Mamo, przyprowadziłam Polę, usłyszałam głos Tamary z przedpokoju i oderwałam wzrok od notatek. Odbiorę ją wieczorem, muszę lecieć.
Trzasnęły drzwi wejściowe. Oparłam się o oparcie krzesła i potarłam dłonią nasadę nosa. Minutę później do pokoju weszła mama z moją trzyletnią siostrzenicą na rękach. Mała Pola przymrużała powieki, półprzytomna.
Znowu? zapytałam.
Mama tylko skinęła głową i postawiła dziewczynkę na podłodze. Ta natychmiast poczłapała do łóżka, wskoczyła na nie z wprawą i sięgnęła do szafki nocnej. Wyciągnęła stamtąd zniszczoną kolorowankę i pudełko kredek. Usiadła wygodnie, podviła nogi i bez słowa zaczęła kolorować, jakby to był codzienny rytuał.
Podniosłam się i poszłam za mamą do salonu. Już grzebała w komodzie, sprawdzając zawartość swojej firmowej torebki.
Mamo zaczęłam. Jestem na ostatnim roku. Za trzy miesiące bronię magisterkę. Muszę się uczyć, a nie…
Tamarze trzeba pomóc przerwała mi stanowczo. Miała nieudane małżeństwo, sama wiesz. Teraz stara się jakoś ułożyć sobie życie, powinnaś to zrozumieć.
Niech układa, co chce! nie wytrzymałam i syknęłam pod nosem, żeby Pola nie słyszała. Ale czemu zrzuca całą odpowiedzialność na innych? To jej dziecko, mamo. Jej!
Mama podniosła w końcu wzrok.
Nie filozofuj, muszę lecieć do pracy powiedziała, zapinając zamek w torbie. Pola zostaje z tobą.
Chciałam się jeszcze odezwać. Wytłumaczyć, że to niesprawiedliwe, że tak nie można, że za dwa dni mam kolokwium z makroekonomii i niedokończoną pracę zaliczeniową. Ale spojrzałam na mamę i zrozumiałam, że i tak nic nie wskóram.
Pokiwałam głową.
Mama wyszła, ja wróciłam do pokoju. Pola pracowicie kolorowała fioletowym kredkiem jednorożca, aż wystawiła czubek języka ze skupienia.
Ciociu Nina, popatrz podniosła kolorowankę, pokazując rezultat. Ładnie?
Bardzo ładnie, Polu usiadłam obok niej na łóżku i odsunęłam notatki na brzeg stołu.
Ten dzień dłużył się niemiłosiernie. Najpierw malowałyśmy, później oglądałyśmy bajki na laptopie, potem Pola zgłodniała, więc ugotowałam jej makaron, równocześnie próbując czytać podręcznik rozłożony na stole w kuchni. Litery rozmazywały mi się przed oczami. Pola rozlała kompot na obrus. Potem zaczęła marudzić, nie chciała spać, ale bawić się już też nie miała ochoty. Nosiłam ją po mieszkaniu, kołysałam, śpiewałam coś pod nosem, aż w końcu zasnęła oparta o moje ramię.
Wieczorem byłam już całkiem wykończona. Podręcznik leżał otwarty na tej samej stronie.
Tamara pojawiła się koło siódmej wieczorem. Otwierałam drzwi z małą na rękach, jeszcze śpiącą.
Chodź, złotko odebrała córkę. Musimy lecieć.
Po prostu wyszła. Bez dziękuję, bez pytania, jak Pola się zachowywała.
Coraz trudniej mi się z tym wszystkim pogodzić.
Dwa miesiące przeleciały w takiej samej rutynie Pola nagle u nas lądowała, Tamara znikała na cały dzień, a ja próbowałam godzić studia z byciem opiekunką. Dyplom i tak obroniłam, choć noce spędzałam przy laptopie, zmęczona, gdy siostrzenica spała w sąsiednim pokoju.
Potem Tamara poznała Grzegorza. Zaczęło się wszystko od nowa. Po trzech miesiącach znów stałam w Urzędzie Stanu Cywilnego, patrzyłam, jak siostra promienieje w białej sukni przy bok szerokiego mężczyzny, który patrzył na nią jak zahipnotyzowany. Mama płakała ze szczęścia, ocierając łzy chusteczką. Pola kręciła się pod nogami w różowej sukience. Biłam brawo razem z resztą rodziny i myślałam: może wreszcie Tamara przestanie nas wykorzystywać, zajmie się swoim domem.
Wkrótce po ślubie urodził im się chłopiec Michał. Pojechałam do szpitala z kwiatami i niebieskimi balonami, trzymałam w ramionach mały kocyk, czułam, że może teraz siostra znalazła szczęście. Grzegorz wyglądał na dumnego ojca, Pola z powagą wszystkim mówiła, że jest już starsza siostra.
