Dziennik Mikołaja, Warszawa, 1994
Już prawie wybiegłem z mieszkania, kiedy nagle zadzwonił telefon w pokoju. Zupełnie mi się nie chciało wracać chłopaki już czekali pod blokiem. Dopiero co skończyłem odbijać piłkę, zaraz miał się zacząć ten najważniejszy mecz na naszym boisku za blokiem. Przystanąłem przy drzwiach, mając nadzieję, że telefon przestanie dzwonić… ale on dzwonił coraz natarczywiej.
No kto tam znowu? mruknąłem pod nosem, wbiegając do pokoju nawet nie zdejmując butów.
Podniosłem słuchawkę, pewny, że to mama zaraz coś powie czy babcia zapyta, czy jadłem obiad po szkole i czy ręce umyłem takie dorosłe sprawy, co to dzieci nimi zamęczają.
Halo burknąłem niezadowolony.
Halo! Mikołaj? odezwał się nieznajomy, męski głos.
Rodziców nie ma odpowiedziałem z automatu i już chciałem się rozłączyć, bo pewnie dzwonią do taty albo mamy, ale głos po drugiej stronie zatrzymał mnie:
Mikołaj, posłuchaj mnie, proszę! Nie odkładaj słuchawki. To bardzo ważne. na chwilę zamilkł, potem znowu zaczął Może nie uwierzysz, ale poproszę cię: posłuchaj mnie uważnie. Weź teraz długopis i zapisz to, co powiem. Mam mało czasu, by wszystko wyjaśnić. Ja… to ty, tyle że z przyszłości. Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale zrób, jak cię proszę. To jest naprawdę ważne. Masz już długopis i kartkę?
Tylko dobre wychowanie nie pozwoliło mi odłożyć słuchawki. Babcia mówiła zawsze, że z głupimi nie ma co się kłócić wysłuchać, a robić po swojemu. A że facet był raczej niepoważny, tego byłem pewien. Chyba że to żart, taki jak my robimy z chłopakami, czasem dzwonimy na losowe numery i gadamy głupoty, np.: Czy mają państwo wodę? To proszę nalać pełną wannę, będziemy myć słonia. Niezła zabawa. Dlatego zdecydowałem, że posłucham i zobaczę, jak się skończy ten kawał. O ile to kawał.
Mam już, odpowiedziałem poważnie. A w przyszłości mam już swojego własnego głoskofonu?
Głosko… Co? głos się zająknął. Mikołaj! Nie żartuję. Jeśli mnie posłuchasz i wszystko zapiszesz, będziesz mieć i swój telefon, i sporo innych rzeczy.
Dobrze, piszę stałem z telefonem, zerkając w okno i grzebiąc w nosie. Chłopaki pewnie długo czekać nie będą.
Im szybciej skończę tę rozmowę, tym lepiej. Głos z przyszłości mówił, że nie ma za wiele czasu.
Potem zaczął podawać jakieś daty, lata. Miałem szybko zapomnieć o jakiejś Magdzie z równoległej klasy, nie zbliżać się nawet do żadnych Amber Gold czy innych piramid finansowych. Kupić, potem sprzedać dolary, znów kupić, coś o czarnym wtorku, automatach do gier i kasynach, bitcoinach, nieruchomościach… Cała masa niezrozumiałych słów i rad…
Wszystko zapisałeś? dopytał głos.
Wszystko.
Liczę na ciebie. Schowaj tą kartkę jak mapę skarbów. Nikomu jej nie pokazuj i nie zgub odpowiedział człowiek z drugiej strony, po czym rozłączył się.
Odłożyłem słuchawkę i pognałem na boisko.
Wieczorem, gdy rodzice wrócili z pracy, przypomniałem sobie tę rozmowę i opowiedziałem im o dzwoniącym panu, który przedstawił się jako przyszły Mikołaj.
Nigdy nie rozmawiaj z obcymi zareagował tata zwłaszcza z takimi, którzy chcą, żebyś kupował dolary albo gadają, że dzwonią z przyszłości. Od razu mów, że zadzwonisz na policję i odkładaj słuchawkę.
