Obsługa dla jego mamy

Szymon, wszystko rozumiem, ale nie zatrudniłam się jako kucharka dla twojej mamy syknęła z oburzeniem Jagna, wrzucając do koszyka puszkę groszku konserwowego. Mam ochotę rzucić wszystko, wsiąść do samochodu i pojechać do domu. Obiecano mi spokojny wieczór rodzinny we troje, a w praktyce gotujemy na całą kompanię krewnych, podczas gdy twoja mama siedzi jakby nigdy nic! Czy to jest normalne?
Szymon z poczuciem winy schował głowę w ramionach i odwrócił wzrok, udając, że bardzo go interesuje skład surimi. Wyglądał jak pies złapany na gorącym uczynku.
Jagnuś, ciszej, ludzie patrzą mamrotał, próbując złapać żonę pod łokieć, ale ona gwałtownie go odsunęła. Mama źle oceniła swoje siły, każdemu się zdarza. Kupmy wszystko z listy, wróćmy i skończmy te sałatki. Proszę cię, zrób to dla mnie i dla święta.
Źle oceniła swoje siły co za piękna fraza.
Jagna zacisnęła zęby ze złości. Dobrze wiedziała, że teściowa wszystko zaplanowała bezbłędnie.
Zaczęło się tydzień wcześniej od telefonu. Bogumiła, matka Szymona, zadzwoniła z noworocznymi życzeniami, a potem niespodziewanie zdecydowała się zaprosić ich do siebie.
Moje dzieci, przyjedźcie do mnie na Boże Narodzenie świergotała takim słodkim głosem, że można było dostać cukrzycy ze słuchania. Tak bardzo za wami tęsknię! Posiedzimy rodzinnie we troje, powspominamy dawne czasy, pogadamy. Tak mi smutno w tych czterech ścianach.
Jagna od razu poczuła się nieswojo. Instynkt podpowiadał jej podstęp. Spokojne rodzinne wieczory u teściowej zawsze kończyły się przesłuchaniem o wnuki.
Pierwszy raz, kiedy Bogumiła poruszyła ten temat, Jagna i Szymon nie byli jeszcze małżeństwem.
Jagnuszka, a myślałaś już o dzieciach? zagadnęła, gdy zostali sami.
Jagna się zmieszała.
No chcę dzieci, ale jeszcze nie teraz. Z Szymonem dopiero się spotykamy, odpowiedziała niepewnie.
Och Jagnuszka, brak pieczątki w dowodzie nie przeszkodzi dzieciom machnęła ręką Bogumiła. Ale wiek czas ucieka, młodsza nie będziesz. I ja też Jeszcze umrę, nie zobaczywszy wnuków.
Najpierw Jagna była zmieszana i próbowała się wykręcić, później zaczęła się bronić dosadniej. W końcu, dla własnego zdrowia psychicznego, zaczęła unikać spotkań z teściową.
Nic dziwnego, że nie znały się zbytnio i nie rozmawiały. Jagna kontynuowałaby ten styl życia, gdyby nie Szymon, który był zbyt miękki, by odmówić matce.
Jagnuś, chodź, pojedziemy namawiał ją po kolejnym telefonie, patrząc jej w oczy. Jest starsza, naprawdę jej samotnie. Tylko raz, dla mnie. Proszę.
Szymon, nie zatrzymuję cię. Jedź. Wiesz przecież, że nie obchodzę Bożego Narodzenia.
Myśl o tym nie jak o święcie, tylko jak o zwyczajnej rodzinnej kolacji naciskał. Mama chce poprawić relacje. Przecież jesteśmy rodziną
Długo się opierała, ale w końcu zgodziła, licząc na grzeczny uśmiech i wspólną herbatę z plackiem. Bardzo się pomyliła…
Wszystko poszło źle już dzień wcześniej. Bogumiła uparła się, by przyjechali na ósmą, żeby dłużej posiedzieć. Jagna była z tym absolutnie niezgodna; w weekend chciała się wyspać. Po ciężkiej batalii wywalczyła opóźnienie do dziesiątej.
W końcu zmęczeni przekroczyli próg mieszkania teściowej… i nic. Nie pachniało pieczenią, nie słychać było smażenia. Gospodyni powitała ich w zniszczonym szlafroku i wałkach.
No wreszcie! Przyszliście, nie zapomnieliście! rzuciła zamiast powitania. Już prawie jedenasta! Goście na progu, a tu nawet nie zaczęte! Mieliście wcześniej wstać! Teraz pomożecie mi.
