Nie wolno zabierać cudzych rzeczy

Nie wolno brać cudzych rzeczy
Wiesz co, opowiem Ci historię, która zawsze mnie wzrusza, bo trochę dotyka życia takiego naszego, polskiego, po sąsiedzku. Była sobie jedynaczka, Zuzanna rodzice ją rozpieszczali, wszystko dla niej, jak to zwykle bywa. Ojciec, pan profesor Tomasz, mama, pani Halina, oboje pracowali w Instytucie Badawczym. U nich w domu zawsze gwar, ludzie z pracy, sąsiedzi, rodzina ciepełko, śmiech.
Pani Halinka była mistrzynią kuchni domowej. Co weekend piekła wielkie drożdżowe placki, makowiec czy sernik, a stół zawsze zastawiała jak na święta. Goście śmiali się: No Halinko, Ty jak zawsze pięknie i smacznie. Człowiek tylko spojrzy, już by zjadł pół stołu!
Zuza nigdy nie była geniuszem, ale solidną uczennicą z samymi czwórkami i piątkami. Rodzice nie musieli jej pilnować, sama z siebie była obowiązkowa wracała ze szkoły, przebierała się, jadła obiad i siadała do lekcji.
Zuzanko, byłaś dziś na lekcji muzyki?
Byłam, mamo, wróciłam właśnie.
Zuza chodziła do szkoły muzycznej, grała na skrzypcach po prostu z pasją. Gdy tylko brała instrument do ręki, świat jej nie istniał, zapominała o wszystkim. Nauczycielka zawsze ją stawiała za wzór.
Lata szkolne minęły szybko. Przyjaciół miała dużo, była otwarta i serdeczna, wszystkim chciała pomóc. Mieszkali w dużym mieście Kraków, więc Zuzanna planowała iść do miejscowego uniwersytetu.
Ty to masz szczęście, Zuza, mówiła jej kumpela Iwona. Twoi rodzice to ją na studia bez problemu załatwią. A ja? Ledwo szkołę kończę, gdzie tam mi do uniwersytetu.
A gdzie zamierzasz iść?
Nigdzie. Do pracy idę, mama sama mnie wychowuje, ledwo daje radę. Będę zarabiać, może łatwiej jej będzie.
Zuza nie do końca rozumiała Iwonę, bo u nich jej rodzice zarabiali dobrze, niczego jej nie brakowało.
Mamo, na studniówkę potrzebuję nową sukienkę i buty.
Spokojnie, córeczko, jutro wolne, to ruszymy na zakupy. obiecała pani Halina.
Sukienka wystrzałowa, buty do kompletu, jeszcze tylko zdać egzaminy, dobra zabawa i w końcu dorosłość. Zuza dostała się na krakowską Politechnikę. Rodzice trochę pomogli, ale i bez tego dałaby radę, mama była wszędzie lubiana, więc zawsze na wszelki wypadek coś szeptała tu i tam.
No i jestem studentką! wołała Zuzanna, widząc swoje nazwisko na liście przyjętych.
Gratulacje, córko! śmiał się ojciec i podarował jej nowy telefon komórkowy wtedy to był luksus.
Wszystko jej się tam podobało, wykładowcy, spotkania naukowe i imprezy studenckie. Inny świat. Z Iwoną prawie się nie widywała Zuza ciągle zajęta, Iwona pracowała na produkcji, miała swoje życie, swój świat.
Latem Zuza wyjeżdżała z ekipą na praktyki budowlane masa znajomych, zabawa, młodość. Podobała się chłopakom, była sympatyczna, ale poważnej miłości jeszcze nie zaznała. Czasem umawiała się na randki, ale bez wielkich emocji.
I w ostatnim roku studiów, poznała Marcina chłopak po wojsku, pracował w zakładzie naprawy sprzętu AGD. Spotkali się przypadkiem w kinie Zuza przyszła z Iwoną, dziewczyny wreszcie znalazły czas.
Cześć, mogę się dosiąść? zapytał uprzejmie Marcin, kiedy piły koktajl przed seansem.
Jasne odpowiedziała Iwona, a Marcin od razu oczy utkwione w Zuzie.
Marcin jestem przedstawił się. Dużo dziś ludzi rozejrzał się, jakby szukał usprawiedliwienia.
Iwona, a to Zuza.
Znajomy polecił ten film Samemu raźniej.
My też rzadko mamy czas, praca, studia tłumaczyła Iwona, spodobał jej się Marcin, ale ten patrzył tylko na Zuzę.
Po seansie spotkali się jeszcze, poszli na spacer, Marcin odprowadził dziewczyny najpierw Iwonę, potem Zuzę. Wymienili się numerami, wtedy numer telefonu to było coś.
Marcin był przystojny, rozmowny i oczytany, nic dziwnego, że Zuza się zakochała. Po pół roku wzięli ślub. Rodzice Zuzanny zaakceptowali Marcina przyszły zięć im się podobał.
Po studiach Zuza niedługo pracowała, potem urodziła synka, Antka. Z Marcinem była szczęśliwa. Okazał się świetnym mężem i ojcem, zawsze gotowy do pomocy. Zuza powtarzała:
Mamo, mam szczęście Marcin to naprawdę lepsza połowa.
Cieszę się, córko. Marcin to dobry człowiek mówiła mama, a ojciec grał z zięciem w szachy, rozmawiali o wszystkim i niczym.
Ale szczęście nie trwało wiecznie. Antek miał pięć lat, gdy Zuza i Marcin mieli wypadek samochodowy motocyklista wjechał w nich jak szalony. Zuza wyrzucona z auta to przyczyniło się do jej ocalenia, Marcin zginął. Dobrze, że Antek był wtedy u dziadków.
