Magda, zostań w domu. Naprawdę muszę ciągle cię ze sobą wozić, tylko dlatego, że jesteśmy małżeństwem? mruknąłem, poprawiając się przed lustrem. Moja żona, Magdalena, nawet nie zwróciła na mnie uwagi. Szykowała się na działkę do znajomych i, jak każda dobra gospodyni, porządnie przygotowała się do wyjazdu. Tylko tego dnia wszystko toczyło się inaczej niż zwykle.
W przedpokoju dostrzegłem Magdę, która zatrzymała się na widok mojej białej, letniej koszuli.
Andrzej, po co ci ten strój? Uprzedzam, nie będę znów szorować twojej koszuli po plamach z kiełbasy pokręciła głową. Weź proszę siatki z jedzeniem, są gotowe. Ja się tylko przebiorę i możemy jechać.
Spojrzałem niechętnie na dwie ciężkie torby, które żona podawała w moją stronę.
Co to wszystko? zapytałem, nie rozumiejąc.
A co? Przecież jedziemy na działkę. A Lidka, choć ją bardzo lubię, kucharką dobrą nie jest. Wszystko wzięłam sama: młode ziemniaczki, sałatki, kurczak w cieście… Jeśli Piotrek chce niech je żurek swojej żony, ale ja nie mam ochoty potem cię do szpitala zawozić. Wybacz, musiałam przypomnieć zażartowała.
Zmarszczyłem tylko brwi.
Magda, wiesz co? Dzisiaj lepiej zostań w domu. Zrób sobie coś lekkiego, idź na spacer do parku. Siedzenie w pracy już odbija się na twojej figu – boczki zaczynają wychodzić. Ja podskoczę tylko do Marka na pięć minut i wrócę.
Sam chcesz jechać? spytała, a ja głośno cmoknąłem niezadowolony.
Nie chciałem tego mówić… Ty ciągle zajęta, mało ostatnio rozmawiamy. Marek się rozwiódł! Zachciało mu się zmian teraz ma nową partnerkę. Szczerze, nie miałem ochoty jechać, ale Marek prosił, żebym pomógł zrobić grilla. Nikt tak nie grilluje, jak ja.
Posłałem sobie samouwielbiony uśmiech i odsunąłem siatki z jedzeniem.
Magda aż zamilkła, słysząc takie nowiny. Z Lidką przyjaźniła się od lat, ale ostatnio miała sporo na głowie ze swoim mieszkaniem, które utrzymała jeszcze sprzed ślubu. Trudno jej było znaleźć czas dla znajomych; niedawno jeszcze najemcy narobili jej bałaganu i zniknęli bez słowa.
No nieźle… wydukała Magda. Już pewnie jakaś młoda laleczka mu szafuje po mieszkaniu i dlatego nie chcesz mnie zabrać?
Magda, jaka laleczka? Normalna kobieta, chyba taka jak ty. Zostaw już, odpocznij w domu, kotku. Z Lidką jeszcze się nagadacie uśmiechnąłem się szeroko.
Coś jednak podkusiło Magdę, by pojechać. Może kobieca solidarność, a może zwykła ciekawość. Tak czy inaczej postawiła na swoim i ruszyliśmy razem na działkę.
***
Pół drogi do znajomych przejechałem milcząc, narzekając co chwilę na korki i wiecznie niewprawnych kierowców na trasie.
Magda pisała do pośrednika w sprawie sprzedaży mieszkania.
I jak tam ci idzie, nawet beze mnie? rzuciłem, zerkając na jej ekran.
Co? Ah, mieszkanie… Na razie nikt nie chce. Jedni chcą od razu wejść po zadatku, inni oczekują, że wymienimy meble, a sama wiesz, jak tam wygląda wzdychała ciężko.
Pieniądze na remont się znajdą rzuciłem pewnie.
Andrzej, ja bym wolała pojechać nad morze. Może w tym roku się uda?
Albo remont, albo morze, Magda! Nie zapominaj, że mam pracę! Kiedy to wszystko? odpowiedziałem ostro.
Magda powiedziała, że sąsiadka prosiła ją, żeby wynajęła mieszkanie jej córce z mężem. Magda już była gotowa na taki układ, mnie aż zamurowało uważałem to za stratę czasu.
