Nie podoba wam się, że chcę założyć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie, a…

Co, nie podoba się, że chcę własnej rodziny? Uciekłem od was, zacząłem układać sobie życie, a wy znowu się zjawiliście i po staremu!
Gizelo, nie przejmuj się tak! Rozumiem, że dziewczynie z miasta będzie ciężko na wsi. Ale pomogę ci! przekonywał dziewczynę Dariusz. Dam sobie radę, tylko bądź przy mnie!

Gizela była skołowana. No po co zakochiwała się w chłopaku ze wsi?! I to jeszcze tak, że aż w kolanach miękło!

Już miała dwadzieścia osiem lat, szła jej świetna kariera w Warszawie, a trzydziestoletni Darek całą rodzinę w jednym domu na wsi tuż pod stolicą.

Poznali się w parku rozrywki Dariusz przypadkiem tam trafił, gdy jego mama buszowała po sklepach, a Gizelę wyciągnęły koleżanki.

Wymienili się numerami, potem rozmowy rozwinęły się w codzienne wiadomości. Darek przyjeżdżał do niej do miasta, zawsze uważny, serdeczny Gizela stopniała. Zwłaszcza że, inaczej niż chłopcy, których znała, był szczery, bezpośredni, po prostu fajny!

Potem oświadczył się, a ona powiedziała tak.

Jak już, córko, to spróbuj. Dariusz to chłopak porządny, pracowity, dobry zgodziła się mama. Nie wyjdzie wrócisz do siebie do miasta.

Gizela nie miała nic do stracenia. Pracować mogła zdalnie, bo niedawno w firmie wprowadzili taką opcję. Lata też już nie osiemnaście, a na wsi podobno i powietrze czyściejsze! Ale

Dariusz, a w jakim charakterze ja tam jadę? upewniła się Gizela.

Jako narzeczona. A za rok zrobimy wesele i wyjedziemy gdzieś na miesiąc miodowy! Do tego czasu uzbieram na to wszystko tyle, że o pieniądzach nie będziemy musieli myśleć lekko się zmieszał chłopak. Wiem, że jesteś przyzwyczajona do wygody…

Niby wszystko układało się jak należy, ale Gizelę coś gryzło tylko sama nie wiedziała co. Więc stwierdziła a niech tam! i postanowiła zaryzykować.

Wzięła tydzień urlopu, walizkę ciuchów, zamknęła swoje dwupokojowe mieszkanie w Warszawie, na które harowała kilka lat, i ruszyła autem na wieś. Tam już czekał Dariusz.

Pierwszy wieczór na wsi był fajny. Lato dawało czadu, więc podlewali razem niespiesznie ogródek, przygotowali kolację wszystko szło szybciej w duecie.

Kochanie, moi rodzice jadą do nas! w piątek Darek wpadł z pracy szybciej niż zwykle.

Ale po co? spłoszyła się dziewczyna.

Żeby się poznać i pomóc! No i brat z żoną przyjeżdżają. Dariusz chodził nerwowo po kuchni.

Na długo? dopytywała Gizela.

Oby nie! Darek patrzył na nią porozumiewawczo. Spokojnie, damy radę.

No po tych słowach Gizela roztrzaskała resztki spokoju.

Nie stresuj się, córeczko. Potraktuj to jak test. Nie przejdziesz wrócisz. Najważniejsze, żebyś miała dokąd mama mrugnęła. Rób po swojemu. A oni? Przywykną. Albo nie. To już Dariusza problem.

W sumie jeszcze nawet żoną nie jestem! westchnęła Gizela i pogoniła czarne myśli. Przecież jej nie zjedzą?

Skończyła nakrywać do stołu, gdy pod dom zajechał samochód.

Już są! Darek zajrzał do kuchni. Wyszli razem powitać gości.

Witaj, synkowo! wielka dama o krótkich, czarnych włosach i rzęsach jak firany, w kwiecistej sukience, szeroko uśmiechnęła się do Gizeli i mocno uściskała syna.

Taki sam olbrzymi, z lekkim brzuszkiem, tata zamruczał powitanie i kiwnął młodej dziewczynie głową.

Brat Dariusza, wysoki, żartem ujął dłoń przyszłej szwagierki, ale żona brata, młoda blondynka, z rumieńcami na policzkach, tylko rzuciła Gizeli mało entuzjastyczne spojrzenie i zaraz odezwała się do męża:
No rusz się, nie ślin się tam, tylko chodź z bagażami! i poszła do samochodu.

