Niezdolna do rodzenia staruszka już nie jest wcale staruszka, a jedynie półstaruszka tak mówi moja teściowa, a ja, Zuzanna, wzdycham i gorzko się uśmiecham.
Nie słuchaj jej nagle i głośno wtrąca się półgłucha sąsiadka Halina Bo Bóg wie, co czyni. Zrozumiesz dopiero, kiedy przyjdzie pora, on widzi wszystko naprzód.
A jak on widzi, Halinko? Żyję już pięć lat i tak bardzo pragnę dziecka łzy spływają po moim policzku. Rzadko mówię o tym na głos, zawsze milczę, w sercu chowam ból. Dziś przyjechałam do rodzinnej wsi, oddalonej o dziesięć kilometrów, by odwiedzić grób matki i usiadłam z duszą przyjaciółką starą półgłuchą sąsiadkę, by pogadać.
To smutna sprawa smutna. Nie my dzieci szukamy, lecz one nas znajdują. Cierpliwości, dziewczyno.
W oddali wyją psy, ćwierkają wróble. Dźwięków wsi już nie słychać. Wieś Zawada w województwie świętokrzyskim praktycznie umrze. Zgarbiona pod rzeką, jakby oddawała jej ostatni ukłon.
Zuzanna kieruje się do domu, do męża. Do dużej wsi Iłinsko. Musi wyjść ze Zawady za świtu. Całe życie bała się nocnego lasu i pola dziecięcy lęk.
Zuzanna pochodzi z tej ziemi. Sześć lat temu została sama. Ojciec zmarł po wojnie, matka odszedła wcześnie. Została dojnicą w miejscowym kołchozie.
Kiedy poznała przyszłego męża, był czerwiec. To był siedemnyasty rok jej życia i pierwszy letni sezon na farmie. Dojazd do gospodarstwa był daleki, ale biegała tam ochoczo, chociaż początkowo bolały ją ręce od ciężkiej doby.
Pewnego ranka po drodze złapał ją deszcz. Niebo zasnuło się chmurami, grzmiało nisko. Wszystko wokół zdawało się pochylone pod kątem.
Zuzanna wbiegła pod strzechę przy skraju wsi, przy lesie. Usiadła na ławie, splatała mokre warkocze i wyciskała z nich wodę. Wtedy, przez krzywe strugi deszczu, dostrzegła biegnącego ku niej czarnowłosego chłopa w koszulce w kratę i spodniach ściągniętych do kolan. Chłop wskoczył pod daszek, zobaczył ją i się uśmiechnął:
A to prezent! Ja Michał, a ty?
Zuzanna przestraszyła się, serce jej przyspieszyło wokół ciemno od deszczu. Milczała, cofnęła się na krawędź ławy.
Czy piorun cię ogłuszył? Czy może od urodzenia niema? żartował.
Nie niema. Zuzanną mam na imię.
Zmarzłaś? Nie ogrzać? kontynuował, trzymając się na uboczu, A my deszcz cały zdmuchał. Z MTS-a jestem.
Dalej żartował, a potem zaczynał ją dotykać w taki sposób, że Zuzanna mocno się przestraszyła. Jej bluzka przywarła do ciała to chyba podnieciło chłopa, a może po prostu miał po prostu zamiłowanie do kobiet Zuzanna rozbiegła się pod deszcz po wszystkie nogi i długo tak biegła, rozglądając się za siebie.
W mrocznym lesie pod chmurami było strasznie!
Później Michał Nikiłowicz przybył jako zastępca do gospodarstwa. Zuzanna spojrzała na niego z urazą, a on od razu zaczął ją zalecać, podążał za nią poważnie. Spotkanie wydało się niezapomniane.
W małżeństwie Zuzanna zanurza się z radością. Chociaż nie wiedziała, co czeka ją w domu męża i w obcej wsi. Teściowa okazała się ponura i chora. Z chęcią zrzuciła na synową część obowiązków, ale czujnie przyglądała się wykonaniu prac.
Choć nie zawsze było przyjemnie, Zuzanna nie poddawała się. Była pracowita, wytrwała Tylko uwagi teściowej ją kręciły. No tak, przyszła biedna, bez posagu, sierotka.
Po pewnym czasie teściowa uspokoiła się, widząc, że synowa jest zdolna. Inne zastrzeżenia przeszły Zuzanna nie nosiła ich. Minął rok, potem drugi, lecz ciąża nie nadeszła.
Jesteś jakby zepsuta. Niezdolna staruszka już nie jest staruszka, a półstaruszka. Co to za dom bez wnuków?