Komu wynajmować, Magda, opamiętaj się! Lepszy remont i sprzedaż, z pieniędzmi postąpię, jak trzeba. Tobie brak siły przebicia, ktoś cię zaraz starguje i sprzedasz za bezcen upominałem ją. Powinienem się sam za to wziąć!
Nasze? zapytała, patrząc z ukosa.
Nasze. Jesteśmy rodziną, całość to już wspólna sprawa, Madziu powiedziałem już spokojniej.
Na działce już na nas czekali. Pierwszy z bramy wybiegł uśmiechnięty, żywotny Marek Lisowski.
No, witajcie staruszkowie! Co tak długo? przywitał się Marek.
Po krótkim powitaniu Magda wychyliła się z auta i przyglądała Markowi.
Było na co popatrzeć świeża, modna koszulka, opięte na piwie spodnie, dziurawe kolana. Za czasów Lidki raczej by się tak nie ubrał.
Madziu, nie stój jak obca! Marek szeroko ją objął. Zostawcie te wasze torby! Moja Aneta już zamówiła jedzenie z restauracji, nie będę was tu zaraz pasł jak kaczki!
Siatki wylądowały w bagażniku i wszyscy o nich zapomnieli.
W altanie, gdzie zawsze bywało wesołe towarzystwo, tego dnia panowała jeszcze żywsza atmosfera.
Z daleka słyszeliśmy kobiecy śmiech. Przy stole siedziała nowa partnerka Marka, śliczna jasnowłosa dziewczyna, w towarzystwie przyjaciółki. Niedawno wróciły z basenu, rzucały żartami, śmiały się głośno.
I tu spełniły się najgorsze obawy Magdy Marek zamienił Lidkę na młodą laseczkę z długimi włosami i tipsami. Magda może nie była modelką, ale i nie można było nazwać jej brzydką. Jednak porównanie do tych dwóch…
Usiedliśmy z Magdą w kącie na ławce.
Zaraz zrobiłem się usłużny wobec Anety i jej koleżanki Darii, totalnie ignorując własną żonę, co ona naturalnie odnotowała.
Na stole królowały pizza i fast food na plastikowych talerzach. “Lidka by się w grobie przewróciła, widząc, jak teraz ‘jej’ Marek się stołuje!” przebiegło Magdzie przez myśl.
Przedstawiam: to Madzia, żona Andrzeja. Freelancerka, czyli bezrobotna zażartował niewinnie Marek, lekko Magdę obrażając. A to miłość mojego życia, królowa, Aneta i jej przyjaciółka Daria dodał z dumą.
Swojego kumpla Andrzeja nawet nie przedstawił nowym dziewczynom, czego Magda nie przeoczyła.
Anetka jest kosmetolożką dopowiedział z dumą Marek.
No tak, Lidka była sprzedawczynią pomyślała Magda.
Jestem kosmetolożką i makijażystką przedstawiła się Aneta. Jakby coś, to mogę zrobić zniżkę.
Magda poczuła się nieswojo przy tych dziewczynach w kolorowych tunikach.
Andrzej podwinął rękawy i zajął się grillem, zostawiając Magdę przy stole.
Madziu, pogadajcie, zapoznaj się. Co taka milcząca jesteś zachęcał Marek. Daria jest fryzjerką, mogłaby przyciąć Andrzejowi normalnie, a nie ten jego staroświecki jeż.
Kotku, czemu tak mówisz? Andrzej jest przystojnym mężczyzną. Każda fryzjerka będzie miała z niego klienta. Daria już mu zaproponowała strzyżenie rzuciła Aneta kokieteryjnie.
Aneta, chodź na basen jeszcze popływać, zanim grill się zrobi powiedziała Daria. Pani do nas dołączy?
Obie zwróciły się do Magdy z ironicznymi uśmieszkami, ta jednak tylko wstała od stołu.
Nie, nie chcę. Marek, szkoda, że nie uprzedziłeś. Gdybym wiedziała, kto tu teraz króluje, nie przyjechałabym. Jak była Lidka…
Magda, nie zaczynaj z tą wiejską dziewuchą! Aneta i Daria wcale do ciebie nic nie mają, a ty im od razu dogadujesz wygarnął Marek.
