Michaś już niemal wybiegł z mieszkania w blokowisku na warszawskim Ursynowie, gdy w pokoju rozbrzmiał metaliczny dzwonek telefonu. Tak bardzo nie chciało mu się wracać przecież chłopaki już czekali pod klatką, a kilkanaście minut temu odłożył dopiero co napompowaną futbolówkę, bo przed nimi był ten najważniejszy mecz na boisku za blokiem, gdzie mgiełka popołudniowego słońca rozciągała się aż po horyzont. Stanął w progu, licząc, że telefon sam cicho umilknie lecz drażniący dźwięk nie zamierzał ustąpić.
Kto znowu? wymruczał z niechęcią Michaś i wbiegł do pokoju, nie zdejmując adidasów.
Sięgnął po słuchawkę, pewien już jakiś moment, że zaraz usłyszy polecenia od mamy (Odsuń pierogi z parapetu!), albo babcine dociekania: czy zjadł drugie śniadanie, czy umył ręce po szkole i inne dorosłe troski, które wybrzmiewały jak dziwne zaklęcia w ciepłej kuchni ich M3.
Halo burknął, podsuwając słuchawkę do ucha.
Halo, Michaś? dobiegł zza cienkiego plastiku głos zupełnie nieznanego mężczyzny.
Rodziców nie ma w domu odparł, gotów już rzucić słuchawką na widełki, bo zapewne dzwonili do mamy z pracy, albo babci z Nowego Sącza, lecz coś w głosie tego faceta go zatrzymało.
Michaś posłuchaj mnie proszę. Nie odkładaj słuchawki, to bardzo ważne w głosie rozbrzmiał nagły pośpiech. I wiem, że pewnie mi nie uwierzysz, ale błagam, zrobiłbyś co mówię? Weź przybory i wszystko notuj. Nie mam czasu na wyjaśnienia. Ja To jestem ja. Ty, ale z przyszłości. Naprawdę, wiem jak to brzmi, ale uwierz mi chociaż trochę. Wziąłeś już kartkę i długopis?
Michaś był dobrze wychowanym chłopcem; zapewne to sprawiło, że jeszcze nie odłożył słuchawki. Poza tym babcia powtarzała z wariatami nie ma się co kłócić, wysłuchaj, pokiwaj głową, a i tak rób swoje. Zresztą taki żart to też mogła być sprawka chłopaków. I oni czasem podawali dziwne numery i żartowali, że przyjdą kąpać słonia w łazience, więc słuchawka wciąż była w jego dłoni.
Wziąłem odpowiedział poważnie. A w przyszłości mam swojego mełafona?
Meła co? głos się zająknął. Michaś, ja nie żartuję. Jak mnie posłuchasz i wszystko dokładnie zanotujesz, będziesz miał i iPhonea, i wszystko inne.
No dobra, piszę Michaś stał przy oknie, dłubiąc w nosie, jednocześnie zerkając na czekających kolegów tam, w blasku słońca.
Im szybciej zakończy rozmowę, tym szybciej wyjdzie grać. Temu głosowi z przyszłości widocznie też czas uciekał. Zaczął wyliczać daty i wydarzenia, których przeciętny dzieciak z Polski by nie zrozumiał: omijać Anię z równoległej klasy szerokim łukiem, nie dotykać nigdy Ambergold ani Bliskiego Wschodu Funduszowego. Kupić, a potem sprzedać dolary w odpowiednim czasie, ominąć czarny wtorek, automaty do gier na Grochowie i kasyna, zainwestować w nieruchomości w Ursusie i, jeśli się da, zapamiętać magiczne słowo: Bitcoin. Lawina obcych nazw i obrazów z horyzontu przyszłości wylewała się przez słuchawkę jak deszcz monet prosto na jego dziecięcą głowę.
Wszystko zapisałeś? zapytał głos, już wyraźnie zdyszany.
Wszystko skłamał Michaś, nie zamierzając przecież nic notować.
Trzymaj to jak mapę skarbów, nie pokazuj nikomu, nie gub i nie zapomnij usłyszał jeszcze, zanim usłyszał przeciągłe cucenie w słuchawce.
