Nic nie słychać

Nic nie słychać
Samolot nieśmiało wysunął swój dziób z chmur, rozejrzał się, zatoczył szeroką pętlę i miękko dotknął ziemi, zupełnie jak narzeczony muskający policzek ukochanej przy ołtarzu.
Rozległy się brawa, choć piloci ich nie usłyszeli.
Nie usłyszał ich również Michał Kapliński, któremu podczas lotu zatkały się uszy.
Kapliński nieustannie ściskał nos i próbował wydmuchiwać powietrze.
Uciekało z każdej strony, tylko nie tam, gdzie powinno, a w jego głowie wciąż panował biały szum.
Michał wrócił od swojej matki wcześnie rano, akurat na tyle, by zdążyć przygotować się do pracy.
Żona jeszcze nie spała i nerwowo krzątała się po mieszkaniu, przekładając rzeczy z miejsca na miejsce.
Michał wszedł do kuchni i zaczął przygotowywać sobie lunch.
Słuch nadal nie wrócił.
Odchodzę!
Mam dość!
Wszystkiego mam dosyć!
Mam dość tego życia, twojej pensji, która ledwo starcza na bułki, tego mieszkania na końcu świata!
Myślałam, że mam chroniczną miłość, a po prostu zaraziłam się czymś!
wykrzykiwała swoje wyznania w stronę Michała, gdy spokojnie przekładał ziemniaki z garnka do termosu.
Idę do Piotrka, nie znasz go, on ciebie też nie zna, ale jest wspaniały.
Czuję coś do niego, tak jak powinno być.
I nie martw się, jestem czysta między nami jeszcze nic nie było.
Odchodzę jak porządna kobieta, żeby potem nie gadać nikomu, zwłaszcza twojej mamie.
Michał skończył szykować jedzenie i pakując wszystko do torby, zaczął parzyć sobie kawę.
Nie masz mi nic do powiedzenia?
Wywróciłam ci całą duszę na lewą stronę!
Aniu!
zawołał przez ramię.
Mogłabyś mi uprasować spodnie?
Co?
Spodnie?!
Ty Ja o uczuciach, a ty o prasowaniu!
Niech to wszystko Myślałam, że mnie zatrzymasz!
Po tych słowach, żona w złości pomyliła swoją torebkę z torbą Michała do pracy i wybiegła z mieszkania.
Dopiero gdy mieszkanie zatrzęsło się od trzaśnięcia drzwiami, Michał zrozumiał, że żona naprawdę odeszła.
Dokąd ona idzie o tej porze?
A spodnie?
Kurczę, gdzie mój lunch? rozmyślał Michał podczas tego porannego rozwodu.
Zmartwiony, że nie znalazł swoich dwóch termosów, wyszedł do pracy w pogniecionych spodniach.
Wsiadając do windy, skinął głową pani Malinowskiej przewodniczącej wspólnoty, która według miesięcznych opłat nadal przekazywała pieniądze na Złotą Orszę.
Mówią, że jej perfumy budziły zmarłe konie i przepędzały wrogów z kryjówek.
Michał wstrzymał oddech, wszedł i obrócił się w stronę drzwi.
Te zamknęły się, a winda ruszyła w dół, jak komora gazowa.
Nie zapłacił pan za dezynsekcję.
Dziś będą truli karaluchy w całym bloku odezwała się pani Malinowska.
Kapliński milczał, obserwując jak od zapachu perfum topnieje uszczelka przy drzwiach.
Trzeba zapłacić do wieczora, może pan przelać na mój rachunek?
naciskała dalej.
Michał nie powiedział ani słowa.
Wtedy pochyliła się do jego ucha i rzuciła głośno:
Czekam na przelew do końca dnia.
Gratulacje!
A gdzie panią przelewają?
zapytał Michał.
Do Ułan Bator z powrotem?
Naprawdę wierzył plotkom, że pani Malinowska to potomkini Chingis-chana.
Przewodnicząca nagadała mu jeszcze sporo, ale docierały do niego tylko fragmenty: -uka, -dor, -ty, -ać, z których układało się coś jak staromongolskie.
On nie analizował, tylko kiwał głową jak na wystawie współczesnej sztuki.
Drzwi windy się otworzyły, Michał wyszedł na świeże powietrze, a przewodnicząca ruszyła dalej, zbierać haracz.
Michał pracował jako elektryk.
Od zeszłego tygodnia wykonywał zlecenie dla klienta, który nie miał ani pomysłu, ani pieniędzy, ale bardzo chciał, by wszystko wyszło jak najlepiej.