O, bez niczego?! A Aneta mi sypie komplementami, że taka straszna jestem i rabat na kosmetyczkę oferuje?! A Daria do mojego Andrzeja się już przystawiła! Uprzedzam, mój mąż jest zbyt skąpy, by u was się strzyc. Nasza sąsiadka tnie go za darmo i jest bardzo zadowolony! wykrzyczała Magda, po czym pobiegła do mnie, stojącego przy grillu.
Patrzyłem na dwie filigranowe blondynki przechadzające się po ogrodzie Marka, aż dostrzegłem rodzącą się awanturę za stołem.
Andrzej, zabierz mnie stąd do domu zażądała Magda.
Magda, no co się dzieje? Było fajnie próbowałem ugłaskać żonę.
Nie jest fajnie! Z Lidką było dobrze, a teraz tu jest koszmarnie! Co to za dmuchane lalki?
Andrzej, twoja żona jest zmęczona, lepiej ją odwieź rzucił Marek i poszedł do basenu z nowymi paniami.
Odszedłem od grilla, wziąłem Magdę za ramię i powiedziałem ostrym tonem:
Magda, co ty wyprawiasz? Zdziczałaś od tego freelancu, nie umiesz już kulturalnie z ludźmi rozmawiać! Jedź już do domu, wyskocz do sąsiadek albo do mamy, chłopaków u niej aż nadto podczas wakacji. Zaraz ci zamówię taksówkę!
Magda poczerwieniała ze złości. Śmiechy Anety i Darii spod basenu wyprowadziły ją z równowagi zupełnie. Może nie śmiały się z niej, ale Magda brała już wszystko do siebie. Ja nie odpuszczałem.
Co, nie mogę spędzić wieczoru w miłym towarzystwie? Muszę ciągle słuchać twojego marudzenia? Magda, zmieniasz się, stajesz się zrzędliwą, starą babą! powiedziałem, nie patrząc na słowa.
Tobie też potrzeba odmiany jak Markowi? Dlaczego nie powiedziałeś, że już je znasz?
Nie powiedziałem, bo nie chciałem! Tak, byłem z Anetą, Markiem i Darią w kawiarni tydzień temu. I co z tego? odparowałem.
Jasne, Andrzej. Do domu wcale nie musisz wracać powiedziała chłodno Magda i wylała mi na koszulę resztki marynaty z miski.
Biała koszula nadawała się do wyrzucenia.
Wybiegła z ogrodu Marka i ruszyła na przystanek w letniskowej wiosce. Szła wściekła, w końcu zrozumiała, dlaczego tak bardzo nie chciałem jej zabierać ze sobą na tę działkę.
Po drodze zadzwoniła do Lidki, żeby się wyżalić i powiedzieć, jak jej mąż tonie w boksie pustych kobiet.
Czego chcesz? warknęła w słuchawkę Lidka.
Lidka, to ja, Magda aż znieruchomiałem, słysząc takie powitanie.
Nie dzwoń do mnie! Ani ja, ani twój Andrzej! On… on… Lidka zapłakała.
Magda próbowała dopytać, dlaczego płacze i o co chodzi z Andrzejem.
Twój mąż przyprowadził do Marka tę blondwłosą lalę! I on ją zabrał! Zostawił mnie przez twojego Andrzeja! Nie udawaj, że nie wiedziałaś!
Niewiele wiedziałem Lidka wyjaśniła, że Andrzej przedstawił Markowi znajomą, której pomógł w pracy, a znajomość szybko przerodziła się w romans.
Po tej rozmowie panie się pogodziły, ale niesmak pozostał.
Magda zrozumiała, że Andrzej skrywa inne zainteresowania. I już nie zamierzała się z tym godzić.
***
Taksówką wróciła do mamy, do niewielkiego miasteczka na obrzeżach Warszawy. Synowie, jak zawsze, spędzali lato u babci, bawiąc się na dworze z kolegami.
Mama, Zofia, była w domu i nie spodziewała się wizyty córki.
Magda, co się stało, że jesteś tak późno? przejęła się Zofia.
Wszystko mnie już wkurza w domu. Chciałam odpocząć, zobaczyć was, bo lato zaraz się skończy. A przecież nigdzie z chłopakami nie byliśmy.
Andrzej ciągle w pracy, ma sztywny grafik. Ty masz więcej luzu.
To po co mam na niego czekać? Dlaczego mam siedzieć całe wakacje bez urlopu, skoro on i tak odpoczywa beze mnie? oburzyła się Magda.
