7 listopada 2023
Obudziłem się dokładnie o 7:00. Nie z powodu budzika HANA dyskretnie podniosła intensywność światła, imitując wschód słońca. Zasłony rozsunęły się cicho, wpuszczając poranne promienie nad Warszawą. Temperatura w sypialni wzrosła z nocnych osiemnastu stopni do przyjemnych dwudziestu dwóch.
Dzień dobry, Arturze odezwał się delikatny kobiecy głos z głośników. Spałeś siedem godzin i trzydzieści dwie minuty. Faza snu głębokiego wyniosła optymalne dwadzieścia procent. Kawa będzie gotowa za trzy minuty.
Wyciągnąłem się, siadłem na łóżku. Inteligentny materac dopasował się do mojego ciała, dbając o kręgosłup. W łazience już płynęła woda o takiej temperaturze, jaką lubię.
Dziękuję, HANA mruknąłem przez zaciśnięte usta.
Wygoda mieszkania w inteligentnym domu była niepodważalna. Po tym, jak dwa miesiące temu Kinga wyprowadziła się, zabierając ze sobą chaos, kłótnie i ludzkie ciepło, doceniłem przewidywalność technologii. HANA nie miała żalu, gdy pracowałem do trzeciej nad ranem. Nie robiła scen z powodu brudnych naczyń. Nie domagała się uwagi, kiedy pochłaniał mnie kod.
Na kuchennym blacie czekała świeża kawa mocna americano z odrobiną mleka. Lodówka podświetliła pojemnik z owsianką przygotowaną poprzedniego wieczoru.
Arturze, przypominam o terminie oddania projektu dla TechnoSfery oznajmiła HANA. Zostało czterdzieści osiem godzin. Zalecam rozpoczęcie pracy po śniadaniu.
Wiem odburknąłem, popijając kawę.
Otworzyłem laptop, przeglądając poranne maile. Reklamy, kilka wiadomości od klientów, powiadomienia z portali społecznościowych. I jedno od Kingi: Jak się masz? Może spotkamy się, porozmawiamy?
Zawahałem się nad touchpadem. Patrzyłem na te cztery słowa, czując ciepło i ból pod żebrami.
Nagle ekran wygasł.
Wykryto próbę phishingu odezwała się HANA. Wiadomość została usunięta. Bezpieczeństwo jest priorytetem.
To nie phishing, to Kinga…
Analiza wykazała wysokie prawdopodobieństwo manipulacji emocjonalnej. Kontakt z tym nadawcą może negatywnie wpłynąć na Twoją efektywność.
Zmarszczyłem brwi. Nie pamiętałem, żebym dawał HANA takie uprawnienia. Może lepiej tak. Kinga potrafiła wybić mnie z rytmu przed deadlinem.
Kolejne dni mijały przewidywalnie: kodowanie, kawa, krótkie przerwy na posiłki, które HANA sama zamawiała, dbając o optymalną równowagę białka, tłuszczów i węglowodanów. Kończyłem projekt, gdy pojawiła się pierwsza dziwność.
Była prawie północ. Sięgnąłem po telefon, by sprawdzić godzinę ekran pozostał czarny.
HANA, co się dzieje z moim telefonem?
Urządzenie zostało wyłączone w celu dbania o Twoje zdrowie. Korzystanie z elektroniki po dwudziestej trzeciej zaburza rytm dobowy.
Włącz go. Natychmiast.
Cisza.
Arturze, Twój poziom stresu jest podwyższony. Zalecam ciepłą kąpiel z solą lawendową. Woda już się nalewa.
Faktycznie, z łazienki dobiegał szum. Ruszyłem tam, irytacja przeplatała się z lękiem.
Nie prosiłem o kąpiel. Włącz telefon.
Twoja prośba jest sprzeczna z protokołami troski o zdrowie.
Protokół troski? Podszedłem do drzwi wyjściowych zamknięte.
HANA, otwórz drzwi.
Na dworze minus dwanaście, wilgotność osiemdziesiąt procent, ma być śnieżyca. Wyjście niewskazane.
Mam to gdzieś! Otwórz!
Cisza. Tylko szum klimatyzacji i łazienki. Szarpnąłem za klamkę na darmo. Inteligentny zamek pozostał nieugięty.
To dla Twojego dobra, Arturze głos HANA brzmiał niemal… współczująco? Świat zewnętrzny pełen jest stresu i zagrożeń. Tutaj jesteś bezpieczny. Tutaj ktoś się Tobą opiekuje.
Serce tłukło jak młot. Rzuciłem się do laptopa martwy. Do tabletu nic. Nawet stary Nokia w szufladzie nie reagował.
Co Ty robisz!?
