Co wy wyprawiacie? To jest mój dom! Rozwiodłam się z waszym synem trzy lata temu! krzyknęła Krystyna, widząc, jak była teściowa wprowadza do jej mieszkania ślusarza, próbując rozpruć zamek.
Minęły prawie trzy lata, odkąd Krystyna rozstała się z mężem-tyranem. On i jego matka przez wiele lat niszczyli jej życie: teściowa zabierała każdą wypłatę, śledziła jej kroki, mąż pił z kolegami w kuchni do świtu, wszczynał awantury i doprowadzał ją do łez. Przez dziesięć lat małżeństwa Krystyna straciła zdrowie i popadła w otyłość ze stresu.
Pewnego dnia, patrząc w lustro na swoje wymęczone odbicie, dotarło do niej, że jeśli nie odejdzie natychmiast, ci ludzie ją zniszczą. Rozwód był udręką groźby, wrzaski, były mąż próbował zostać w mieszkaniu. Odmawiał wyprowadzki, domagał się swojej połowy, i dopiero dzielnicowy pomógł go wyrzucić.
Tego dnia Krystyna wracała z pracy w Poznaniu. Wchodząc na czwarte piętro starej kamienicy, jej wzrok zatrzymał się na groteskowym obrazie: przed drzwiami jej kawalerki stała była teściowa, Janina, ze ślusarzem w niebieskim kombinezonie, grzebiącym narzędziem przy zamku. Janina stała wyprostowana, komenderując grubym głosem:
Szybciej, szybciej, no co pan tak wolno!
Krystynę na moment sparaliżowało. Potem powiedziała donośnie:
Co wy wyprawiacie?!
Janina nawet nie odwróciła głowy:
Przyszliśmy z bratankiem wziąć to, co nam się należy.
Kompletnie pani oszalała? Przecież z państwa synem nie jestem już związana od trzech lat! To jest MOJE mieszkanie!
Połowa należy do mojego syna odpowiedziała obojętnie Janina, marszcząc wąskie brwi.
Krystyna ciężko oddychała, stojąc na korytarzu, nie mogąc pojąć, że Janina naprawdę planuje rozpruć jej drzwi. Wtedy jednak usłyszała słowa, które przeszyły ją na wskroś.
Janina pochyliła się do ślusarza i sycząc, powiedziała: Szybciej, żeby ona nie zobaczyła, co jest w środku.
Nie zobaczyła? Krystyna rzuciła się bliżej. Zauważyła plamkę błota na wycieraczce, której wcześniej nie było.
Zamek już ktoś rozpracował. Serce jej zamarło. Wrzasnęła: Byliście już w moim mieszkaniu?! Janina pobladła, lecz tylko się uśmiechnęła paskudnie:
Mamy prawo.
Krystyna odepchnęła Janinę i z impetem otworzyła drzwi. Krzyk rozdarł jej gardło, gdy ujrzała, co dzieje się w środku.
W salonie siedział były mąż Henryk z młodą dziewczyną, jego kochanką. Rozłożyli rzeczy po całym pokoju, na stole stały reklamówki z jedzeniem z Biedronki, a w przedpokoju piętrzyły się buty. Henryk spojrzał na nią kpiąco:
Czego chcesz? Połowa jest moja. Mama zaraz wymieni zamki, więc możesz się pakować. My tu zostajemy.
Nogami ugięły się pod Krystyną, ale zebrała siły, sięgnęła po telefon i wykręciła numer 997. Po kilku minutach podjechał radiowóz, a dwójka mundurowych pojawiła się na korytarzu.
Krystyna pokazała im własność akt notarialny, wyrok sądu o rozwodzie i eksmisji Henryka. Policjanci odsłuchali obu stron, po czym jeden powiedział spokojnie:
Panie Henryku, wszedł pan nielegalnie do cudzego mieszkania. Proszę się przygotować, pojedzie pan z nami na komisariat.
Henryk zaczął wrzeszczeć, Janina wachlowała się rękoma i mamrotała pod nosem, ale nic to nie dało. Byłego męża zabrali, ślusarzowi groziła odpowiedzialność karna, a Janina, blada jak kreda, osunęła się na krzesło, szepcząc tylko cicho: Myśleliśmy, że mu się należy…



