Hej, wyobraź sobie kiedy rodzice dowiedzieli się, że ich maleństwo przyszło na świat z niepełnosprawnością, matka już jedenaście lat temu napisała odwołanie. Ten dokument Szymek widział własnymi oczami, kiedy odwoził teczki do punktu medycznego w Warszawie.
Pielęgniarka podała mu kartoteki i powiedziała, żeby poszedł za nią. Nagle zadzwonił telefon, odwróciła się i pobiegła w stronę szpitalnego korytarza, machając mu ręką: Sam sobie. Nie pomyślała, że Szymek, patrząc na własne nazwisko w akcie, otworzy teczkę i przeczyta odrzucony wniosek matki.
W domu dziecka wszystkie dzieci czekają na rodziców, ale Szymek przestał czekać. Przestał też płakać. Jego serce zamieniło się w twardy pancerz, który chronił go przed obelgami, samotnością i odrzuceniem.
Ten dom miał swoje zwyczaje. Przed Sylwestrem wszystkie podopieczne pisały listy do Świętego Mikołaja. Dyrektor przekazywał je sponsorom, a ci starali się spełnić prośby. Czasem listy trafiały nawet do lotniczej eskadry. Dzieci zwykle prosiły o jedno: odnaleźć ojca i mamę. A ci, którzy otwierali listy, kręcili głową, nie wiedząc, co podarować.
Pewnego dnia major lotniczy Andrzej Czajkowski dostał taki list. Wsypał go do kieszeni kurtki i postanowił przeczytać w domu, by przedyskutować z żoną i córką, co mogliby kupić. Wieczorem, przy kolacji, otworzył kopertę i przeczytał głośno: Drodzy dorośli, jeśli możecie, podarujcie mi proszę laptop. Nie potrzebuję zabawek ani ubrań. Tu wszystko macie. A przez Internet znajdę przyjaciół i może nawet bliskich. Na dole podpis: Szymek Iwlek, 11 lat.
No proszę odparła żona, jakie to dziecięce pomysły! Rzeczywiście, przez sieć może znaleźć wszystkich, których potrzebuje.
Jednak Jagoda, nasza córka, zmarszczyła brwi, wzięła list i przeczytała go jeszcze raz. Zauważyła drżące usta ojca.
Co tak? zapytał.
Wiesz, tato, on właściwie nie ma nadziei, że odnajdzie rodziców odpowiedziała nie szuka ich, bo ich po prostu nie ma. Laptop to dla niego jedyna droga z wyjścia z samotności. znaleźć przyjaciół lub bliskich. Bliskość może dać nawet obcy człowiek. Posłuchajcie, weźmy wszystkie nasze oszczędności, kupmy mu laptop i wręczmy go.
Święta w domu dziecka to był zwykły program: przedstawienie, zapalenie choinki przez Świętego Mikołaja i Gwiazdę, a potem rozdawanie prezentów od sponsorów. Czasem rodziny brały niektóre dzieci na wakacje.
Szymek, jak zwykle, nie liczył na nic. Przyzwyczaił się, że piękne dziewczynki dostają uwagę, a chłopcom się nie przygląda. List napisał po prostu, bo wszyscy tak robili. Tego wieczoru zauważył wśród gości pilota w mundurze. Jego serce zabiło szybciej, ale odwrócił się i westchnął. Dostając woreczek z cukierkami, ułomny chłopiec podszedł do wyjścia.
Szymek Iwlek! usłyszał własne imię i odwrócił się.
Za nim stał pilot. Szymek zamarł ze zdumienia.
Cześć, Szymku! przywitał się pilot. Dostaliśmy Twój list i chcemy zrobić Ci prezent. Ale najpierw się poznamy. Nazywam się Andrzej Władysław, ale możesz mnie mówić wujek Andrzej.
A ja jestem wujka Natalia dodała piękna kobieta stojąca obok niego.
Ja jestem Jagoda uśmiechnęła się dziewczynka. Mamy ten sam wiek.
A ja jestem Szymek Obrot odpowiedział on.
Dzieciak chciał coś zapytać, ale wujek Andrzej podał mu pudełko i powiedział:
To od nas. Chodźmy do pokoju, pokażemy Ci, jak korzystać z laptopa.
Poszli do pustej sali, gdzie wieczorami uczniowie odrabiali lekcje. Jagoda pokazała, jak włączać i wyłączać komputer, logować się, wchodzić do sieci i zarejestrowała go na portalu Nasze Kontakty. Wujek siedział obok i od czasu do czasu podpowiadał. Szymek poczuł ich ciepło, siłę i ochronę.
Dziewczynka gadała jak szalona, ale chłopiec zauważył, że nie jest roszczeniowa, świetnie radzi sobie z laptopem i chodzi na zajęcia sportowe. Pożegnawszy się, kobieta przytuliła go. Jej delikatny zapach perfum lekko muskał nos i oczy. Szymek na chwilę zamarł, po czym podskoczył i ruszył korytarzem.