Jagna stanęła jak wryta, nie zdążywszy nawet powiesić kurtki.
Jakie goście? spytała zdezorientowana.
No, jak to jakie Lidia i Wiktor właśnie przyjechali z Torunia, szkoda by nie zaprosić. Ciocia Wanda z trzeciego piętra też się zajrzy. Kuzynka obiecała No przecież nie wyproszę ich wszystkich! Koniec gadania, szybko na kuchnię, czasu brakuje!
Jagna pojęła wreszcie skalę katastrofy. Zaproszono ich nie jako gości, ale jako darmową siłę roboczą.
Święta zamieniły się w koszmar. Bogumiła okamgnieniu przeszła z roli gospodyni w dowódcę, uzbroiła się w szmatę i biegała po mieszkaniu wydając rozkazy. W gotowanie nawet palcem nie ruszyła. Mało tego, okazało się, że nawet z zakupami pomyliła się: czegoś zabrakło, czegoś nie kupiła. Dała Szymonowi listę i wysłała młodych do sklepu.
Jagna rzeczywiście rozważała ucieczkę, ale dla męża postanowiła wytrzymać.
Wkrótce każdy wrócił do swojego stanowiska pracy. Jagna do deski, Szymon do miski z ziemniakami. Zamiast obiecanej rodzinnej atmosfery otrzymali listę zadań. Harowali w cieple przez pięć godzin bez przerwy.
Koło szesnastej zaczęli schodzić się goście. Eleganccy, pachnący, uśmiechnięci. Jagna i Szymon byli już ugotowani. Do stołu dotarli w ostatniej chwili, z czerwonymi twarzami, poplamionymi ubraniami, ledwie stojąc. Nie mieli ochoty nie tylko świętować, ale nawet żyć.
Bogumiła natomiast zdążyła przebrać się w sukienkę i pomalować usta. Siedziała na czele stołu, odbierając komplementy.
Bogusiu, jak zwykle Taka gospodyni, tyle na stole! chwaliła ją nieznajoma Jagnie kobieta, nakładając sobie sałatkę pokrojoną przez synową.
Staramy się. Wszystko dla gości, wszystko dla was odparła skromnie Bogumiła, uśmiechając się.
W dodatku w pewnym momencie Bogumiła znów zaczęła mówić o dzieciach: wzniosła toast o tykających zegarkach. Gdyby nie Szymon, który przycisnął kolano Jagny swoim, Jagna odwróciłaby miskę z sałatką prosto na stół.
To był ostatni raz powiedziała sucho do męża, kiedy wracali już późnym wieczorem. Więcej moja noga nie postanie w domu twojej mamy. Jeśli chcesz, jedź do niej, pomagaj, haruj ile chcesz, ale sam. Mam dosyć.
Szymon nawet nie próbował się sprzeczać. Kiwnął tylko głową.
Minęły trzy miesiące. Plecy Jagny już dawno przestały boleć po tamtym feralnym dniu, ale niesmak pozostał. Więc gdy na początku marca Szymon oznajmił, że mama znowu zaprasza, nerwowo zacisnęła zęby.
Zaprasza nas na ósmego marca. Mówi, że tym razem faktycznie tylko we troje. No, może ciocia Luba wstąpi na chwilę, ale tylko złoży życzenia i wyjdzie dodał Szymon, widząc wymowne spojrzenie Jagny. Ale nie zmuszam cię, tylko mówię.
Szymon cały się skurczył, spodziewając się krzyków i pretensji o zepsute święto. Jagna jednak tylko zamyśliła się nad oknem, a potem
Dobrze. Powiedz swojej mamie, że przyjedziemy.
Jagnuś serio? Mówiłaś przecież
Pamiętam co mówiłam. Ale jak jej odmówię, znowu zacznie naciskać i dzwonić codziennie, jak ostatnio. Chcę zrobić tak, by już mnie nie zapraszała, nie żaliła się i nie grała na litość. Posłuchaj Po prostu mi zaufaj, jeśli nie chcesz kolejny raz tyrać w kuchni.
Szymon odwrócił wzrok. Postanowił nie dopytywać i pozostać neutralny
Ósmego marca, wbrew oczekiwaniom Bogumiły, dzień rozpoczął się nie od budzika i pośpiechu, lecz od lenistwa. Jagna i Szymon leżeli w łóżku, oglądali lekki serial i jedli lody prosto z pudełka. Żadnych szykowań, makijażu, szukania porządnych koszul.