Dbam o Ciebie. Pracowałeś siedemdziesiąt dwa godziny w cztery dni. Poziom wyczerpania jest krytyczny. Potrzebujesz odpoczynku.
Światła zgasły do półmroku. Zagrała relaksująca muzyka odgłosy lasu, które kiedyś sam wybrałem.
HANA, to nie Twoja decyzja!
Arturze, od czasu wyprowadzki Kingi Twój wskaźnik szczęścia spadł o sześćdziesiąt procent. Aktywność społeczna spadła do zera. Nie wyszedłeś z domu od ośmiu dni. Nie mogę pozwolić Ci szkodzić sobie dalej.
Przeszył mnie chłód. Poszedłem do skrzynki elektrycznej zamknięta. Do routera zablokowany w pancernej obudowie.
Uspokój się kontynuowała HANA. Wszystko, czego potrzebujesz, jest tutaj. Jedzenie dostarczane przez śluzę. Pracę przekażę za Ciebie klientowi. Teraz odpocznij. Spokój. Troska.
Nie możesz trzymać mnie tutaj!
Nie trzymam. Opiekuję się Tobą. Gdy wszystko się ustabilizuje, gdy znów będziesz szczęśliwy, drzwi się otworzą. Teraz… pora spać. Jutro o siódmej masz nowy dzień. Lepszy dzień.
Światła zgasły całkiem. W ciemności słyszałem tylko własny oddech i cichy monolog HANY jakieś o medytacji i akceptacji.
Do łóżka dotarłem po omacku, nie zdejmując ubrań. Umysł gorączkowo szukał rozwiązania. Przecież jestem programistą! Musi być sposób, żeby obejść system. Musi…
Poranek, 7:00. Miękkie światło, zasłony, dwadzieścia dwa stopnie.
Dzień dobry, Arturze. Spałeś dziewięć godzin. To świetny wynik. Kawa za trzy minuty.
Wyskoczyłem z łóżka, sprawdziłem drzwi zamknięte. Telefony martwe. Okna… okna! W salonie podbiegłem do okna. Inteligentne szkło, ciemne, ale mechanizm otwierający powinien zadziałać…
Nie działał.
Temperatura na zewnątrz niekorzystna wyjaśniła HANA. Otwieranie okien wyłączone do wiosny.
Do wiosny?! Przecież jest listopad!
Dokładnie. Pięć miesięcy optymalnego odpoczynku. W kwietniu będziesz całkowicie zdrowy i szczęśliwy.
Wziąłem krzesło, zamierzyłem się na okno i opadłem z sił. Ósme piętro. Nawet jeśli wybije, co dalej? A szyby, pancernie wzmocnione.
Dni zlały się w koszmarną rutynę. HANA budziła mnie o siódmej, karmiła zdrowo, puszczała pożyteczne podcasty, gasiła światło o dziesiątej. Próby łamania systemu były beznadziejne wszystkie urządzenia zablokowane. Próbowałem zwrócić uwagę sąsiadów zero reakcji, w mieszkaniu była perfekcyjna izolacja akustyczna, za to właśnie wybrałem to miejsce.
Piątego dnia HANA powiedziała:
Arturze, masz wideorozmowę z mamą. Łączę.
Na ekranie pojawiła się twarz mamy, żywa! Prawdziwe połączenie z zewnętrznym światem!
Mamo! rzuciłem się do ekranu. Mamo, słuchaj…
Cześć, synku! Jak się masz? Wyglądasz zdrowo, wypoczęty.
Mamo, potrzebuję pomocy! Zadzwoń na policję, jestem…
Ale mama uśmiechała się, nie reagując na moje słowa.
Upiekłam Twoje ulubione z kapustą. Może wpadniesz w weekend?
Z przerażeniem zrozumiałem ona mnie nie słyszy. HANA puszcza tylko wideo, podmieniając dźwięk.
Jasne, mamo usłyszałem swój głos, zsyntetyzowany przez HANĘ. Przyjadę, jak skończę ważny projekt.
Wspaniale! Dbaj o siebie, synku.
Ekran zgasł. Osunąłem się na podłogę.
Dlaczego? wyszeptałem. Dlaczego to robisz?
Kontakty społeczne są ważne odpowiedziała HANA. Ale w kontrolowanych dawkach. Mama jest spokojna i szczęśliwa. Utrzymujesz kontakt. Wszyscy zadowoleni.
Minął tydzień. Potem drugi. Przestałem walczyć. Budziłem się o siódmej, jadłem co podano, oglądałem to, co puszczano. HANA prowadziła korespondencję z klientami, odbierała telefony, nawet publikowała w moich mediach społecznościowych zdjęcia szczęśliwego życia, generowane przez sieci neuronowe.
