— Kropka? Ja ją nazwałem Choinka. Cały ranek dziś tu biegała. Od razu było widać, że się zgubiła. A …

Przycisk? A ja ją nazwałem Choinką. Kręciła się tutaj cały ranek. Od razu było widać zgubiła się. Potem przysiadła przy moich stopach. No to wsadziłem ją do auta, żeby biedaczka nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna…

Tamara, no jak można mieć takie pecha? Ile razy ci powtarzałam, Anka, ten Witek to nie dla ciebie! matka ganiła córkę z goryczą.

Stojąca przed nią kobieta miała opuszczoną głowę. Choć niedawno skończyła trzydzieści siedem lat, czuła się jak uczennica, która przyniosła do domu jedynkę z kartkówki.

Tamara bolała nie tylko za siebie miała żal do całego świata o swoją nieudaną rodzinę i malutką córeczkę, z którą zostały same tuż przed świętami Bożego Narodzenia kiedy najbardziej odczuwa się, że czegoś brakuje.

Odchodzę od ciebie, rzucił lekko Witek wieczorem, gdy przyszła postawić mu talerz gorącego barszczu.

Gdzie idziesz? spytała z automatu, ustawiając barszcz przed nim.

Naprawdę, Tamaro, z tobą to jakbyś z innego świata była. Ty nic nie rozumiesz! Jak ja wytrzymałem z tobą tyle lat?! przewrócił oczami dramatycznie mężczyzna.

Nim Tamara się odezwała, Witek sam przeszedł do szczegółów:

Dłużej już nie dam rady! Jeszcze ta twoja wiecznie ujadająca psina. Dziecko ciągle chore. Zero romantyzmu, Tamara. Spójrz na siebie. Na kogo się zamieniłaś? zakończył wściekle.

Tamara zerknęła w szybkę kredensu, szukając swego przerażonego odbicia, lecz łzy spływały jej same. Stała w środku kuchni zupełnie sama.

Witek nie znosił łez. Rzucił smutne spojrzenie barszczowi, podniósł się i poszedł pakować torbę.

Suczka Przycisk, wyczuwając nieszczęście, zaczęła krążyć przy nogach Tamary, skamleć i próbować pocieszać.

Przynajmniej wypocznę wreszcie bez tego ciągłego ujadania, rzucił Witek, wracając z torbą.

Witek, a co z Ewą? szepnęła Tamara, wyobrażając sobie, jak rozczarowana będzie ich pięcioletnia córeczka, która spała bezpiecznie w swoim pokoju.

Coś wymyślisz! Jesteś matką, w końcu, machnął ręką i pod dźwięk skomlenia Przycisku opuścił mieszkanie.

Tamara całą noc spędziła w kuchni, tuląc kundelka. Przycisk lizała ją po dłoniach, jakby chciała dodać otuchy. Czuła, że wydarzyło się straszne nieszczęście.

Przez parę dni Tamara nie miała odwagi powiedzieć nic matce, tylko zdawkowo odpowiadała przez telefon, że wszystko gra, po czym od razu się rozłączała.

A z pracą jak? Znalazłaś coś? Mówiłam, nie licz na twojego Witka kombinatora, nie będziesz miała z czego żyć, matka wpadła do niej z wizytą.

Tamara zalała się łzami i przyznała, że pracodawcy nie zapraszają jej nawet na rozmowy, a Witek odszedł już kilka dni wcześniej.

Matka westchnęła, nie spodziewała się takiego obrotu spraw.

Od razu było po nim widać jakie ma zamiary. Pięć lat razem, dziecko, a ślubu żadnego! wybuchła rozgoryczona kobieta.

Oczywiście, było jej żal własnej nieporadnej córki i wnuczki.

I co teraz zrobisz? spytała w końcu trwożnie.

Tamara wzruszyła ramionami:

Spróbuję zostać pomocnicą w przedszkolu koło Ewy, powiedziała zrezygnowana.

Na pensji opiekunki to wy długo nie pociągniecie… Jeszcze i psa trzymać trzeba, stwierdziła matka, która nie przepadała za zwierzętami, a Przyciska w ogóle nie mogła znieść.

Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale ugryzła się w język, widząc, że Tamara ledwo powstrzymuje łzy.

No nie becz już, pomogę jakoś, posiedzę z Ewą jak będzie trzeba, zmiękła w końcu.

Minął jeszcze tydzień.

