Życie jak księżyc: raz w pełni, raz w nowiu Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest nienaruszaln…

ŻYCIE, JAK KSIĘŻYC: RAZ W PEŁNI, RAZ UBYWA

Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest niezachwiane i wieczne jak wszechświat. Niestety
Z przyszłym mężem, Wiesławem, poznaliśmy się na medycynie, będąc jeszcze studentami. Na piątym roku wzięliśmy ślub. Teściowa, w ramach prezentu ślubnego, wręczyła nam wycieczkę do Jugosławii (dzisiejsza Słowenia) i klucze do mieszkania. I to był dopiero początek.

Jako świeżo upieczone małżeństwo od razu zamieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu. Teść i teściowa aktywnie nam pomagali. Co roku, dzięki nim, mogliśmy z Wiesławem podróżować po Europie. Byliśmy młodzi, zakochani, cała przyszłość stała przed nami otworem. Wiesław był wirusologiem, ja internistką. Pracuj, lecz, kochaj. Urodzili się nasi synowie: Bartosz i Szymon.

Teraz, po latach, wiem, że wtedy moje życie płynęło jak szeroka rzeka. Bez wahania mogę powiedzieć, że przez dziesięć lat kąpałam się w luksusie naszego wspólnego życia. Wszystko runęło w jednej chwili.

Dzwonek do drzwi. Otwieram. Na progu stoi ładniutka, wyraźnie przybita dziewczyna.

Kogo szukasz, dziewczyno? spytałam spokojnie.
Czy pani Zofia? Jeśli tak, to do pani. Mogę wejść? niezręcznie się zawahała.
Proszę, wejdź już byłam zaintrygowana.

Przyjrzałam się jej dokładniej, zauważyłam, że jest lekko w ciąży.
Zofia, mam na imię Ksenia. Wstyd mi to przyznać, ale bardzo kocham twojego męża. Wiesław też mnie kocha. Spodziewamy się dziecka wypaliła Ksenia jednym tchem.

No pięknie Tego się nie spodziewałam. To już wszystko? zaczęłam kipieć emocjami.

Nie wyciągnęła z kieszeni płaszcza eleganckie pudełeczko. Proszę, Zofio. To dla pani.

Otworzyłam pudełko. Był w nim złoty pierścionek.

A to po co? Myślisz, że kupisz mojego męża? Wiesław nie jest na sprzedaż! Weź z powrotem! zatrzasnęłam wieczko, już zła.

Zofio, nie chcę cię skrzywdzić Jest mi tak wstyd! Nie wiem, co robić! Wiem, że ty i twoi synowie będziecie cierpieć. Mama powtarzała mi zawsze: Córeczko! Pokochasz cudzego męża siebie zgubisz! Ale nie potrafię żyć bez Wiesława! Weź chociaż ten pierścionek, może mi ulży! Ksenia rozpłakała się szczerze.

Przez chwilę zrobiło mi się jej żal. A mnie kto pożałuje? Ta flirciara ukradła moje szczęście, a ja jej współczuję Ocknęłam się, oddałam odkupne i wyprosiłam rywalkę za drzwi.

Właśnie od tego momentu moje życie zaczęło staczać się po równi pochyłej

Teściowa zadzwoniła, by powiedzieć, że Wiesław odchodzi z domu. Danuta, moja teściowa, przyszła i poprosiła, żebym spakowała rzeczy swojego syna. Wskazałam szafę, nadal nie wierząc w to, co się dzieje. Spakowała wszystko do przyniesionej przez siebie walizki.

Zosiu, mimo wszystko zostaniemy rodziną. A Wiesiu z Ksenią, cóż gdzie się zjadą, tam się będą mizdrzyć! pocieszyła mnie Danuta.

Po pół roku Ksenia urodziła Wiesławowi córkę. Potem dotarły do mnie plotki, że Wiesiu adoptował starszą córkę Kseni z pierwszego małżeństwa. W tym czasie ani razu nie odwiedził swoich synów. Przez teściową przekazywał groszowe alimenty. Były to lata dziewięćdziesiąte.

Z nerwicy trafiłam do szpitala. Bartosza i Szymona przygarnęła teściowa, która ich kochała i rozpieszczała. Gdy wyszłam ze szpitala, od razu pobiegłam do niej po dzieci. Ale chłopcy stanowczo odmówili pójścia do domu.

Babcia dobrze nas karmi, nie krzyczy i nie ogranicza w słodyczach.

Nie miałam żadnych argumentów

Teściowa, tuląc wnuków, poprosiła mnie:

Zosiu, zostaw chłopców na razie u nas, z dziadkiem. Przecież musisz zamienić duże mieszkanie na mniejsze tyle spraw, a dzieci muszą mieć nadzór. My z Wiesławem uznaliśmy, że nie udźwigniesz opłat sama. Kawalerka ci wystarczy?