Ta sielanka trwała osiem miesięcy.
Mama zadzwoniła do mnie w środku pracy siedziałam akurat nad kwartalnym raportem. Z trudem składała zdania. Grzegorz znalazł sobie inną, Tamara odkryła korespondencję. Awantura. Rozwód.
Siedziałam przy biurku, przyciskałam telefon do ucha i masowałam skronie. Wszystko powtarzało się jak zły żart, tylko teraz dzieci był dwoje.
Tym razem Tamara radziła sobie jeszcze gorzej. Przyjeżdżała do mamy zapłakana, zostawiała dzieci i znikała dojść do siebie. Wróciła za parę godzin, czasem dopiero nazajutrz.
Zaczęło do mnie docierać, że coraz mniej mam swoją własną ścieżkę życia.
Minął rok. Dostałam awans, ledwo zdążyłam się z tego ucieszyć. Tamara poznała Pawła, znowu te same opowieści kwiaty, restauracje, ochy i achy, jaki on cudowny, zupełnie inny. Trzeci ślub był skromniejszy, tylko w gronie najbliższych. Piłam szampana i zastanawiałam się, czy to już moment, kiedy wszystko stanie się jeszcze gorsze.
Mama zadzwoniła w porze lunchu. Siedziałam w małej kawiarni naprzeciwko pracy, grzebałam widelcem w sałatce i myślałam, że po pracy trzeba jeszcze zrobić zakupy.
Nina jej głos był dziwny, podekscytowany i pełen niepokoju. Siedzisz?
Siedzę, odłożyłam widelec. Co się stało?
Tamara jest w ciąży.
Pauza zawisła nad stolikiem, mieszała się z zapachem kawy i rozmowami obcych ludzi.
Bliźniaki rzuciła mama po chwili. Dwoje naraz.
Patrzyłam na swoją sałatkę bez słowa. Zielenina zamieniała mi się przed oczami w rozmytą plamę. Cztery dzieci. Tamara będzie miała czwórkę dzieci, z trzech związków. I kiedy kolejny raz jej małżeństwo się rozleci, bo się rozleci czemu miałoby się nie rozlecieć? wszystkie te dzieci znowu wylądują na mnie i na mamie.
Nina, słyszysz mnie? głos mamy był coraz bardziej natarczywy. Halo?
Słyszę cię, mamo przetarłam twarz dłonią. Przekaż Tamarze gratulacje.
Rozłączyłam się, zanim zdążyła odpowiedzieć. Długo siedziałam nieruchomo, patrząc na wygaszony ekran telefonu. Apetyt uciekł mi zupełnie, jakby go nigdy nie było.
Do domu wróciłam koło ósmej, wyczerpana i wypalona. Mama siedziała w kuchni przed zimną herbatą, a gdy mnie zobaczyła, zaczęła trajkotać szybko i nerwowo, jakby bała się, że jej przerwę.
Nina, rozmyślam całą noc, jak to możliwe, że ona znów będzie miała dwoje naraz… to już czwórka, a jeżeli jej znowu się nie uda? Przecież ona… przecież dla niej faceci są ważniejsi niż własne dzieci, i co wtedy? My tego nie udźwigniemy, wiesz dobrze, ja już nie mam siły ciśnienie mi wariuje, ty masz pracę, jak my sobie poradzimy?
Powiesiłam torbę na haczyku, podeszłam do stołu, stałam chwilę, patrząc na mamę: potargane włosy z przebijającą siwizną, podkrążone oczy, nerwowe palce uczepione filiżanki.
Mamo, zaczęłam, a ona zamilkła. Chcę wyjechać. Do innego miasta.
Mama zastygła bez ruchu. Patrzyła na mnie wielkimi oczami, jakby mówiła obcym językiem.
Ja już nie mogę powiedziałam zmęczonym głosem. Nie mogę wiecznie układać swojego życia pod Tamarę. Zrobiłam dla niej wystarczająco dużo, poświęciłam swój czas, studia, relacje, karierę dosyć.
Mama chciała coś powiedzieć, ale podniosłam dłoń, by ją uciszyć.
Możesz pojechać ze mną. Jeśli masz siłę uciec z tego kołowrotka, pojedziemy razem i zaczniemy od nowa. Jeśli nie, zrozumiem. Ale pojadę wtedy sama. Bo już się nie godzę na wychowywanie dzieci siostry, mamo. Tak, kocham je, to moje siostrzenice i siostrzeńcy. Ale nie są moje. I nie są moją odpowiedzialnością.
Wypowiedziałam to na głos, jakby zrzuciła z pleców ciężki worek, którym przygniatało mnie od lat. Mama milczała, patrząc gdzieś przez moją sylwetkę na ścianę.