Na pewno jeszcze wpadniemy! krzyknęła Jagoda.
Od tego momentu życie Szymka całkiem się odmieniło. Nie przejmował się już przezwiskami i nie zwracał uwagi na innych dzieciaków. W Internecie znalazł mnóstwo przydatnych rzeczy. Zawsze ciekawiły go samoloty. Dowiedział się, że pierwszym seryjnym transportowym samolotem wojskowym był An8, wymyślony przez Antonowa, a An25 to jego wersja.
W weekendy odwiedzał go wujek Andrzej i Jagoda. Raz razem pojechali do cyrku, potem pograli w automatach i zjedli lody. Szymek zawsze się wstydził, że płacą za wszystko.
Pewnego pamiętnego ranka zaproszono go do gabinetu dyrektora. Wszedł i zobaczył wujkę Natalię. Serce podskoczyło, gardło się wysuszyło.
Szymku rzekł dyrektor. Natalia Wiktoria prosi, żebyś mógł wyjść na dwa dni z nią. Jeśli się zgodzisz, odpuszczę Ci wolne.
Szymku, dziś Dzień Lotnictwa. Wujek Andrzej ma wielką uroczystość i zaprasza Cię. Jedziesz?
Szymek skinął głową, nie mając siły wypowiedzieć słowa.
Dobrze powiedziała kobieta, podpisując wniosek.
Z radością wyszli razem. Najpierw pojechali do dużego sklepu odzieżowego, kupili mu dżinsy i koszulę. Gdy zobaczyła poobijaną parę butów, poprowadziła go do działu obuwia. Rozmiar mu się różnił, więc musieli chwilę się męczyć. Szymek się nieco zawstydził, ale Natala uspokoiła: Nic nie szkodzi, po uroczystości pojedziemy do ortopedy i zamówimy specjalne kozaki z podeszwą, żebyś nie chrumkał.
Potem odwiedzili fryzjera, a potem wrócili po Jagodę do domu. Szymek po raz pierwszy przekroczył próg nie domku dziecka. Nigdy nie widział zwykłego mieszkania, nie znał zapachu domowego ciepła. Ostrożnie wszedł do salonu, usiadł na brzegu kanapy i rozejrzał się. Przed nim stał ogromny akwarium, wypełniony kolorowymi rybkami widział je tylko w telewizji.
Gotowa powiedziała Jagoda. Chodźmy, mama nas dogoni.
Zjechali windą na dół, przeszli do auta, a przy piaskownicy stał chłopiec i rozglądał się wkoło. Gdy ich zobaczył, krzyknął:
Dziadek, babcia!
Chwila odparła Jagoda, podchodząc do krzyczącego. W tym samym momencie Szymek zobaczył, jak dziewczynka odwróciła się, a chłopiec upadł w piasek.
Co robisz? zapytał, leżąc na piasku. Żartowałem.
Żartuj gdzie indziej odrzekła.
Lotnisko było pomalowane w jaskrawe barwy. Spotkał wujka Andrzeja, który pokazał mu swój samolot. Szymek poczuł dreszcz, patrząc na olbrzymi, srebrny śmigłowiec. Jego dusza drżała przed potęgą maszyny. Potem odbyło się pokaz lotniczy. Ludzie patrzyli w niebo, machali rękami i krzyczeli z radości. Gdy wystartował samolot wujka Andrzeja, Jagoda machała i krzyknęła:
Tato leci! Tato!
Szymek, trochę niezgrabny, podskoczył i krzyknął:
Tato! Patrz, leci!
Nie zauważył, że dziewczynka już milczy i patrzy na mamę, a ona wyciera łzy.
Wieczorem, po kolacji, Andrzej usiadł obok Szymka i objął go za ramiona.
Wiesz, powiedział, uważamy, że każdy człowiek powinien żyć w rodzinie. Tylko w rodzinie można naprawdę kochać, chronić i być kochanym. Chcesz zostać częścią naszej rodziny?
Szymka ścisnęło się w gardle, zadyszał. Przyległ do mężczyzny i wyszeptał:
Tatusiu, zawsze na Ciebie czekałem.
Po miesiącu szczęśliwy Szymek pożegnał się z domem dziecka. Ostrożnie, dumnie zejdł ze stopni, trzymając się za rękę ojca, ledwie chrumkając, i ruszył w stronę wyjścia. Przed bramą zatrzymali się. Szymek odwrócił się, spojrzał na budynek i machnął ręką do dzieci i opiekunów stojących na tarasie.
Teraz przekroczymy tę granicę, a przed Tobą nowe życie powiedział ojciec. Zapomnij o złych chwilach, ale pamiętaj o ludziach, którzy pomogli Ci przetrwać. Bądź zawsze wdzięczny tym, którzy dali Ci wsparcie.



