Wybór
A ten Włodek okazuje się być żonaty po uszy westchnęła Brygida, siedząc na ławce w parku i ściskając w kieszeni skierowanie na zabieg.
Współlokatorki z akademika zazdrościły jej, gdy widziały ją w towarzystwie wysokiego, starannie ogolonego bruneta o lodowoniebieskich oczach. Wydawało im się, że miała szczęście. Galant, jak z filmu. A jednak nie było czego zazdrościć.
Brygida zadrżała, przypominając sobie pierwsze i ostatnie spotkanie z żoną Włodka, która wyczekała ją przy zakładzie i bez owijania w bawełnę wyłożyła wszystko jak na tacy.
Dzień dobry! Chyba Brygida? zaczęła.
Kim pani jest? Brygida się wystraszyła, patrząc w przenikliwe spojrzenie szczupłej, wysokiej kobiety o popielatych włosach.
Olga. Żona Włodzimierza Kowalika.
Co?!
Słyszysz dobrze!
Kolejna naiwna powiedziała spokojnie Olga. Ile takich jak ty chodzi po tym świecie? Bez końca będziecie podbierać cudze szczęście.
Co pani sobie wyobraża?
Posłuchaj, Olga delikatnie chwyciła ją za ramię to ty powinnaś się opamiętać.
Jestem żoną, widziałam cię z moim mężem, a ty masz jeszcze czelność stawać mi przed oczami, zamiast zniknąć ze wstydu, chociaż tylko porządni ludzie tak postępują, a chyba nie o tobie mowa.
On miał już wiele takich przygód, nawet palców obu rąk i nóg nie starczy na ich policzenie.
Zadajesz się z żonatym, bezwstydnico!
On to myśliwy, wiesz? Ty dla niego tylko chwilowa przygoda. Zabawka. Odejdź od niego.
A tak w ogóle, mamy dwie córki, pokażę ci zdjęcie rodzinne. Olga wyciągnęła fotografię i wcisnęła ją Brygidzie. O, patrz, szczęście rodzinne jak się patrzy. Zrobione dwa miesiące temu w Sopocie
Czemu milczysz?
Czego ode mnie pani chce? Proszę radzić sobie sama z mężem.
I poradzę sobie, uspokój się! Ostatnio zaczął pracę w tym zakładzie, pensja niezła a tu ty zjawiłaś się na nasze nieszczęście.
Daj sobie spokój. Nie słuchaj jego obietnic Włodek nie zamierza się rozwodzić. Nie trać czasu. Ile masz lat? Trzydzieści?
Dwadzieścia pięć! odparła zraniona Brygida.
Tym bardziej. Zdążysz jeszcze znaleźć męża, założyć rodzinę. A Włodka zostaw w spokoju.
Brygida nie chciała już dłużej słuchać Olgi. Na trzęsących się nogach ruszyła przed siebie, jakby cały świat runął w jednej chwili, pogrążając wszystkie różowe nadzieje w mroku.
Zdrajca mruczała cicho, a w gardle rosła gula, ale nie wolno jej było okazać bólu nie chciała plotek w pracy.
Wieczorem, jakby nigdy nic, Włodek przyszedł do niej z kwiatami. Oczy miała jeszcze spuchnięte od łez, ale wyrzuciła go za drzwi mimo jego przysiąg o miłości i zapewnień, że z żoną łączy go już tylko pustka.
Przez dwa tygodnie Brygida dochodziła do siebie. Włodek już jej nie szukał, udawał, że jej nie zna, odwracał głowę gdy mijali się na korytarzu.
A przecież nieszczęścia chodzą parami Codzienny poranny zawrót głowy i mdłości przypisywała najpierw stresowi, lecz niedługo potem dotarło do niej, że ich pełna naiwności i żaru miłość zostawiła po sobie ślad.
Sześć tygodni, brzmiało jak wyrok.
Brygida panicznie bała się zostać samotną matką. Wydawało jej się, że wszyscy wiedzą i patrzą na nią z potępieniem, przecież zawierzyła nieznajomemu mężczyźnie. Przecież Włodek ukrył przed nią, że jest żonaty. Co miała zrobić? Zażądać dowodu przy znajomości? Przecież nie wszyscy żonaci mężczyźni chodzą w obrączkach.
I czemu nie była ostrożniejsza, gdy prosił, by ich związek pozostał tajemnicą w pracy?
Oszukał ją, ale świadomość, że nie wiedziała wszystkiego, nie przynosiła ulgi. A do tego współpracownicy szeptali po kątach o wizycie Olgi w pracy
Jestem w ciąży. Brygida, zmęczona, podczas przerwy obiadowej podeszła do Włodka.
Dam ci pieniądze, tylko się pozbądź. burknął.
Następnego dnia Włodek zniknął złożył wypowiedzenie i przepadł bez śladu.
Brygida wiedziała, że nie może z tym zwlekać. Pomimo ostrzeżeń lekarki, wzięła skierowanie na zabieg.
I tak siedziała w parku, trzymając kartkę, jakby miała moc trzymać na wodzy swoje życie.
