W dniu pogrzebu żony Feliks ani jednej łzy nie uronił. Patrz tylko, mówiłam przecież nie kochał on tej Zofii szeptała do sąsiadki Tekla. Cicho, teraz to już nie ma znaczenia. Dzieci zostały sierotami przy takim ojcu. Zobaczysz, Feliks na pewno ożeni się z Kaśką zapewniała Leokadia Teklę. Z Kaśką? Cóż ona mu? Przecież to Halina była jego wielką miłością, czy zapomniałaś, jak po stodołach za młodu biegali? Kaśka nie wplącze się w to, ma swoją rodzinę, dawno o nim zapomniała. A to ty niby wszystko wiesz? Ano tak, Kaśka ma męża przodownika, po co jej Feliks z gromadką dzieci? Praktyczna baba z niej. Za to Halina z Mietkiem ciągle się męczy. Tu się wszystko powtórzy prorokowała Leokadia.
Zofię pochowano. Dzieci trzymały się za ręce kurczowo. Michałek i Paulina właśnie skończyli po osiem lat. Zofia wyszła za Feliksa z wielkiej miłości, lecz czy on ją kochał tego Zofia, ani nikt na wsi, nie wiedział.
Gadali, że zaszła w ciążę i Feliks musiał się z nią ożenić. Klaudia przyszła na świat siódmym miesiącu, poznali smutek po jej szybkiej śmierci, a potem długo, długo dzieci nie było. Feliks chodził pochmurny, cichy. Szeptem nazywali go Wilkiem taką miał ksywę. Skąpy w słowach, a w uczuciach jeszcze bardziej. Zina najlepiej o tym wiedziała.
A jednak Bóg się zlitował. Ile ta kobieta się modliła, wie tylko On. I niebo dało jej od razu dwójkę bliźnięta, Paulinę i Michałka. Michałek całą serdeczność po matce odziedziczył, czuły chłopczyk. Paulina w ojca: zamknięta, milcząca, swój sekretów pełna. Nawet bliżej jej było do Feliksa z charakteru podpadali do siebie.
Nieraz Feliks coś dłubał w szopie, a Pola krążyła obok, zagadywał ją, życiowych prawd uczył. Michałek w tym czasie przy matce pozamiatał, przyniósł wody choćby wiadrem dziecięcym. Jakby nie było, zawsze pomocny. Zofia kochała dzieci całym sercem, lecz Pauliny nie rozumiała, za to do Michałka całkiem sercem przylgnęła.
Gdy Zofia umierała, rzekła Michałkowi:
Synku, niedługo odejdę. Ty zostajesz głównym w domu. Siostry nie krzywdź, masz ją strzec. Chłopak jesteś obowiązek jej bronić. Ona dziewczynka, słabsza, na twoją opiekę musi liczyć.
A tata? zapytał Michałek.
Co? Zofia nie zrozumiała.
Tato nas obroni?
Nie wiem, synku. Życie pokaże.
To nie umieraj, mamo, jak my bez ciebie? płakał Michałek.
Och synku, gdybym tylko mogła westchnęła, a nad ranem już jej nie było
Feliks siedział przy żonie, trzymał ją za rękę. Milczał, nie uronił łzy, tylko kamieniem się stał, pochylony przy niej, jakby całkiem zapadł się w sobie.
Życie powoli wracało do normy. Paulina przejęła obowiązki gospodyni, choć wciąż była za mała. Przychodziła siostra Feliksa, Natalia, to ona uczyła dziewczynkę domowych zajęć, pomagała.
Ciociu Natalia zapytała kiedyś Paulina tata teraz się ożeni?
Nie wiem, dziewuszko, czy ci twój ojciec zdradzi, co w sercu ma odpowiedziała Natalia, która miała własną rodzinę i szczęśliwy dom ze szwagrem Wacławem.
A gdyby zabrałabyś nas do siebie? pytała dalej Pola.
Co wymyślasz, ojciec was kocha i nikomu nie odda uspokoiła ciotka.
A po wsi już szły plotki, że stara miłość Feliksa i Haliny odżyła.
Ta Halina całkiem rozum straciła! Znowu z Feliksem się zadaje, a o swoim już nie pamięta plotkowała Tekla w sklepie.
Głupia baba, ta Halina wtórowały inne przed GS-em.
No już kobiety, dość tej narady! odpędził je przewodniczący spółdzielni, Maksymilian Leonowicz. Plotkujecie, ludziom kości przewracacie, a życia własnych nie znacie strofował w obronie Feliksa.
Prawda, Feliks i Halina kiedyś się kochali, aż na romanse temat był. Ale gdy Feliksa wysłali do innej wsi, pomagać przy zasiewach, przebywał tam dwa miesiące. W tym czasie Halina związała się z Mietkiem Czaplińskim.
