Mam 58 lat i nie mam już pojęcia, co zrobić z sąsiadką spod dwójki – mieszka naprzeciwko i obserwuje…

Mam pięćdziesiąt osiem lat i nie mam już pojęcia, co począć z moją sąsiadką. Mieszka naprzeciwko i czasem czuję, jakby całe jej życie było snem tylko po to, by śledzić każdy mój krok. Zna dokładne godziny dostaw czy to kurier z paczką, czy zakupy z Biedronki. Wie, ile siatek przyniosłam, kto je wniósł, czy worek z ziemniakami był ciężki, a nawet rozpozna, czy noszę jabłka czy ser żółty. Jeśli kurier spóźni się choćby o dwie minuty, następnego dnia już krąży wieść na klatce schodowej, jakby poczta polska przestała istnieć.

Jej zainteresowanie nie kończy się na tym. Obserwuje dzień, kiedy wyrzucam śmieci, liczy worki i analizuje kolory. Jak raz wyniosę dwie torby, a za tydzień trzy, już jest zmartwiona i nie omieszka skomentować: Oj, coś się dzieje u pani Justyny, bo dzisiaj cała góra śmieci. Jeśli pewnego dnia nie wystawię nic, bo śmieci zwyczajnie nie ma, to informacja krąży po blokowych snach. Kiedyś nawet mnie zapytała wprost czy wyrzucam jedzenie, naprawdę, bez żadnego zawstydzenia w oczach, jakby nagle moje kartofle były wspólną własnością. Patrzyłam na nią jak przez mgłę, nie mogąc pojąć, w którym momencie zawartość mojego kubła stała się sprawą całej dzielnicy.

Mój pies, Miśka, też jest problematyczny. Mały, czarno-biały, łagodny, ale czasem szczeknie, gdy ktoś zbliży się do bramy głośny akcent, nic więcej. Każdy szczek to powód do dramatu. Przychodziła już do mojego mieszkania, mówiąc: Pani piesek dzisiaj bardzo, bardzo szczekał, dokładnie o 14:17, i później jeszcze raz o 16:56, a sąsiadka z parteru mówiła, że tylko trzy razy, ale ja słyszałam cztery. Czasem mam wrażenie, że ona naprawdę czuje rytm mojego domu lepiej niż ja, jakbyśmy zapętliły się w jednym surrealistycznym śnie.

Mąż również nie pozostał poza zasięgiem jej uwagi. Jak wróci później z pracy, nazajutrz usłyszę na schodach: Wczoraj światła się długo paliły, pewnie było coś do świętowania?. Jeśli wróci szybciej, zaraz domysły: Czy pan Krzysztof jest przeziębiony, bo ostatnio był jakiś blady?. Wszystko widzi, wszystko rozdmuchuje. Najgorsze, że nie mówi tego tylko mnie informacje płyną od sąsiadki do sąsiadki, wracając do mnie w wersji na opak, jak w dziecięcej zabawie w głuchy telefon.

Moja szesnastoletnia córka, Jagoda, to osobny temat. Każde jej wyjście z domu jest jak znak na niebie. Sąsiadka skrupulatnie odnotowuje, ile osób przyszło, o której godzinie, kto wyszedł po Jagodę i czy byli znajomi z klasy, czy z tańca. Któregoś dnia powiedziała innej sąsiadce: Ta Jagoda to chyba już nie mieszka w domu, tylko na klatce. Poczułam się okrutnie dotknięta i musiałam zwrócić jej uwagę, bo miałam wrażenie, że śnię, a ona wkracza w moje sny bez pytania.

Najdziwniejsze jest to, że znamy się całe życie. Jej dom stał tutaj od zawsze, tak jak mój, jeszcze za czasów mojej świętej pamięci mamy. Dom ten dostałam od niej, bo jestem jedynaczką. Nie mam najmniejszego zamiaru się wyprowadzać tu kryje się historia rodzinna, tu jest mój azyl i zapach grochowej z dzieciństwa unoszący się w ścianach. To nie miejsce jest problemem, lecz fakt, że ten surrealistyczny taniec codziennych obserwacji wydaje się nie mieć końca z osobą, która nie rozumie żadnych granic.

Dziś już nie wiem, co robić. Próbowałam ją ignorować, być miła, stawiać granice wszystko odbija się od niej jak groch o ścianę. Ona istnieje zawsze czeka, patrzy, komentuje, snuje opowieści. Dlatego marzę, szukając porady, czy ktoś wie, jak żyć obok takiego sąsiada, by nie zatracić spokoju, nie dać się wciągnąć w sen o wiecznej konfrontacji, ale i nie pozwolić nikomu wejść za głęboko w swoje życie, jakby było wspólnym snem mieszkańców ulicy?

Macie jakieś rady?

Rate article
Fajna Tajna
Mam 58 lat i nie mam już pojęcia, co zrobić z sąsiadką spod dwójki – mieszka naprzeciwko i obserwuje…