Mój przyjaciel Staszek już od miesiąca mieszka w domu dziecka w Warszawie.
Do tego miejsca trafił po śmierci babci Zofii, u której mieszkał od najmłodszych lat. Matki nie znał.
Babcia wtedy tłumaczyła mu, że matka wyjechała daleko i nie wróci. Dlatego Staszek nazywał Zofię mamą, a sam starał się dorosnąć, żeby mogła mu pomagać, bo babcia powtarzała:
Kiedy dorośniesz, razem będziemy prowadzić dom.
I chłopiec dał się w garść, by jak najprędzej stać się duży. Zmywał naczynia, zamiatał podłogi. Miał pięć lat i czuł się już naprawdę dorosły.
Gdy babcia nagle zachorowała i przyjechała karetka, przy wozie stanęła nieznajoma ciocia Wiktoria i zabrała Staszka do domu dziecka.
Tam okazało się, że Staszek naprawdę lubi nowe otoczenie pełno jest dzieci, czułych opiekunek. Mimo to tęsknił za domem, za kotkiem Mruczkiem i psem Burkiem, za zapachem domowych pierników i ciepłem babci. Wierzył, że otworzy się drzwi, a babcia wejdzie, uśmiechnie się i powie:
No więc, moja pomocniczko, jedziemy do domu, bo Mruczek już na Ciebie czeka!
Jednak opiekunka Ania wyjaśniła mu, że babcia odleciała na niebo i już nie wróci. Staszek po raz ostatni pojął, że cud powrotu do domu nie nastąpi. Mimo to wciąż wierzył w niezwykłe zdarzenia.
Babcia zawsze mawiała, że cuda spełniają się, gdy w nie naprawdę wierzy się. Wszystko nazywała cudem.
Często wpadła do ich mieszkania ciocia Wiktoria przyniosła albo cukierka, albo bułkę, albo zabawkę, a potem babcia mówiła:
Widzisz, Stasiu, to prawdziwy cud ludzkiej dobroci.
Staszek zapamiętał to doskonale. Kiedy opiekunka Ania wyciągnęła z kieszeni cukierka i podała go Staszkowi, uśmiechnął się szeroko, pocałował ją w policzek i rzekł:
Dziękuję, Aniu, za cud.
Ania odwzajemniła uśmiech i pogłaskała go po czole:
Ty nasz cud!
Minęło pół roku, a nadciągały święta Bożego Narodzenia. Staszek razem z innymi wycinał płatki śniegu i ubrał choinkę. Wszyscy śmiali się i bawili.
W trakcie przygotowań Ania przyciągnęła Staszka i szepnęła:
Nowy Rok przynosi różne cuda. Napisz na kartce, co bardzo chcesz w nadchodzącym roku, połóż pod poduszkę, a stanie się to na pewno!
Staszek wziął starą pocztówkę, którą zabrał z domu babci, i napisał: Chcę wrócić do domu. Nie miał innego życzenia.
W domu dziecka było miło, lecz brakowało mu jego własnego pokoju z babciną narzutą, pieca, w którym babcia wypiekała pyszne ciasta, i własnego dachu nad głową. Potrzebował domu, i to natychmiast! Złożył pocztówkę w pół, nie pod poduszką, a w kieszonkę swojego pluszowego misia, którego kiedyś podarowała mu ciocia Wiktoria.
Najważniejsze jak mawiała babcia to bardzo chcieć i wierzyć.
I wierzył.
Cud jednak nie przychodził, a Staszek zdumiewał się, bo szczerze w to wierzył. W końcu w kwietniu wydarzyło się coś niespodziewanego.
Słoneczny wiosenny dzień. Staszek siedział przy oknie, patrząc na podwórze, gdzie dozorca pan Jan zamiatał chodniki. Nagle do pokoju weszła nieco podniecona Ania:
Stasiu, idźmy, dyrektor nas wezwą do gabinetu.
Staszek zeskoczył z parapetu i podszedł:
Aniu, zrobiłem coś złego? zapytał.
Nie, kochany, nie. Przyjechali właśnie! odpowiedziała, poprawiając mu warkocze.
Staszek zadrżał:
Kto?
Pójdziemy i zobaczymy rzekła Ania, chwyciła go za rękę.
W gabinecie pani dyrektor, Pani Ania Kowalska, siedziała przy biurku, a przy drzwiach stała ciocia Wiktoria.
Ciociu Wiktorio! wykrzyknął, rzucając się w jej ramiona.
Stasiu, mój słoneczku! przytuliła go ciocia, ocierając łzy.
Czy jedziemy do domu? spytał z nadzieją w oczach.
Oczywiście, jedziemy! I na pewno! szczerze odpowiedziała, wycierając łzy dłonią.
Usiadła z nim na kanapie.
Stasiu powiedziała, nieco nerwowo od teraz będziemy mieszkać razem. Wujek Jan też na Ciebie czeka. Będziesz naszą córką. Zgadzasz się? spojrzała na niego z nadzieją.
Staszek przytulił ciocię, opierając się o jej płaszcz. Oczywiście, że tak. Kochał zarówno ciocię Wiktorię, jak i wujka Jana; traktowali go jak członka rodziny babci.
Następnego dnia wyruszyli razem w drogę. Stały na progu domu dziecka, czekając na taksówkę. Zbiórka ludzi machała na pożegnanie. Ania wycierała łzy chusteczką i uśmiechała się. Staszek podziękował cioci Wiktorii, chwycił misia i pobiegł do Ani:
Dziękuję, Aniu, że podpowiedziałaś mi, by w Nowy Rok życzyć sobie domu!
Podsunął jej złożoną pocztówkę. Ania otworzyła ją i zobaczyła wielkimi literami: CHCĘ DOM.
Objęła Stasia, pocałowała w czubek głowy i rzekła:
Widzisz? Mówiłam, że cuda się zdarzają, gdy w nie mocno wierzy się!



