Babciu, mogę u ciebie trochę pomieszkać? zanosiła się płaczem Dorota. Już nie mam siły z nim żyć.
Oczywiście, dziecino, mieszkaj ile chcesz odpowiedziała łagodnie Wanda Jaroszewska, przytulając wnuczkę. Znów cię ten Piotrek prześladuje?
A prześladuje westchnęła Dorota. Mama nie pozwala mi od niego odejść, bo nie chce mieć kłótni z jego rodzicami. A ja już mam tego po uszy.
Wanda Jaroszewska nigdy nie pałała szczególną sympatią do swej synowej, Elżbiety. Oziębła, wyrachowana, dla której własny interes był ważniejszy niż czyjeś uczucia. Nawet Dorotę zmusiła do ślubu z Piotrkiem tylko dlatego, że jego ojciec był dyrektorem w urzędzie wojewódzkim.
Piotrek cię bije? zapytała Wanda z troską.
Bije szepnęła cicho Dorota i łzy pociekły jej po policzkach.
A rodzice o tym wiedzą? Wanda zmarszczyła brwi.
Wiedzą przesiąknięta przez łzy odpowiedziała Dorota.
I nie pozwalają odejść? zdumiała się babcia.
Nie Mówią, że narobię im wstydu przed znajomymi. Że sama jestem winna, powinnam być potulniejsza. Ale jak tu być potulnym, jak on złośliwy i okrutny? Babciu, ja już nie dam rady
To nie musisz, kochanie pogładziła ją po włosach Wanda. Zostajesz u mnie, a z twoimi rodzicami to ja sobie pogadam.
Co znaczy, że odeszła od męża?! wydarła się Elżbieta, gdy Wanda zadzwoniła do synowej. Ma natychmiast wrócić!
Nie drzyj się bezceremonialnie przerwała jej Wanda. Nigdzie nie wraca.
Czy pani sobie wyobraża, ile złotych utopiliśmy w ten ślub?! Elżbieta była bliska omdlenia. Jego rodzina jest szanowana, a ona nas kompromituje!
A to ty nas kompromitujesz, a my cię i tak tolerujemy odpowiedziała Wanda. Mam dosyć tych twoich wymówek. Usłyszałaś mnie.
I rozłączyła się. Wściekła Elżbieta cisnęła telefonem o ścianę, aż się rozleciał. Obraziła teściową wszystkimi możliwymi epitetami. Wanda natomiast od razu wykręciła numer syna:
Wiedziałeś, że ten gamoń bije Dorotę?! grzmiała do Andrzeja.
Eee mruknął Andrzej. Coś tam słyszałem, ale nie wiem, może Dorotka koloryzuje?
Ty na poważnie, czy udajesz głupiego?! Wanda uniosła głos. Twoją córkę mąż bije, a ty bełkoczesz pod nosem?!
No a co ja mam zrobić? zdziwił się Andrzej. To jej mąż.
W mordę mu dasz! ryknęła Wanda. By zapamiętał raz na zawsze, jak krzywdzić naszą dziewczynę. Dorota nie jest bezbronna i ma komu ją bronić!
Nie wtrącaj się, sami sobie poradzą odburknął Andrzej.
Wszystko jasne oburzyła się Wanda. Córką handlujecie dla własnej wygody!
Dwa dni później do Wandy przybyła cała delegacja: mąż i rodzice Doroty.
Dorota ma natychmiast wrócić do męża! wykrzyknęła Elżbieta od progu.
Dorota nic nie musi! odpowiedziała stanowczo Wanda. Nie poznaję was To wasza córka, a zachowujecie się tak, jakby była obca. Co z was za rodzice?!
To wszystko przez pani złe wpływy! rzuciła oskarżycielsko Elżbieta. Ja się przez jej wybryki nie zamierzam odebrać przyjaźni z Biernackim!
Może pan Biernacki najpierw nauczy syna nie podnosić ręki na kobietę? popatrzyła twardo Wanda, zerkając na Piotrka.
Piotrek spuścił wzrok, Elżbieta stanęła mu w obronie:
Przecież nie uderzył jej mocno Poza tym, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.
