Jedna prośba Historia o babci, którą przeniesiono, Vika dowiedziała się od sąsiadki. Co roku odwie…

Jedna prośba

O tym, że babcię przenieśli, Sabina dowiedziała się od sąsiadki. Od lat odwiedzała ją zawsze w dzień imienin kupowała tort i paczkę śliwek, bo babcia uwielbiała śliwki. Przy klatce schodowej zatrzymała się, próbując wyciągnąć dzwoniący telefon, gdy zawołała ją sąsiadka z parteru:
Sabinko, ty? Babcia już się wyprowadziła.
Tak naprawdę to nie była jej własna babcia, tylko babcia byłego męża. Poznali się na uniwersytecie, on wtedy mieszkał z babcią. Gdy prowadził ją na pierwsze spotkanie, Sabina strasznie się bała wiedziała, że to takie oględziny. Nikodem nie miał rodziców, tylko babcię, która wychowywała go od piątego roku życia. Ale niepotrzebnie się bała babcia od razu przyjęła ją jak własną wnuczkę.

Pobrali się na piątym roku, a babcia zrobiła im niesamowity prezent ślubny jednopokojowe mieszkanie. Co prawda na obrzeżach Warszawy, na piątym piętrze bez windy, ale własne. Całe życie oszczędzała, nie chciała przeszkadzać młodym.
Sabina nigdy nie miała nic własnego. Ojczym pilnował, żeby nie zjadła więcej niż jego dzieci, nie zużywała więcej wody niż trzeba, narzekał na rachunki za prąd, bo zawsze pali światło bez sensu. W wieku siedemnastu lat zatrudniła się jako kelnerka i wynajęła malutki pokoik, przypominający schowek. Akademik jej nie przysługiwał miała meldunek stołeczny. Dlatego jednopokojowe mieszkanie wydawało jej się pałacem.

Mieszkała tam krótko. Rok po ślubie, wróciwszy godzinę wcześniej ze zmiany (spieszyła się, by zrobić Nikodemowi śniadanie), zastała w swoim łóżku piegowatą blondynkę. Ta paliła papierosa, dmuchając dym w sufit, a z łazienki słychać było szmer wody. Blondynka nic sobie z tego nie robiła, tylko przykryła się narzutą podarowaną na Nowy Rok przez babcię.
Tak skończył się ich związek, który trwał pięć lat. Sabina nie robiła awantur, rozwiedli się spokojnie. Mieszkanie zostawiła Nikodemowi, nie rościła sobie żadnych praw, choć blondynka, towarzysząca Nikodemowi na każdym etapie rozwodu, syczała: Niech ci podpisze oświadczenie, bo jeszcze zajdzie z jakimś kierowcą i zacznie walczyć o kawalerkę!

Gdzie się przeprowadziła? zdziwiła się Sabina, odrzucając połączenie.
Do waszej kawalerki! Tamtym zaraz urodzi się dziecko, więc zamienili się.
Sabina zaniepokoiła się babcia po złamaniu biodra źle chodziła, a kawalerka była na piątym piętrze bez windy. Jak ona tam sobie poradzi? Przed rozstaniem z Nikodemem planowali, że przeniosą się do babci, by się nią opiekować, ale teraz babcia zostawała sama, bez znajomych w okolicy. Tutaj wszyscy ją znali, zawsze mogła poprosić o pomoc.
Wieść o dziecku była też bolesna z Sabiną Nikodem nie chciał mieć dzieci, twierdził, że najpierw musi nacieszyć się życiem.

Dziękuję, pani Katarzyno.
Musiała pójść na przystanek, czekać na autobus i jechać czterdzieści minut, trzymając się obdrapanej poręczy, by nie zgnieść tortu.
Powrót do mieszkania, gdzie przez rok czuła się najszczęśliwsza pod słońcem, był smutny. Sabina szła dobrze znaną trasą, zwracając uwagę na drobne zmiany nowy szyld sklepu, wybudowany płot na pustej działce Na podwórku pojawił się nowy plac zabaw, a przy kałuży siedział sześciolatek z zanurzonymi boso stopami.
Jestem na plaży! zawołał radośnie.
Sabina uśmiechnęła się i wyciągnęła z kieszeni czekoladę.
Proszę, Robinson!