Magda, jesteście rodziną. Jak ty, zamężna kobieta, pojedziesz gdzieś sama z dziećmi? spytała mama.
Normalnie pojadę. On odpoczywa beze mnie, więc ja też mogę!
Zofia zaproponowała herbatę, a Magda zgodziła się i przy herbacie wszystko jej opowiedziała.
On chce nowych wrażeń, mamo! Łajdaczy się z tą blondyną po kawiarniach, a ja siedzę w czterech ścianach z dziećmi! narzekała Magda. Pojadę z chłopakami na urlop. Odkładaliśmy z Andrzejem na remont mieszkania, ale niech będzie inaczej.
Zofia poparła córkę, ale prosiła, by nie podejmować wszystkich decyzji pod wpływem emocji ze względu na dzieci.
Rozmawiały do powrotu chłopców.
Mamo! A co ty tu robisz? zdziwił się młodszy syn.
Przyjechałam po was odpowiedziała.
Do domu? Nieeeee! wykrzykiwali.
Najpierw do domu, a potem do cioci Leny nad morze. Od dawna mnie zapraszała, ale zawsze brakowało czasu przytuliła synów.
Ten dzień na działce u Marka dał jej do myślenia.
Wyglądało na to, że z Andrzejem dopadł ich ten słynny kryzys. Praca z domu, opieka nad dwójką dzieci, a Andrzej wiecznie poza domem. Magda nawet nie zauważyła, że się od siebie oddalili, a on coraz bardziej stawiał swoje na pierwszym miejscu.
Dziś mnie okłamał, a jutro, jak Marek, zostawi i odbierze mieszkanie? pomyślała i sięgnęła po telefon.
Napisała do sąsiadki, że mieszka gotowa jej córce i zięciowi wynająć, po czym już następnego dnia otrzymała przelew w złotówkach. Zrobiła to Magda trochę na złość Andrzejowi i miała swoje powody.
***
Po grillowej zabawie Andrzej przeniósł się na noc do swojej matki.
Cały weekend siedział tam, kombinując, jakby tu udobruchać żonę, wrócić niewinnym i ukryć wpadkę z działki.
Eh, Madzia! Popsuła cały wieczór! pomstowałem, wykręcając numer żony.
Nie odbierała, jak przewidywałem.
Obrazi się i przestanie. Też mi królowa mruczałem, próbując sprać plamy z białej koszuli.
Po trzech dniach zaszycia u mamy wróciłem do mieszkania, lecz zastałem pustkę.
Dookoła cisza, pusty lodówka i puste półki. Telefon żony milczał, więc zaczynałem się denerwować.
Magda, co się dzieje?! wydarłem się, gdy w końcu ktoś odebrał.
Tata, a mamy nie ma odezwał się starszy syn, Kuba.
S-synku A gdzie jest mama? Gdzie jesteście? U babci?
Nie, jesteśmy nad morzem, u cioci Leny. Mama poszła się kąpać odpowiedział Kuba.
A kiedy wracacie? zapytałem zniecierpliwiony.
Nie wiem, mama ma urlop. Kiedy wrócimy nie mówiła. Pa, tato, nie mam czasu! uciął rozmowę syn.
Pa mruknąłem pod nosem.
***
Tydzień nad morzem minął błyskawicznie. Magda i chłopcy wrócili do domu odmienieni, wypoczęci. Ja czekałem z ponurą miną.
Najbardziej byłem zły nie dlatego, że żona nie odbierała cały tydzień i wydała pieniądze z rodzinnej skarbonki na wyjazd… Był jeszcze inny powód. Tego Magdzie wybaczyć nie mogłem.
Nawet nie przywitała się po powrocie, tylko zabrała się za rozpakowywanie walizek.
Chłopcy wyjedli od razu drożdżówki, które przyniosłem od matki i które przez dwa dni były moją jedyną strawą. Gdy uciekli do pokoju, zajrzałem do sypialni.
Nie masz mi nic do powiedzenia? stanąłem za plecami Magdy.
O co ci chodzi? odpowiedziała zdawkowo.
Przez tydzień i u mnie buzowały emocje. Żona nigdy nie robiła takich numerów. Wyjazd nad morze beze mnie, a jeszcze wydała wspólne pieniądze bez pytania…
Magda, przecież mieliśmy oszczędzać na remont naszego mieszkania. A ty wszystko roztrwoniłaś!
