pieniędzy brak, jeśli nie wrócę szybko do pracy, jak Stasia do szkoły przygotuję?
Przecież za miesiąc idzie do pierwszej klasy.
Rodziny nie mam, nikogo do pomocy.
Najgorsza ta choroba.
Trzeba było od razu iść do przychodni.
Jak mnie położą do szpitala, kto zostanie ze Stasiem?
Z trudem zaczęła obierać ziemniaki.
***
Bardzo chciałem jeść, ale myśli nie dawały mi spokoju.
Mama cały wczoraj przeleżała w łóżku.
Co jeśli naprawdę umrze?
Ciocia Nina mówiła, że trzeba prosić dziadka Boga o pomoc…
Zatrzymałem się i skręciłem w stronę kościoła.
***
Już od pół roku jestem po powrocie z wojny.
Cudem przeżyłem.
Dobrze, że sam mogę chodzić, choć z laską.
Na liczne rany już nie zwracam uwagi.
A blizny na twarzy?
No cóż, z takim nikt się nie zechce ożenić, z takimi myślami Paweł szedł do kościoła.
Trzeba zapalić świeczki za chłopaków.
Dziś mija rok od ich śmierci, a ja cudem zostałem.
Dwadzieścia lat temu poszedł do wojska, teraz wraca jako cywil.
Ma dużą emeryturę, spokojnie by żył, a pieniędzy z kontraktu jeszcze starczy na lata.
Ale po co to wszystko, skoro jest sam?
Przed kościołem siedzieli żebracy.
Paweł wyjął kilka stuzłotowych banknotów i rozdał, prosząc:
Pomódlcie się za moich zmarłych kolegów Romka i Stasia!
Wszedł do środka, kupił świeczki, zapalił je i zaczął modlitwę, której nauczył go ksiądz:
Pomnij, Panie Boże nasz…
Robił znak krzyża, odmawiał słowa, a przed oczami widział swoich przyjaciół jakby żyli.
Po skończonej modlitwie, stał długo, wspominając swoje ciężkie życie.
Wtedy zauważył małego, chudziutkiego chłopca.
Stasiu stał obok, nie wiedząc, co robić ze świeczką.
Podeszła do niego starsza kobieta:
Pomogę ci powiedziała.
Zapaliła świeczkę, postawiła ją na podstawce.
Tak się przeżegnaj!
pokazała, jak to zrobić.
Powiedz Panu Bogu, po co tu jesteś.
Staś długo patrzył na święty obraz i powiedział cicho:
Dziadku Boże, proszę, niech mama wyzdrowieje.
Poza nią nie mam nikogo.
Mama nie ma pieniędzy na lekarstwa, a ja wkrótce idę do szkoły, nawet tornistra nie mam…
Paweł zamarł, patrząc na chłopca.
Wszystkie jego własne problemy nagle przestały się liczyć.
W sercu chciał krzyczeć:
Ludzie, naprawdę nikt nie mógł pomóc temu dziecku kupić mamie leki, a jemu tornister?
A Staś patrzył na obraz i czekał na cud.
Chodź ze mną, chłopcze!
powiedział Paweł stanowczo.
Dokąd?
z trwogą spojrzałem na pana z laską.
Dowiemy się, jakich leków mama potrzebuje i pójdziemy do apteki.
Mówi pan prawdę?
Dziadek Bóg przekazał mi twoją prośbę.
Naprawdę?
spojrzałem z nadzieją na obraz.
Chodź!
uśmiechnął się mężczyzna.
Jak masz na imię?
Staś.
A mnie zwać wujkiem Pawłem.
***
Z mieszkania dochodziły głosy mamy i cioci Niny:
Nino, tyle wypisała tych leków i wszystkie drogie Skąd ja wezmę tyle pieniędzy?
Zostało tylko pięćset złotych.
Otworzyłem zdecydowanie drzwi.
Wszyscy zamilkli.
Ciocia Nina przestraszona spojrzała na nieznajomego mężczyznę.
Marysiu, jakie leki trzeba kupić?
Wujek Paweł i ja pójdziemy do apteki.
Kim pan jest?
zapytała mama zdziwiona.
Wszystko będzie dobrze uśmiechnął się mężczyzna.
Poproszę recepty!
Ale ja mam tylko pięćset złotych…
Z Stasiem znajdziemy pieniądze Paweł położył mi rękę na ramieniu.
Mama, daj recepty!
Mama podała.
Poczuła, że ten człowiek o strasznym wyglądzie ma dobre serce.
Marysiu, co ty robisz?
ocknęła się ciocia Nina, gdy wyszliśmy z mieszkania.
Przecież go nie znasz!
Nino, wydaje mi się, że on jest dobry…
Dobrze, Marysiu, idę już.
***
Mama siedziała i czekała na mnie, na mnie i wujka Pawła.
Nawet zapomniała o chorobie.
Nagle wbiegłem do mieszkania, twarz mi się świeciła z radości:
Mamo, kupiliśmy ci lek i różne smakołyki do herbaty!
W drzwiach stał wujek Paweł uśmiechał się szczęśliwie, nagle jego twarz przestała wydawać się taka straszna.
Dziękuję bardzo, panie!
skinęła mama głową.
Proszę usiąść!
Paweł próbował zdjąć buty, udało mu się z trudem, widać było, że się denerwował.
Poszedł do kuchni.
Usiedźcie zaprosiła mama.
