Bezdomny – Poruszająca Opowieść o Życiu na Polskich Ulicach

BEZDOMNI
Zuzanna nie miała gdzie się podziać. Naprawdę nigdzie… Parę nocy mogę przespać na dworcu. A potem? zastanawiała się z rozpaczą. Nagle olśniła ją myśl, która dała promyk nadziei: Działka! Jak mogłam o niej zapomnieć? Choć Działka to duże słowo! To raczej zrujnowana drewniana altana. Ale przecież lepiej tam niż na dworcu rozważała Zuzanna.
Wsiedła do pociągu podmiejskiego, przytuliła się do zimnego okna i zamknęła oczy. Do głowy napłynęły gorzkie wspomnienia o ostatnich wydarzeniach. Dwa lata temu straciła rodziców, została zupełnie sama, bez żadnej pomocy. Nie miała czym zapłacić za studia, musiała rzucić politechnikę i zatrudnić się na targowisku.
Po tym wszystkim uśmiechnęło się do niej szczęście spotkała swoją miłość. Adam był dobrym i szlachetnym człowiekiem. Po dwóch miesiącach wzięli skromny ślub.
Wydawało się, że teraz życie się ułoży… Ale los rzucił jej kolejne wyzwanie. Adam zaproponował, żeby Zuzanna sprzedała odziedziczone po rodzicach mieszkanie w centrum Warszawy, a za pieniądze otworzyć własny biznes.
Chłopak tak pięknie to przedstawił, że Zuzanna nie miała żadnych wątpliwości. Była pewna, że Adam robi wszystko, co trzeba i bardzo szybko rodzinne problemy finansowe odejdą w zapomnienie. Jak już się ustatkujemy, będziemy mogli pomyśleć o dziecku. Tak bardzo pragnę zostać mamą! marzyła naiwnie.
Biznes Adama nie wypalił. Ciągłe kłótnie o wydane pieniądze szybko zniszczyły ich związek. Wkrótce Adam przyprowadził do domu inną kobietę, wskazując Zuzannie drzwi.
Zuzanna chciała od razu zgłosić wszystko na policję, ale zrozumiała, że nie ma podstaw. Sama sprzedała mieszkanie i oddała Adamowi wszystkie pieniądze…
***
Wysiadła na pustej stacji. Wczesna wiosna, sezon działkowy jeszcze się nie rozpoczął. Przez trzy lata zaniedbana działka zarosła i była w opłakanym stanie. Nic, ogarnę wszystko, będzie jak dawniej myślała, choć wiedziała, że dawniej już nigdy nie będzie.
Zuzanna odnalazła stary klucz spod schodów, ale drzwi były zapadnięte i zupełnie nie chciały się otworzyć. Próbowała je rozchylić z całych sił, ale to była zbyt trudna walka. Zniechęcona, usiadła na ganku i rozpłakała się.
Nagle zobaczyła dym i usłyszała szmer z sąsiedniej działki. Ucieszona, że ktoś tam jest, pobiegła.
Ciociu Marysiu! Jesteś? zawołała.
Ze zdumieniem i strachem dostrzegła w ogrodzie zaniedbanego, starszego mężczyznę. Rozpalił ognisko, na którym podgrzewał wodę w brudnym kubku.
Kim pan jest? Gdzie ciocia Marysia? spytała wystraszona.
Proszę się nie bać. I bardzo proszę, nie wzywaj policji. Nie robię nic złego. Nie wchodzę do domu, mieszkam tu, pod chmurką…
Ku jej zdziwieniu staruszek miał ciepły, kulturalny głos. Tak rozmawiają ludzie wykształceni.
Jest pan bezdomny? Zuzanna zapytała bez ogródek.
Tak. Ma pani rację odparł cicho, spuszczając wzrok. Nowa tu pani?
Jak się pan nazywa?
Jan.
A jak się panu nazywa po ojcu? dopytała Zuzanna.