Babcia udawała, że wszystko jest w porządku, i że to ona sama tak zaplanowała.
Nikodem przyjeżdża, zakupy robi, odwozi mnie do przychodni, jeśli trzeba, tłumaczyła.
A kiedy był ostatnio? zapytała Sabina.
Wczoraj.
Sabina wiedziała, że babcia kłamie worek ze śmieciami pod zlewem był przepełniony, chleb stwardniał jak cegła.
Pójdę do sklepu, muszę jeszcze kupić ser, zapomniałam zaproponowała Sabina.
O serze skłamała.
Babcia protestowała, ale Sabina była stanowcza. Gdy wyjeżdżała, celowo zostawiła parasol, żeby za dwa dni wrócić i ponownie zrobić zakupy. Babcia początkowo się opierała mówiła, że nie trzeba, że Nikodem przecież przyjeżdża. Ale gdy Sabina jesienią położyła się z grypą, nie odwiedzała babci tydzień bo bała się zarazić, babcia sama zadzwoniła i nieśmiało spytała, kiedy może ją odwiedzić.

Jasne było, że jeździć tak często jest trudno, więc Sabina znalazła sposób: umówiła się z tym samym chłopcem z plaży, że będzie wynosił śmieci codziennie za pięćdziesiąt złotych tygodniowo, a zakupy zamówiła przez internet, kupiła babci smartfon i nauczyła ją używać aplikacji. Nikodem twierdził zawsze, że babcia sobie nie poradzi, a jednak poradziła. Sabina przyjeżdżała raz na tydzień, czasem częściej, czasem rzadziej. Babcia jakby zapomniała, że Nikodem był kiedyś jej mężem, zachwycała się wnuczkiem, oglądała filmiki przesyłane przez Nikodema na nowym smartfonie.

Przywieźli ci kiedyś prawnuka? spytała Sabina.
Daj spokój, przecież jeszcze mały!
Ale na pierwsze urodziny prawnuka babcia poprosiła Sabinę, by wypłaciła z jej karty dziesięć tysięcy na prezent. Tak Sabina wiedziała o wszystkich odwiedzinach Nikodema na jego urodziny, na imieniny chłopca, na Nowy Rok, i jeszcze w kwietniu, wtedy chyba na urodziny blondynki. Na każde święto babcia wypłacała z karty sporą sumę na prezent.
Sabina też próbowała wręczyć pieniądze, ale ona zawsze odmawiała.
Będę się na ciebie bardzo gniewać, mówiła Sabina.
Babcia kiedyś powiedziała jej:
Dobrze. Ale obiecaj, że spełnisz jedną moją prośbę. I już nie będę ci się narzucać z pieniędzmi.
Jaką?
Powiem później.
Więc Sabina się zgodziła.

Gdy w jej życiu pojawił się Pawełek, babcia była pierwszą, która o tym się dowiedziała. Z matką Sabina prawie nie rozmawiała ta zaczęła pić z ojczymem, tylko krzyczała, że Sabina to nieudacznica.
Faceta z mieszkaniem wypuściłaś, trzeba być tak bezmyślną! Całe życie będziesz w swoich klitkach się gnieździć!
Pawełek nie miał mieszkania. Ale obiecywał, że na pewno zapracuje. Był młodszy od niej o pięć lat, długo odmawiała jego zalotom, w końcu się zgodziła. Był dobry, radosny, a jego rodzina od razu Sabinę przyjęła. Mieszkali w domu na obrzeżach miasta, oprócz najstarszego Pawełka było jeszcze pięciu braci.
Siódmy raz nie odważyłam się próbować z dziewczynką z uśmiechem mówiła jej matka Pawełka. Poczekam na wnuczkę. Ty chcesz mieć dzieci, czy wolisz karierę?
Chcę, przyznała Sabina.
No to czekam na wnuczkę, Pawełek jest najpoważniejszy z moich synów, reszta jeszcze rozrabiaki!

