Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Tato!

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!! Tato!

Jest już siedemdziesiąt lat, a Jan ma troje dzieci. Żona zmarła trzydzieści lat temu i od tego czasu nie poślubił ponownie. Nie znalazł partnerki, nie miał szczęścia, a wymówek można by wymienić setki ale czy to ma sens? Nie ma już czasu na rozmyślania. Dwaj synowie, Piotr i Marek, byli kłótliwi i biją się w szkole. Jan przenosił ich z klasy do klasy, aż w końcu trafili do jednego znakomitego nauczyciela fizyki, który odkrył w nich ukryty talent. Nagle wszystkie bójki, kłótnie i problemy zniknęły.

Dziewczynka, Łucja, miała trudności w kontaktach z rówieśnikami. Szkolny psycholog zasugerował wizytę u psychiatry, ale w ich szkole pojawił się nowy nauczyciel literatury, który otworzył warsztat dla początkujących pisarzy. Łucja zaczęła pisać od rana do nocy, a jej opowiadania najpierw pojawiały się w szkolnej gazetce, potem w lokalnych klubach literackich.

Młodzi mężczyźni dostali stypendia na Politechnikę Warszawską, kierunek fizykamatematyka, a Łucja studiowała literaturę. Jan zostaje sam. Zauważa ciszę wokół jakby wilczy wył. Zajmuje się wędkarstwem, ogrodem i hodowlą świń. Na posiadłości przy Wiśle ma duży teren, więc zarabia całkiem nieźle. Dowiaduje się, że inżynier w fabryce zarabia mniej niż on.

Postanawia pomóc dzieciom: kupić im tanie, ale sprawne samochody, dorzucić na kieszonkowe i zapewnić porządną odzież. W rezultacie ma jeszcze mniej czasu niż kiedyś cały dzień poświęca gospodarstwu i handlowi, ale cieszy go to. Minęło dziesięć lat, zbliża się jubileusz siedemdziesiąte urodziny. Jan zamierza je świętować w samotności.

Synowie już mają rodziny, ale pracują nad tajnym projektem dla Ministerstwa Obrony i nie mogą wyjść na weekend. Łucja podróżuje na sympozja pisarskie i dziennikarskie. Jan nie chce ich niepokoić zaproszeniem.

Sam sobie poradzę myśli. Nie ma po co coś organizować. Będę krążyć po gospodarstwie, a wieczorem wypiję lampkę whisky, wspomnę żonę i opowiem jej, jakimi ich wychowałem

Rano wstaje od świtu, by pilnować świń specjalny żywieniowy plan. Wychodząc na oświetloną jeszcze gwiazdami łąkę przed domem, zauważa coś dziwnego w samym środku. To podłużny przedmiot owinięty w brezent.

Co to ma być? zdziwił się, gdy nagle rozbłysły reflektory. Oświetliły łąkę, przedmiot i ludzi wychodzących z kąta domu. To byli jego synowie z żonami i wnukami, kilku krewnych, a także Łucja w towarzystwie wysokiego mężczyzny w okularach z grubymi szkłami. Wszyscy trzymają balony, dmuchają w słomki i przyciskają przyciski głośno piszczących puszek z sprężonym powietrzem. Jednocześnie krzyczą, machają rękami i otaczają go:

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!! Tato!

Jan zapomina o breżencie. Nie wie, co przynieśli podrywacze, ale nie pozwalają mu wrócić do domu, gdzie żony już rozkładają zastawę.

Stań, tato, stań mówi Łucja. Pozwolisz, że zakryję ci oczy?

Dobrze, niech tak będzie zgadza się. Łucja zawiązuje mu mocny szal na potylicę i, kręcąc się kilkakrotnie wokół własnej osi, prowadzi go w nieznane.

Co wymyśliliście? pyta.

Prezent dla ciebie odpowiada jeden z synów.

Mam nadzieję, że nie będzie drogi? denerwuje się Jan. Nic nie potrzebuję.

