Przyjaciółka mojego męża nieustannie prosiła go o pomoc – musiałam wkroczyć do akcji

No weź, Patryczku, no naprawdę cię proszę! Nie mam pojęcia, co mam zrobić, woda leci jak szalona, zaraz zaleję sąsiadów, a ta wiedźma z dołu mnie pochłonie żywcem! Trzęsą mi się ręce, nawet kurka znaleźć nie mogę! głos w słuchawce był tak przenikliwie żałosny, że słyszał go nawet ktoś po drugiej stronie stołu, mimo że telefon nie był na głośnomówiącym.

Karolina powoli odłożyła widelec na talerz. Brzęk sztućca o porcelan, w ciszy domowej kuchni, zabrzmiał niczym dzwon ogłaszający początek kolejnej rundy walki, w której uczestniczyła już trzeci rok z rzędu. Naprzeciw niej siedział mąż Patryk i podgryzał wargi z poczuciem winy, zerkając naprzemiennie na stygnący pieczony schab w sosie, a potem na ekran smartfona.

Kasia, spokojnie mruczał do słuchawki. Ale który kurek? Ten pod zlewem czy obok łazienki? Zakręć wodę główną.

Ja nie wiem, gdzie to jest! Patryk, błagam, przyjedź! Boję się! Może tam wrzątek? Jestem sama i nie wiem, co robić!

Patryk spojrzał na żonę. A w jego oczach dało się wyczytać tę dobrze jej znaną już mieszankę błagania i rezygnacji.

Karolcia, no słyszysz? Zaleje jej całe mieszkanie. Kasia ona technicznie to kompletna łamaga, jak dziecko. Muszę tam pójść.

Oczywiście, musisz odpowiedziała spokojnie Karolina, choć w środku gotowała się z irytacji. Przecież to nie jest nasza rocznica. I nie planowaliśmy tego wieczoru od dwóch tygodni. I ja nie spędziłam trzech godzin w kuchni. Jedź. Ratuj Kasię. Bez ciebie nie da sobie rady.

Daj spokój! Przecież jesteśmy przyjaciółmi z podstawówki. Dziewczyna w potrzebie. Szybciutko tam zajadę, uszczelkę wymienię i wracam. Schab możesz chwilowo do piekarnika wsadzić, żeby nie wystygł.

Trzasnęły drzwi wejściowe. Karolina została sama w mieszkaniu nasyconym zapachem uroczystej kolacji i goryczą zawodu. Podeszła do okna i zobaczyła, jak auto Patryka wyjeżdża w noc.

Kasia To imię stało się trzecim, obcym elementem w ich związku. Przyjaciółka z dzieciństwa, koleżanka z klasy, “swoja dziewczyna” jak tylko Patryk ją nazywał. Zjawiła się nagle po rozwodzie i od razu na dobre rozgościła się w ich życiu. Na początku to były proste przysługi przewieźć rzeczy, podłączyć komputer. Patryk, złota rączka o wielkim sercu, oczywiście pomagał.

Z czasem prośby Kasi upodabniały się do klęsk żywiołowych. Raz złapała gumę na trasie, raz półka się wyłamała, innym razem nagle trzeba było skręcić szafę, bo rzeczy leżą “jak na śmietniku, a nie da się mieszkać”. I tak się zawsze składało, że to właśnie wtedy, gdy Karolina i Patryk mieli wspólne plany.

Karolina nie była zazdrosną furiatką rozumiała, że przyjaźń to przyjaźń. Ale intuicja podpowiadała jej, że tu nie chodzi tylko o cieknący kran. Kasia była kobietą zadbaną, atrakcyjną, rozrabiała wzrokiem i potrafiła tak rozmawiać z facetami, że każdy czuł się bohaterem. Grała bezbłędnie rolę “bezradnej dziewczynki”, a Patryk prostował się dumnie i czuł się rycerzem.

Karolina schowała kolację do lodówki. Straciła ochotę na jedzenie. Patryk wrócił za trzy godziny ubrudzony, zmęczony, ale wyraźnie zadowolony z siebie.

Uf, ledwo zdążyłem! Naprawdę potop się szykował syfon puścił, musiałem jechać jeszcze po uszczelkę do całodobowego sklepu. Kasia była przerażona, ładowała w siebie melisę.

Przynajmniej postawiła ci herbatę, bohaterze? zapytała Karolina, z udawaną obojętnością zerkając do książki.