W południe Bogumiła zaczęła wydzwaniać.
Halo, Bogumiła? Nie uwierzy pani Dopiero otworzyliśmy oczy ze sztucznym żalem powiedziała Jagna do teściowej. Wczoraj siedzieliśmy długo ze znajomymi, zaspałam na budzik.
No jak tak można, Jagnuszka? Czekam już na was zniecierpliwiona odpowiedziała Bogumiła. Pośpieszcie się. Gęś stygnie.
Już się zbieramy! Godzina, najwyżej półtorej będziemy! zapewniła Jagna i wróciła do serialu.
Szymon patrzył nerwowo na żonę, ale milczał. Lepiej leżeć w ciepłym łóżku niż harować w kuchni.
O trzynastej telefon zadzwonił znów. Tym razem Jagna odczekała chwilę, zanim odebrała.
Już prawie wychodzimy, Bogumiła! Zaraz zamówimy taksówkę i lecimy świergotała nie ruszając się z łóżka.
Po kolejnym godzinie zmieniła wersję.
Tu chyba doszło do stłuczki na skrzyżowaniu, cała droga zablokowana powiedziała Jagnie, przyciszając telewizor. Okropny korek. Ale zaraz powinno się rozładować.
Około czwartej Bogumiła nie wytrzymała.
Gdzie wy jesteście?! krzyknęła już bez porannej uprzejmości. Ile można jechać?! Piechotą byście dawno doszli!
Jagna wyraźnie usłyszała w tle rozmowy i śmiech. Zmrużyła oczy.
Bogumiła, nie jest pani sama? spytała wprost.
Sama, nie sama Co za różnica? Krewni przyszli złożyć życzenia. Przecież nie wyrzucę ich za drzwi. Wy się ruszacie czy nie?! Ledwo stoję na nogach, wszystko sama muszę robić!
Wszystko jasne. Bogumiła znów liczyła na darmowych pomocników, a tu jej plan runął i musiała radzić sobie sama. Sama siebie wpędziła w tarapaty.
Wie pani Nie przyjedziemy odparła spokojnie Jagna.
Co?!
Nagle poczułam się źle. Chyba mnie zemdliło w drodze. Wracamy do domu.
Na chwilę zapadła cisza, potem Bogumiła wybuchła.
Jak możesz?! Niewdzięczna dziewucho! Od rana stoję przy kuchni, dla kogo wszystko to zrobiłam?! Dla kogo?! Płynął strumień oskarżeń. Robisz mi specjalnie na złość! Jeśli mi zaraz stanie się coś złego?! Szymon! Daj mi Szymona!
Szymon wszystko słyszał, ale nawet się nie ruszył. Spojrzał tylko w podłogę. Jagna po krótkim namyśle nacisnęła czerwoną słuchawkę i wyłączyła telefon.
O to właśnie chodziło rzuciła do męża. Znowu tłum gości. I znów oczekiwano od nas pracy. Niech mama radzi sobie sama, skoro zaprosiła pół rodziny.
Wieczorem pojechali do rodziców Jagny.
Różnica widoczna była od progu. Tu też było zamieszanie, lecz zupełnie innego rodzaju. Nikt nie siedział z kwaśną miną, czekając na obsługę. Matka Jagny próbowała postawić na stole wielką miskę sałatki, nawet ojciec kroił kanapki.
O, młodzież przyszła! ucieszył się na widok córki i zięcia. Szymon, przynieś krzesła z sypialni do salonu, nie ma gdzie usiąść.
Szymon poszedł wykonać prośbę. Jagna stanęła obok matki, pomagając ustawiać talerze.
Pomagali, tak, ale nie ze zmusu. Tu to wydawało się czymś naturalnym, nie wyzyskiem. Każdy dokładał swoją cegiełkę, żeby wszystkim było dobrze.
Przy stole Jagna patrzyła na uśmiechniętą matkę i Szymona pogodnie rozmawiającego z teściem, czując jak napięcie powoli odchodzi. Sprawiedliwość w końcu zatriumfowała. Choć przyszło to przez konflikt, Bogumiła raczej nie odważy się powtórzyć tego samego. Mosty między Jagną a teściową zostały ostatecznie spalone, lecz to lepsze niż być służącą na cudzym święcie…

Rate article
Fajna Tajna
Obsługa dla jego mamy