Andrzej, ty też tak uważasz? spytała Wanda syna.
Mamo, sami sobie poradzą mruknął Andrzej. Z Doroty to obrażalska jest, powinna się zmienić.
Wanda przylała synowi z liścia, potem stuknęła w bark Elżbietę i walnęła dla porządku również Piotrka.
Wszyscy zamilkli zdziwieni, a ona powiedziała:
Ja to z miłości! Taki nasz rodzinny sposób na rozładowanie napięcia Nie podoba się? Obrażeni? To wy po prostu macie przewrażliwiony charakter! Wracajcie do domu i zmieniajcie się!
I wyprosiła całą gromadkę za drzwi.
Marsz, marsz I zabierajcie swojego ślepca. A Biernackiemu przekażcie ode mnie, żeby syna trochę wychował. A ty Elżbieto, jak ci tak zależy na kontakcie z Biernackim, to może wyjdź sobie sama za jego syna.
Mojej nogi już tu nie zobaczysz! ryknęła Elżbieta, schodząc po schodach.
Cudownie! rzuciła za nią Wanda. Teściowa z ciebie licha, a i matka jeszcze gorsza!
Zamknęła drzwi, odetchnęła i zwróciła się do Doroty, która przez cały ten cyrk nawet nosa z pokoju nie wychyliła:
Widzisz, Dorotka, ucz się walczyć o siebie. W życiu jeszcze będziesz musiała się nieraz bronić. Życie dla innych to jakby sama sobie krzyż na grób postawić. Podziękowania się nie doczekasz.
Jak chcesz, ale masz przekonać tą stukniętą matkę, żeby się w nasze sprawy nie wtrącała! wrzeszczała Elżbieta na Andrzeja. Co ludzie powiedzą?! Ślub Doroty to był wstęp do wyższych sfer, a przy rozwodzie wszystko przepadnie!
A po co ci te wyższe sfery? westchnął Andrzej. Masz czegoś za mało?
Tak! drżała Elżbieta. Za mało pieniędzy, pozycji i wpływów! Chcę wyżej, chcę, żeby mi zazdrościli!
Andrzej wywrócił oczami. Z jej krzyku miał dzwonienie w głowie i chęć zaszyć się w piwnicy. Kiedyś chciałby powiedzieć: Zamknij się!, ale tylko mruknął:
Daj spokój, pogadam z mamą.
Pogadam z mamcią przedrzeźniła go Elżbieta. Phi! Mięczak!
Andrzej usunął się do drugiego pokoju. Zawsze unikał konfliktów, łatwiej mu było wszystkim przytakiwać niż stawiać na swoim.
Następnego dnia Andrzej znowu zapukał do matki.
Nawet nie próbuj prosić! rzuciła od progu Wanda.
Nie zamierzam odparł spokojnie Andrzej.
To po co przyszedłeś?
Mogę się u ciebie zatrzymać?
Zbytnio cię dobiła? spytała ze współczuciem Wanda.
Mam już dość jej awantur westchnął Andrzej. Jakby opętało.
Sam sobie winny stwierdziła Wanda. Trzeba dbać o własne granice. Jakbyś od razu pokazał, gdzie twoje nie, miałbyś spokój. A tak jesteś jak muł na sznurku.
Andrzej przytaknął, Dorota położyła głowę na jego ramieniu. Wiedziała, że matka od zawsze tłamsiła ojca, a ten, cichy i spokojny, nigdy się nie postawił.
Dobrze, że Dorotka w porę się wyrwała z takiego małżeństwa rzuciła z czułością Wanda. Sami jesteście odpowiedzialni za swoje życie. I to od waszych decyzji zależy, jak będziecie żyć. Jasne, ptaszki?
Dorota i Andrzej pokiwali głowami, a Wanda pokręciła z rezygnacją i dodała:
Uczyć was jeszcze i uczyć
Andrzej tego samego dnia spakował walizki i oznajmił Elżbiecie, że się wyprowadza. Elżbieta zareagowała jak zawsze na niepożądaną sytuację: histerią, rzucaniem talerzami i wyzwiskami.
