Pracowałam w sanatorium pod Krakowem, do którego dojeżdżałam pociągiem podmiejskim. Podróż wykańczała, ale wynagrodzenie było przyzwoite, a grafik pozwalał łączyć pracę z przedszkolem. Lato nie sprawiało problemu, ale zimą ciemno, mało ludzi, a garaże jeszcze nie otwarte Mimo to nie zostawiono mnie przy wjeździe na parking, lecz zaraz przy stacji. Zatrzymał się duży czarny jeep, okno zsunęło się, a mężczyzna z gęstą brodą zapytał:
Pojechałbyś, piękna?
Jadwiga nigdy nie była uważana za piękną. W innym kontekście taki zwrot mógłby ją pochlebiać, lecz w starych butach nie czuła już zimna, nos kapał, a do pociągu zostało siedem minut. Najbardziej pragnęła ogrzanego, ciepłego domu z piecem. A kto go ją rozgrzeje? Najpierw pół godziny w pociągu, potem bieg do przedszkola, zakupy i w domu rozpalanie pieca, kolacja. Miałam już dość gadania, więc odpowiedziałam:
Otwórz oczy, co za piękność cię widzę!
I ruszyłam wzdłuż drogi po wydeptanej ścieżce. Samochód wyprzedził mnie, znowu zahamował, wysiadł inny mężczyzna bez brody, wyższy i mocniejszy i zręcznie wciągnął mnie na tylną kanapę.
Ten z brodą, z zadowoloną miną, rzucił:
Podobałaś mi się, więc pojedziesz ze mną na kolację.
Wtedy Jadwiga zrozumiała, że facet jest mocno pijany i nie zna odmowy. Zaczęła płakać.
Puśćcie mnie, córka czeka! Po co mi to? Mam trzydzieści dwa lata, nie wyglądam na piękną i nie potrafię rozmawiać. Nie patrzcie na płaszcz, który dostałam od sąsiadki z dobroci serca. Pod płaszczem mam starą koszulę i spodnie jaki obiad?
Silny, który mnie wsiadł, pochylił się i szepnął coś brodatemu. Ten pomachał głową i rzekł:
Dobra, nie płacz. Z sanatorium cię odprowadzam, widziałem twoją koszulę. Przypomina mi mamę, a ona marzyła, żeby ją zaproszono do restauracji. Chodź, nie zadręczaj się. Chcesz, kupię ci sukienkę?
Chcę iść do domu wymiotowała Jadwiga. Muszę odebrać córkę.
Ile ma lat?
Cztery.
A ojciec gdzie?
Odszedł.
To też mój odejść. Innej babci podaj?
Nie. Jego matka twierdzi, że dziecko jest nienaturalne.
Co to znaczy nienaturalne?
Zrobiliśmy zapłodnienie in vitro. Najpierw się zgodził, potem matka powiedziała, że takie dzieci nie mają duszy. On jest dobry, ale łatwo poddaje się wpływom tak przyzwyczaiłam się bronić byłego męża.
Nienaturalne, czyli skinął brodaty. Dobrze, jedźmy. Powiedz, gdzie jest wasze żłobek, albo jak to się nazywa. Wójt, jedź.
Jadwiga wcisnęła się w fotel, gorączkowo wymyślając, co dalej zrobić. Było jasne, że brodaty nie odpuści tak po prostu. Jedyną nadzieją był silny patrzył na Jadwigę ze współczuciem.
Gdy wpadli do grupy: opiekunki, rodzice wkładający dzieci w ciepłe śpioszki, wszyscy zamilkli i spojrzeli na Jadwigę. W takiej towarzyskości nie było jej wcześniej. Jagoda, pięcioletnia córka, nie przestraszyła się dziwnych panów; od razu zapytała, czy to nie jest Mikołaj z brodą i czy nie widzieli jej taty. O taty pytała wszystkich, a Jadwiga przyzwyczaiła się i nie wstydziła się. Kiedy wsiadły do samochodu, Jagoda zainteresowała się kierownicą i oznajmiła, że też potrafi prowadzić.
Brodaty roześmiał się:
Coś u ciebie wesołego, dziewczynko. Mówisz, że jesteś nienaturalna. Chcesz lody?
Tak! rozpromieniła się Jagoda.