Zuzanna płakała w ramiona Michała, on zadrwił matkę, a ona jeszcze bardziej się złościła. Milczała, wzdychała. Teść patrzył w bok, kiedy ona stawiała mu miskę.
Jednak nadzieję Zuzanna nie traciła. Sama chodziła do położnej, potajemnie biegła do sąsiedniej wsi do lekarza, warzyła i piła napary, które znajomi polecali na niepłodność.
Życie toczyło się swoim rytmem. Dom Nikiłowiczów nie był najbiedniejszy. Mimo trudnych, powojennych czasów, w domu zawsze było coś do jedzenia.
Pewnego poranka Michał przyniósł pół worka wilgotnego ziarna.
Ojej, Koliszku, nie rób tego Niech nie przyjdą! wykrzyknęła matka.
Każdy ciągnie, nie sam ja. Uspokój się, mamo
Zuzanna martwiła się. Namawiała Michała, by nie wciągał się w takie sprawy. On jednak przynosił z kołchozu resztki.
Zuzanna zaczęła źle spać, nie zapalała lampy, siedziała w łóżku, zgiętą nogi, czekając na męża.
Pewnego dnia postanowiła go spotkać. Przez dotyk znalazła spódnicę, koszulę i kamizelkę, pod łóżkiem odnalazła wysokie gumowe kalosze, chwyciła płócienny płaszcz męża i wyszła na werandę. Listopadowy wiatr uderzył w otwarte drzwi, duże krople wody spłynęły po twarzy.
Gdzie on był tak długo w tej deszczowej porze? Nogi same poprowadziły ją na skraj wsi. Okna nie płonęły, nawet psy się schowały. Nie podążał za nią przywiązany szczeniak Azor, którego kochała. Zuzanna szła, patrząc przed siebie, szukając męża, a potem zatrzymała się przy starym wozie na skraju wsi.
Dalej było tylko pole. Nocne pole i las zawsze ją przerażały. Zdecydowała chwilę poczekać, a potem wrócić.
Deszcz uderzał w zimną, mokrą ziemię, szumiał raz podrygiwany wiatrem, raz równomierny i monotonny. I nagle, przez szum deszczu, Zuzanna usłyszała lekki, kobiecy śmiech. Dochodził ze strony wozu.
Nasłuchała się i wyraźnie usłyszała głos Michała. Na początku poczuła ulgę, podeszła do wozu, a potem ochłonęła Nie był sam.
Deszcz czasem zagłuszał, czasem niesie głosy. Rozpoznała głos kobiety to była Kasia, dziewczyna z sąsiedniej wsi, pracująca z nią w kołchozie.
Na początku Kasia była śmiała, wesoła i pogadana. Marzyła, by wyjechać do miasta, zarobić.
Chodź, chałupa, chodź, piec, chodź i chleb.
Ja mam jedną córkę i to watażka!
Miasto znajdę, bogatego włóczę.
Nie chcę w kołchozie żyć, głupia! śpiewała Kasia na zabawach.
Ostatnio jednak coś w niej zgasło. Przestała rozśmieszać dziewczyny, przybrała powagę. Na farmie plotkowano, że wzięła się w domu z zazdrości mężem.
Zuzanna była przekonana to miasto.
A jak się skończyło? Ten zazdrosny mężczyzna Michał Zuzanna nie mogła nawet domyślić się.
Poza domami wypełniały się pęcherze deszczowe, a Zuzanna, sparaliżowana wątpliwościami, stała przy wozie. Potem z głośnym, dzwoniącym śmiechem Kasi, pobiegła do domu po wszystkie nogi po śliskiej, znanej każdemu zakręcie ścieżce. Upadła, przetoczyła się w błocie jej spódnica z wojskowej peleryny zaplątała się w nogi.
Wbiegła do domu i zaczęła prać w kąpieli, trzepocząc wiaderkiem. Myła się długo, dokładnie, nie mogąc wyrzucić z głowy tego śmiechu, tego łagodnego głosu i szeptu męża skierowanego do innej.
Pracujemy tę brudną, Fenka, pracujemy rozmawiała ze szczeniakiem.
Wszystko, co było w domu, to jej miłość i jego miłość do niej. Okazało się, że tego już nie ma. Czy to dlatego, że nie zobaczyła obrazu miłości własnymi oczami, a jedynie słyszała w szumie deszczu, czy przez niewyczerpaną kobiecą nadzieję Zuzanna nie chciała wierzyć w zdradę.
