Antonina Pietrowna szła przez deszczowe ulice Warszawy, gorzko płacząc. Łzy mieszały się z kroplami …

Basia Kowalska szła przez deszcz i łzy ciurkiem spływały jej po policzkach, mieszając się z kroplami z nieba.
Chociaż tyle dobrze, że leje pomyślała gorzko. Nikt nie zobaczy, że płaczę.
W głowie huczały jej myśli: Sama sobie winna! Wprosiłam się w najgorszym momencie. Jak ten gość bez zaproszenia…
Szła i ryczała. A potem nagle sama z siebie się roześmiała, bo przypomniał jej się kawał o teściowej, do której zięć mówi: No co, mamo, nawet herbaty nie wypijesz?
I teraz Basia poczuła się dokładnie jak ta mama z żartu.
Śmiała się przez łzy, potem znów płakała taki miszmasz, jak to czasem bywa.
Jak już dotarła do domu, zrzuciła przemoczone ciuchy, wskoczyła pod koc, i tym razem już się nie kryła z łzami. Nikogo dookoła. A jedynym słuchaczem była jej złota rybka w okrągłym akwarium! Nikogo więcej!

Basia była niegdyś bardzo atrakcyjną kobietą i zawsze miała powodzenie u facetów, ale z ojcem Olka, swojego syna, nic jej nie wyszło. Pił okrutnie. Początkowo dawało się z tym jakoś żyć wypił i spał. A potem zaczął Basię o wszystko i wszystkich podejrzewać. O jakiegoś przypadkowego przechodnia, o chłopaka z mięsnego, nawet o dziadka o lasce albo o sąsiada spod piątki.
Któregoś dnia, kiedy Basia tylko się uśmiechnęła, witając sąsiada na klatce, facet kompletnie odleciał.
Dostała wtedy takie lanie, że jeszcze długo miała siniaki. Bił Basię po nerach, na oczach dziecka.
Ale mały Olek wszystko, ze szczegółami, opowiedział babci i dziadkowi. Mama Basi aż się popłakała:
Ja cię tak wychowałam, żeby byle menel cię lał?
A ojciec Basi bez słowa się ubrał i wyszedł. Złapał zięcia, który w tym momencie właściwie już był byłym, i dosłownie spuścił z czwartego piętra ten nawet w locie rękę złamał.
Dziadek tylko pogroził pięścią i rzucił:
Jeszcze raz się do córki zbliżysz, to cię zakopię. Odsiedzę za to, ale nie pozwolę nikomu Basi życia układać.
I rzeczywiście, facet zniknął ze świata. A Basia już nigdy nie wyszła za mąż. Musiała dziecko wychować. A nuż trafi się drugi taki sam?
Mężczyzn, którzy próbowali się do niej zbliżyć, było wielu, ale Basia nie potrafiła się otworzyć. Starczyło jej wrażeń z Olka ojcem.
Na szczęście finansowo radziła sobie dobrze. Była technolożką żywienia, pracowała w kameralnej restauracji. Nie mogła narzekać.
Stopniowo odkładała złotówki na własne mieszkanie, a kiedy uzbierała odpowiednią kwotę, jej syn Olek postanowił się żenić. Trafił mu się cud dziewczyna z typowo polskim imieniem Jagoda.
No więc Basia została sobie w starej kawalerce, a dzieciom zrobiła wesele z prawdziwego zdarzenia i oddała nowe, dwupokojowe mieszkanie. No bo jak, rodzina najważniejsza!
Teraz Basia zbierała na nowy samochód dla dzieciaków, bo ileż można jeździć rozpadającym się fiatem?
Tego dnia nawet nie wybierała się do syna. Nie lubiła się narzucać. Po prostu przechodziła akurat koło ich bloku, gdy rozpętała się ulewa stulecia. Ani parasola, ani kurtki przeciwdeszczowej a i tak by nie pomogły.
No to postanowiła skoczyć na chwilę, przeczekać, może wypić z Jagodą herbatę, jak babki lubią trochę poplotkować.
Jagoda, widząc teściową w drzwiach, popatrzyła na nią zaskoczona. Nawet nie zaprosiła dalej w ciemnej klatce, z rękami skrzyżowanymi na piersi, sucho zapytała:
Basiu, coś się stało?
Basia zbaraniała, próbowała się tłumaczyć:
Eee, wiesz, deszcz…
Już przestało padać. Niedaleko masz. Dojdziesz skwitowała Jagoda, rzucając okiem przez okno.
Tak, tak… przytaknęła cicho Basia, cała we łzach wybiegła na zewnątrz.

Płakała i płakała. W końcu usnęła. I wtedy przyśniła się jej złota rybka z akwarium.
Ryba nagle urosła i zaczęła bezgłośnie ruszać pyszczkiem, ale Basia słyszała wszystko wyraźnie.
A czego tu ryczysz, głupia babo? Nawet do herbaty cię nie zaprosili! A ty kasę na samochód dla nich ciułasz? Całe życie będziesz harować na ich zachcianki? Spojrzyj na siebie jesteś mądra, piękna, masz oszczędności! Po co ci kolejny samochód dla dzieciaków, skoro i tak nie docenią? Weź, wyjedź sobie nad Bałtyk, pobądź trochę dla siebie!
Basia obudziła się, kiedy już było ciemno. Rybka pływała dalej, poruszając pyskiem, ale Basia już nie rozumiała jej słów. I tak pojęła sedno nie wolno się oddawać bez reszty ludziom, którzy nawet herbaty nie zaproponują i deszczu nie pozwolą przeczekać.
Spakowała więc pieniądze zbierane na auto. Kupiła sobie wycieczkę nad morze.
Pojechała, odpoczęła, wróciła opalona i promienna.
A syn z żoną nawet się nie zorientowali przecież meldowali się tylko, gdy trzeba było kasę pożyczyć albo dziecko podrzucić.
I wyobraź sobie, że Basia w końcu przestała się wzbraniać przed mężczyznami pojawił się adorator, bardzo fajny, elegancki facet, dyrektor tej restauracji, w której Basia pracowała.
Już od dawna się jej podobał, ale wcześniej wszystko było podporządkowane dzieciom. Teraz, coś w niej pękło i stworzyli naprawdę udany związek. Wspólne poranki i powroty z pracy życie nagle nabrało barw!
Któregoś dnia Jagoda wpadła z miną znudzonej księżniczki:
Basiu, czemu nie przychodzisz, nie dzwonisz? Olek już wybrał nowy samochód…
Jagoda, coś chciałaś? zapytała Basia, zakładając ręce na piersi.
Jagoda już miała coś odpowiedzieć, kiedy z pokoju wyszedł jej nowy partner:
Basiu, herbata gotowa!
Już idę! uśmiechnęła się Basia.
Zaproś gościa dodał serdecznie mężczyzna.
Nie, Jagoda już wychodzi a i tak herbaty nie pije! Prawda, Jagoda?
Basia zamknęła za nią drzwi, mrugnęła do złotej rybki i roześmiała się.
Ot, tak to trzeba żyć!

Rate article
Fajna Tajna
Antonina Pietrowna szła przez deszczowe ulice Warszawy, gorzko płacząc. Łzy mieszały się z kroplami …