Mam 41 lat i nigdy nie zdradziłem swojej żony. Jednak zanim ją poznałem, nie byłem żadnym świętym – nigdy nie miałem poważnej dziewczyny, żyłem jak wolny mężczyzna i korzystałem z życia.

Mam 41 lat i nigdy nie zdradziłem żony. Ale zanim ją poznałem, naprawdę nie byłem żadnym świętym. Nigdy nie miałem poważnej dziewczyny żyłem wolno, jak typowy wolny facet z Warszawy. Umawiałem się to z Anią, to z Zosią, piątkowe randki, sobotnie imprezy, wszystko w biegu. Byłem jak Tytus z Przygód Tytusa, Romka i ATomka pełen energii i pomysłów, ale do niczego zobowiązany.
Pracowałem w zakładzie elektrycznym i zarabiałem całkiem nieźle, jak na polskie warunki. Po pracy wpadałem z kolegami do barów, czasem na dyskotekę, czasem na urodziny Grażyny, gdzie zawsze był żurek i śledzik. Czasem spałem u jakiejś dziewczyny i następnego dnia znikałem z jej życia nie dlatego, że byłem drań, tylko po prostu nie szukałem nic poważnego. Zawsze mówiłem, że związki nie są dla mnie, a zobowiązań unikałem jak ognia.
Wszystko się zmieniło, gdy poznałem moją żonę. Było to w szpitalu w Krakowie, gdzie robiła staż pielęgniarski. Przyszedłem sprawdzić problem z prądem, ona poprosiła mnie o pomoc przy gniazdku, a potem zaczęliśmy rozmawiać. Zapytała, jak się nazywam, ja ją o to samo, śmiech, wymiana spojrzeń, a potem na koniec zmiany wręczyła mi swój numer. Napisałem jej już tego wieczoru, ale nie jak dawniej bez szpanowania, raczej z nerwami jak maturzysta przed egzaminem.
Nasze pierwsze randki były skromne: spacery nad Wisłą, lody w parku, pierogi w barze mlecznym po pracy. To wszystko sprawiło, że przestałem zwracać uwagę na inne dziewczyny. Nie dlatego, że kazała, ale po prostu przestałem mieć ochotę na te stare przygody. Wiedziałem, że to nie jest kolejna znajoma do wyjścia.
Kiedy poprosiłem ją, żeby została moją dziewczyną, powiedziałem wprost: Jak zaczniemy, to na serio. Nie chcę półśrodków. Ona popatrzyła poważnie i powiedziała: Ja nie dzielę się facetem. Odpowiedziałem: Ja też. Od tego dnia zrozumiałem, że wierność to nie tylko przestanie patrzeć na inne kobiety, ale dotrzymanie danego słowa.
Pobraliśmy się bez fajerwerków. Wynajmowaliśmy pokój z pożyczonym łóżkiem i kuchenką podrasowaną przez mnie. Pracowaliśmy całe dnie ona nocami, a ja brałem nadgodziny, żeby zarobić parę dodatkowych złotych. Brakowało nam czasu i sił na romanse. Mieliśmy rachunki, zmęczenie i wspólne marzenia, które napędzały nas bardziej niż nagrody w Lotto.
Pokusy oczywiście się pojawiały. W pracy jedna koleżanka pisała mi wiadomości po północy, wysyłała przypadkowe zdjęcia i twierdziła, że zasługuję na więcej niż zmęczona żona. Któregoś wieczoru czekała na mnie na parkingu szpitala, proponując wspólny wypad do motelu. Powiedziałem jej nie, wsiadłem do auta i wróciłem prosto do domu.
Na imprezie u znajomych z Łodzi wpadła na mnie pijana kobieta, usiadła obok i zaczęła mi się narzucać. Wstałem, odnalazłem żonę i od razu się zwinęliśmy, bez zbędnych pożegnań. Wolałem wyjść na grubianina niż przekroczyć granicę, której potem nie da się wymazać nawet przez największą spowiedź u księdza.
Moi kumple śmieją się, że kiedyś byłem żywiołowy, a teraz nudny. I mają rację już nie jestem taki sam. Kiedyś myślałem tylko o sobie, a teraz żyję z kimś i dla kogoś.
Ostatnio mój syn zapytał, czy miałem inne kobiety, odkąd jestem żonaty. Powiedziałem mu, że nie. Spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział, że większość jego kolegów ma rodziców po rozwodzie przez zdradę. Wtedy zrozumiałem, że mój wybór wpływa nie tylko na małżeństwo, ale też kształtuje nasze dzieci.
Byłem podrywaczem, kiedy byłem wolny, bo nie miałem zobowiązań. Ale w dniu, kiedy zdecydowałem, że ona jest tą kobietą, z którą chcę się zestarzeć, pojąłem, że lojalność to nie więzienie, tylko codzienna decyzja. Do dziś nie żałuję, że wybieram właśnie ją.

Rate article
Fajna Tajna
Mam 41 lat i nigdy nie zdradziłem swojej żony. Jednak zanim ją poznałem, nie byłem żadnym świętym – nigdy nie miałem poważnej dziewczyny, żyłem jak wolny mężczyzna i korzystałem z życia.