No właśnie zgodziła się mama. I co byś z tymi dolarami niby zrobił?…
***
Czas minął i zupełnie zapomniałem o tej dziwnej rozmowie. Szkolne sprawy wyparły czarne wtorki i bitcoiny z głowy. Lata spokojnego dzieciństwa płynęły dalej, a w ósmej klasie do naszej szkoły przyszła nowa dziewczyna, która od razu mi się spodobała. Nazywała się Jagoda. Była z równoległej klasy, ale nie przeszkadzało mi to próbować się z nią zaprzyjaźnić. Najpierw nieśmiałe liściki i odprowadzanie do domu, potem coś więcej.
Po wojsku, ja i Jagoda wzięliśmy ślub. Lata dziewięćdziesiąte huczały już na całego, a początkowa radość z nowego, kolorowego świata szybko ustąpiła rozczarowaniu i ciężkiemu kacowi po tych wszystkich zachodnich błyskotkach. Ledwo udawało się wychodzić z jednego kryzysu, zaraz wpadałem w następny. I reklamę widziałem, że jakiegoś zimowego obuwia będę mógł żonie kupić, a w rzeczywistości nawet na zwykłe kapcie brakowało. Małe mieszkanko na kredyt przytłaczało murami i miesięczną ratą.
***
Teraz siedzę na ławce w parku, z butelką Żywca wyjętą z torby, powoli popijam. Wyciągam paczkę Mocnych, zapalam. Mój wzrok nieskupiony, błądzi po przechodniach i drzewach tak samo jałowy jak moje życie.
Nie zauważyłem, kiedy obok mnie usiadł starszy pan w okularach, z dużą, skórzaną teczką.
Nie przeszkadzam? zapytał, już siadłszy.
Bez słowa skinąłem głową i sięgnąłem po kolejny łyk piwa.
Szarawo dziś jakoś rzucił na cały głos, choć nie do mnie bezpośrednio.
Jak całe życie mruknąłem.
Nie uważa pan, że to dziwne? popatrzył na mnie. Z wiekiem szarość wypełnia dni. A dzieciństwo? Tam zawsze słońce świeciło. Wiosną ciekną strumyki i puszcza się łódki z kory, latem pachnie trawa i woda z rzeki chłodzi, jesień skrzy się liśćmi, a zimą przyjemnie skrzypi śnieg. Ani jednego szarego dnia w pamięci.
Bo dzieci nie mają zmartwień odpowiedziałem. To one farbują życie na szaro. Myślałem w dzieciństwie, że tak to się skończy?
Nie wiem kiedy, ale opowiedziałem starszemu panu o wszystkich swoich rozczarowaniach. Jak życie mnie wykiwało: tu Amber Gold, tam wszędzie automaty do gry. Gdzie nie zainwestujesz wszędzie ściema. Obiecują szczęście, a zostaje ci dług w banku. Nawet żona uciekła z jakimś facetem, a ja ledwo wiążę koniec z końcem, łapiąc, co się da.
Ale ostatnio wpadłem na pomysł uśmiechnąłem się. Zobaczyłem kurs Myślenie Milionera, ten gość radzi inwestować w krypto. Podobno 500% tygodniowo! To na pewno się uda.
Panie, a czym się pan zajmuje z zawodu? zapytał uprzejmie.
Praca jest dla frajerów odparłem po kolejnej porcji piwa. Pieniądze trzeba robić. Gdybym tylko wiedział wcześniej, w co zainwestować…
Na moment zamilkliśmy. Ja marzyłem o bogactwie z kryptowalut, starszy pan zamyślił się nad czymś swoim.
Czyli pana zdaniem wystarczy znać przyszłość i już będzie dobrze? spytał nagle.
Jasne! odparłem bez namysłu.
Jest pan ciekawy… stwierdził, patrząc na mnie przenikliwie. Mogę wypróbować na panu mój wynalazek. Z teczki wydobył stary telefon z tarczą. Wie pan, czas nie jest liniowy ani kolisty. W sumie to wszystko dzieje się jednocześnie.
Nie rozumiem przyznałem szczerze.
To znaczy zdjął okulary, potarł czoło, szukając słów. Nie ma prawdziwego przed i po wszystko toczy się w tej samej chwili. W tym momencie istnieje pan w każdym wieku, na każdym etapie życia. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są razem.
Nadal nie łapię dodałem.
