CZEGO UTRACISZ, TEGO NIE ODZYSKASZ
Gdy Tamara pokazywała znajomym swoje zdjęcia ze ślubu, często mawiała z uśmiechem:
Oj, ile ja się namęczyłam w tej sukni! Owszem, piękna była, lecz ciężka i niewygodna. Następnym razem, jak będę wychodzić za mąż, wybiorę lekką i zwiewną sukieneczkę.
Wszyscy byli przekonani, że Tamara żartuje. Śmiali się razem z nią. I rzeczywiście tak było. Każdy wiedział, że Tamara wyszła za mąż z wielkiej miłości. To była typowa wakacyjna znajomość. Tamara miała wtedy 21 lat, a jej wybranek, Olek 28.
Sierpniowe słońce, Bałtyk, bąbelki w kieliszku, rozgwieżdżone niebo Cała ta atmosfera przyniosła im decyzję, by razem iść do życia. Jednak zanim stanęli przed urzędnikiem stanu cywilnego, Olek musiał rozwieść się z drugą żoną, a Tamara przenieść się do rodzinnego miasta męża.
Lublin Gdańsk Lublin. Ten szlak na długie lata stał się dla Tamary tak znajomy, że trudno go było nie rozpoznać przez sen.
Ale wszystko zaczęło się od wynajmowanego mieszkania. Olek oddał swoje w Gdańsku drugiej żonie. Ta groziła, że połknie proszki, obleje nową żonę kwasem, wyskoczy z okna, jeśli tylko nie wróci do niej! Z czasem jednak ta kobieta ucichła, znikła. Może Olek coś jej obiecał? O pierwszej żonie Olek nie lubił wspominać. Trwało półtora roku nie dogadali się. Potem pierwszy raz szczęśliwie wyswatał ją swojemu kumplowi. Ucieszył wszystkich, siebie również.
Druga żona wytrzymała dłużej, aż trzy lata. To wystarczyło, by Olek zobaczył jej prawdziwe oblicze. Nazywała dzieci pogardliwie ludzkimi potomkami. Tamary te perypetie życiowe zupełnie nie ruszały. Była pewna siebie, niezależna, śliczna, a Olek ją nosił na rękach. Był absolutnie przekonany, że znalazł się w raju. Kiedy dawał kwiaty, były to całe bukiety, kiedy kupował płaszcz to zawsze kilka naraz; o butach nie wspominając. Tamara mogła zmieniać je codziennie. Zwiedziła z Olkiem Londyn, Paryż, Budapeszt żeby nabrać świeżego spojrzenia na świat i zebrać siły przed narodzinami potomka.
Wkrótce na świecie pojawiła się dziewczynka Marysia. Podczas gdy młoda mama opiekowała się małą, Olek kupił dom na przedmieściach i urządził go na tip-top. Wszystko dla swoich ukochanych dziewczyn!
Nowy dom, ciepło rodzinne. Marysia szybko poszła do przedszkola. Tamara zabrała się żarliwie za kształcenie. Jednak wolała studiować w swoim Lublinie. Tam były jej przyjaciółki, mama, znajome twarze, wszystko wydawało się bliższe sercu. Na ławeczce pod starymi lipami było najspokojniej.
Marysię zwykle zostawiała babci teściowej, która nie odstępowała wnuczki na krok. Gdy Tamara miała sesję, mieszkała w Lublinie. Olek strasznie ją podejrzewał, organizował jak na detektywa przystało przypadkowe spotkania na ulicach, wpadał bez zapowiedzi. Ale Tamara nie dawała powodów do zazdrości Albo tak przynajmniej się wydawało.
Ona po prostu zawsze chciała uciec od domowych obowiązków. Byłaby gotowa całe życie się uczyć, byle tylko nie szorować naczyń, nie troszczyć się o dziecko i męża. Wydawało jej się, że życie gdzieś jej umyka. Dlaczego taka zdolna dziewczyna, taka ładna, ma zajmować się czymś, co uważała za zupełnie błahe?
Po kilku latach w jej torebce leżały trzy dyplomy i wszystkie czerwone. Specjalność główna psycholożka. Tamara z zapałem szukała pracy. Olek był przeciwny:
Przecież nie brakuje nam pieniędzy! Zwariuję, zanim wrócisz z urzędu! Może urodź mi jeszcze syna? Albo drugą córeczkę? Wszystko jedno! Bylebyś była przy mnie.
Tamara nie widziała się już w roli mamy po raz drugi. Uważała się za spełnioną. Dała życie Marysi, podarowała córkę mężowi i tyle. Słysząc te rozważania, teściowa zaproponowała, by Marysia została u niej, aż Tamara dorośnie. Skoro synowej ciągle nie po drodze z dzieckiem, ona się nim zaopiekuje. Tak, dla wnuczki.
Tamara bez wahania się zgodziła i zaraz wyruszyła do Lublina, nawet nie uprzedzając Olka. Tylko pomyślała: Zadzwonię z Lublina.
Lecz w Lublinie czekał już Olek. Poznał sztuczki żony.
Tamara, gdzie Marysia? Czemu jesteś tu, a nie w Gdańsku? Masz kochanka? pytał z wyrzutem.
Olku, nie wymyślaj! Ani kochanków, ani adoratorów. Po prostu nudzi mi się z tobą, rozumiesz? Chcę być wolna! Tamara powiedziała spokojnie.
Wolna? Ode mnie i od córki? A co z miłością? Już się wyczerpała? Może masz kryzys wieku średniego? Razem to przetrwamy. To tylko chwila, Tamaro
Nie przetrwamy zamknęła temat Tamara.