Gizela zagoniła wszystkich do stołu, licząc na to, że atmosfera się rozluźni. Jeść umiała!

No, nieźleście się napracowali. Ugościliście porządnie! pochwaliła Maria, teściowa.

Pan Piotr aż zakrzyknął z uznaniem.

A to co, kurczak? Kto to tak przypalił? marudziła widelcem blondynka, Lena. Wymyślają, o rety, a człowiek potem się tym męczy!

Smakuje świetnie, nie przesadzaj! zirytował się Władek, brat.

Tobie wszystko jedno, byleby żołądek napachać! fuknęła Lena i z trzaskiem odłożyła widelec.

Darek rzucił Gizeli przepraszające spojrzenie.
Leno, zachowuj jakiś szacunek! I nie zazdrość, Zela się starała stanął w obronie ukochanej.

A co to w ogóle za imię?! Jak nasza krowa. Ta też Gizela. wypaliła blondynka.
Gizela zachichotała cicho.

Co jest? spytał szeptem Dariusz.

Po prostu znajomej świnkę morską wołają Lenka szepnęła dziewczyna.
Ale cała rodzina usłyszała.

Maria spojrzała znacząco, panowie ledwo się nie roześmiali, a Lena aż zapłonęła.

Ty wiesz kim ja jestem?! syczała na Gizelę.

Skoro możesz sobie dogadywać, uznałam, że taki poziom ci odpowiada wzruszyła ramionami Gizela.

Władek spojrzał na nią z podziwem.

Ja przynajmniej mam męża! A ty? No kto ty w ogóle jesteś, za przeproszeniem Lena się zagotowała. Maria aż przyklasnęła.

Przynajmniej staram się być miła w gościach odbiła Gizela.

Ja tu nie do ciebie przyjechałam! triumfowała Lenka.

Ja cię nie zapraszałem mruknął Dariusz, zirytowany. A długo macie zamiar tu siedzieć?

Cisza Wszyscy patrzyli zszokowani na gospodarza.

Poduczymy twoją nieogarniętą narzeczoną życia na wsi i wracamy znalazła się Maria.

Mamo, damy sobie doskonale radę sami westchnął Dariusz.

No tak, przygarnął leniwą mieszczkę i szczęśliwy. Ciekawe, na jak długo? Lena nawet nie próbowała ukryć złośliwości.

Leniwa to u nas w rodzinie tylko jedna osoba i na pewno nie Gizela zripostował Darek. Dziękujemy za kolację, teraz możecie odpoczywać.

Darek podał ukochanej rękę i zaczęli razem sprzątać poddenerwowani, pod czujnymi spojrzeniami rodziny.

Gizela pomyślała wtedy, że dobry front za plecami to jednak spokój i siła. A jak co, to zawsze można się spakować i wrócić.

Sobotni poranek nie należał do najlepszych.

Co to za luksus?! O tej porze u nas już wszyscy wstają! No i śniadanie trzeba przygotować! wpadła do pokoju teściowa. Była 8 rano.

Pani Mario, w lodówce wszystko do śniadania. Gizela zaciągnęła kołdrę pod brodę. Tylko pozwoli Pani się ubrać?

No masz babo placek! Zobaczcie państwo! machnęła ręką. Co w lodówce, samo się nie zrobi, nie?

Trzasnęła drzwiami wychodząc. Gizela się ubrała i zeszła do kuchni.

Skarbie, już jesteś na nogach? przywitał ją Dariusz, mieszając coś na patelni.

Gdybym nie obudziła jej, to spałaby dalej rzuciła Maria.

Gizela zacisnęła zęby.
Mamo, po co w ogóle wchodzisz nam do pokoju? Pytałem przecież…

Wy się tu wszyscy obijacie? dorzuciła Lena z błyskiem w oku.

Ciebie nie pytałam odbiła Gizela.

Tak to jest, wiejskie życie! Rano się wstaje, jak krowę kupicie, to o szóstej już trzeba doić! kpiła Lena.

Krowy nie planujemy odpowiedział spokojnie Darek.

Szkoda, własne mleko, śmietana… A! Jasne! Gizela nie umie doić, a wstawać tak wcześnie… toż się nie nada! Lena się śmiała.