Spieszysz się?! odezwał się chłopak w garniturze z wielkim bukietem bordowych chryzantem, zasiadając obok Brygidy.
Hę? spojrzała na niego pustym wzrokiem.
Zegarek ci się spieszy. wskazał na złocony zegarek na jej nadgarstku.
On zawsze się spieszy o dziesięć minut Ciągle go przestawiam, ale to bez sensu stwierdziła obojętnie, odwracając głowę.
Dziś pogoda przepiękna, prawda? Prawdziwe babie lato. Moja mama uwielbia taką jesień. Mówi, że właśnie podczas takiego ciepłego dnia podjęła w życiu najważniejszą decyzję i nigdy nie żałowała.
A pani wie? ciągnął chłopak, który nagle wpadł w jej sen jak deszcz meteorytów Moja mama jest najlepsza na świecie! uniósł kciuk Jestem jej wdzięczny.
A ojciec? wyrwało się Brygidzie.
O ojcu mama nigdy nie mówi. Nawet nie pytam, widzę, że trudno jej do tego wracać
Idę z rozmowy o pracę. Wybrali mnie spośród dziesięciu dostałem miejsce w świetnej firmie. Do tej pory nie wierzę
To mama dała mi pewność, że dam sobie radę
A już wiem, na co wydam pierwszą pensję kupię jej wycieczkę nad morze. Mama nigdy nie widziała Bałtyku.
A pani była nad morzem?
Nie Brygida zamyśliła się, patrząc na chłopaka i jego ceglany krawat.
Był szczęśliwy, aż promieniał.
Prezent od mamy wyjaśnił, gdy zauważył jej spojrzenie Jest śliczny, prawda?
Może już pani mam dość mojej gadaniny roześmiał się, nieco nieśmiało Ale bardzo chciałem podzielić się radością. Jesteś taka smutna
Pomyślałem, że może przyda ci się rozmowa. Przeszkadzam?
Brygida pokręciła głową. Ten chłopak wcale jej nie irytował. Zatrzymał czarne myśli, które zaciskały jej serce. Jego szacunek do mamy budził uznanie.
Jaka oddana miłość! pomyślała z uznaniem, obserwując go Jak to szczęście mieć takiego syna
No to idę. Mama już czeka, pewnie się denerwuje A ty się nie spiesz!
Co? Przepraszam?
To do twojego zegarka uśmiechnął się szeroko.
A, okej odwzajemniła uśmiech.
Po chwili chłopak zniknął za zakrętem, a Brygida wyciągnęła skierowanie, którego jeszcze przed chwilą bała się wypuścić z ręki i podrzuciła je w drobne strzępy.
Potem długo siedziała zaczarowana, chłonąc złote powietrze października.
W środku zrobiło jej się ciepło, lekko, jakby po tej rozmowie coś ciężkiego odleciało w zapomnienie.
Nie była sama. Tamta kobieta sama wychowała takiego syna. Szkoda tylko, że Brygida nie zapytała go o imię, ale to już nie miało znaczenia
Wybór został dokonany.
***
Dwadzieścia trzy lata później
Mamo, spóźnię się! Staś stał przed lustrem, mama starannie wiązała mu bordowy krawat, kupiony wczoraj na ważną rozmowę kwalifikacyjną.
Może daruj sobie
To na szczęście. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Na pewno cię przyjmą No, gotowe! Brygida spojrzała z dumą na syna.
Stresuję się A jak
To twoja praca. Odpowiadaj szczerze i uśmiechaj się. Jesteś wyjątkowy.
Dzięki, mamo Staś pocałował ją w policzek i wybiegł w stronę przystanku.
Brygida patrzyła przez okno, jak jej ukochany syn mieszka w świat, prostuje się i idzie odważnie przez życie.
Nagle dreszcz przeszedł jej po plecach
Skądś to już znała
Tamten chłopak na ławce w parku, ponad dwie dekady temu
Staś w garniturze był do niego tak podobny
Już dawno o tym zapomniała, a teraz senna reminiscencja wróciła.
Czyżby wtedy los pokazał jej, kogo miała usunąć ze swojego życia? Pozwolił podjąć właściwą decyzję, skierować na dobry tor?
I dlaczego nie zapytała wtedy o imię, o jego mamę?
A zresztą, nie ma to już znaczenia
Wszystko ułożyło się wspaniale
Po obiedzie Staś wrócił z wielkim bukietem bordowych chryzantem, pasujących do krawata, i oznajmił, że dostał posadę.
Obiecał Brygidzie, że pojadą razem nad morze, bo mama nigdy nie była nad Bałtykiem.
Nadszedł czas, gdy to on troszczy się o ukochaną mamę. Przeniesie dla niej góry, cofnie Wisłę, taki to syn Brygidy.
Nieważne jak ciężko bywało wystarczyło oprzeć głowę o jego pachnącą czuprynę, a wszystko stawało się prostsze.
Poradzili sobie. Wytrwali. Nigdy nie żałowała, że została mamą.
Podjęła najlepszą decyzję z możliwych.
I tak właśnie musiało być!



