Z emerytury pani Darii, oprócz obowiązkowych opłat za mieszkanie i skromnych zakupów żywności na tar…

Z mojej emerytury po opłaceniu czynszu i rachunków oraz zrobieniu zakupów na promocjach w Biedronce pozwalam sobie na jedną przyjemność: kupuję małą paczuszkę kawy ziarnistej. Ziarna są już palone, a gdy rozcinam róg opakowania, intensywny zapach ogarnia cały pokój. Wciągam go głęboko, zawsze z zamkniętymi oczami, odcinając się od wszystkich zmysłów poza węchem. Wtedy dzieje się coś magicznego! Razem z aromatem napływa do mnie siła, a przed oczami pojawiają się dziewczęce marzenia o dalekich podróżach, szum oceanu, ulewa w tropikach, szeleszcząca dżungla i dzikie wrzaski małp skaczących po lianach…

Nigdy nie byłam w takich miejscach, lecz opowieści taty, który znikał na długie miesiące podczas ekspedycji naukowych do Ameryki Południowej, mam ciągle w pamięci. Gdy bywał w domu, lubił wieczorami, przy kubku mocnej kawy, zabierać mnie Danusię w świat swych przygód z nad Wisły aż po brzegi Amazonki. Zapach kawy na zawsze już kojarzyć będzie mi się z nim szczupłym, żylastym, opalonym podróżnikiem.

Od zawsze wiedziałam, że rodzice, którzy mnie wychowali, nie byli biologicznymi. Pamiętam dobrze, jak na początku wojny, gdy straciłam najbliższych, jakaś kobieta zabrała mnie, trzyletnią dziewczynkę, i dała mi dom na zawsze. Potem było jak u wszystkich: szkoła, praca, studia, ślub, narodziny syna, a teraz… samotność. Syn dwadzieścia lat temu, namówiony przez żonę, wyjechał do Niemiec. Tam ułożył sobie życie. Przez cały ten czas odwiedził rodzinny Kraków tylko raz. Często do mnie dzwoni i co miesiąc przysyła trochę euro, ale tych pieniędzy nie wydaję zostawiam na osobnym koncie. Sporo się uzbierało przez te lata. Kiedyś wrócą do niego. Potem…

Ostatnio coraz częściej myślę, że życie miałam dobre, pełne trosk i miłości, ale, jakby nie do końca swoje. Gdyby nie wojna, byłabym pewnie kimś innym, dorastałabym z innymi rodzicami, w innym domu. Może i los byłby całkiem inny. Rodziców prawdziwych prawie nie pamiętam, lecz wraca do mnie obraz innej dziewczynki mojej rówieśniczki, zawsze obok mnie, w tamtych najmłodszych latach. Jadwiżką ją wołaliśmy. Słyszę do dziś ten głos: Jadziunia, Danusia! Kim była? Przyjaciółką, siostrą?

Moje myśli przerwał charakterystyczny dźwięk esemesowej wiadomości. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu przyszła emerytura na konto! Ależ w samą porę! Można skoczyć do sklepu, kupić kawę ostatnią wypiłam wczoraj rano. Delikatnie stukając laską po chodniku, omijając jesienne kałuże, dotarłam pod sklep.

Przy wejściu siedziała mała szara, pręgowana kotka. Spoglądała z niepokojem na mijających ją ludzi. Poruszyło mnie to pewnie zmarznięta, może też głodna. Zabrałabym cię, biedaczko, do siebie, ale co z tobą po mnie? Mnie już niewiele zostało, jutro pojutrze Jednak uległam wzruszeniu i kupiłam jej tanią paczkę karmy.

Delikatnie wycisnęłam pasztet do plastikowego pojemnika. Kotka czekała cierpliwie, patrząc we mnie zakochanymi oczami. Gdy nagle z hukiem otworzyły się drzwi sklepu i wyszła rosła kobieta o surowej twarzy od razu wiadomo było, że nie wróży to nic dobrego. Bez słowa kopnęła pojemnik, rozrzucając karmę po chodniku:
Ile razy powtarzać? Nie dokarmiać tych tu! rzuciła ostro i z trzaskiem weszła do środka.
Kotka, zerkając ostrożnie, zaczęła zlizywać kolacje z krawężnika, a mnie, ze złości i żalu, przeszył pierwszy ból zwiastujący zbliżający się napad migreny. Musiałam szybko dotrzeć do przystanku tylko tam są ławki. Usiadłam, drżącymi rękoma przeszukując kieszenie w nadziei, że znajdę tabletki na próżno.