Kiedy Michał wszedł do kąpieli, nie powiedziała mu nic. Postanowiła poczekać do jutra.
Rankiem przybyli dwaj policjanci i przewodniczący kołchozu. Matka płakała, chwytając krawat przewodniczącego. Ojciec żegnał syna w milczeniu, patrząc pod nosem na nieproszonego gościa. Zuzanna biegła, zbierała męża, podnosiła z podłogi płaczącą teściową.
Z wioski zabrano czternaście osób, przewieziono do urzędu. Ludzie tłoczyli się przy ścianach aż do południa, przynosili worki, sakiewki Około południa przyjechał ciężarówka, wszyscy zatrzymani wsadzono do burt i odwieźli. Powiedziano, że jedzie się do miasta na sąd.
Zuzanna odwróciła się. Nieco dalej pod brzozami stała Kasia.
Areszt wywołał zamieszanie w całej wsi. Mieszkańcy bali się o tym rozmawiać, zamykając się w chatach.
Teściowa zapadła w swój matczyny smutek. Teść osłabł, przygniótł się. Od kilku dni Zuzanna nie spała.
Nie podjęła decyzji z Michałem, pozostała w niepewności nie żona, nie kochanka. Teraz litość i strach o męża przewyższają złość i zazdrość. Nie mogła się wyrwać, nie było gdzie uciec, a w innych kołchozach nie przyjmowano żony aresztowanego. O rozwodzie nie rozmawiano.
Kilka dni później Zuzanna, zmęczona, wracała z farmy, niosąc mleko, gdy otworzyła drzwi domu i zobaczyła Kasię.
Siedziała przy stole, ręce splecione na dużym brzuszku. Przed nią siedzieli teść i teściowa. Kasia spojrzała prosto, jedynie jęknął językiem, a para starszych opuściła wzrok.
Dzień dobry zaśpiewała Kasia.
I wam nie choruje odpowiedziała Zuzanna.
Zuzinko niecodziennie przyjazna zwróciła się do niej teściowa A przecież Kasia jeździła do miasta, odwiedzała naszych znajomych Olgę i Ninę, a tam ich ojciec i Wąciek, mąż Olgi.
Zuzanna postawiła wiadro mleka na piecu, umyła ręce przy zlewie, wsłuchała się.
Zuzia, był sąd, nasz Kolka dostał dziesięć lat! Pomyśl matka podała chustkę, po czym przycisnęła ją do oczu i zapłakła.
Zuzanna runęła na ławkę.
Jak to dziesięć?
Tak odpowiedziała Kasia za teściową Powiedzieli państwo są przestępcami państwowymi. Prawie wszystkim wymierzono dziesięć lat. Sądili wszystkich jedną listą.
Boże! wydychała Zuzanna, nie wierząc własnym uszom.
Teściowa płakała, wzbudzało w niej litość. Zuzanna uspokajała:
Mamo, nie może tak być. Może pomyślą jeszcze, może i wypuszczą Strach ich doprowadzi, a potem wypuszczą nadzieję miała Zuzanna.
Kto ich teraz wypuści? Głupiaś, Zuzka! Teraz po etapach. Mówię wam, sądzą sądem Kasia była przekonana do końca.
Słuchały szczegółów procesu od Kasi. Potem zapadła cisza, słychać było jedynie szeleścić herbatę.
No i co! Kasię uderzyła dłoń w stół, wszyscy podskoczyli, a ona głośno oznajmiła: Gdyby panowie milczeli, powiem: Kolka zamierzał się ze mną ożenić. A rozwód z tobą chciał, ale nie zdążył. Oto tak, Zuzia. Wierz lub nie, ale dziecko od niego będę miała. I sam nie zamierzam je wychowywać. A w domu mój ojciec nie wypuści, już się dowiedział burzy. Ale myślałam, że poślą z Kolkiem, wybaczy. A tak to się skończyło Dlatego przyjeżdżam do was odwróciła się do teścia Waszego wnuka będziecie karmić. Rozmawiała z Kolkiem w mieście, nie miał nic przeciw. Tylko Zuzę nie chciał wypędzić, potem się rozstanie.
Kasia wylała wszystko szybko, patrzyła na Zuzannę, czekając na reakcję zdziwienie, protest, łzy Zuzanna siedziała na łZuzanna siedziała na ławce, spojrzała w oczy Kasi i bez słowa przyjąła odpowiedzialność za przyszłość dziecka, wiedząc, że od tej chwili jej życie już nigdy nie będzie takie samo.