Po ojcu? dziwił się. Stanisław.
Zuzanna przyjrzała się Janowi Stanisławowi. Ubranie miał co prawda dość znoszone, ale czyste, a sam staruszek był zadbany.
Nie wiem, do kogo się zwrócić po pomoc… westchnęła ciężko.
Co się stało? zapytał z troską.
Drzwi opadły… Nie mogę ich otworzyć.
Jeśli pani pozwoli, mogę zerknąć zaproponował bezdomny.
Byłabym wdzięczna! powiedziała zdesperowana.
Kiedy Jan majstrował przy drzwiach, Zuzanna siedziała na ławce, rozmyślając: Kim jestem, żeby go oceniać czy pogardzać? Przecież ja też jestem bezdomna, mamy podobny los…
Zuzanko, gotowe! Jan Stanisław uśmiechnął się, nacisnął drzwi. Zamierza pani tu nocować?
No tak, a gdzie? zdziwiła się Zuzanna.
Masz ogrzewanie?
Jest piec… odpowiedziała niepewnie, zupełnie się gubiąc.
Rozumiem. A drewno?
Nie wiem spuściła głowę.
Dobrze, to pani idzie do środka, a ja zaraz coś wymyślę zdecydował Jan i wyszedł z ogrodu.
Zuzanna przez godzinę sprzątała. W altanie było zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Była załamana, nie wiedziała jak tu wytrzyma. Wkrótce wrócił Jan Stanisław z drewnem. Ku własnemu zaskoczeniu Zuzanna poczuła się szczęśliwa, że nie jest tutaj zupełnie sama.
Staruszek rozczyścił piec i rozpalił go. Po godzinie zrobiło się ciepło.
Już. Piec jest dobrze rozpalony, dorzucaj pani trochę drewna, a na noc wygasza. Spokojnie, będzie ciepło do rana wyjaśnił staruszek.
A pan gdzie? Do sąsiadów? spytała Zuzanna.
Tak. Proszę nie mieć mi za złe, zostanę trochę u nich na działce. Nie chcę wracać do miasta… Nie chcę budzić wspomnień.
Janie Stanisławie, poczekaj pan. Najpierw zjemy kolację, napijemy się gorącej herbaty, potem możesz iść zdecydowała Zuzanna.
Staruszek nie protestował. Zdjął kurtkę i usiadł przy piecu.
Przepraszam, że się wtrącam… zaczęła Zuzanna. Ale, zupełnie nie wygląda pan na bezdomnego. Czemu pan żyje na ulicy? Gdzie dom, rodzina?
Jan Stanisław opowiedział, że całe życie wykładał na uniwersytecie. Młodość poświęcił pracy i nauce. Starzenie się przyszło nagle, a kiedy zorientował się, że nie ma już nikogo, było za późno, żeby coś zmieniać.
Rok temu zaczęła go odwiedzać siostrzenica. Często sugerowała, że będzie mu pomagać, jeśli podaruje jej mieszkanie w spadku. Jan ucieszył się i zgodził.
Potem Maria zaskarbiła sobie całkowicie zaufanie. Zaproponowała sprzedaż mieszkania w dusznym miejscu i kupno domku poza Warszawą, z dużym ogrodem i altanką. Podobno już wybrała świetną ofertę, niedrogo.
Jan przez całe życie marzył o świeżym powietrzu i ciszy. Bez zastanowienia się zgodził. Po sprzedaży Maria zaproponowała założyć konto w banku w końcu nie warto trzymać pieniędzy przy sobie.
Wujku Janku, usiądź na ławce, a ja się dowiem, co i jak. Wezmę torbę, bo chyba ktoś nas obserwuje powiedziała Maria przed wejściem do banku.
Zniknęła z torbą w środku, a Jan czekał… godzinę, dwie, trzy… Maria nie wychodziła. Gdy wszedł do banku, okazało się, że nie ma już klientów, a z drugiej strony był jeszcze jedno wyjście.