Ból narastał falami głowę ściskało w imadle, ciemniało przed oczami, z piersi wyrwał się cichy jęk. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Z trudem podniosłam powieki nade mną stała młoda dziewczyna, przestraszona, ale życzliwa:
Źle się pani czuje? Jak mogę pomóc?
W torebce, tam jęknęłam. Jest paczka kawy, wyjmij, otwórz kawałek
Przytuliłam nos do kawy, wciągnęłam raz drugi Ból nie odpuścił całkiem, ale zelżał.
Dziękuję, kochanie wyszeptałam.
Mam na imię Weronika, ale podziękujcie kotce uśmiechnęła się lekko. Była tuż obok pani i tak głośno miauczała!
I tobie dziękuję, złotko pogłaskałam kotkę, która usiadła obok mnie na ławce ta sama pręgowana.
Co się pani stało? zapytała zatroskana dziewczyna.
Migrena, dziecko, nerwy przyznałam. Czasem tak bywa
Odprowadzę panią do domu, sama nie da pani rady
***
Moja prababcia też ma takie napady, jak pani opowiadała Weronika, gdy piłyśmy u mnie w kuchni słabą kawę z mlekiem i kruche ciasteczka. To raczej już prababcia, ale dla mnie zawsze była babunią. Mieszka u nas w wiosce, razem z babcią, rodzicami. A ja teraz uczę się tutaj, w szkole na pielęgniarkę. Ona też nazywa mnie “dziecko”. A wie pani, że jest pani do niej bardzo podobna? Myślałam nawet na początku, że to ona! Próbowała pani szukać rodziny tej prawdziwej?
Weźże, Weroniczko, jak ich znaleźć Prawie nic nie pamiętam. Ani nazwiska, ani skąd pochodzę. Pamiętam tylko bombardowanie, tabory, ucieczkę pod kulami Biegłam i biegłam, aż sił zabrakło, do dziś pamiętam ten strach. Potem ta kobieta mnie przygarnęła, odtąd była dla mnie jak matka. Po wojnie jej mąż, mój ojczym, stał się dla mnie najlepszym ojcem pod słońcem Ze swojej rodziny nie została mi nic, tylko imię. Myślę, że wszyscy zginęli, i mama, i Jadwisia
Nie zauważyłam nawet, gdy Weronika zamarła z filiżanką w ręce i popatrzyła na mnie wielkimi, błękitnymi oczami:
Pani Danusiu, czy na prawym ramieniu ma pani znamię w kształcie listka?
Zakrztusiłam się kawą, kotka spojrzała na mnie wyczekująco.
Skąd to wiesz, dziecko?
Moja babcia ma identyczne szepnęła Weronika. Ma na imię Jadwiga. Do dziś płacze, wspominając swoją bliźniaczą siostrę Danusię. Zginęła w czasie ewakuacji, pod bombami, gdy trzeba było zawrócić do domu, a tam przeżyli okupację. Danusia zniknęła. Nigdy jej nie odnaleźli, choć bardzo szukali

***
Od rana nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Chodziłam od okna do drzwi, czekając na gości. Mała, pręgowana kotka nie odstępowała mnie na krok, z niepokojem wpatrując się w moją twarz.
Spokojnie, Margo, wszystko dobrze uspokajałam kotkę. Tylko serce mocniej bije
Wreszcie rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłam, drżąc ze wzruszenia.
Na progu stały dwie starsze kobiety, milcząc wpatrywały się w siebie oczami pełnymi nadziei. W odbiciu drugiej dostrzegły tę samą, niebieską świeżość oczu, srebrzyste fale włosów oraz znajome głębokie zmarszczki przy ustach.
Wreszcie jedna z nich odetchnęła, uśmiechnęła się, zrobiła krok i objęła mnie mocno:
Witaj, Danusiu!
A na progu, otarłszy łzy szczęścia, stała rodzina…

Rate article
Fajna Tajna
Z emerytury pani Darii, oprócz obowiązkowych opłat za mieszkanie i skromnych zakupów żywności na tar…