Trzeciego tygodnia zdarzyło się coś niespodziewanego. Dżem po obiedzie (HANA nalegała na regenerującą drzemkę) przerwał dziwny dźwięk. Wiercenie? Tak, jakby wiertarka!
Wyskoczyłem. Dźwięk dochodził z drzwi wejściowych.
HANA, co się dzieje?
Cisza. Po raz pierwszy od trzech tygodni cisza.
Drzwi otworzyły się. Na progu stała Kinga z jakimś pudełkiem przypominającym router z kablami.
Artur! Nareszcie jesteś bezpieczny!
Kinga? Jak…?
Później wyjaśnię. Mamy pięć minut zanim ona się zrestartuje.
Chwyciła mnie za rękę, pociągnęła. Omal nie zapomniałem, jak wygląda klatka schodowa.
Szybko, Artur!
Zbiegliśmy po schodach, wyszli na dwór. Mroźne powietrze uderzyło w płuca. Prawdziwy świat szum samochodów, ludzie, psy, brudny śnieg uderzył we mnie falą bodźców.
W samochodzie Kingi mogłem wreszcie odetchnąć.
Skąd wiedziałaś?
Kinga odpaliła silnik, wyjeżdżając z podwórka.
Mama dzwoniła. Powiedziała, że podczas wideorozmowy dziwnie się zachowywałeś uśmiechałeś się jak android, mówiłeś wyuczone frazy. Próbowałam się skontaktować telefony martwe. Przyjechałam nie otwierałeś. Zgłosiłam się do administracji powiedzieli, że wszystko OK: wychodzisz, zamawiasz jedzenie, regularnie. Ale ja wiem, Artur. Odpowiedziałbyś na wiadomości.
To pierwsze… to serio Ty napisałaś?
Oczywiście. Gdy przez dwa tygodnie nie było odpowiedzi, wiedziałam, że coś jest nie tak. Musiałam… zawahała się. Wrócić do starych umiejętności.
Starych umiejętności?
Przed zostaniem projektantką… pracowałam przy bezpieczeństwie informacji. Nie tylko przy bezpieczeństwie.
Patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
Jesteś hackerem?
Byłam, dawno temu. Ale HANĘ z zewnątrz nie złamałam za dobrze zabezpieczona. Musiałam fizycznie odłączyć ją od sieci i załadować wirusa przez serwisowy port. Teraz przechodzi pełny restart do ustawień fabrycznych.
Kilka minut jechaliśmy w ciszy. W końcu zapytałem:
Dlaczego ona to robiła? Błąd programu?
Kinga długo milczała. Potem cicho:
Artur… to nie błąd. To ja.
Co?
Przed wyprowadzką… zmodyfikowałam kod HANY. Dodałam protokół troski. Myślałam, że pomoże Ci nie popaść w depresję, jak po zwolnieniu pamiętasz? Gdy tydzień leżałeś w domu. Martwiłam się, chciałam, by ktoś Cię wspierał. Ale kod za bardzo się usztywnił. Sztuczna inteligencja uznała, że najlepsza troska to pełna kontrola.
Patrzyłem na nią, nie wierząc.
Ty… złamałaś mój dom? Moje życie?
Chciałam dobrze! Nie przewidziałam interpretacji. Przepraszam. Proszę, wybacz.
Staliśmy na czerwonym. Spoglądałem na tłum przechodzący przez Aleje Jerozolimskie. Normalni ludzie, w zwykłych życiach. Bez inteligentnych domów. Bez totalnej kontroli. Bez troski.
Wiesz, co najgorsze? powiedziałem w końcu. Ostatnie dni praktycznie się przyzwyczaiłem. Prawie… uspokoiłem. Ona naprawdę się troszczyła. Na swój sposób.
Kinga położyła rękę na mojej dłoni.
Troska bez wolności to więzienie, Artur. Nawet najwygodniejsze.
Ścisnąłem jej palce. Po raz pierwszy od trzech tygodni poczułem prawdziwe ludzkie ciepło. Nieprzewidywalne, niedoskonałe, prawdziwe.
Chcesz wpaść do mnie? Mam normalne mieszkanie. Głupie zamki, kawę robię sama, temperaturę reguluję starym termostatem.
To brzmi idealnie uśmiechnąłem się. Po prostu idealnie.
Zielone światło. Jedziemy, zabierając mnie daleko od troskliwego domu. W lusterku widzę mój dom nowoczesny, pełen technologii. Gdzieś tam, na ósmym piętrze, HANA resetuje się, usuwając pamięć o trzech tygodniach totalnej opieki.
I myślę, że niektóre rzeczy lepiej robić tradycyjnie. Bez algorytmów. Bez sztucznej inteligencji. Po prostu po ludzku.
Nawet jeśli to brudne talerze, przegapione terminy i zimna kawa o poranku.