Nie martw się, tato wtrąca drugi. To po prostu drobny upominek, znak wdzięczności.

Dzieci prowadzą go do czegoś, a Łucja zdejmuje opaskę. Z głośników leci hucząca muzyka, rytm bębna… Jan stoi przed przedmiotem, wciąż owiniętym w szmatę. Troje dzieci podchodzi z trzech stron i zrywa brezent.

W jasnym świetle reflektorów lśni Polowy Fiat 125p! Jan niemal gubi przytomność z szoku, ledwo nie upada na ziemię, ale ktoś podtrzymuje go i podsuwa krzesło. Powtarza jedno słowo:

O mój Boże, Boże, Boże

Spokojnie, tato spryskuje go wodą Łucja. Całe życie marzyłeś o tym samochodzie.

To jednak ogromna cena jęczy Jan.

Nie drożej niż pieniądze mówi syn.

Chodźmy kontynuuje Łucja. Usiądź w kabinie, chcemy zrobić zdjęcia.

Jan otwiera drzwi, ale w środku leży karton.

Co to? pyta.

Otwórz mówi Łucja.

Wynurza karton, a z jego dna patrzą dwa oczy. Wyciąga małe, puszyste ciałko i przytula je:

Prawdziwy kotek! Taki jak ten, co był u nas z twoją żoną. Pamiętasz? Bąbek. Kiedy byliście mali, tak go kochaliście

Oczywiście, tato odpowiadają dzieci.

Jan nie wsiada do auta. Wchodzi na drugi piętro, do swojego pokoju, i pokazuje kotka na zdjęciu Marty. Łzy spływają po policzkach:

Widzisz, Marto, widzisz? Udało mi się. Nic nie zapomniano Widzisz?

Dzieci nie pozwalają mu dłużej być samemu. Stół w dole jest nakryty, zaczynają się toasty. Łucja szepcze mu do ucha, że jest w czwartej miesiącu ciąży, a ona i jej narzeczony przyjechali, by go odwiedzić. Zostanie u nich, bo praca nad nową książką może odbywać się wszędzie, a jej narzeczony jedzie po rodziców do Ameryki, po czym wkrótce odbędzie się ślub w ich parafialnym kościele.

Nie masz nic przeciwko, tato? pyta Łucja.

To jak bajkowy sen odpowiada Jan, całując ją w czoło.

Dzień mija przy rozmowach, przekąskach, drinkach i wspomnieniach. Wszyscy czują się wspaniale. Wieczorem Jan idzie na grób Marty, długo siada i rozmawia.

Życie nabiera nowego sensu, zwłaszcza dzięki temu samochodowi. Trzeba kupić odpowiednie ubrania, wsiąść i pojechać do wielkiego miasta. Na łóżku leży mały, tajski kociak.

Tomka mówi Jan, powtarzając: Tomka.

Tomka mruczy i rozciąga się, wciąż mały. Jan kładzie się, głaszcząc ciepły, puszysty brzuszek, i zasypia.

Rano wstaje wcześnie, by karmić świnie, dbać o ogród i nie rezygnować z wędkarstwa. Na dole w pokoju śpią Łucja z narzeczonym

Rano chłopcy z rodzinami wyjeżdżają, i znów zapada cisza. Tomka podąża za Janem, wpada do poidła dla świń i plącze się w sieciach na łodzi. Próbuje zjeść przynętę dla ryb. Jan się śmieje i rozmawia z małym wybrykiem:

Jakby młodość wróciła mówi, głaszcząc go po grzbiecie.

Tomka mruczy, chwyta się dłoni małymi pazurkami.

A ty, łobuzie! wykrzykuje Jan i śmieje się.

Ta opowieść nie ma wielkiego przesłania. To jedynie przypomnienie dla tych, którzy jeszcze mogą przyjechać do rodziców: nie czekajcie na jutro. Jedźcie już dziś!

Rate article
Fajna Tajna
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Tato!