Mojego mieszkania. Przypominam, wrzuciłeś do puli tylko pięć tysięcy, reszta pięćdziesiąt była moja. Odwróciła się, nie chcąc dalej rozmawiać.
Nie udawaj! Zaraz wszystko podzielimy połowie. Jestem mężem, mam swoje prawa! zgrzytnąłem zębami.
Wykończyła mnie psychicznie.
Byłem zbyt oszczędny, by pozwolić, żeby ktoś przejął moje mieszkanie Magdy.
Nie dowierzałem, że żona tak po prostu odejdzie. Wzięliśmy ślub zaraz po studiach, wychowaliśmy dwóch synów. Mnie było dobrze.
Odwoływanie się do dawnych uczuć, po tej wpadce na działce, przychodziło mi z trudem. Uczucia już prawie wygasły, choć nie tak, by się rozstać.
Podzielimy wszystko, zgodnie z prawem. Ale poza moim mieszkaniem sprzed ślubu, Andrzej. Sprzedam je dopiero po rozwodzie powiedziała spokojnie Magda.
Jaki rozwód? Nie zgadzam się! Nie dam ci powodu! Mamy dzieci! krzyczałem, tracąc panowanie.
Teraz sobie przypomniałeś o dzieciach?! Powodów jest aż nadto! Przesadziłeś. Chodzisz z obcymi kobietami do kawiarń, a o dzieciach zapominasz. Jeszcze chcesz mnie kontrolować! Niech ci Daria gotuje i usługuje, ja mam już dość i chcę żyć po swojemu. Też potrzebuję odświeżenia jak Marek! wystrzeliła, nie tracąc czasu złożyła pozew o rozwód
Ale do rozwodu trzeba jakoś wytrzymać. Co zrobić, gdy na dwa pokoje musi się zmieścić dwoje, którzy siebie szczerze nie znoszą?
Najpierw Magda wysłała chłopców znów do babci, a ja przestałem dostawać posiłki. Oboje się uparliśmy: ona jeszcze bardziej ograniczyła gotowanie, ja żywiłem się w pracy albo na mieście, co okazało się kosztowną fanaberią dla kogoś mojego pokroju.
Parę nocy spałem na balkonie na materacu po Kubie, ale ochłodzenie sprawiło, że musiałem wrócić do matki, która nie była zadowolona z rozbicia mojego domowego życia.
Całe winy zrzucałem na Magdę, mówiłem matce, że żona balowała nad morzem, a ja nie mogę już z nią mieszkać.
Magda tylko się z tego śmiała lawirowała między kuchnią a korytarzem, uśmiechając się szeroko na mój widok.
Po tygodniu zupek chińskich i gościny na wersalce, zabrałem walizki i wróciłem do mamy.
***
Dwa tygodnie po imprezie na działce zadzwoniłem do Darii. Teraz miałem już wolną rękę żony i rodzinnej rutyny nie było, nic nie stało na przeszkodzie, by się spotkać.
Daria, wyjdziemy gdzieś? poprosiłem, z nutą nadziei.
Andrzej, spotkaliśmy się raz i wystarczy. Nic ci nie obiecywałam odpowiedziała z uśmiechem.
Pamiętała dobrze sknerę z żoną, który przez dwa tygodnie nawet kwiatka jej nie przyniósł po imprezie.
Daria, myślałem, że zaprosisz mnie jeszcze? Na działce nie pogadaliśmy, wyjechałaś Mam nadzieję, że obiecane strzyżenie nadal aktualne? próbowałem żartować.
Nie, Andrzej. Plany mi się zmieniły. Może kiedyś zadzwonię. Zresztą, i tak lubisz strzyc się u sąsiadki? ucięła rozmowę.
Chciałem się wymówić, ale na próżno nie napisała, nie zadzwoniła już więcej, choć liczyłem na coś więcej. Coś musiała usłyszeć od Magdy, bo zupełnie straciła do mnie zainteresowanie.
To była dla mnie gorzka lekcja. Bo dom, miłość i szacunek trzeba pielęgnować, a nie brać za coś oczywistego. Wystarczy chwila, by z własnego domu stać się gościem, w najlepszym razie na kawę, nie na całe życie.