Pojechali najpierw do lodziarni, potem do supermarketu, gdzie brodaty wyciągnął cały koszyk bezużytecznych produktów: solonej ryby, egzotycznych owoców i serów pleśniowych. Jadwiga wolałaby kurczaka i makaron, ale nie patrzy się w zęby podarowanemu koniowi.
Dostali ją prosto pod dom, a brodaty, już nieco trzeźwiejszy, zaproponował herbatę. Gdy Jadwiga rozgrzewała piec, on wpatrywał się w nią i rzekł:
Myślałem, że miałem ciężkie dzieciństwo Czy naprawdę macie toaletę na zewnątrz?
Naprawdę uśmiechnęła się Jadwiga.
Brodaty już nie budził w niej strachu; uznała go za niegroźnego, po prostu głupiego. Jego pomocnik był przyzwoity: podsunął do koszyka mleko, chleb, zwykły ser i serki dla dzieci. Pewnie ma też własne pociechy.
Kiedy w końcu pozbyli się nieproszonego gościa, Jadwiga poczuła dreszcz. Płakała, przestraszyła Jagodę, ale nie mogła przestać łzy leciały same, po raz pierwszy od dnia, kiedy mąż spakował rzeczy i wrócił do mamy, zostawiając ją samą, ciężko w ciążą w nowo zakupionym domu. I choć podziękowała, że nie podzielił domu, mówił, że choć dziecko jest nienaturalne, niech dom zostanie jego.
Następnego ranka przy wyjściu z sanatorium stał ten sam jeep. Brodatego nie było, przyjechał tylko jego kierowca Wojtek.
Siadaj powiedział. Zawożę cię do miasta.
Po co? zdziwiła się Jadwiga. Czy mam podobną twarz do twojej mamy?
Nie, nie zdenerwował się Wojtek. Nie obchodzi mnie to, chciałem cię po prostu podwieźć.
Dobrze westchnęła Jadwiga. A gdzie twój szef?
Odpoczywa. Nie gniewaj się, jest w porządku. Wczoraj miał urodziny jego matka. No, jeśli byłaby żywa. Rozumiesz, nie pije.
Jadwiga przytaknęła. Nie miała co stracić. Wsiadła.
Najpierw jechali w ciszy. Wojtek nie był typem, który potrafi podtrzymać rozmowę. W końcu zapytał:
Czy naprawdę dziecko jest z probówki?
Tak.
Ciekawe. Co ludzie nie wymyślą!
A masz własne dzieci?
Nie. Nie chcę dzieci, mam trójkę młodszych, wciągnęły mnie do głowy. Jedno mi wystarczy.
Rozumiem odpowiedziała Jadwiga.
Jagoda ucieszyła się samochodem i zapytała, czy znów pojadą do lodziarni.
Nie przestraszyła się Jadwiga nie ma pieniędzy.
No więc jedźmy zaproponował Wojtek.
Nie stać mnie na to odparła szczerze.
Ja zapłacę machnął ręką.
W drodze powrotnej Jagoda zasnęła. Gdy Jadwiga rozmyślała, jak ją wyciągnąć, Wojtek podniósł dziewczynkę i niesie ją do domu.
Lekkie jesteś zauważył. I zupełnie nie warte uwagi.
Kilka dni minęło, a Jadwiga nie widziała Wojtka. Następnie znów natknęła się na auto z brodatym.
Wiktor przedstawił się. Przepraszam za tamten raz, byłem nieobecny. Naprawdę chcę zaprosić cię na kolację w restauracji. Nie dziś, kiedy będziesz mogła.
Jadwiga najpierw chciała odmówić, ale pomyślała: czemu nie? Ma nawet jedną sukienkę. Tylko co zrobić z córką?
Wojtek odpowiedział:
Mogę się nią zająć.
Zostawić córkę z obcym mężczyzną nie brzmi zachęcająco, ale Wojtek budził zaufanie. Jadwiga zasugerowała, że zabierze dziewczynkę do pokoju zabaw i on będzie miał mniej stresu, że jest sama z nieznajomym.
Kolacja była zabawna. Wiktor był gadatliwy i trochę egoistyczny, ale miał urok. Jadwiga po raz pierwszy od dawna poczuła się kobietą! Kiedy zaproponował wyjście na wystawę w przyszłym tygodniu, zgodziła się.