Odłożył aparat i pomknął na osiedlowe boisko w blasku zachodzącego słońca. Wieczorem, gdy rodzice wrócili z pracy, Michaś przypomniał sobie o tej rozmowie i opowiedział im o dziwnym telefonie i panu, który twierdził, że jest nim samym, tylko z przyszłości.
Nigdy nie gadaj z nieznajomymi skwitował tata, wciągając paproszka z mankietu. Tym bardziej, jak ci radzą dolary kupować, a jutro na pewno zadzwonią, żeby sprzedać mieszkanie za pół ceny. Następnym razem powiedz, że dzwonisz na policję, i od razu odkładaj słuchawkę.
W rzeczy samej przytaknęła mama. I po co nam te dolary? Złoty mentalność, synku!
***
Minęły lata, a Michaś zapomniał o rozmowie z tajemniczym głosem. Beztroskie dzieciństwo: lody na Starówce, wędrówki po Lesie Kabackim, rower za domem i kolejne lata nauki. W ósmej klasie do ich szkoły przeniosła się dziewczyna, której imię brzmiało dla niego jak najpiękniejsze polskie imię świata: Jagoda. I choć była z równoległej klasy, nie przeszkadzało mu to napisać jej liścika i odprowadzać od czasu do czasu pod sam blok. Z czasem wyrosło z tego coś więcej.
Po zasadniczej służbie wojskowej Michał (bo już nie Michaś, a poważniejszy Michał) i Jagoda wzięli ślub w kościele na Służewiu. A Polska lat 90. przewracała świat na wspak: pierwsza euforia wolności, potem niespodziewane rozczarowania, nowe sklepy, kolorowe krówki i jeszcze bardziej kolorowe długi. Sprzedawcy w witrynach obiecywali styl i dobrobyt, Michał nie mógł uzbierać nawet na zwykłe kapcie Jagody. Mieszkanie na kredyt na Bródnie było bardziej jak klatka niż przystań, a kolejne raty w złotych dociskały coraz mocniej
***
Michał siedział samotnie na ławce w pustym parku Powiśla. Z plastikowej butelki po Tatra upił łyk piwa, potem zapalił papierosa, a wzrok błądził po szarych przechodniach i nieprzyjaznych blokach. Obok przysiadł się nieznajomy starszy pan okulary w rogowej oprawie i wielka, zużyta tekowa teczka.
Można tutaj? zapytał, właściwie już siadając.
Michał spojrzał na niego bez większego zainteresowania i tylko kiwnął głową, zerkając w kierunku pustego placu. Starszy pan otarł gęstą parę z okularów i westchnął.
Jakoś dziś wszystko takie szare powiedział jakby w pustkę.
Jak całe życie odpowiedział beznamiętnie Michał.
Dziwne, prawda? staruszek przyjrzał mu się baczniej. Dopiero z wiekiem przychodzą szare dni. Jak sobie pomyśleć o dzieciństwie: wszędzie było słońce. Wiosną topniały lody rynsztokami, latem czuć było siano i szum Wisły, jesienią złote liście wirowały wokół, zimą mróz chrupał pod butami. Nigdy szarości w pamięci.
Bo dzieci nie mają zmartwień zauważył Michał. To one farbują dni na szaro. Kiedyś nie myślałem, że tak wyjdzie
W pewnej chwili Michał wylewa przed nieznajomym całą litanie swoich niepowodzeń: że kiedyś Ambergold, później los zagrał nim na automatowej maszynce na każdym rogu. Próbował różnych inwestycji, a wszystko kończyło się kredytem i marnym groszem. O tym, że żona odeszła jak we śnie zabrała kapcie i uciekła z Nowakiem do Kołobrzegu, a on sam ledwo wiązał koniec z końcem, dorywcze prace od pierwszego do pierwszego.
Ale chyba mam pomysł na lepsze jutro! Michał wychylił się do przodu. Kurs Zostań milionerem polskiej giełdy! Koleś proponuje inwestycje w krypto. Zysk 500% na tydzień, rzecz pewna! raz jeszcze bezwiednie zaciągnął się dymem.
A pan właściwie gdzie pracuje? zapytał staruszek.