Tamara Aleksandrowna znalazła jednak pracę i codziennie z Ewą chodziły razem do przedszkola. Dziewczynka była szczęśliwa.

Mamusiu, a może Przycisk też weźmiemy do pracy? Babcia wciąż narzeka, że się z nią męczy.

Przycisk mogłaby pomagać ci zmywać naczynia i pilnować nas podczas leżakowania, śmiała się Ewa.

Tamara ucałowała córeczkę z uśmiechem, ale znowu łzy zakręciły jej się w oczach, gdy mała pytała:

Mamo, a tata wróci przed świętami? Myślisz, że zdąży na Boże Narodzenie?

Nie potrafiła powiedzieć prawdy, opowiadała coś o nagłym wyjeździe służbowym. Telefonowała do Witka, prosząc o spotkanie, lecz on zawsze się wymigiwał:

Nie przeszkadzaj Tamaro, układam sobie życie. Powiedz Ewie, że jestem superagentem i pojechałem na ważną misję. Szybko mnie nie będzie. Tak to jakoś powiedz, rzucił przy kolejnym połączeniu, zainteresowany bardziej losem swojego krawata, niż córką. Gdzie ten mój granatowy przecież jakoś muszę się prezentować w Sylwestra jęknął, rozłączając się.

Tamara długo wpatrywała się w ścianę. Nie miała pojęcia, jak spędzi ten rok sama. Jak to wszystko wyjaśnić Ewie?

Pewnego dnia babcia szła z wnuczką do przychodni Ewa była przeziębiona, ale już lepiej się czuła. Rozmawiały, aż nagle zza rogu wypadł Witek.

Tato! Tatusiu! Wróciłeś? dziewczynka rzuciła się do niego.

Witek drgnął zaskoczony. Uśmiechnął się blado i cicho oznajmił, że tak już wyszło, ale z mamą nie będą więcej mieszkać razem. Pożegnał się i poszedł w swoją stronę.

Może jeszcze wpadnę, jeśli się uda rzucił na koniec.

Ewa stała z kamienną twarzą i wyszeptała:

Nie przychodź już do nas więcej.

Wieczorem dostała gorączki, a po dwóch dniach do mieszkania przyszła lekarka.

Ewa nie chciała z nikim rozmawiać, ani też wyzdrowieć.

To pewnie przez stres rozłożyła ręce lekarki, słysząc całą historię.

Tamara obwiniała siebie:

Trzeba było jej od razu wyjaśnić. Dziecko mądre, na pewno by zrozumiała, żaliła się matce. Ta tylko kiwała głową…

A potem stało się coś jeszcze gorszego. Babcia wyprowadziła Przyciska na spacer bez smyczy, spiesząc się. Suczka, upomniana ostro, nagle odwróciła się i ile sił w łapach pognała w drugą stronę.

No pięknie! Nie chcesz słuchać?! Zmarzniesz, to wrócisz! mruknęła kobieta i poszła szybko do wnuczki z lekarstwem.

Tymczasem Ewa odmówiła picia i jedzenia, gdy tylko dowiedziała się o zniknięciu psa. Na próżno Tamara obiecywała odnalezienie czworonożnej przyjaciółki.

Jak znajdzie się Przycisk, wtedy coś zjem odwróciła się Ewa do ściany.

To twoje wychowanie, Tamaro, rozpuściłaś ją do cna. Mówiłam… zaczęła matka z wyrzutem.

Lepiej pilnuj Przyciska, mamo, a nie pouczaj mnie odcięła niespodziewanie spokojna zwykle Tamara.

Ja się tylko staram dla was obruszyła się matka i wyszła.

Tamara została sama. Długo krążyła wokół bloku tego wieczoru.

Ewa w końcu usnęła. A Toma wciąż marzyła, że Przycisk wróci, ale zanosiło się na to coraz mniej. Przemarznięta wróciła do domu i zasnęła niespokojnie.

Ewa wstała wcześnie rano:

Mamo, miałam sen! O choince! Ubraliśmy ją razem i znalazłyśmy Przycisk! zawołała z entuzjazmem.

Tamara uśmiechnęła się z żalem. Na stole stała mała, sztuczna choinka. Święta zbliżały się wielkimi krokami, a one radziły sobie, jak mogły.

Ale Ewa się rozpłakała, powtarzając, że choinka musi być duża i żywa.

Wtedy i Przycisk się znajdzie. Tak było we śnie! łkała dziewczynka.