Materiały i plany zamawiającego mówiły wiele o jego charakterze i miały swój specyficzny zapach.
Nie cierpiał Michał sam razem z nim w tej remontowej pułapce siedzieli hydraulik i wykończeniowiec.
Gdy Michał kuł ściany pod kable, kolegom lał się pot z czoła w innych pokojach, gdy klient pojawił się na budowie.
Całą noc bawił się na urodzinach przyjaciela, a w twórczym nastroju postanowił rano sprawdzić postępy.
Wszystko źle!
krzyczał, tupiąc nogą.
Gniazdka mają być jak szachownica, a lampa przesunięta o trzy stopnie w prawo od osi ziemi.
Zróbcie, jak mówiłem, albo nie zapłacę!
Z takimi pomysłami i groźbami odwiedził każdy pokój, a potem zamknął się w dziecięcym i zasnął na workach z gipsem.
Po siedmiu godzinach odżył, otworzył drzwi i zobaczył efekty swoich rewolucyjnych postulatów.
W tym czasie budowlańcy przebili nowy przejście pomiędzy salonem a kuchnią, a w łazience dorobili drugi sedes.
Klient ubrany był cały na biało od gipsu, twarz od przerażenia.
Nic nie pamiętał ze swoich poleceń i chciał oskarżyć ekipę o kłamstwa, ale pokazano mu nagrania.
Michał jako jedyny nic nie zmienił, bo nowe wytyczne zupełnie go ominęły (uszy miał zatkane).
Czy z emocji, czy z rezygnacji, klient wręczył mu małą premię za odporność na pijany artyzm, a resztę zwolnił za brak sprzeciwu.
Jednak pod naciskiem dowodów zapłacił za wszystko.
Wieczorem, głodny i wyczerpany, Michał poddał się i poszedł do lekarza, by wrócić do świata dźwięków.
Po drodze zaczepił go zły pies, próbując go nastraszyć głośnym szczekaniem, lecz świat Michała był niemy ludzie i zwierzęta grały jakieś role w niemym filmie.
Bez tekstu ciężko było rozgryźć, o co chodzi temu zwierzakowi, więc Michał szedł dalej lekko i pewnie.
W końcu pies się znudził i odstąpił.
Niech dźwięki będą z tobą!
powiedział lekarz, przewiercając mu uszy.
Powróciwszy do życia, Michał wracał do domu.
Po drodze wyjął z portfela nagłą premię i kupił parówkę w cieście oraz mały bukiet dla żony.
Pod blokiem spotkał smutnego sąsiada.
Słyszałeś nowinę?
zagadnął go.
Ja dzisiaj w ogóle nic nie słyszałem odparł Michał, dłubiąc palcem w uchu.
Malinowska, ta Złota Orsza, zebrała kasę z całego bloku i wybyła na zachód.
Przeniosła się do innego miasta, odcięła końce.
Wszystko zaplanowała z wyprzedzeniem.
Zaliczyła wszystkie siedem klatek.
Oddałeś?
Nie, nie oddałem pokręcił głową Michał.
Coś tam mówiła rano o swoim przelewie, ale nic nie zrozumiałem.
Masz szczęście.
A ja, debil, oddałem.
Pociesza mnie tylko, że zanim obleciała wszystkie piętra, karaluchy poumierały od jej perfum zaśmiał się sąsiad.
W sumie nie tak źle.
Michała przywitało mieszkanie zapachem pysznego jedzenia i niezwykle czułą żoną.
Wybacz mi, jestem głupia, nie wiem co mnie napadło, pewnie jakieś burze na słońcu.
Chcę cofnąć wszystkie słowa i prosić cię, żebyś uwierzył, że nic złego nie zrobiłam.
Nie istnieje żaden Piotrek.
Pojechałam do siostry, wyżaliłam się, wróciłam do siebie.
Twoja reakcja rano była po męsku, to mnie otrzeźwiło.
No co, wybaczysz mi, głupiej?
Zasypując twarz Michała gorącymi całusami, żona zaprosiła go do stołu.
Nic nie słyszałem przyznał Michał, czując że dostaje nagrodę zupełnie niesłusznie.
Dzięki!
przytuliła go mocno.
Cóż, pomyślał Michał, który nie zrobił dziś nic niezwykłego.
Może trzeba częściej ogłuchnąć.
Może wtedy życie będzie prostsze.

Rate article
Fajna Tajna
Nic nie słychać