Tak, i kawałek szarlotki dała. Upiekła świeżą. Przepraszała, że zepsuła nam wieczór, i przesyła ci pozdrowienia.

“Szarlotką go częstowała…” odnotowała w myślach Karolina. “Czyli kiedy lała się ta jej woda i nie mogła znaleźć kurka, szarlotka piekła się w piekarniku? Dobre sobie”.

Nie powiedziała nic na głos. Kłócić się nie miało sensu Patryk od razu ustawiał się okoniem i zarzucał jej bezpodstawną zazdrość. Musiała zagrać inaczej. Obiecała sobie: następnym razem nie zostanie w domu, tylko pojedzie ratować Kasię razem z mężem.

Następny raz przyszedł szybciej, niż przypuszczała. W sobotni poranek szykowali się na działkę. Pogoda cudna, majowe słońce grzało, szaszłyk marynował się już w bagażniku, a Karolina marzyła, że z Patrykiem posiedzą na tarasie z kieliszkiem wina.

Telefon Patryka zadzwonił, kiedy niósł do auta torbę z brykietem. Karolina wyraźnie się spiąła. Wiedziała, kto dzwoni na Kasię miał ustawioną specjalną melodyjkę.

No cześć, Kasiu. Co? Iskrzy? Jak bardzo? Czuć spaleniznę? Dobra, nie dotykaj niczego, wyłącz korki! Tak, zaraz podjadę.

Odłożył słuchawkę i spojrzał na żonę, która trzymała rozsadę pelargonii przy furtce.

Karolka, no widzisz…

Gniazdko? przerwała mu.

Gorzej. Skrzynka z bezpiecznikami iskrzy. Pachnie spalenizną. Ona się boi, że zapali się instalacja. Z administracji w sobotę nikt nie przyjdzie, prywatni kosztują krocie i trzeba długo czekać.

Rozumiem Karolina spokojnie postawiła taczkę z kwiatami na ziemi. Czyli działka odwołana?

Nie no, nie całkiem! Skoczymy do niej, zobaczę, co jest grane. Jak poważnie wezwę pogotowie elektryczne, jak drobnostka sam naprawię. To po drodze, przystanek na godzinę.

Dobrze przytaknęła. Jadę z tobą.

Patryk był zdziwiony.

Po co? Ty się na elektryce nie znasz! Zostań w domu, ja migiem wrócę.

Nie, Patryk. Jedziemy na działkę razem. Najpierw Kasia, ty naprawisz, a potem my odpoczywamy. Poza tym dawno Kasi nie widziałam.

Patryk nie miał wyjścia. Ruszyli razem. Całą drogę był spięty, nerwowo bębnił palcami po kierownicy. Karolina zachowywała spokój, choć w środku była ambitnie zacięta.

Kasia otworzyła im w satynowym szlafroku, ledwo zakrywającym kolana, z perfekcyjnym makijażem. Na widok Karoliny wysiadającej z auta na krótką chwilę zgasł jej uśmiech, ale zaraz wróciła do promiennego tonu:

Karolinka! Ale niespodzianka! A ja taka rozczochrana i przestraszona! poprawiła teatralnie włosy. No chodźcie, wchodźcie. Patryczku, jesteś moim wybawicielem, tam w przedsionku się prawie pali!

Rzeczywiście, w mieszkaniu lekko zalatywało przypalonym plastikiem, ale wcale nie tragicznie. Patryk już zabrał się za bezpieczniki, wyciągnął śrubokręt i próbnik.

Karolina, czemu stoisz w drzwiach? Chodź na herbatkę, kawę się napijemy, a chłopcy niech naprawiają zaczęła trajkotać Kasia, próbując wyprowadzić Karolinę z pola widzenia Patryka.

Nie, dziękuję, tu postoję. Może Patryk będzie potrzebował pomocy coś potrzymać, światłem poświecić.

Latarką? zachichotała Kasia. No co Ty, Patryk wszystko sam ogarnie, nawet z zamkniętymi oczami, co nie Patryk?

Kasia powiedziała Karolina patrząc jej prosto w oczy a nie zadzwoniłaś do administracji? Awaryjna działa całą dobę. To niebezpieczne.

Ojej, przecież tam same gbury! Tylko nabrudzą i nakrzyczą. A Patryk to mój człowiek. Mam do niego zaufanie.

Złote ręce mojego męża powiedziała Karolina z naciskiem miały dziś dzierżyć szaszłyki na grillu. Mieliśmy jechać na działkę.