Nie mógł uwierzyć, że ktoś bliski tak go skrzywdził. Siedział długo na ławce, czekając na Marię. Następnego dnia poszedł do jej domu. Otworzyła inna kobieta, tłumacząc, że Maria już tu nie mieszka, sprzedała mieszkanie dwa lata temu…
Smutna historia… westchnął Jan. Od tamtej pory jestem bezdomny. Do dziś nie mogę uwierzyć, że nie mam już domu…
Tak! Myślałam, że jestem sama w takim położeniu… Mnie też spotkało coś podobnego… odezwała się Zuzanna i opowiedziała swoją historię.
Źle to wszystko. Ale ja swoje lata już przeżyłem… A ty? Z politechniki odeszłaś, bez mieszkania… Nie poddawaj się, każdą klęskę można przejść. Jesteś młoda, wszystko jeszcze przed tobą próbował pocieszyć Jan.
Przestańmy o tym złym, idźmy na kolację! uśmiechnęła się Zuzanna.
Patrzyła, jak staruszek zajada makaron z kiełbasą. W tej chwili było jej go bardzo żal. Widać było, jak bardzo jest samotny i bezradny.
Jak to straszne zostać zupełnie samemu, na ulicy, i rozumieć, że nikomu nie jesteś potrzebny… rozmyślała Zuzanna.
Zuzanko, mogę ci pomóc wrócić na studia. Mam tam wielu znajomych. Myślę, że uda się dostać miejsce na budżet powiedział niespodziewanie Jan. Oczywiście, sam nie mogę się pokazać w tym stanie, napiszę list do rektora. Mój dobry kolega Konstanty. Na pewno pomoże.
Dziękuję! Byłoby wspaniale! ucieszyła się Zuzanna.
Dziękuję za kolację i rozmowę. Idę już, jest późno wstał Jan.
Proszę, nie idź pan nigdzie. powiedziała cicho dziewczyna.
Nie martw się, mam ciepły szałas na sąsiedniej działce. Jutro wpadnę uśmiechnął się.
Nie trzeba spać na dworze. Mam trzy pokoje może pan wybrać jeden. Przyznam, boję się tutaj być sama. Boję się tego pieca, zupełnie nie wiem jak działa. Nie zostawi pan mnie na pastwę losu?
Nie. Nie zostawię powiedział poważnie Jan.
***
Minęły dwa lata Zuzanna dobrze zdała sesję i z niecierpliwością czekała na wakacje, wracając na działkę. Mieszkała w akademiku, tutaj wpadała na weekendy lub w wolne dni.
Cześć! zawołała radośnie, przytulając dziadka Janka.
Zuzanko! Moja kochana! Czemu nie zadzwoniłaś? Odbrałbym cię z dworca. Jak poszło? Zdałaś? ucieszył się staruszek.
Tak! Prawie wszystko na piątki! pochwaliła się. Kupiłam tort, postaw czajnik, świętujemy!
Zuzanna z Janem Stanisławem pili herbatę, wymieniając nowinki.
Posadziłem winogrona. Tam zrobię altanę, będzie wygodnie i przytulnie opowiadał staruszek.
Super! A w ogóle, jesteś tu gospodarzem, rób jak uważasz. Ja tylko przyjeżdżam i wyjeżdżam… zaśmiała się Zuzanna.
Jan całkowicie się odmienił. Teraz nie był samotny. Miał dom i wnuczkę Zuzankę. Ona też wróciła do życia. Jan Stanisław stał się dla Zuzanny rodziną. Dziewczyna dziękowała losowi, że zesłał jej takiego dziadka, który zastąpił rodziców i pomógł w najgorszej godzinie.

Rate article
Fajna Tajna
Bezdomny – Poruszająca Opowieść o Życiu na Polskich Ulicach