Piotrek dzień w dzień wydzwaniał do Doroty, najpierw prosił o powrót, potem żądał, aż w końcu zaczął grozić. Dorota się nie poddawała ani trochę nie tęskniła za starą rolą. Zresztą już miała nowe plany na życie.
Po tygodniu na progu Wandy zjawił się Grzegorz Biernacki, grzmiąc na całą klatkę:
Powariowaliście wszyscy? Jedna uciekła od męża, drugi od żony! Wracajcie natychmiast do rodzin! A pani, pani Wando, przestań ułatwiać takie brewerie!
Dorota i Andrzej nie zdążyli nic powiedzieć, bo Wanda już stała z rękoma na biodrach:
A ty kto, żeby mnie życia uczyć? Syna się ucz wychowywać najpierw!
Już z nim rozmawiałem przyznał Grzegorz, nieco przygaszony. Już się poprawi.
Trzeba było rozmawiać, zanim w ogóle coś takiego mu się przez myśl przesunęło wytknęła Wanda.
Po co od razu dramaty? Grzegorz spojrzał na Wandę jak sędziwy lis. Nasz Piotrek ją kocha Poprawi się. Po co psuć nam wszystkim opinię przez rozwód? Ja też, wie pani, mógłbym pogadać ze znajomymi o Dorocie, powiedzieć, że Piotr ją rzucił, bo była latawicą albo fleją.
Grzesiu, nie strasz mnie odpowiedziała spokojnie Wanda. Bo ja też mogę popracować nad twoją opinią, na przykład powiedzieć, że w podstawówce przy mnie się posikałeś. Jak myślisz, o czym będzie głośniej w mediach: o tym, że twój syn nie radzi sobie z żoną czy że taki wielki pan zasikał spodnie?
Grzegorz zbladł jak ściana:
Chyba pani tego nie powie?
Wanda uczyła go w podstawówce, więc wszyscy by jej uwierzyli. Nawet jakby to nie była prawda plotka już zostaje.
No nie wiem wzruszyła ramionami. Wszystko zależy od ciebie.
Grzegorz poczuł się jak malec, po chwili odchrząknął i ogarnął sytuację:
Rozumiem, dotarło do mnie.
No i fajnie! szeroko się uśmiechnęła Wanda. A teraz masz mi kupić pobyt w sanatorium dla mnie i Doroty, to ponoć świetnie leczy duszę. I powiesz wszystkim, że Dorota pojechała pomagać schorowanej babci.
Grzegorz zamyślił się chwilę. Choćby był nie wiem jak ważny, w starciu z Wandą został zawsze uczniem podstawówki. Wiedziała, jak przekonać czasem cukierkiem, czasem kijem, a czasem szantażem.
Dobrze, załatwię wam turnus w najlepszym sanatorium zgodził się Grzegorz. Proszę mi wybaczyć. I Piotrka też wybaczcie z wychowaniem mi nie wyszło.
No cóż, taka prawda skinęła Wanda. Idź lepiej już i zajmij się synem. A mój ci jest taki, Grzegorz, rada: żyj według sumienia, nie według tego, co ludzie powiedzą. Sprawiedliwego nikt nie oczerni.
Grzegorz kiwnął głową i się oddalił. O sanatorium nie zapomniał, nawet zorganizował najlepsze. Szacunek do Wandy pozostał była dla niego zawsze autorytetem. Dorotę także cenił i szczerze żałował, że Piotrek nie dźwignął małżeństwa.
Rozwód Doroty i Piotrka odbył się dopiero po roku. Oboje byli już w nowych związkach, więc wszystko przebiegło cicho i bez sensacji. Dorota wyszła ponownie za mąż i żyje szczęśliwie z mężem i dwójką dzieci. Babcię zabrała do siebie tak jak kiedyś babcia zabrała ją.
A Andrzej? Nie rozwiódł się, ale nadal mieszka z matką.
Rodzinne więzi po polsku: – Babciu, mogę u ciebie trochę pomieszkać? – wyszlochała Daria. – Nie mog…