Oj, znowu wszystko psuję! Sama nie daję rady. Ciężko być samej, Karola, naprawdę Tobie to dobrze, masz faceta jak skała.

Patryk uwinął się w kwadrans.

Trochę się stopił kabelek przy styku. Oczyściłem, dokręciłem, ale Kasia musisz wymienić automat, ten już stary.

Patryczku, a zrobisz to dla mnie? Kupisz jaki trzeba? Oddam ci pieniążki wzdychała Kasia, przylegając do niego.

Patryk nie zrobi odpowiedziała Karolina. Jedziemy na działkę. A potem idziemy do teatru. Zadzwoń do elektryka, Patryk zapisze ci model na kartce.

Kasia spojrzała spode łba na Karolinę, po czym znów zwróciła się do Patryka:

No to chociaż na kawę, mam twoje ukochane eklerki!

Jesteśmy najedzeni, dziękujemy ucięła Karolina, biorąc męża pod ramię. Musimy lecieć, mamy plan.

Wyszli, a Patryk odetchnął i zaczął od razu bronić koleżanki:

Karolka, czemu taka oschła? Przecież ona z dobrego serca!

Z serca to ona się do ciebie doczepia, Patryk. Halo! Naprawdę nie widzisz? Ten szlafrok, te oczka Nie szuka pomocy, tylko twojej uwagi.

Przestań. Znamy się wieki, jestem dla niej jak brat!

Brat, który naprawia wszystko, wysłucha i poprawi humor. Wygodny brat.

Pojechali więc na działkę, ale niesmak pozostał. Karolina wiedziała, że to nie koniec. Kasia nie podda się tak łatwo. Lubiła władzę, lubiła pociągać za sznurki i mniej lub bardziej jawnie wykorzystywać okazję, gdy tylko mogła “poprosić o pomoc”.

Finał nastąpił dwa tygodnie później. Patryk był w delegacji, miał wrócić w piątek wieczorem. Karolina szykowała kolację z poczuciem radosnego oczekiwania.

O osiemnastej zadzwonił telefon.

Karolka, słuchaj, trochę się spóźnię. Jestem już w mieście, ale do Kasi muszę podskoczyć. Awaryjka.

Co tym razem? Meteor wpadł na balkon?

Nie, karnisz. Kupiła taki kuty, ciężki. Chciała sama powiesić i zrzuciła sobie na nogę. Palec spuchnięty, nie może chodzić. Karnisz leży, nie da się przejść. Prosi, by wpaść, podnieść i pojechać po maść do apteki. Szybko wrócę.

Karolina odetchnęła głęboko.

Patryk, posłuchaj mnie. Jedź prosto do domu. Ja skoczę do Kasi.

Ty? Po co?

Bo jestem kobietą. Lepiej wiem, co kupić na opuchliznę. Pomogę jej z nogą. Ty wracaj, odpocznij po pracy. Za pół godziny będę.

Jak chcesz, tylko nie bij się z nią, serio.

Karolina rozłączyła się i szybko zajęła się sprawą. Ale nie zamierzała leczyć Kasi zamierzała naprawić sytuację.

Weszła na neta, zamówiła przez “Złotą rączkę” usługi fachowca porządnego, polecanego. Potem zamówiła kurierską dostawę leków pod drzwi. Zapakowała wszystko do auta i ruszyła.

Gdy dotarła, pod klatką stał kurier od apteki. Przejęła pakiet i wspięła się na piętro. Drzwi były uchylone Kasia zostawiła je pewnie Patrykowi, by “ratownik” wszedł bez przeszkód.

Karolina weszła bez pukania.

W pokoju półmrok, świece, na stoliku butelka wina i dwa kieliszki. Kasia w tym samym szlafroku leżała wdzięcznie na kanapie z wyciągniętą nogą. Karnisz leżał centralnie w przejściu, jakby go ktoś specjalnie tam położył.

Usłyszawszy kroki, Kasia jęknęła cicho:

Patryczku, to ty? Okropnie boli Masz maść?

A nie, to ja powiedziała Karolina, rozświetlając główne światło. Patryk w domu, a ja przywiozłam maść i pomoc.

Jaką pomoc? Kasia była kompletnie zaskoczona. Potrzebuję Patryka! Tylko on mi zawiesi karnisz!

Specjalista powiesi odparła spokojnie Karolina.

Właśnie wtedy zadzwonił domofon. Karolina otworzyła. Stanął mężczyzna w roboczym kombinezonie z narzędziami.

