Czwartek, 2 grudnia 2025
Wpadłem dziś do sali położniczej w warszawskim Szpitalu Miejskim, by zobaczyć zapis EKG płodu podczas porodu. Krzywe były całkiem prawidłowe. Patrzyłem, jak linia wije się po ekranie, i myślałem o tym, że jedna z położnych, Sania, niedawno musiała wypuścić do domu ciężko chore dziecko. Teraz musiałem skoordynować z inną położną, Magdą, które w ginekologii pomogłyby w przyjęciu nowej pacjentki.
Czy coś takiego widzi Pani na monitorze? zapytała zaniepokojona ciężarna, wpatrując się mi w oczy. Czy coś jest nie tak? dodała, a jej głos drżał od niepokoju.
Najtrudniejsze w naszej profesji to umieć trzymać twarz. Całe życie uczymy się diagnozować, składać fragmenty informacji w całość, obserwować, cierpliwie czekać, nie wtrącać się bez potrzeby i w jednej chwili podjąć właściwą decyzję. Nie uczono nas jednak aktorskiego kunsztu, który przyda się po długiej operacji, gdy nocą przemywamy oczy lodowatą wodą, nie zdążywszy jeszcze wytrzeć krwi z butów, i wchodzimy do przyjęć z uśmiechem, by przywitać nowego chorego.
To właśnie najważniejsze z szczerą twarzą pokazać przerażonej i zagubionej osobie, przywiezionej karetką, że jest bezpieczna, że cieszy się, że jest potrzebna i że zaraz zostanie jej udzielona pomoc, ulga i leczenie. Nikt nas nie uczy, że pacjentowi jest strasznie. Bez względu na to, jak bardzo jesteśmy profesjonalistami, musimy trzymać twarz, bo strach wypacza rzeczywistość własną i cudzą.
Kiedy za progiem szpitala chorują rodzice, dzieci gubią klucze i siedzą na schodach, czekając na kogoś; kiedy w oddziale intensywnej terapii nie stabilizuje się ciężko w ciąży płód, a położna w operacji ma kryzys nadciśnieniowy wszystko to wiruje w naszej głowie, a jednak ponad naszą twarz coś musi pozostać niewzruszone. Trudno jest trzymać tę maskę, zwłaszcza gdy wiesz, że za piętnaście minut może nastąpić katastrofa.
Musiałem pokonać własny lęk, wydać wszystkie niezbędne rozkazy, spokojnie wytłumaczyć pacjentce, co się dzieje i dlaczego tak się spieszymy, uspokoić ją i bliskich, zdobyć zgodę na operację i pobiec w kierunku karetki, rozbierając się po drodze, wciąż trzymając twarz. Potem zejść ze sceny, nie do sali, a za kulisy.
Najtrudniejsze jest, gdy katastrofa już nastąpiła. Wtedy również musimy trzymać twarz, zapominając o zimnie w sercu, rozmawiając nieustannie z pacjentami, ich rodzinami, nieznajomymi, z samym sobą, z Bogiem, z własnymi zatopionymi myślami, z przełożonymi, znowu z rodzinami pacjentów, znowu z sobą. Dopóki nie uwolnię tego nagłego bólu w klatce i nie wezmę pełnego oddechu, rozumiejąc, że kolejny dyżur wyrył we mnie kolejny szew na sercu.
Po godzinie, zstępując na konsultację do kolejnego chorego, wciąż trzymam twarz, walcząc o każdy oddech, delikatnie masując skórę pod lewą obojczykiem. Bo lekarze się mylą. Absolutnie wszyscy. Nawet ci, którzy twierdzą, że od Boga. Bo są ludźmi. Nie pomylą się tylko ci, którzy nie pracują. Nawet najprecyzyjniejszy sprzęt się myli, bo został stworzony przez ludzi, a ludzie popełniają błędy.
Najgorsze jest zrozumieć, kiedy popełniłeś błąd. Myślisz o chwili, w której mogłeś zrobić inaczej, ale nie masz odpowiedzi, jaki byłby wynik. I już nigdy go nie zobaczysz. Czy widziałeś kiedyś normalne EKG zmęczonymi, zamglonymi oczami? Twoje oczy przyzwyczaiły się do zmęczenia po latach. Czy zignorowałeś zupełnie prawidłowy wynik, którego nikt nie dostrzegł? Czy dawkowałeś leki ściśle według protokołu, a może nie zdążyłeś na czas? Czy patrząc na rentgen, nie zauważyłeś czegoś ważnego? Czy ręka niespodziewanie poślizgnęła się przy skalpelu? Dlaczego wczoraj, przedwczoraj, rok temu tak się nie stało?
Sześć dyżurów w dwa tygodnie to dużo, a w domu leży matka po udarze. W medycynie czas jest względny, a najbliżsi już od lat spoczywają w milczeniu. Najgorsze jest nie pojąć, co zrobiłeś źle, bo wtedy to może się powtórzyć. Ile jeszcze książek trzeba przeczytać, szkoleń przejść i nocy nie spać, by uniknąć powtórzenia?
Statystyka medyczna mówi, że na tysiąc porodów, operacji, zabiegów przypadają trzy, pięć, dziesięć komplikacji wszędzie, codziennie, co miesiąc, co rok. Czyjeś życie, zdrowie, tragedia. Czy więc lekarz stanie przed rodziną, zrozpaczonymi, i powie: To ja, twój zabójca? Czy ktoś potrafi wyobrazić sobie taką sytuację? Gdy setki, tysiące ludzi cierpią, a Ty jesteś jedyną przyczyną ich bólu.
Wiem, że lekarze popełniają błędy, bo są ludźmi. Błędy bogów nie istnieją to ich świat, ich stworzenie, ich statystyka. Im więcej pracuję, tym bardziej rozumiem, że tylko wybrani mogą pojąć ich zamysł. My nie jesteśmy wybrani. Jesteśmy zwyczajni. Zwyczajni ludzie. Zwyczajni lekarze.
Lekarzu, pamiętaj: trzymając twarz nie możesz ukryć prawdy przed sobą. Najważniejsza lekcja z dzisiejszego dyżuru przyjmij własną człowieczość, zaakceptuj własne ograniczenia i nie przestawaj szukać dobra w każdym, nawet najtrudniejszym momencie.