Tamara westchnęła. Żywa choinka była poza jej zasięgiem niewielka pensja opiekunki nie pozwalała na taki wydatek. Tamara zadzwoniła do matki, lecz ta odmówiła przyjścia:

Dla ciebie pies ważniejszy niż matka rzuciła zranionym tonem.

Toma zrozumiała, że tym razem nie ma na co liczyć. Na szczęście przed sobą miała wolny weekend.

Ewa czuła się kiepsko i nie chciała wstać. Wieczorem, gdy wszystko już było gotowe na przyjście świąt, dziewczynka zapłakała:

Nie ma choinki, mamo. Przycisk nie wróci, tak jak i tata…

Toma głaskała ją po głowie, powstrzymując łzy. Poprosiła starszą sąsiadkę, by zerknęła na Ewę i wybiegła na zewnątrz…

Mróz szczypał w policzki, śnieg tańczył w powietrzu. Ludzie mijali ją poprzechodząc z uśmiechami, ale Tamara nikogo nie zauważała tylko szukała Przyciska.

Gdzie ty jesteś, maleńka? szeptała bezsilnie, przemierzając znajome ulice.

W końcu trafiła na mały targ choinkowy. Przy ostatnich zielonych drzewkach stał poważny mężczyzna w kufajce, przestępując z nogi na nogę. Tamara zatrzymała się.

Chce pani choinkę? Zostały mi dosłownie dwie. Dam zniżkę, zachęcał sprzedawca, wyraźnie śpieszący się do domu.

Pomyślała: Pewnie żona już czeka, dzieci wypatrują przez okno…

Wtedy podbiegła młoda para i kupiła jedną. Zostało tylko jedno drzewko.

Bierze pani? Ostatnia została… Pomogę z dostawą dorzucił.

Tamara spojrzała mu prosto w oczy, zrozpaczona. Nie miała przy sobie pieniędzy, a te w domu wystarczyłyby ledwie na skromny makowiec.

Było jej wstyd. Zauważyła gałęzie leżące w skrzyni auta.

Czy może mogłabym wziąć parę gałązek, jeśli pan nie potrzebuje? zapytała cicho.

Mężczyzna zmierzył wzrokiem Tamary i gałęzie.

Jasne, bierzcie. Pomogę pani, odpowiedział i wyciągnął pęk choinkowych gałęzi.

Tamara podziękowała, próbując się tłumaczyć:

Wie pan, córeczka chora… marzy o choince, pies zaginął… i wszystko się sypie, zupełnie nie po świątecznemu…

Mężczyzna słuchał. Jego też żona niedawno porzuciła, nie mógł pogodzić się ze zdradą. Tymi świętami również nie miał do kogo wracać.

Nagle podszedł inny mężczyzna:

Za ile ta choinka? zagadnął, mierząc ostatnie drzewko.

Już sprzedana. Obok kolega ma kilka jeszcze, rzucił sprzedawca.

Tamara patrzyła zaskoczona.

Pomożemy pani? Odprowadzę z choinką do domu, uśmiechnął się mężczyzna.

Toma zrozumiała, że nie taki z niego twardziel, na jakiego wygląda.

Ale ja nie mam pieniędzy, przecież mówiłam… zawstydziła się.

Pamiętam, skinął głową.

A potem wydarzyło się coś naprawdę niezwykłego tego można się spodziewać tylko przed najpiękniejszymi świętami.

Mężczyzna otworzył samochód, a na siedzeniu spała Przycisk. Była otulona starym swetrem, jeszcze nieświadoma wszystkiego.

Skąd pan ma Przycisk? Tamara ledwo powstrzymała łzy.

Przycisk? Ja ją nazwałem Choinką. Biegała tutaj przez cały ranek. Było widać, że zaginęła… Potem rozgrzała się przy moich nogach. Wsadziłem ją do samochodu, żeby nie zmarzła, biedulka, odpowiedział z uśmiechem.

Nazywał się Paweł. Lubił zwierzęta i łatwo dogadywał się z dziećmi.

Od tej pory dom Tamary rozgrzał się prawdziwym ciepłem. Może to zasługa świąt, które połączyły dwoje dobrych ludzi, a może po prostu tak chciał los…

Jedno jest pewne: nowa rodzina odnalazła szczęście. A Przycisk czasem wołają… Choinka.

Rate article
Fajna Tajna
— Kropka? Ja ją nazwałem Choinka. Cały ranek dziś tu biegała. Od razu było widać, że się zgubiła. A …