Dzień dobry, jestem ze Złotej rączki. Karnisz mam powiesić?

Tak, tam w pokoju. Wskaże pani lokatorka.

Fachowiec zabrał się do roboty. Kasia siedziała na kanapie, czerwona jak burak, patrząc na Karolinę z ledwo skrywaną wściekłością.

Po co to zrobiłaś? wycedziła, zagłuszona stukiem wiertarki.

Ja? Przecież chciałaś pomocy. Masz leki, masz fachowca. Wszystko opłacone. Patryk jest zmęczony chciał spędzić wieczór w domu. Ty masz wymarzonego “mężczyznę na godziny”. O to chodziło, prawda? A może o mojego męża?

Kasia zerwała się z kanapy, zapominając o “rannej” nodze.

Spadaj! wrzasnęła. I tak Patryk nie wytrzyma z tobą. Jesteś nudna jak flaki z olejem! On potrzebuje zabawy, a nie uczuć!

Może tak, może nie. Ale wraca do mnie. A ty wymyślasz kolejne awarie, żeby go sprowadzić “na godzinkę”. Nie wstyd ci? Jesteś atrakcyjna, Kasia. Znajdź sobie kogoś wolnego. Przestań żebrać o uwagę żonatego faceta.

Wynoś się!

Jasne. Fachowiec skończy za 20 minut, wszystko opłacone. Dbaj o nogę, biegasz zaskakująco sprawnie, jak na kalekę.

Karolina wyszła z mieszkania lekka i spokojna. Udało się. Nie wszczynała kłótni ani mężowi, ani “koleżance”. Po prostu pokazała wszystkim, jak jest.

I jak było? spytał w domu Patryk zaniepokojony. Mocno się potłukła?

Z nogą wszystko ok. Fachowiec wiesza karnisz, opłacone.

Po co fachowiec? Przecież ja bym

Patryk, siadaj wskazała mu krzesło.

Usiadł.

Naprawdę nie wiedziałeś, co się dzieje? Świece, wino, szlafrok, te wszystkie nagłe “katastrofy” gdy mnie nie ma albo mamy plany?

Patryk poczerwieniał i spuścił wzrok.

Może coś czułem Nie chciałem wierzyć. To przyjaźń Głupio mi było odmawiać, bo ona niby samotna, taka bezradna

Bezradna? prychnęła Karolina. Sterowała tobą jak chciała. Chcąc być “dobry” dla niej, byłeś niedobry dla mnie. Zabierałeś nam czas, żeby podkarmić jej ego. Dziś się przekonałam: świece, dwa kieliszki, gotowa na randkę. Nie potrzebowała “fachowej pomocy” tylko ciebie.

Milczał. Było mu głupio i wstyd.

Przepraszam Jestem głupi.

Trochę uśmiechnęła się Karolina. Ale kochany głupek. Ale koniec z pomocą dla Kasi. Dostała numer do fachowców z “Złotej rączki”. Zepsuje jej się coś dzwoni tam. Samotność leczy z innymi koleżankami. Ty już nie jesteś pogotowiem ratunkowym, okej?

Jasne, obiecuję. Jeszcze raz dzięki, że mnie wyręczyłaś Jakbym zobaczył te świeczki, pewnie bym wybuchł.

Kasia już nie dzwoniła. Ani po tygodniu, ani po miesiącu. Widocznie duma nie pozwoliła jej więcej się kompromitować.

Pół roku później Karolina mijała Kasię w Złotych Tarasach. Kasia szła pod rękę z dobrze ubranym panem, obwieszona torbami z butików, promieniała szczęściem. Ich wzrok się spotkał. Kasia przez sekundę zwolniła, podniosła głowę do góry i minęła Karolinę, udając że jej nie zna.

Karolina tylko się uśmiechnęła. I cieszyła w końcu Kasia znalazła faceta, który legalnie naprawi jej krany i zawiesi karnisz. W ich domu natomiast wreszcie zapanował spokój, którego nie przerywał już żaden dramat z cieknącym sedesem.

Wieczorami, przy herbacie, planowali urlop. I wiedzieli jedno: jeśli planują jechać na działkę to pojadą. Bo granic swojego domu trzeba pilnować, nawet jeśli intruz udaje najbardziej bezradne stworzenie na świecie.

Rate article
Fajna Tajna
Przyjaciółka mojego męża nieustannie prosiła go o pomoc – musiałam wkroczyć do akcji