Pomyślisz sobie, że tylko się zdenerwowała… — A kto cię w ogóle potrzebuje, stara wiedźmo? Jeste…

NO I CO, ŻE SIĘ WKURZYŁAŚ

A komu ty w ogóle jesteś potrzebna, stara kwoko? Każdemu tylko przeszkadzasz. Łazisz tu, cuchniesz. Gdyby to ode mnie zależało, już dawno by cię tu nie było Ale co zrobić, muszę znosić. Nienawidzę cię!

Malwina prawie się zakrztusiła herbatą. Przed chwilą rozmawiała przez wideo z babcią Aurelią Władysławowną. Babcia tylko na moment odeszła od kamery.

Poczekaj, złotko, zaraz wrócę powiedziała, podnosząc się z fotela z cichym stęknięciem i wyszła do korytarza.

Telefon został na stole, kamera i mikrofon działały. Malwina zerknęła w tym czasie na monitor laptopa. I wtedy… usłyszała to. Głos dobiegający z przedpokoju.

Przez chwilę myślała, że się przesłyszała. Może by i tak uznała, gdyby nie zerknęła na ekran telefonu. Ktoś wszedł do pokoju babci było słychać szczęk klamki. Najpierw widać było cudze dłonie, potem bok, aż wreszcie całą twarz.

Zuza. Żona jej brata. No tak, to był jej głos.

Podeszła do łóżka babci, podniosła poduszkę, później zerknęła pod materac.

Siedzi tu i popija herbatki… Mogłaby już wreszcie wykitować, naprawdę. Po co tyle zwlekać. I tak z ciebie żadnego pożytku, tylko powietrze marnujesz i miejsce zajmujesz… burknęła bratowa.

Malwina zamarła. Przez kilka sekund nawet nie oddychała.

Zuza wyszła z pokoju, nawet nie zauważając włączonej kamery. Po krótkiej chwili wróciła babcia. Uśmiechnęła się, lecz ten uśmiech nie dotarł do oczu.

O, już jestem. Swoją drogą, nie zapytałam u ciebie wszystko dobrze w pracy? zagadnęła, jak gdyby nigdy nic.

Malwina tylko potaknęła głową. Wciąż próbowała ogarnąć to, co zobaczyła i usłyszała. W środku aż się gotowało, chciała od razu wykopać tę bezczelną kobietę za drzwi.

Babcia Aurelia zawsze wydawała się Malwinie jakby była z żelaza. Głosu może nigdy nie podnosiła, ale miała tę stanowczość prawdziwej nauczycielki, hartowaną przez lata w szkole i setki rozmów z uczniami oraz ich rodzicami.

Czterdzieści lat uczyła polskiego. Dzieci ją uwielbiały: potrafiła sprawić, że nawet “Dziady” wydawały się ciekawe.

Kiedy zmarł dziadek, trzymała fason choć plecy jej się wygięły, a kroki spoważniały. Rzadziej wychodziła na spacery, coraz częściej chorowała. Już nie śmiała się tak głośno. A jednak, mimo wieku, nie traciła zwyczajowego wigoru. Uważała, że każdy wiek ma swoje uroki i cieszyła się życiem nawet teraz.

Malwina kochała babcię, bo przy niej zawsze było bezpiecznie. Każdy problem wydawał się możliwy do pokonania. Kiedyś babcia oddała wnukowi działkę, żeby mógł zapłacić za studia, a wnuczce ostatnie oszczędności, które poszły na wkład do mieszkania.

Gdy jej brat, Marek, po ślubie narzekał na drogi wynajem, babcia od razu zaproponowała pokój. “Mieszkanie trzypokojowe, wszyscy się zmieszczą i będę miała na oku, a nuż znowu zasłabnę albo cukier mi skoczy”.

I tak się nudzę sama. Młodzi pomoc się przydaje twierdziła z werwą.

Marek miał doglądać babcię, Malwina zaś wspierała ją zakupami, lekami i pomocą przy opłatach. Miała stałą pracę, sumienie nie pozwalało zostawić babci samej. Czasem dawała gotówkę, innym razem przelewała na konto, a kiedy wiedziała, że babcia znowu schowa na czarną godzinę, sama przywoziła produkty ryby, mięso, nabiał, owoce. Wszystko, żeby babcia jadła porządnie.