Nieważne odwrócił do mnie tarczę telefonu. Tym telefonem można zadzwonić do siebie z przeszłości. Udało mi się skalibrować, że można połączyć się dokładnie czterdzieści lat wstecz. Sprawdziłem na sobie. Ale bałem się powiedzieć coś więcej tylko się upewniłem, jaki mamy rok. Ciekawe, czy to się gdzieś zapisuje w moich wspomnieniach? Jak to naprawdę działa: zmienia się obecne życie, czy wszystko i tak biegnie swoim torem?
Pomyślałem, że może facet zwariowany, ale ile rzeczy się dzieje w życiu; kto wie, może coś w tym jest. Tyle ludzi w internecie opowiada o dziwach i mają kasę może znają jakąś tajemnicę świata? Ci, co mówią, że to ściema, albo nie próbują, albo im się nie chce. Idą potem na etat i kręcą śrubki w fabryce. Ja inny.
Dawaj pan zgodziłem się ochoczo.
Pamięta pan swój stary numer? I musi to być ten moment: czterdzieści lat temu musiał pan być akurat w domu, żeby odebrać.
Pamiętałem numer na pamięć i na zegarku zgadzała się godzina wtedy zawsze wracałem ze szkoły do domu. Wziąłem ostrożnie słuchawkę starego telefonu, palce zawisły nad tarczą.
Ma pan niewiele czasu ostrzegł wynalazca. Strasznie żre baterię. Dwie minuty maks, a potem koniec. Ja nie biorę odpowiedzialności za skutki, jasne?
Dam radę powiedziałem i wykręciłem numer. Długie sygnały, aż już chciałem się poddać i wtedy ktoś podniósł słuchawkę.
Halo odezwał się niecierpliwy, dziecięcy głos.
Halo! Mikołaj? od nerwów miałem wilgotne ręce.
Rodziców nie ma w domu usłyszałem głos swojego dziecięcego ja. Musiałem się pospieszyć, zanim się rozłączy.
Mikołaj! Posłuchaj mnie, nie odkładaj słuchawki, to bardzo ważne. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale jestem tobą, tylko z przyszłości. Weź długopis i kartkę, bo mam bardzo mało czasu. Słyszysz? Masz już?
Mam odpowiedział chłopiec. A w przyszłości mam już własny komóriak?
Eee, Mikołaj prawie wybuchłem śmiechem, ale szybko się powstrzymałem. Nie żartuję, jeśli wszystko zapiszesz, będziesz miał nawet iPhonea i co tylko!
Dobrze, piszę dodał młodszy ja.
Odpowiadałem wszystko, co pamiętałem. Jak po wojsku dostałem dobrą robotę, ale z Jagodą przepuszczaliśmy wszystko do ostatniego grosza. Ostrzegałem: Słuchaj, żadnych dziewczyn z sąsiedniej klasy, omijaj szerokim łukiem wszelkie piramidy finansowe. Jak tylko zarobisz kup dolary! Potem, w październiku 94 sprzedaj. Potem znowu kup. Żadnych automatów ani kasyn, jak już, to tylko inwestycja z kolegami wtedy zarobisz. Trzymaj się z dala od Amber Gold, inwestuj w mieszkania, póki tanie. W sierpniu 98 też wszystko od razu zamień na dolary. W 2009 część w bitcoin… Cały finansowy przewodnik w dwie minuty. Dopytywałem jeszcze, czy wszystko zapisuje. Chciałem się upewnić… ale starszy pan pokazał, że już muszę kończyć.
Wszystko zapisałeś? spytałem swojego dziecięcego ja.
Wszystko.
Liczę na ciebie, traktuj tę kartkę jak mapę skarbów. Nikomu nie pokazuj, nie zgub! chciałem jeszcze coś dodać, ale połączenie się urwało.
***
Tak naprawdę wcale nic nie zapisywałem. Po prostu poczekałem, aż ten pan przestanie gadać głupoty i odłożyłem słuchawkę, po czym wybiegłem z powrotem na nasze zielone boisko. Jeśli to był żart niezbyt udany.
Muszę chyba na wszelki wypadek opowiedzieć wieczorem mamie i tacie, pomyślałem, wybiegając na pachnące latem podwórko.



