Haniu! zawołał za nią z tyłu znajomy do bólu męski głos.
Hanna aż się wzdrygnęła, wtuliła głowę w ramiona i, bojąc się obejrzeć, przyspieszyła kroku po chodniku.
Haneczko, zatrzymaj się! Przecież to na pewno ty!
Hanna szła coraz szybciej, ale męska dłoń, choć nie brutalnie, zatrzymała ją, chwytając za ramię.
Haniu, ogłuchłaś? Przecież to ja, Wiesiek!
Hanna, zebrawszy się w sobie, gwałtownie się odwróciła i z niedowierzaniem wyszeptała:
Jezu, Wiesław…? Myślałam, że tylko mi się twój głos przyśnił… Ale… Jak to możliwe? Przecież to niemożliwe…
Co niemożliwe? Były mąż uśmiechał się do niej pogodnie, niemal tak radośnie, jak za dawnych lat. Nie mam prawa wrócić do swojego rodzinnego miasta?
Skąd wrócić? dopytywała Hanna, zdezorientowana. Przecież… mówiłeś, że wyjeżdżasz do Gdańska i… potem powiedziano mi, że… zmarłeś.
Zmarłem…? Wiesławowi aż opadła szczęka. Ja?
No tak. Pół roku po naszym rozwodzie, jak wyjechałeś, twój kumpel powiedział, że… Hanna zawiesiła głos, ale powiedziała na końcu: Że się stoczyłeś i zmarłeś gdzieś pod płotem w obcym mieście.
Kto ci to mógł naopowiadać?
Kwiatkowski, twój najlepszy przyjaciel. Jak pojechałeś, zaczął się koło mnie kręcić, próbował mnie podrywać. Odbiłam go szybko. Wtedy powiedział mi to o tobie.
Ale drań zaśmiał się Wiesław. Czyli jednak nie żartował, gdy się żegnaliśmy.
Żartował? Co masz na myśli?
Mówił niby do śmiechu: “Ty ją zostawiłeś, to ja ją sobie wezmę”. Ale potem sam się nie odzywał, na moje telefony nie reagował. Pisałem mu adres, gdzie wynajmowałem kawalerkę, ale wtedy nie było portali społecznościowych, tylko listy i telefon stacjonarny. Cóż… nawet nie wiem, co z nim teraz.
On zmarł wzruszyła ramionami Hanna. Już dawno, z jakieś pięć lat temu go chowali.
No proszę… twarz Wiesława spoważniała. Zmarł… A tyle mógłby jeszcze pożyć. Nasze lata przecież… Tak… I znów się uśmiechnął. Ile to już lat, odkąd się rozstaliśmy… a ty wciąż taka sama. Śliczna.
Oj, daj spokój roześmiała się Hanna, machając ręką. Taka zwykła baba.
Słyszałem, że wyszłaś za mąż. Wiesław patrzył na nią z serdecznością, jakby nie mógł się napatrzeć. I dzieci masz. Dwójkę, prawda?
Tak, dwoje potwierdziła Hanna. Dorosły już, na swoim. Teraz jestem babcią. Podwójną.
O rany! A jak mąż?
Dobrze sobie radzi… uśmiechnęła się ale już w innej rodzinie. Teraz jestem wolna kobieta.
No to widzę przyznał Wiesław, kiwając głową. My to jednak głupcy, wiecznie czegoś szukamy, nie dostrzegając, że to, czego nam trzeba, mamy cały czas obok siebie.
A ty po co wróciłeś? spytała Hanna. Sprawy czy sentyment?
Na stałe wróciłem, Haneczko. Na stałe westchnął ciężko. Żonę niedawno pochowałem, postanowiłem wracać do siebie. Na ojcowiznę. Szczerze? Tam się duszę. Lekarze mówią, że klimat nie dla mnie, wiek też już robi swoje. Zresztą żona też miała problemy z oddychaniem, astma. Chciałem ją wyciągnąć, ale nie chciała. “Nie wyobrażam sobie dnia bez mojego Gdańska”, powtarzała. No i… łzy zalśniły w oczach Wiesława. Teraz przechadzam się po ulicach młodości, wspominam, rozglądam się, gdzie tu kupić mieszkanie. Przez trzydzieści lat wszystko się zmieniło. Poradzisz, w której dzielnicy zamieszkać?
A gdzie się teraz zatrzymałeś? spytała Hanna.
W hotelu, a gdzieżby indziej.
U rodziny nie chciałeś?
Co ty! skrzywił się Wiesław. Nie lubię być ciężarem. Każdy ma swoje życie, a ja miałbym nagle wpaść komuś na głowę? To nie dla faceta.
A nie chciałbyś mieszkać u mnie? zapytała Hanna, wystraszona własnym pytaniem, więc dodała szybko Jako lokator.
Wiesław spoważniał, trochę się zmieszał i westchnął:
Może bym chciał, ale… mam wyrzuty sumienia wobec ciebie.
Jakie wyrzuty sumienia? zdziwiła się Hanna.
Zwyczajne wzruszył ramionami Przecież to ja cię zostawiłem trzydzieści lat temu. Zawsze będę mieć u ciebie dług.
Oj, przestań uśmiechnęła się Hanna. Przez moje słowa to właśnie ty mnie zostawiłeś. Ja byłam winna. Co ci wtedy naopowiadałam… Po czym każdy facet by odszedł.
Nie pamiętam, żebyś mi powiedziała coś aż takiego upierał się Wiesław. Za to swoje głupoty do dziś pamiętam.
Co pamiętasz?
Że się wygłupiłem, w złości szybko spakowałem walizkę i odszedłem w noc. Potem żałowałem, ale było za późno.
A ja się wtedy cieszyłam, że odszedłeś zaśmiała się Hanna. Wydawało mi się, że zacznę nowy rozdział… I zaczęłam… a potem żałowałam…
Serio? niepewnie spytał Wiesław. Czyli nie masz żalu?
Żadnego. Hanna spojrzała na byłego męża z czułością, bo nagle zrobiło jej się lekko na sercu, jakby wróciła młodość. Jesteś, Wiesławie, taki sam, może trochę bardziej siwy. Przeprowadzaj się do mnie. Nawet dziś. Mam wolny pokój, po co masz jadać w barach? Jakkolwiek by było, to przecież rodzina.
Nie będę ci przeszkadzać?
Gdybyś miał zauważać, że przeszkadzasz, nie zapraszałabym. Też mam dość samotnych wieczorów.
Skoro tak… Wiesław nieśmiało ujął jej dłoń. To chodźmy po moją walizkę do hotelu?
Tę samą, z którą wtedy ode mnie wyszedłeś?
Oboje roześmiali się w tym samym momencie i ruszyli w stronę hotelu, z uczuciem jakby nigdy się nie rozstawali.
Czasem życie daje drugą szansę warto z niej skorzystać, by odważyć się przebaczyć sobie i innym, a wtedy nawet po wielu latach można od nowa odnaleźć szczęście.