Ty też nie umiesz, a żyjesz Darek się zaśmiał.

Odkąd ona się tu wprowadziła, tylko się wściekasz! obruszyła się Maria.

Darek, wracam do Warszawy. Jak ten cyrk się skończy, zadzwoń, o ile jeszcze zechcesz stwierdziła Gizela.

CO? Ty! Odkąd się pojawiłaś, mój syn tylko tobą się zajmuje, nie zagląda do nas, nie dzwoni, nie pomaga! I ty chcesz, żebym cię tu akceptowała?! Ty nam rodzinę rozbijasz! zawołała Maria.

Dość! trzasnął Dariusz. Wszystko ucichło.

I co, nie podoba się, że chcę własnej rodziny? Uciekłem od was, zacząłem sobie życie układać, to znowu się wtryniacie! wybuchł.

Synku, straciłeś głowę! Wszystko wydajesz na nią! Chodzi tylko o twoje pieniądze! Maria biadoliła. Usiadła ci na karku, a ty wleczesz i wleczesz! A my? Chcemy cię uratować, bo chcemy, żebyś był szczęśliwy!

Mamo, Gizela sama się utrzymuje, a ja odkładam na wesele Darek zatrzymał ukochaną. Chcecie szczęścia? Wracajcie domu! U nas tylko na zaproszenie. Szczególnie Lena.

Rodzina zbierała szczęki z podłogi, zanim na dobre się rozpierzchła po pokoju.

Synu, wybieraj! Albo ja, albo ta… szantażowała Maria.

Ale przecież Lenę przyjęliście Darek westchnął rozczarowany.

No jeszcze porównuj, łaskawco! Lena prychnęła.

Tata i brat patrzyli z zainteresowaniem.

No?! poganiała Maria.

Wybieram szczęście! rzucił Darek z wyzwaniem, patrząc matce prosto w oczy.

Nie mam już syna! Maria wybiegła z domu zostawiając walizki. Lena tuż za nią.

No, my jak coś, trzymamy z tobą! tata mrugnął do Dariusza. Mamę ja ogarnę!

Brat uściskał Dariusza. Pilnuj swojego szczęścia! My musimy rodzinną atmosferę poukładać.

Wszyscy się rozjechali.
Gizela poczuła się trochę nieswojo, ale uświadomiła sobie, jak poważnie Dariusz ją traktuje.

Sprzątali razem, radzili sobie z codziennością, Gizela starała się wspierać świeżo upieczonego narzeczonego, bo wiadomo niełatwo mu było.

A tymczasem u brata Dariusza zrobiło się wesoło.

Mamo, Leno! Kupiliśmy wam krowę! radośnie oznajmił Władek.

Co? Oszalałeś?! Maria patrzyła na syna jak na kosmitę.

Nie, Lena rano będzie ją doić i odprowadzać na łąkę. Władek był poważny.

Chyba was pojmali nieprzytomnych nerwowo śmiała się Lena.

Sami uczyliście Gizelę życia na wsi, teraz sami pożyjecie jak tu trzeba wtrącił się Piotr. O, mamo, i zawsze o siódmej codziennie! śniadanko, i to porządne. Wiecie, wiejskie życie nie ma lekko.

No i się zaczęło rumienienie mieszczek! Co mówiły Gizeli, im się odbiło czkawką!

Maria zrozumiała, że przesadziła z synową, bo teraz od nich nierobów wymagali, by zarabiały tyle, co Gizela! A to już nie było takie proste. Szkoła nie ta, a i do krowy ręki nie przywykły

Nie dało rady!
Maria pogodziła się z synem, ale do odwiedzin podchodziła jak do jeża. Bo co, jeśli Gizela nauczy się jeszcze więcej?

Dariusz w końcu poprosił Gizelę o rękę, wreszcie oficjalnie. Wesele? Tak się działo, że cała wieś usłyszała!

Nie można powiedzieć, żeby Maria czy Lena wciąż pałały miłością do nowej synowej, ale na razie siedziały cicho. Lepiej nie prowokować.

A Gizela była szczęśliwa. Jak zawsze wszystko razem, wspólnie, a przed niespodziewanymi gośćmi już się nie bali!

Rate article
Fajna Tajna
Nie podoba wam się, że chcę założyć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie, a…