Zaczekałam jeszcze chwilę, ale nie odezwała się już ani słowem. Poszłam więc do swojego pokoju, położyłam się na łóżku, nie zdejmując nawet swetra, gapiałam się w sufit. Serce waliło mi w gardle, dłonie mokre ze zdenerwowania. W końcu powiedziałam to głośno.
Usnęłam dopiero nad ranem.
A gdy się obudziłam, na stole w kuchni leżała teczka z dokumentami. Rozpoznałam ją natychmiast mama trzymała w niej wszystkie papiery związane z mieszkaniem po babci, tym samym, w którym dorastałam. Otworzyłam teczkę, przekartkowałam dokumenty, nie bardzo rozumiejąc, czemu mama je wyjąła.
Sprzedamy usłyszałam głos od drzwi i aż się wzdrygnęłam.
Mama stała w progu blada po nieprzespanej nocy, ale dziwnie spokojna, jakby w końcu podjęła decyzję i trzymała się jej kurczowo.
Jedną trzecią oddamy Tamarze, zgodnie z prawem dodała, podchodząc do stołu. Za resztę kupimy coś innego w nowym mieście. Wystarczy nam małe, nie potrzebujemy dużo.
Patrzyłam na mamę bez słowa. Chciałam dopytać, upewnić się, ale kiedy spojrzałam jej w oczy, zobaczyłam w nich to samo zmęczenie, które czułam w sobie od lat. Tylko lepiej je ukrywała. Albo ja nie chciałam dostrzegać.
Objęłam ją mocno, aż zamknęłam oczy, przytulając twarz do jej ramienia. Mama odpowiedziała uściskiem, pogłaskała mnie po głowie, jak wtedy, gdy byłam dzieckiem.
Wyjedziemy stąd, córciu powiedziała cicho. Wystarczy.
Załatwiłyśmy wszystko w dwa miesiące bez hałasu i rozgłosu. Znalazłyśmy kupca na mieszkanie, kupiłyśmy skromne dwa pokoje w bloku jakieś czterysta kilometrów dalej. Ustaliłam z szefem przeniesienie do oddziału na nowym miejscu. Przez cały ten czas nie powiedziałyśmy Tamarze ani słowa.
Dowiedziała się ostatniego dnia, gdy rzeczy były już spakowane, a bilety na pociąg czekały w torbie. Przybiegła po pół godzinie od telefonu, wpadła do pustego już niemal mieszkania w siódmym miesiącu ciąży, cała czerwona ze złości.
Co wy wyprawiacie? wrzasnęła od progu, nawet butów nie zdejmując. Zostawiacie mnie teraz? Gdy zaraz rodzę bliźniaki?
Podałam jej kopertę z pieniędzmi jej część za udział w mieszkaniu. Tamara wzięła ją, zajrzała do środka i zrobiła się jeszcze bardziej roztrzęsiona.
I co mam z tym niby zrobić? rzuciła kopertę na podłogę, banknoty rozleciały się po linoleum. Potrzebuję pomocy, nie jałmużny! Przechodzę trudny czas, wy tego nie rozumiecie?
Trudny czas masz już od pięciu lat, Tami powiedziałam. Jesteśmy zmęczone.
Zmęczone? aż się zapowietrzyła. Wyście zmęczone? A ja, myślicie odpoczywam sobie? Z dwójką dzieci i z trzecim w drodze?
Sama to wybrałaś, Tamara odparłam spokojnie. Teraz już czas na nas.
Spojrzała na mamę szukając wsparcia, ale mama tylko udawała, że sprawdza zamek w walizce.
Nie jesteście już moją rodziną syknęła, podnosząc kopertę z trzęsącymi się dłońmi. Obie.
Wybiegła z mieszkania, a ja i mama spojrzałyśmy na siebie bez słowa. Wzięłam torbę na ramię, mama walizkę. Zamknęłyśmy drzwi po raz ostatni i zeszłyśmy na dół.
Do pociągu została godzina. Siedziałam przy oknie, patrzyłam, jak peron powoli znika za szybą, jak latarnie, garaże i szare osiedla zostają w tyle. Mama przysnęła, opierając głowę o moje ramię wymęczona przeprowadzką i ostatnią rozmową z siostrą.
Miasto znikało za horyzontem, zabierając ze sobą nieskończone awantury, cudze dzieci na rękach, poczucie winy i dług, którego nie dało się spłacić. Oparłam się wygodniej o siedzenie i pierwszy raz od lat nabrałam tchu pełną piersią. Przed nami była niewiadoma.
Pociąg niósł nas w nieznane, zamknęłam na moment oczy…