Mężczyzna usiadł, nie wiedząc, gdzie postawić laskę.
Pomogę ustawiła ją tak, by mógł sięgnąć.
Przepraszam, nie mam czym państwa poczęstować
Mamo, wszystko kupiliśmy razem z wujkiem Pawłem!
zacząłem wykładać produkty.
Ojejku, po co tyle tego…
zmartwiła się mama, widząc, że połowa to słodycze.
Zauważyła paczkę dobrej herbaty.
Zrobię herbatę.
Pobiegła zaparzyć.
Poczuła, że choroba odeszła na bok, a może po prostu chciała wyglądać zdrowo przy Pawle.
Jakby czytając jej myśli, Paweł zapytał:
Marysiu, nie jest pani zbyt zmęczona?
Nic mi nie jest Zaraz wypiję lek.
Dziękuję!
***
Piliśmy pachnącą herbatę z łakociami, patrząc na Stasia, który żywo opowiadał o wszystkim.
Ich spojrzenia się spotykały, atmosfera była miła, ciepła i domowa.
Ale wszystko dobre kiedyś się kończy.
Dziękuję, Marysiu!
Paweł wstał i chwycił swoją laskę.
Muszę już iść.
Proszę się leczyć.
Dziękuję jeszcze raz!
mama też wstała.
Nawet nie wiem, jak się odwdzięczyć
Paweł poszedł do przedpokoju, a my za nim.
Wujku Pawle, przyjdzie pan jeszcze?
Oczywiście!
Jak mama wyzdrowieje, razem pójdziemy kupić ci tornister.
***
Paweł wyszedł.
Mama posprzątała, umyła naczynia.
Synku, obejrzyj coś w telewizji, a ja się trochę położę.
Położyła się i zasnęła głęboko.
***
Minęły dwa tygodnie.
Choroba dawno minęła, widać leki z apteki pomogły.
Ostatnio mama znów pracowała, bo w firmie zawsze jest gorąco pod koniec miesiąca, więc ją zawołali, cieszyła się, za te dni zapłacą.
Przecież już sierpień, trzeba kupić Stasiowi wyprawkę szkolną.
Tego dnia w sobotę wstałem jak zwykle, zjedliśmy śniadanie.
Stasiu, szykuj się!
Idziemy na zakupy, zobaczymy, co potrzeba do szkoły.
Czy dostałaś już wypłatę?
Jeszcze nie, ale do przyszłej soboty będzie.
Po drodze kupimy trochę jedzenia pożyczyłam tysiąc złotych.
Zbieraliśmy się, gdy zadzwonił domofon.
Kto tam?
zapytała mama.
Marysiu, to ja, Paweł
Nie zdążył nic powiedzieć, mama już wciskała przycisk.
Mamo, kto to?
wybiegłem z pokoju.
Wujek Paweł!
dumna była mama, nawet nie próbowała ukryć radości.
Hurra!
Paweł wszedł, oparty o laskę, ale jakże się zmienił.
Eleganckie spodnie i koszula, modna fryzura.
Wujku Pawle, czekałem na pana!
rzuciłem się w objęcia.
Obiecałem przecież spojrzał szczęśliwie.
Dzień dobry, Marysiu!
Dzień dobry, Pawle!
Ta nagła przejście na ty ogromnie nas zaskoczyła i ucieszyła.
Idziemy już?
Gotowi jesteście?
Gdzie?
mama wciąż była zdezorientowana.
Stasiu idzie do szkoły.
Pawle, ale ja
Obiecałem Stasiowi tornister i słowo trzeba dotrzymać!
***
Mama zawsze szukała najtańszych rzeczy, w każdym sklepie.
Nie miała rodziny, dodatkowych pieniędzy, ani męża poza tym chłopakiem, który zniknął z uczelni.
Teraz obok był mężczyzna, patrzący z zachwytem na jej syna; kupujący wszystko do szkoły bez patrzenia na ceny, pytając tylko o zdanie mamy.
Nareszcie wróciliśmy taxi do domu.
Mama chciała lecieć do kuchni.
Marysiu, zatrzymał ją Paweł.
Chodźcie, wyjdziemy wszyscy razem, poobiadamy gdzieś.
Mamo, chodźmy!
zawołałem.
***
W nocy mama długo nie mogła zasnąć.
Przed oczami przewijały się sceny dnia spojrzenie Pawła pełne czułości.
Rozum i serce zaczęły rozmowę.
On jest nieładny i utyka, stwierdzał rozum.
Ale jest dobry i patrzy na mnie z miłością, odparło serce.
Czternaście lat starszy.
I co, skoro Stasiu traktuje go jak ojca?
Jeszcze możesz znaleźć młodego, przystojnego.
Nie chcę już przystojnych.
Już miałam.
Potrzebuję dobrego i pewnego.
Nie o takim mężu marzyłaś.
A teraz właśnie o takim.
Zmieniasz się z dnia na dzień?
Po prostu go spotkałam Kocham go!
***
Ślub odbył się w tym samym kościele, gdzie Paweł i Staś poznali się trzy miesiące temu.
Paweł i Marysia stali przed ołtarzem, laska była już zbędna, a Staś patrzył bez przerwy na święty obraz i cicho powiedział:
Dziękuję, dziadku Boże!

Rate article
Fajna Tajna
Chłopiec obudził się, słysząc jęki swojej mamy