Pamiętam, że kiedyś, w dawnych czasach, targ w Krakowie tętnił życiem każdej soboty: stoiska pełne zabawek i warzyw, straszyczący sprzedawcy, ludzie stający przy każdym stoisku, by przyjrzeć się, porównać i spróbować. W rogu nieco skromniejszym stała ciocia Elżbieta, staruszka z wsi, której dłonie były szorstkie od pracy, a pod brodą zawsze leżał zielony chustek. Spojrzenie miała ciepłe, takie, które mają jedynie ludzie prości i czyste sercem.
Miała kilka kołków białego sera, wyrobionych ciężką pracą z mleka własnej, starej krowy, oraz małą porcji przeznaczoną specjalnie do degustacji by człowiek spróbował i nie uwierzył na słowo, mawiała.
Każdego przechodnia witała ten sam łagodny uśmiech:
Weź, kochana, i powiedz, czy smakuje.
Niektórzy zatrzymywali się, inni pędzili dalej. Tak bywa na targu: nie każdy ma czas, nie każdy dostrzega duszę kryjącą się za prostym produktem.
Tamtego poranka, pośród zwykłych ludzi, pojawiła się znana w mieście dama wysoka, elegancka, w drogiej futrzanej mantylce, z dużymi czarnymi okularami zasłaniającymi oczy. Mówiło się o niej wiele: miała pieniądze, interesy, wszystko, o czym można marzyć.
Lecz nie miała spokoju.
Najpierw przeszła obok wielkich stoisk renomowanych producentów z miasta. Spróbowała, powąchała, zapytała lecz za każdym razem marszczyła nos.
Zbyt słony
Zbyt miękki
To nie to, czego szukam
Ludzie ustępowali jej drogi. Jej obecność przecinała powietrze, a elegancja była lodowata. Pod tym maską pewności kryła się niewidzialna zmęczenie, smutek niepasujący do jej luksusowych szat.
Gdy dotarła do małego stoiska cioci Elżbiety, wszystkie sprzedawczynie spojrzały ciekawie:
Zobaczymy, jak ją zignoruje! Po co jej smak od wiejskiej biedaczki?
Elżbieta jednak nie zwracała uwagi na takie myśli. Nie widziała różnic, nie potrafiła dostrzec nic poza sercem człowieka.
Uśmiechnęła się więc do damy tak samo łagodnie, jak witali wszystkich:
Weź, kochana, i powiedz, czy smakuje.
Kobieta zatrzymała się. Nie wiedziała, dlaczego.
Może to było w głosie staruszki, ciepło, którego nie czuła od lat.
Elżbieta wyciągnęła rękę i odciął kawałek sera, jakby dla kogoś ukochanego:
Zrobiony tymi starymi rękami, ale z młodym sercem, babciu. Spróbuj i powiedz.
Kobieta wzięła fragment do ust. Prosty, czysty aromat nagle wypełnił ją zapomnianym uczuciem.
Zamknęła oczy.
I wtedy poczuła.
Poczuła dzieciństwo.
Nagle w zgiełku targu, w gwarze głosów, przeniosła się do małej zagrody z glinianą podłogą i prostym, drewnianym stołem. Tam stała jej babcia, kobieta, która wychowywała ją z miłością, bo rodzice pracowali za granicą, by przeżyć.
Babcia, w kwiecistym fartuchu, zawsze zrywała mały kawałek świeżego sera i mówiła:
Weź, kochana, i zobacz, czy jest dobra. Twój język to mój sędzia.
W gardle zaciął się węzeł.
Ten prosty ser był dokładnie taki sam.
Ta sama struktura. Ten sam smak. Ta sama pamięć.
Łzy napłynęły jej do oczu, lecz ukryła je za grubymi okularami. Chciała coś powiedzieć, lecz głos się jej trząsił.
Nie wiem, co powiedzieć jest jest idealny.
Ciocia Elżbieta delikatnie dotknęła jej dłoni, jak tylko babcie potrafią:
Kochana, nie potrzebuję wiele. Jeśli mówisz, że jest dobry, to wystarczy mi.
Jak jak to robicie? zapytała kobietka cienkim głosem.
Pracą, babciu i z miłością. Bo inaczej nie wyjdzie. I z tęsknotą tęsknotą za dobrymi ludźmi, takimi jak ty, którzy wciąż potrafią smakować sercem.
Kobieta zdjąła okulary. W jej oczach były łzy, ale i blask, którego nie widziała od dawna.
Przypomniała mi się moja babcia wyszeptała, łamiąc się na dźwięk.
Elżbieta uśmiechnęła się szeroko, z dołeczkami w policzkach.
To dobrze, babciu. To znak, że nie jest daleko. Tak długo, jak pamiętasz, babcia żyje w tobie.
Wezmę cały ser oznajmiła zdecydowanie. Cały. I chcę ci pomóc. Kupię ci coś. Czego potrzebujesz?
Elżbieta pokręciła lekko głową.
Nie jestem biedna, babciu. Mam ręce. Dopóki mam ręce, mam też ser. A jeśli przeszłaś po tylu stoiskach i przybyłaś właśnie do mnie to znaczy, że w tym świecie wciąż jest miejsce dla ludzi z sercem. To jest mój skarb.
Bogata dama wzięła głęboki oddech i przetarła oczy.
Po raz pierwszy od dawna poczuła coś prostego: ciepło wspomnienia.
Dziękuję, ciociu Elżbieto Dziękuję, że przypomniałaś mi, kim jestem.
Staruszka delikatnie uścisnęła jej dłoń.
Weź, kochana, i powiedz, czy smakuje. Tak jest ser, tak jest życie tylko ci, którzy smakują sercem, czują prawdziwy smak.
Gdy ta opowieść wywoła w tobie wspomnienie, nie chowaj go tylko dla siebie. Napisz w komentarzu, o kim, jakim smaku, o jakim dziecięcym momencie ci przypomina.



