Nie mój ty mężu, Wiesław…
Stara kobieta siedziała przy łóżku męża, mokrą szmatką przecierając jego gorące czoło.
– Wiesław, zawsze chciałam ci się przyznać, ale nie miałam odwagi. Okłamałam cię, Wiesław, nie jesteś moim mężem…
Starzec otworzył oczy i zaskoczony spojrzał na żonę.
– Tylko nie przerywaj, bo może już nam niewiele czasu razem zostało, a ja muszę się wyspowiadać. Pamiętasz, jak po wojnie trafiłeś przypadkiem do naszej wioski? Tak bardzo przypominałeś mojego męża! Przyszła mi zawiadomienie o jego śmierci, a tu nagle ty, cały i żywy, więc pomyślałam, że w dokumentach się pomylili i mój mąż wrócił. Rzuciłam się na ciebie, potem zaraz zrozumiałam, że się pomyliłam. Rumieniłam się i przepraszałam, ale pozwoliłam ci przenocować w stajni.
Rano, kiedy próbowałeś naprawić drzwi w stajni, belka cię uderzyła. Myślałam, że znowu będę musiała chować faceta, ale oddychałeś, więc żyłeś. Sprowadziłam lekarza, a on mówi, że to silny chłop, skaleczenie lekkie, tylko pamięć nieco ucierpiała. Wtedy zdecydowałam się powiedzieć, że jesteś moim mężem. Byłeś dorodny, silny, a po wojnie z dwójką dzieci sama bym sobie nie dała rady. Powiedziałam, a ty uwierzyłeś. Potem dręczyło mnie sumienie, ale zżyliśmy się, pokochaliśmy i nie chciałam nic zmieniać. Dziś dopiero się spowiadam, że wszystko samodzielnie za ciebie zdecydowałam. Może twoje życie potoczyłoby się inaczej…
Wiesław patrzył na żonę w milczeniu… aż nagle wybuchnął śmiechem.
– Ty głuptasie! Po co mi inne życie? Kocham cię całe życie. Przypadkiem trafiłem do twojej wioski, to prawda, a jak cię tylko zobaczyłem zakochałem się od razu. Nie wiedziałem, jak się do ciebie zbliżyć. Postanowiłem pomóc ci w gospodarstwie, może się spodobałem i nie wygoniłaś mnie, a tu ta belka jak walnęła w głowę, wszystko się zrobiło czarne. Ocknąłem się lekarz przy mnie, a ty się krzątali wokół mnie. Poprosiłem go, żeby trochę skłamał, że mam amnezję, żeby zostać w twoim domu. Ty mnie zaskoczyłaś, uznając mnie za męża, i ucieszyłem się, że nie muszę nic zmyślać.
– No i spryciarz z ciebie uśmiechnęła się staruszka. Czemu wcześniej nie powiedziałeś? Może byśmy razem się pośmiali.
– Chciałem, ale zawsze coś innego było do zrobienia. Najpierw wychowywaliśmy starszych, potem jeszcze troje dzieci wspólnie daliśmy radę uśmiechnął się mąż pod wąsem. I tak całe życie każde z nas w sercu swoje tajemnice nosiło, a one okazały się żadnymi sekretami.
– No, teraz wszystko się wyjaśniło, bo byśmy chyba śmiechem naszych aniołów stróżów rozbawili powiedziała staruszka. Tylko nie umieraj, Wiesław, nie zostawiaj mnie tu samej, bez ciebie nie dam rady.
– No już, nie płacz. Wszystko będzie dobrze uspokoił ją mąż. Dosyć już przy mnie siedzisz, idź się połóż. Przecież rano mądrzejsze od wieczora.
Położyli się, lecz ona spała niespokojnie. Widać, że myśli o złych rzeczach nie dawały jej odpocząć. Obudziła się o świcie. Łóżko męża puste. Serce ścisnęła trwoga. Wyjrzała na podwórko a on siedzi na ganku i pali papierosa. Odetchnęła z ulgą. Tym razem kostucha przeszła obok, więc jeszcze razem pociągniemy tę naszą wspólną codzienność…