Pobrali się skromnie, bez hucznego wesela, a za oszczędności pojechali w podróż. Sabina martwiła się, jak babcia poradzi sobie bez niej, ale nie miała wyboru.
Martwiła się nie bez powodu. Nikt nie wiedział, jak to się stało może źle się poczuła i schodziła po pomoc, może sama próbowała wynieść śmieci Znaleziono ją na schodach, już bez życia.
Sabina wiedziała, że nie wolno jej teraz płakać, zbytnio się przejmować właśnie zrobiła test i cieszyła się, że zaraz powie babci Ale jak nie płakać? Gdyby tylko nie wyjechała, nic by się nie stało! Nawet na pogrzeb nie zdążyła Nikodem jej nie powiadomił, choć wiedział, że ma kontakt z babcią. Ale nie chciała do niego dzwonić i się kłócić.

Po kilku dniach zadzwoniła żona Nikodema.
Co myślisz, jesteś taka mądra? Pozwiemy cię, udowodnimy, że babcia była niepoczytalna, kiedy to pisała!
Sabina była zdezorientowana. Blondynka krzyczała, obrażała ją, dopiero pod koniec rozmowy Sabina zrozumiała, że chodzi o jakieś mieszkanie.
Dzień później zadzwonił notariusz. Zaprosił do zapoznania się z testamentem. Okazało się, że babcia napisała też list do Sabiny.
Czytała go ze łzami w oczach. Babcia pisała tyle dobrych słów, dziękowała jej serdecznie, Sabina czuła się nieswojo przecież nie robiła tego dla podziękowań, tylko naprawdę traktowała babcię jak bliską. I właściwie nie miała nikogo innego, kogo mogłaby kochać. To jest moja prośba, o której mówiłam: przyjmij mieszkanie w darze, nie mam czym się odwdzięczyć.

Sabina sądziła, że chodzi o kawalerkę, ale notariusz wyjaśnił, że mowa o dwupokojowym mieszkaniu, w którym mieszkał Nikodem z żoną. Kawalerka należała do niego babcia ją mu podarowała.
Poprosiła o czas do namysłu, wszystko przedyskutowała z Pawełkiem. Nie chciała mieszkania nie chciała, by dzwoniono do niej, grożono, bała się stracić dziecko przez stres. Ale nie spełnić prośby babci też źle. Rozmawiali długo i postanowili razem.
Zaprosili Nikodema i jego żonę do notariusza, po uprzedniej konsultacji. Ten stwierdził, że Sabina nie jest zbyt rozgarnięta, ale nie dyskutował.
Żona Nikodema rzuciła się na Sabinę, prawie do rękoczynów, gdyby Pawełek nie był obok rzucała złośliwe słowa, groziła.

Zamknij się! nagle wykrzyknął Nikodem. Wszystko uczciwie otrzymała, bo trzy lata opiekowała się babcią.
Sabina aż ją zamurowało przygotowała całą mowę dla Nikodema.
Nie ma o czym mówić, nie wiem co tu roztrząsać. Przeniesiemy rzeczy, zwolnimy mieszkanie, powiedział bez patrzenia na Sabinę.

Wtedy Sabina objaśniła swój plan: że nie chce zakłócać ich życia, wystarczy jej kawalerka na obrzeżach miasta. Wszystko uzgodnione, trzeba tylko zgody Nikodema.
Po raz pierwszy podniósł na nią oczy spojrzenie miał pełne winy.
Jego żona nagle się uspokoiła, zaczęła domagać się kawy i ciastek, bo się zmęczyła, mogliby o wszystkim powiedzieć od razu, nie męczyć ludzi.

Sabina urodziła córkę. Nazwała ją Zosia, jak babcię. A mama Pawełka była szczęśliwa jak nigdy! Wnuczek jeszcze się pojawią, ale Zosia zawsze będzie najukochańsza…

Rate article
Fajna Tajna
Jedna prośba Historia o babci, którą przeniesiono, Vika dowiedziała się od sąsiadki. Co roku odwie…