Ja? Praca jest dla baranów! Michał machnął ręką. Pieniądz trzeba tworzyć! Gdybym tylko wiedział, w co inwestować
Parę minut zapadła cisza. Michał rozmarzył się o ogromnych zyskach, a starszy pan wpatrywał się gdzieś ponad jego głową, jakby szukał odpowiedzi za mgłą.
Więc uważa pan odezwał się w końcu że wystarczy znać wszystko z góry, by życie się ułożyło?
No ba! potwierdził Michał gorliwie.
To ciekawe starszy pan uśmiechnął się lekko. Pozwoli pan, że na panu wypróbuję moje urządzenie? wyjął z teczki stary, czarny telefon z tarczą. Wie pan czas nie płynie liniowo. Wszystko już jest. Można zadzwonić do siebie sprzed czterdziestu lat pod warunkiem, że miał pan wtedy telefon
Michał miał nieodparte wrażenie, że staruszek jest niespełna rozumu. Ale przecież Internet pełen był ludzi, którzy zarabiają fortunę na niezwykłych rzeczach, o których zwykły Polak mógłby tylko pomarzyć. Nie był jak inni postanowił spróbować.
Spróbujmy! zawołał pogodnie.
Zapamiętał swój stary, domowy numer z Ursynowa. Sądząc po godzinie, czterdzieści lat temu powinien już wrócić ze szkoły, być w domu. Starszy pan wręczył aparat. Michał niepewnie podniósł słuchawkę, wybierając znajome siedem cyfr i odliczał w myślach.
Tylko czas pana ogranicza uprzedził staruszek Mam nadzieję, że się panu uda.
Spokojnie, dam radę! Michał pokręcił tarczą, a w słuchawce odezwały się przeciągłe sygnały.
Kiedy już zaczął podejrzewać, że to tylko mrzonka i nikt nie odbierze nagle ktoś podniósł słuchawkę.
Halo zabrzmiał dziecięcy, rozkapryszony głos Michaśka.
Michaś? Michałowi spociły się dłonie ze wzruszenia i zdziwienia.
Rodziców nie ma w domu! odpowiedział mu sam sobie, jakby z innego wymiaru.
Michaś, to ważne, posłuchaj mnie do końca! Michał poczuł mrowienie na karku. Jestem tobą z przyszłości. Proszę, wszystko sobie notuj na kartce. Zapisz daty, przestrogi Ja wiem, to brzmi paranoicznie.
No dobra Ale czy w przyszłości mam swojego mełafona?
Nie zgrywaj się. Słuchaj mnie, to będziesz miał lepsze rzeczy niż te mełafony.
I Michał popłynął: opowiedział o powrocie z wojska w ’93, o dobrej posadzie, o tym jak młodość przepili z Jagodą co do grosza. Krzyczał do siebie sprzed lat: Unikaj Jagody! Nie wchodź z nią w żadne układy! Kupuj dolary, sprzedaj je wtedy i wtedy! Trzymaj się z daleka od slotów i kasyn! Jak już co, to inwestuj w mieszkania za Bezrzeczem lub w Otwocku. Potem, jak zacznie się kryzys, zamieniaj wszystko na dolary. W dwa tysiące dziewiątym kupuj bitcoina, nie żałuj!
Wszystko, co udało mu się przypomnieć podczas tych krótkich chwil, wypuścił jak wodospad. Gdy zobaczył, że czas się kończy, jeszcze zapytał:
Wszystko zapisałeś?
Tak! odpowiedział dziecięcy głosik z drugiej strony.
Przechowaj to jak największy skarb, nikt tego nie może zobaczyć. Zrób wszystko jak mówię! Michał chciał jeszcze coś dodać, ale połączenie się przerwało.
***
Oczywiście, Michaś nie zapisał niczego. Stał przy aparacie i czekał, aż dziwak zamilknie, by zaraz potem pognać znowu na boisko, w kałużę światła i dźwięków. Jeśli to był kawał, to niezbyt udany.
Może lepiej powiedzieć o wszystkim rodzicom wieczorem pomyślał jeszcze, wyjeżdżając dzieciństwem na pełnej prędkości pomiędzy bloki, gdzie wszystko było trochę bardziej rzeczywiste niż kiedykolwiek.