Feliks wrócił i dowiedział się o wszystkim, pobił Mietka i Halinę porzucił. Ona wyszła potem za Mietka. Lecz był pijackim, kobieciarzem, a Halina płakała nie utrzymała przy sobie takiego męża. Feliks pić nie lubił, robotny był, lecz milczek okrutny.
Zaczęto wtedy mówić na wsi, że coraz bardziej do Zofii go ciągnie. Zofia, jak chaber rozkwitła, ludzie nie mogli się napatrzeć ot, co robi miłość z człowiekiem. Ona kochała Feliksa od dawna, cicho, skromnie. Życie jak to życie spotkali się, pobrali cicho w urzędzie gminy.
Ślub był skromny. Feliksowi z rodziny została tylko Natalia, a Zofii stara matka urodziła ją późno. Wszyscy na wsi domyślali się, kto był ojcem Zofii, ale milczeli. W tej gminie rządził Wacław Wacławowicz Prochowski, z nim romans miała matka Zofii, Oksana, piękna, lecz nigdy nie wyszła za mąż. Mężczyzn odbierała, szczęście innych burzyła. Zofia jednak inna była z charakteru. Czy dziecko odpowiada za winy matki?
Mieszkańcy współczuli Zofii, zwłaszcza gdy za Feliksa wyszła. Oj, źle się dzieje, on jej nie kocha, całe życie się będzie męczyć wzdychała Aniela Przewoźna. A jednak Feliks był jej wierny. Przeczucie ludzi nie zawiodło cóż można ukryć we wsi? Przeżyli razem piętnaście lat, bez poważnej kłótni, wieś zapomniała, aż Zofia ciężko nie zachorowała zimą. Okazało się, że to nieuleczalna choroba.
Pewnego dnia Feliks wracał z pracy.
Feliksie, może zajdę na godzinkę, pogadamy, dzieciom upiekłam drożdżowe dogoniła go Halina z miską ciasta w ręku.
Nie, Halina, dziękuję, Natalia nam wczoraj piekła pączki.
Ale ja z serca
Siostra też z serca.
Feliks, spotkajmy się dziś przy młynie po zmierzchu nalegała.
Po co?
Jak to po co? Zapomniałeś, co między nami było? zdziwiła się Halina.
To już porosło mchem. Kocham moje dzieci, kochałem Zofię powiedział cicho.
Ale jej już nie wrócisz westchnęła Halina.
Miłość nie umiera odpowiedział Feliks.
Nie kochałeś jej. Dla złości mi się z nią ożeniłeś.
Halina, idź do domu powiedział cicho.
Przyspieszył kroku i, nie oglądając się, ruszył w stronę domu, gdzie czekały dzieci. Halina została sama, na środku polskiej wiejskiej ulicy.
Minęło kilka lat. Dzieci dorosły. Ciotka Natalia odwiedzała ich często, lecz teraz była już pewna, że jej brat to człowiek jednej miłości.
Paula, słyszałam, że z Grześkiem Wroniakiem chodzisz zagadnęła siostrzenicę Natalia.
Tak, a co? odpowiedziała dorosła już Paulina. Jaka piękna dziewczyna pomyślała Natalia.
Nic, tylko pytam. Uważaj na niego.
Dlaczego?
Sama wiesz, już nie jesteś dzieckiem poważnie odparła ciotka.
Ciociu Nataszo, ja go kocham, na całe życie!
Tak ci się tylko wydaje.
Nie wydaje mi się. Ja jestem pewna!
Ty może i tak, ale Grzesiek?
Gdyby mnie zdradził, nigdy już nikogo nie pokocham.
W to akurat wierzę zamknęła rozmowę Natalia.
Wieczorem Michał i Paulina czekali na ojca.
Coś się tata spóźnia powiedział Mikołajek.
Przecież dzisiaj piątek.
No i?
Zawsze w środę, piątek i niedzielę idzie na cmentarz do mamy.
Skąd wiesz? zapytał zaskoczony Michał.
Głupi jesteś, jak nie czujesz duszy własnego ojca szeptała Paula.
Po cichu poszli ścieżką przez ogrody na cmentarz. Paula pokazała na zgarbioną sylwetkę ojca.
Michał nasłuchiwał usłyszał, jak rozmawia z kimś przy grobie.
Popatrz, Zosiu, Polka zaraz wychodzi za mąż. Przyniosłem dla niej posag, Natalia pomogła. Powoli żyjemy, Zosiu Wybacz mi, że za życia trudno było mi mówić czułe słowa. Ale serce ci powiedziało ich więcej niż usta zdołałyby. Słów mam mało, lecz sercem mówię najwięcej wyznał Feliks chrapliwym głosem i ruszył do wyjścia z cmentarza.
Paulina spojrzała na brata. Michał miał łzy zastygłe w oczach.