O Boże, dlaczego tak? szeptała Zuza w szpitalu, a przy łóżku siedziała mama.
Zuziaczku, najważniejsze, że żyjesz płakała Halina. Połamane nogi i żebra, ale jesteś cała.
Pogrzeb Marcina był ciężki, Zuza na wózku inwalidzkim. Długo dochodziła do siebie, rodzice pomagali, mieszkała z Antkiem u nich. Tylko syn dodawał jej siły.
Dziękuję, Boże, za Antka patrzyła na obraz Matki Boskiej. To dzięki niemu zaczęłam znów żyć.
Trzeba było zaczynać od nowa. Zuza zdecydowała:
Mamo, chcę się przenieść nad Bałtyk, mamy tam dom. Nad morzem łatwiej oddychać, dla mnie i Antka to zdrowie, a tutaj wszystko przypomina Marcina.
Rodzice zgodzili się. Po przeprowadzce Zuza poczuła spokój, zatrudniła się jako administratorka w pensjonacie. Antek chodził do szkoły, a w weekendy szli na plażę.
Pewnego dnia na plaży Zuza zgubiła obrączkę pamiątka po Marcinie, bardzo wartościowa. Siedziała zapłakana, szukając jej w piasku.
Dlaczego płaczesz? usłyszała czyjś głos.
Zgubiłam obrączkę To dla mnie ważne.
Ale kto chodzi na plażę w obrączkach?
Ja chodzę Masz jeszcze pytania?
Dobra, pomogę Ci. odpowiedział mężczyzna. Jestem Krzysztof, a Ty?
Zuza razem przesiewali piasek, aż obrączka znalazła się w jej ubraniu.
Dziękuję, Krzysztof.
Na wakacjach jesteś? Ja z kolegą przyjechałem, odpoczywam, bo on wczoraj trochę przesadził z alkoholem, więc dziś jestem sam…
Ja tu mieszkam odpowiedziała Zuza.
Krzysztof zaprosił ją potem do kawiarni.
Chodźmy, trzeba zejść z plaży, jeszcze się spalimy. Dziś taki upał.
W kawiarni pili zimne koktajle. Zuza się nie spieszyła, Antek był u dziadków, wyjechał na miesiąc, sam chciał, a przywiezie go rodzina na rozpoczęcie szkoły. Krzysztof przyznał się od razu: ma żonę i córkę, pracuje w Warszawie na lotnisku.
Zuza opowiedziała mu swoją historię śmierć męża, życie od nowa.
Dlatego zaczęłam wszystko od nowa tłumaczyła. Przeprowadziliśmy się tu z synem.
Z Krzysztofem rozmowa była lekka, zwyczajna, bez udawania. Odprowadził ją potem do domu i na tym się skończyło. Ale trzy dni później znów się spotkali czekał na nią pod pensjonatem z ogromnym bukietem kwiatów.
Cześć, tęskniłem wręczał jej kwiaty.
Cześć Zuza ucieszyła się na jego widok. Od jutra mam urlop, więc będę miała więcej czasu.
Fantastycznie! Może pójdziemy razem do restauracji? Poznasz też mojego przyjaciela.
W restauracji świętowali, a potem Krzysztof został u niej. Doszło między nimi do oczywistej bliskości.
O matko, zakochałam się przyznała przed sobą Zuza.
Po śmierci męża z nikim się nie wiązała, a z Krzysztofem spędziła prawie cały urlop. Krzysztof zadzwonił do pracy, poprosił o urlop bezpłatny. Ale potem musiał wracać do domu. Po tygodniu zadzwonił.
Zuzanno, szybko wrócę Zrozumiałem, że nie mogę żyć bez Ciebie. Przyznałem się żonie, ona złożyła pozew o rozwód.
Los znów ją wystawił na próbę
Zuza była szczęśliwa. Nie myślała wtedy o tym, co czuje żona Krzysztofa, ani ich dziecko.
Jestem kobietą, chcę być szczęśliwa.
Krzysztof wrócił, pobrali się, gdy tylko był wolny. Rok później Zuza urodziła córkę. Oboje byli szczęśliwi.
Ale los nie dał jej odpocząć. Po dziesięciu latach coś się zmieniło. Krzysztof zaczął flirtować, w kurorcie pokus wiele. Zaczęły się awantury, początkowo kłamał, potem już otwarcie. Zuza widziała go na plaży z młodszymi dziewczynami.
Złożyła pozew o rozwód, Krzysztof wrócił do Warszawy, pogodził się z byłą żoną. Córki nie zostawił płacił dobre alimenty. Dzieci dorosły Antek wyjechał do dziadków, studiował, tam się ożenił. Córka została z Zuzą, wyszła za mąż, mieszkała oddzielnie.
Zuza ma dwoje wnucząt i wnuczkę. Przyjeżdżają do niej w odwiedziny, rodzice też czasem wpadają, razem z Antkiem. Życie Zuzanny to dzieci i wnuki.
A Krzysztof? Nigdy więcej się nie odezwał. Zuza zdecydowała raz i na zawsze nie zaryzykuje już związków. Powtarza:
Zapłaciłam za miłość do żonatego Nie wolno brać cudzych rzeczy, szczęście z cudzej krzywdy nie wyrośnie.
Nie chce już kusić losu. Wie, że bumerang zawsze wraca. Żyje sama, spokojnie.
Trzymaj się serdecznie, dziękuję, że wysłuchałeś tej opowieści. Wszystkiego dobrego!

Rate article
Fajna Tajna
Nie wolno zabierać cudzych rzeczy