To twoje zdrowie, zwłaszcza przy tym twoim cukrzycy mawiała Malwina.

Babcia dziękowała, ale patrzyła w bok. Jakby wstydziło ją “obciążanie” innych.

Zuza, żona Marka, już od początku wydawała się Malwinie fałszywa. Mówiła słodko, z przesadną uprzejmością, ale jej oczy pozostawały zimne. Skanowały, oceniali, bez cienia ciepła czy szacunku. Malwina nie wtrącała się w ich relacje, to nie jej sprawa. Pytała tylko babcię, czy wszystko w porządku.

Wszystko dobrze, kochana zapewniała Aurelia. Zuza gotuje, dba o porządek, młoda jeszcze, ale z czasem się nauczy.

Dziś Malwina wiedziała, że to były kłamstwa. Przy ludziach Zuza była uosobieniem łagodności, ale kiedy zostawały same

Babciu, słyszałam wszystko… Co to miało być?

Babcia przez chwilę zamarła, potem spojrzała w podłogę.

To nic, Malwinko westchnęła Aurelia. Zuza jest po prostu zmęczona. Mają teraz ciężki czas, Marek pracuje na delegacji, ona zostaje sama, więc puszczają jej nerwy.

Malwina przez chwilę przyglądała się babci, jakby widziała ją po raz pierwszy. Dostrzegała każdą nową zmarszczkę, wiedząc już na pewno, że w oczach Aurelii nie ma już dawnego blasku. Został upór i zmęczenie… A do tego pojawił się strach.

Puszczają jej nerwy? Babciu, słyszałaś, co ci powiedziała? To nie były nerwy. To było…

Malwinko przerwała jej babcia. Nie szkodzi, wytrzymam. No co, zdenerwowała się. Młoda jest, impulsywna. Ja już jestem stara, niewiele mi potrzeba.

Dobra, babciu. Bez tych tekstów nie wytrzymała Malwina. Albo mówisz mi wszystko, albo wsiadam w samochód i zaraz u ciebie jestem. Decyduj.

Babcia zamilkła na chwilę, potem opuściła ramiona i poprawiła okulary. Iluzja pękła. Teraz Malwina widziała nie uśmiechniętą, zawsze silną kobietę, a zaszczutą staruszkę.

Nie chciałam cię martwić zaczęła. Ty cała zapracowana, po co ci moje kłopoty? Myślałam, że się wszystko ułoży…

Okazało się, że sprawa z Zuzą ciągnęła się dłużej, niż Malwina sądziła. I była znacznie bardziej paskudna.

Młodzi wprowadzili się do Aurelii z wielkimi walizkami i pomysłem, że w pół roku uzbierają na wkład do mieszkania. Babcia najpierw nawet się cieszyła. Mieszkanie tętniło życiem, rano słychać było kroki, kuchnia pełna zapachów i rozmów choć trochę napiętych. Zuza na początku się starała: piekła drożdżówki, serwowała babci herbatę, kilka razy nawet podwiozła ją do przychodni.

A potem Marek wyjechał na delegację i wszystko nagle się zmieniło.

Najpierw zrobiła się wredna opowiadała Aurelia. Myślałam, że to tęsknota za Markiem. Potem zaczęła zabierać produkty dla siebie, twierdziła, że i tak Malwina mi dużo kupuje. Wmawiała, że jej się bardziej przydadzą, bo młoda, a do tego może mieć dziecko. A ja co? Mnie dużo nie trzeba, zrzucić parę kilo nawet dobrze.

Okazało się, że Zuza wyciągnęła od babci pożyczkę wzięła pieniądze, które Malwina dawała na leki. Kupionym za nie lodówkę ustawiła w ich pokoju, drzwi zamknęła na kłódkę. Wszystko najsmaczniejsze, co przynosiła Malwina, lądowało tam.

Pieniędzy babci oczywiście nikt nie oddał. Z czasem Zuza zaczęła nawet grzebać po domu w poszukiwaniu schowanych zapasów i okradać Aurelię.

Telewizor mi zabrała. Powiedziała, że psuje oczy babcia otarła łzy. Internet też mi odcina. A przecież do mnie dzwonią, czytam wiadomości, przepisy Czasem czuję się jak w więzieniu.

