Mój brat pojechał na urlop i zlecił mi opiekę nad naszą mamą. Nie spodziewałam się, jak dużą cenę przyjdzie mi za to zapłacić

10 czerwca 2024, poniedziałek
Dziś muszę się wyżalić na papierze, bo inaczej zwariuję. Wczoraj zadzwonił do mnie mój brat, Jacek. Powiedział, że razem z żoną Magdą i dziećmi wyjeżdżają na Mazury na kilkanaście dni. Zapytał, czy mógłbym w tym czasie zabrać naszą mamę, żeby nie została sama w mieszkaniu na Żoliborzu. Nie zastanawiałem się długo w końcu to on i Magda od lat opiekują się mamą, więc to minimum, co mogę zrobić.
Nasza mama, Halina, zawsze była kobietą o bardzo silnym charakterze i, delikatnie mówiąc, rzadko kiedy potrafiła odpuścić. Z awantury potrafi zrobić przedstawienie godne teatrów w Warszawie. No, ale cóż, rodziny się nie wybiera.
U mnie nie jest luksusowo kawalerka na Ochocie, jedno łóżko i nawet kotka o imieniu Fela nie zmieściłaby się już na poduszce. No ale trudno oddałem mamie łóżko, a sam rozłożyłem koc na podłodze. Pierwsza noc była nawet spokojna, ale wieczorem już zaczęły się narzekania. Mówiła, że materac twardy, że coś ją ciśnie w kręgosłup. Zupełnie nie rozumiem łóżko kupiłem miesiąc temu, porządne, polska produkcja, nawet sklep polecony przez znajomą. Na darmo tłumaczyłem, musiałem znosić z pawlacza dodatkową pierzynę, szukać poduszki. Myślałem, że ulżę jej tymi dodatkami, ale tylko podkręciło to temperaturę niezadowolenia.
Rano, jeszcze przed wyjściem do pracy, ledwo zdążyłem wypić kawę z kawiarki, mama zaczęła:
Dokąd się wybierasz? Przecież ktoś musi mi zrobić zastrzyk!
Stanąłem jak wryty. Jacek o niczym takim nie wspominał. Dzwonię szybko do niego okazuje się, że mama od roku sama sobie robi zastrzyki i doskonale sobie radzi. Tak więc odetchnąłem z ulgą i popędziłem do pracy, choć już zaliczyłem półtorej godziny spóźnienia.
Wracam wieczorem z pracy, a tu widzę mamę ledwo żywą, dyszy ciężko leżąc na tapczanie. Chciałem jej pomóc wstać, a ona wyznała, że podjadła śledzi z lodówki, popiła je kompotem i zjadła kawałek sernika, chociaż lekarz jej tego zabronił.
A potem usłyszałem oskarżenia:
Ty mnie w ogóle nie kochasz, nie troszczysz się. Jak tak dalej pójdzie, to mnie wykończysz.
Odpowiedziałem spokojnie, choć w środku wszystko się gotowało:
Mamo, przecież nie mogę rzucić pracy i siedzieć z Tobą cały dzień.
Ona wciąż dobrze sobie radzi, nie wymaga stałej opieki, nie jest sparaliżowana ani nic z tych rzeczy. Po prostu kilka lat temu Jacek sprzedał jej starą kawalerkę na Bródnie, a za pieniądze zainwestował w większe mieszkanie, gdzie zamieszkała z jego rodziną. Stara się jak może, a ja próbuję dołożyć swoją cegiełkę.
Nie mam pojęcia, jak radzić sobie z jej ciągłymi kaprysami. Czasem zachowuje się gorzej niż dziecko, robi sceny, obraża się, a mnie zamiast rozczulać frustruje do granic. Dziecko kaprysi, to jeszcze można się uśmiechnąć, a tu tylko czuję zmęczenie.
Niczego się dziś specjalnie nie nauczyłem, poza jednym rodzina potrafi wystawić człowieka na próbę, jakiej nie stawia nawet najgorszy szef. Trzeba mieć do niej stalowe nerwy i czasem odetchnąć głęboko, zanim się odpowie.

Rate article
Fajna Tajna
Mój brat pojechał na urlop i zlecił mi opiekę nad naszą mamą. Nie spodziewałam się, jak dużą cenę przyjdzie mi za to zapłacić