Olek poszedł po radę do teściowej, lecz ta rozłożyła ręce:
Cóż mogę ci poradzić, zięciu? Sam sobie radź. Tamara to skała, jej nie przekonasz.
Olek wrócił sam do Gdańska. Nie rozumiał, jak odbudować rodzinę, jak przemówić żonie do rozsądku. Coraz częściej myślał gorzko: Chciałem dobrze, wyszło jak zawsze. Widocznie nie pasuję.
Dni mijały, tygodnie. Tamara nie wracała. Na telefon odpowiadała sucho: U mnie wszystko dobrze.
Czas płynął
Po długich rozważaniach Olek postanowił sprzedać dom, zabrać córkę i przeprowadzić się do Lublina, w nadziei, że to ocali rodzinę.
Tamara podeszła do tego zimno. Próbowała odwieść Olka od pomysłu po co stresować córkę, przenosić do nowej szkoły, rozdzielać z koleżankami. I babcia też tego nie pochwali. W rzeczywistości były to tylko wymówki. Tamara pławiła się w wolności i nie miała ochoty jej oddać. Żyć jak ptak niebieski powtarzała sobie. Otworzyła mały biznes – pracownię krawiecką. Wynajęła mieszkanie, miała adoratorów. Czasu na nudę nie było. I nagle znowu mąż i córka. Po co? Tamara chciała wymazać dawne życie. Miała w sobie niezachwianą pewność, że to, co się kiedyś działo, dotyczyło innej kobiety, nie jej.
Olek nie słuchał argumentów przeprowadził się z Marysią do Lublina. Wciąż miał nadzieję na odbudowanie rodziny. I mimo spustoszeń w duszy, miłość do Tamary tliła się w nim wciąż.
Na początku Olek odbierał Tamarę z pracy, przyprowadzał córkę taka sama była jak matka, jak kropla w kroplę. Ale bez skutku. Tamara była jak marmurowa statua. Nic nie burzyło jej spokoju. I wreszcie postawiła sprawę jasno:
Olek, zostaw mnie w spokoju. Chyba czas się rozstać. Marysię możesz zostawić u mnie, dam jej schronienie.
Marysia miała już jedenaście lat. Nie potrzebowała schronienia. Miała kochającego ojca, babcię, która codziennie otaczała ją opieką i modlitwą. Marysia pamiętała o mamie. Kochała ją i nie rozumiała, dlaczego mama sama zrezygnowała z własnej córki.
Czas leciał nieubłaganie.
Życie nie stało w miejscu każdy za swoje czyny zbierał należną zapłatę.
Olek przestał łowić ryby na suchym lądzie. Zrozumiał, że serce Tamary pozostaje niedostępne. Los podarował mu zwykłą kobietę. Twardo stąpała po ziemi, bez szaleństw, bez marzeń o dalekich podróżach. Żadne Londyny ani Paryże, żadnych setek butów ani futer. Dobrze by było mieć porządne kalosze na błoto, ciepłą kurtkę do obory i dzieci na ludzi wyprowadzić tyle jej wystarczało do szczęścia.
Olek poczuł się przy niej spokojny i szczęśliwy. Prosto, ciepło, zwyczajnie. Gdzie prosto, tam sto aniołów, gdzie mędrkują, tam ani jednego mówi stare przysłowie. Urodziła się im córka. Olek wreszcie poczuł, czym jest szczęście. Może dopiero za czwartą próbą. O dawnych małżeństwach nie chciał już pamiętać.
A Tamara? Została z mamą w jej domu. Jeden z partnerów w interesach obiecywał złote góry, a potem oszukał ją na resztkę oszczędności. Krawiectwo splajtowało. Wielbiciele rozpłynęli się w powietrzu.
Słowem, swatano ją, swatano, a na końcu wszyscy się pochowali. Znalazła pracę jako psycholożka w szkole. W końcu na coś się to wykształcenie przydało. Niczego nie żałuje. Chociaż Dusza ludzka to głęboka studnia. Może iskierka żalu jeszcze w niej zapłonie? Któż to wie
Marysia, już dorosła i zamężna, mieszka z mężem u babci, która ją wychowała, w Gdańsku. W dniu ślubu miała na sobie lekką i zwiewną suknię ślubną. Podarowała jej mamaKiedy nadszedł pierwszy taniec, Marysia spojrzała ukradkiem na pustą ławkę w kościele. Przez ułamek sekundy wydało jej się, że widzi znajomą sylwetkę, delikatnie poprawiającą włosy. Zaraz potem wszystko zniknęło w gwarze, muzyce, śmiechu. Tego wieczoru, tańcząc pod rozświetlonym niebem, babcia ściskała jej dłoń najmocniej na świecie, namaszczając radość krótkim szeptem:
Pamiętaj, dzieciom trzeba stać się domem. Nawet wtedy, gdy same uczą się latać.
I Marysia po raz pierwszy zrozumiała, ile rzeczy można utracić na zawsze a ile można zbudować na nowo.
Pod koniec wesela znalazła chwilę, by przejść bosą stopą po trawie. Zamknęła oczy, poczuła na skórze ciepły wiatr. I w tej ciszy, w tym krótkim oddechu świata, wiedziała, że jest dokładnie tam, gdzie powinna.
Czego utracisz, tego nie odzyskasz ale czasem właśnie to pozwala odkryć w sobie siłę do budowania czegoś piękniejszego.