Tak więc zostałam sama, z sercem w strzępach i pustką dookoła. Najpierw pozbawili mnie męża, teraz przyszła kolej na dzieci.

Musiałam zamienić mieszkanie. Wylądowałam w maleńkiej kawalerce, zaniedbanej, z podartymi tapetami, starą armaturą i drewnianą podłogą z poprzedniej epoki.

Moi synowie zostali z teściową. Wolno mi było widywać ich tylko od wielkiego święta.

Zosiu, nie wprowadzaj zamieszania w świat naszych chłopców mówiła Danuta z westchnieniem. Ułóż sobie życie.

Chłopcy coraz bardziej się ode mnie oddalali. Serca nie potrafiliśmy już odnaleźć przez wiele lat. Zamknęłam się w lodowatym mieszkaniu, chciałam zniknąć. Zatraciłam sens życia.

Babcia zawsze mi powtarzała: Życie jak księżyc: raz w pełni, raz na ubyciu. Wiedziałam, że tak długo trwać nie może. Inaczej bym zwariowała. Chciałam zrobić coś kompletnie szalonego, przestać być zawsze tą, w którą każdy wyciera buty. W końcu ukończyłam medycynę z wyróżnieniem.

Pewnego dnia wysłano mnie na służbową konferencję do Francji. Tam poznałam młodego mężczyznę. Zvonko był serbskim lekarzem. Nie wiem, jak się porozumiewaliśmy słowa nie były nam potrzebne. To była szalona miłość.

Po dziesięciu dniach konferencji musiałam wracać do domu. Nie chciałam! Te przypadkowe chwile ze Zvonkiem przywróciły mi chęć życia. Znowu czułam się żywa! Potem były inne znajomości i rozstania. Nic poważnego, takie przelotne przygody.

Teściowa zauważyła:

Zosiu, wypiękniałaś! Prawdziwa kobieta-wiosna!

Ale nadal byłam sama. Najlepsza przyjaciółka, Weronika, wyjeżdżała na stałe do Grecji. Zaprosiła mnie jeszcze na pożegnanie.

Wychodzę za Greka, Zosiu. Mam dość naszych pijaczków. Chcę w końcu żyć jak kobieta Weronika rozpłakała się.

Przecież to nowy początek! Po czterdziestce wszystko się dopiero zaczyna! nie rozumiałam jej łez.

Słuchaj, Zosiu! Mój Grzesiek nic nie wie. Chcę, żebyście się poznali. Może uda ci się go pocieszyć. Po prostu weź go sobie! Oddaję!

No trudno, skoro kawaler wolny, to i igła się przyda… Podniosłam porzuconego faceta.

Tak Grzesiek został moim mężem. Miał tylko jedną wadę. Ale ta rysa przekreślała wszystkie zalety mojego prezentowanego mężczyzny. Jak to się mówi: lis piękny, ale futro wytarte. Grzesiek nieustannie pił. Ale miłość wiadomo, ślepa diabeł by się spodobał, gdyby serce zagrało. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego! I zaczęło się…

Narkolodzy, odwyki, moje łzy. Wszystko na nic. Byłam zawsze przy nim. A Grzesiek mówił:

Zosiu, ty chcesz, żebym nie pił, a ja nie chcę.

Nawet mi przez myśl nie przeszło, by się z nim rozstać! Myślałam: byle jaki, ale swój. Samotność jak piołun gorzka. Postanowiłam walczyć o swojego mężczyznę, jak kiedyś Ksenia zabrała mi Wiesława. Walka trwała siedem lat

Grzesiek w końcu się zatrzymał. Zaczął pracować jako kierowca w prosektorium. To, co tam widzi, robi wrażenie. Ale ja byłam szczęśliwa! Może to brzmi bluźnierczo, ale w końcu miałam spokojnego męża! Z pracy wracał zamyślony i, co najważniejsze, trzeźwy.

Weronika, odwiedzając czasem z Grecji, dziwi się:

Grzesiek nie pije? Nie wierzę!

Ze śmiechem odpowiadam:

Bez zwrotu i wymiany!

Chłopcy moi dorośli. Mają już po trzydziestce, obaj kawalerowie. Po tym, co przeżyli z dorosłymi, nie chcą się żenić. Próbowali, ale Czuję, że z wnukami będzie kłopot.

A Wiesiek? Druga żona, Ksenia, kompletnie się stoczyła. Ich wspólna córka sama wychowuje dziecko. Wiesiek ożenił się trzeci raz, ze swoją pielęgniarką z poradni. Przed tym wydarzeniem ostrożnie zapytał naszych synów:

Może mama chciałaby zacząć wszystko od nowa?

Odpowiedziałam tak, że się nie pozbierał: Jak świnie zaczną latać! Czyli: nigdy.

Rate article
Fajna Tajna
Życie jak księżyc: raz w pełni, raz w nowiu Wydawało mi się, że nasze małżeństwo jest nienaruszaln…