Jagoda zachwyciła się zarówno pokojem zabaw, jak i Wojtkiem. Kiedy przyniósł torbę z zakupami, Jadwiga pomyślała, że to już za dużo, ale Wojtek rzekł:
To od Wiktora Lwowicza.
Paczki pojawiały się co trzy dni, a Jadwiga nie wiedziała, czy dziękować Wiktorowi, czy już odmówić pomocy, bo i tak zarabia tyle, by kupić chleb z masłem. Nie znajdowała słów. Wiktor zaczynał ją zalewać zaproszeniami do restauracji i wydarzeń kulturalnych, rzadko, bo miał dużo pracy, ale przypominało to randkę. Wojtek stał się nieformalną nianią, a wszyscy byli zadowoleni.
Pewnego dnia Wojtek powiedział:
Wiktor Lwowicz chyba się w tobie zakochał. Myśli o ślubie. Dziecko go przeraża, bo jest obce.
Jadwiga poczuła się dotknięta. Zakochany? Nie podjął nawet ręki. A jeszcze obce dziecko
Nie chcę małżeństwa wykrzyknęła.
A czemu nie? ożywił się nagle Wojtek. On jest bogaty, będziesz jak pod kamiennym murem.
Nie potrzebuję bogactwa
Czego więc potrzebujesz?
Jadwiga wzruszyła ramionami, przypomniała sobie byłego męża nie taki gość jej nie potrzeba.
Nie wiem przyznała szczerze.
Wojtek nagle podszedł, przyciągnął ją do siebie i pocałował. Jadwiga przestraszyła się, cofnęła się. Wojtek sam się przestraszył, zarumienił.
Przepraszam, nie wiem Przepraszam
I uciekł. Jadwiga nie zdążyła ocenić, czy to było przyjemne, czy nie. Nagle nie wiedziała, jak mieć z nim kontakt.
Następnego dnia Jagoda zachorowała. Gorączka, prawdziwy koszmar! Musiała wziąć zwolnienie, czego w sanatorium nie lubiano. Wiktor był rozczarowany: mieli iść na spektakl.
Może Wojtek zostanie z nią?
Mogłaby się zarazić niepewnie odparła Jadwiga.
Co go to zniszczy! Chodźmy, przecież chciałaś ten spektakl!
Trudno powiedzieć, dlaczego Jadwiga się zgodziła niewygodne było, że drogie bilety mogły się zmarnować, a Jagoda czuła się lepiej. W teatrze nie mogła znaleźć miejsca dla siebie, myślała o córce, a gdy Wiktor wspomniał o wyjeździe na ośrodek narciarski, Jadwiga go powstrzymała:
Słuchaj, kupujesz mi jedzenie i bilety, ale to już za dużo. Nie pojadę na kurort za twoją cenę.
Jakie jedzenie? zdziwił się Wiktor.
To Wojtek przynosi.
Nie rozumiem. Brak jedzenia Czy to Wojtek po prostu dobry człowiek? A co z kurortem, moja mama zawsze lubiła narty, niech ktoś ją tam zabierze!
Wtedy Jadwiga wzięła Wiktora za ręce i rzekła:
Twoja mama była dumna z ciebie, wiem to. Widzi, jaki jesteś dobry i jak się starasz. Ale nie trzeba tak. Znajdź tę, którą pokochasz. Ja będę sobą, niezależnie od ubrań. Niech twoja mama patrzy z góry. Myślę, że kocham kogoś innego
Wiktor poczuł się zraniony, popłynęła mu łza. Narzekał, że nie rozumie kobiet, ale odwieźć ją do domu i powiedział, że sam jedzie, a Wojtek niech robi, co chce.
Zrozumiałem
Jagoda spała w objęciach pluszowego misia, którego podarował Wojtek. Sam Wojtek też zdrzemnął się w fotelu. Jadwiga weszła na palcach, pochyliła się i delikatnie pocałowała go w usta. On się obudził, najpierw nie wiedząc, co się stało. Jagoda rzekła:
Wczoraj uciekłeś za szybko. Nie spodziewałam się tego. Bałaś się, rozumiesz?
I pocałowała go jeszcze raz. Tym razem już nic się nie bało.



