Dzisiaj, patrząc wstecz na tamte lata, nie mogę uwierzyć, jak wiele musiałam udźwignąć, mając zaledwie siedemnaście lat. Kiedy mój ojciec odszedł, nasza codzienność w Warszawie zmieniła się zupełnie. Mama pracowała ponad siły zatrudniła się na dwóch etatach, bo przecież trzeba było jakoś związać koniec z końcem. W domu nie szastałyśmy pieniędzmi każda złotówka była ważna, a na takie rzeczy jak owoce czy czekoladki mogłyśmy sobie pozwolić jedynie podczas Bożego Narodzenia czy Wielkanocy. Nigdy nie miałam serca prosić mamę o żadne drobiazgi. Raczej wolałam sama próbować coś dorobić, by odciążyć rodzinę. Miałam też młodszą siostrę, Karolinę. Razem starałyśmy się, żeby nie czuła się gorsza od innych.
Niestety, śmierć taty to nie był koniec naszych zmartwień. Minęło niewiele czasu, gdy mama trafiła do szpitala w ciężkim stanie udar. Od tamtej pory nie potrafiła już samodzielnie chodzić. ZUS przyznał jej rentę, ale te kilkaset złotych ledwie wystarczało na rachunki. Wciąż próbowałam łapać się nadziei, że w końcu los się odwróci.
Musiałam zrezygnować z wymarzonych studiów na UW, stając się jedyną osobą utrzymującą rodzinę. Opiekowanie się leżącą mamą i moją siostrą było wykańczające, fizycznie i psychicznie. Znajomi z pracy i sąsiedzi z bloku na Pradze-Północ kilka razy wyciągali do mnie pomocną dłoń, ale byłam zbyt dumna, by ich prosić o wsparcie. Przed chorobą mama była serdeczna i otwarta na ludzi. Ach, jak bardzo się zmieniła
Najpierw wyrzucała z siebie, jak to życie ją skrzywdziło. Potem coraz częściej narzekała na mnie i Karolinę że nie potrafimy normalnie ugotować zupy, że wszystko jest niedokładnie posprzątane, że wydajemy za dużo na swoje potrzeby. Próbowałam nie przejmować się jej słowami. Byłam świadoma, że choroba potrafi przewrócić człowieka na drugą stronę, ale bolało mnie, że nie widzi ile się dla niej poświęcam.
Nie raz koleżanki mówiły: Ola, zatrudnij pielęgniarkę. Zmień pracę, odpocznij trochę. Miałabym jednak pozwolić, żeby ktoś obcy zajmował się moją mamą? Przez długi czas nie potrafiłam nawet o tym pomyśleć; to przecież ona mnie wychowała. Poza tym, wiedziałam, że mogę znaleźć lepszą pracę i zarabiać więcej złotych miesięcznie, ale kosztem jej opieki. Czułam, że to niemożliwe.
Cierpliwie wszystko znosiłam, gromadząc żal wewnątrz. Ale przyszedł dzień, który ostatecznie przewartościował moje myślenie. Dopadła mnie choroba. Gorączka, silny kaszel, ból głowy cała noc bez snu. Rano podjęłam decyzję: pójdę do lekarza. Karolina, widząc mnie tak rozbitą, przytuliła mocno i poprosiła, żebym się nie zastanawiała, tylko zadbała o siebie. A mama jak zwykle, tylko skarciła mnie, że szukam choroby tam, gdzie jej nie ma. Jej zdaniem młody organizm sam sobie poradzi Twoje leczenie to niepotrzebny wydatek. Ja jestem bardziej chora, mnie potrzeba więcej pieniędzy! tak powiedziała. Zarzuciła mi też, jakby to moja choroba chciała ją zepchnąć do grobu.
Płakałam cicho, słuchając tych słów. Byłam zmęczona wszystkim. Dla niej rzuciłam studia, harowałam ponad siły, a nie usłyszałam podziękowania. W końcu wybuchłam, wyrzucając wszystko, co mnie bolało prosto w twarz mamie.
Poszłam do przychodni, gdzie okazało się, że mam zapalenie płuc. Lekarka sugerowała szpital, ale nie mogłam zostawić Karoliny samej z mamą. Zamiast tego, wykupiłam antybiotyki i pojechałam do mojej przyjaciółki, Iwony.
Kiedy Iwona zobaczyła mój stan, zrugała mnie, że nie leżę spokojnie pod kocem tylko się szlajam. Po długiej rozmowie powiedziałam jej wreszcie, jak wygląda nasza sytuacja. Pomogła mi znaleźć pielęgniarkę, a nawet zaproponowała, żebym zamieszkała u niej na jakiś czas. Wróciłam tylko na Pragę, żeby zabrać swoje rzeczy. Drzwi otworzyła mi mama, od razu z wyrzutami i awanturą o pieniądze. Nakarmiłam ją, zamknęłam się w pokoju i podjęłam ostateczną decyzję.
Iwona w ekspresowym tempie zorganizowała wszystko pielęgniarka, pani Grażyna, przyszła do mamy już nazajutrz. Od razu też znalazłam nową pracę, a z czasem przestałam odwiedzać mamę. Wiem, że wielu ludzi może mnie ocenić źle, ale ja naprawdę dałam z siebie wszystko. Nigdy nie usłyszałam nawet zwykłego dziękuję. Czy było warto aż tak się poświęcać? Chyba dopiero teraz zaczynam myśleć o sobie i Karolinie.
Co miesiąc przekazuję pieniądze mamie na opłacenie opiekunki. Zawsze więcej, niż potrzeba. Wiktoria nowa opiekunka mówi czasem, że mama coraz rzadziej o nas wspomina, nie pamięta nawet naszych urodzin. My z Karoliną zawsze jej składamy życzenia, choć ona naszym nie odwzajemnia. Ale to już chyba nie jest najważniejsze. Dostałam nową szansę zmieniłam pracę i niedługo wyprowadzam się z mieszkania Iwony. Razem z siostrą planujemy wynająć swoje własne miejsce. Karolina powtarza mi słowa, które już na zawsze zostaną mi w pamięci: Rodzicom trzeba pomagać, ale nie wolno pozwolić, żeby oni zabili w tobie wszystko co dobre. Teraz wiem, że też zasługuję na szczęście.