A Markowi nic nie mówisz? spytała Malwina.

Babcia pokręciła głową.

Powiedziała, że jak tylko się poskarżę, to rozpuści plotkę, że przeze mnie poroniła. Że ją wykańczałam nerwami. Ja nawet nie wiem, czy w ogóle była w ciąży. Ale powiedziała, że jej wszyscy będą współczuć, a mnie znienawidzą.

Malwina już nie wiedziała, co odpowiedzieć. W środku wrzała złością, miała ochotę nakrzyczeć, przekląć bratową. Ale powiedziała tylko:

Babciu, nikt nie ma prawa cię tak traktować. Nikt, rozumiesz? Czy to młodzi, czy starzy.

Babcia się rozpłakała. Malwina próbowała ją uspokoić, ale wiedziała już, że czeka ją wojna. Nie zamierzała siedzieć cicho.

Po pół godziny Malwina już jechała do babci razem z mężem, Adamem. Opowiedziała mu wszystko po drodze, nie wierzył ale nie miał powodu, by podejrzewać ją o przesadę.

Babcia otworzyła im drzwi od razu. Nerwowo miętosiła w dłoni chusteczkę, nie patrzyła im w oczy.

Oj, czemu tak bez zapowiedzi? Nawet czajnik nie zdążyłam nastawić

Nie przyjechaliśmy na herbatę, babciu powiedziała spokojnie Malwina. Chcemy tu sprawiedliwości. Gdzie jest Zuza?

Wyszła gdzieś Nie meldowała mi się No, jak już przyjechaliście, to wejdźcie.

Aurelia Władysławowna cofnęła się do przedpokoju, przepuściła ich. Malwina od razu poszła do kuchni. Lodówka niemal pusta: kilka opakowań przeterminowanego mleka, jajka, słoik z ogórkami już lekko spleśniały. W zamrażalniku tylko lód.

Malwina spojrzała na Adama, ten pokiwał głową. Dalej poszło szybko. Pokój Zuzy był zamknięty na tanią kłódkę. Adam otworzył ją śrubokrętem bez trudu.

Rzeczywiście, w środku stała lodówka. W środku Malwina znalazła jogurty, które przywiozła babci ledwie parę dni temu, do tego ser, swojską kiełbasę, a nawet pomidory i ogórki.

Malwina była wściekła, choć pilnowała się, by nie wybuchnąć. Ustawili się z mężem w zasadce w pokoju babci.

Zuza wróciła po pół godzinie.

Kto ruszał moje drzwi?! wrzasnęła i już zaciskała pięści.

Z babcinego pokoju wyszła Malwina.

Ja.

Zuza stanęła jak wryta, rozbieganym wzrokiem szukała wyjścia. Przez chwilę milczała, potem próbowała jeszcze się odszczekać.

A ty niby kto, żeby włazić do mojego pokoju?

Malwina podeszła bliżej, spojrzała z góry. Bratowa była dużo niższa.

Jestem wnuczką właścicielki tego domu. A ty? zmrużyła oczy. Masz dziesięć minut na spakowanie się. Inaczej twoje ciuchy wylecą przez okno. Jasne?

Powiem Markowi!

Mów, komu chcesz! Marka nie ma. A jak trzeba będzie, sama cię wywlokę za włosy.

Zuza prychnęła, wpadła do pokoju i zaczęła wrzucać rzeczy byle jak do torby. Przeklinała pod nosem, próbowała jeszcze obrażać Malwinę, ale ta tylko patrzyła niewzruszona.

Babcia stała w przedpokoju, ocierała łzy dłonią.

Malwinko Po co tak Skandal, sąsiedzi usłyszą

Dopiero wtedy Malwina się poruszyła, podeszła do babci, objęła ją.

To nie skandal, babciu. Zwyczajnie wynoszę śmieci.

Noc spędzili u babci, a następnego dnia napakowali lodówkę po brzegi i zaopatrzyli apteczkę. Przy wyjściu babcia ze łzami w oczach ich żegnała. Malwina miała nadzieję, że to nie ze strachu ani z poczucia winy. Kazała babci surowo nie wpuszczać Zuzy z powrotem, nawet gdyby stała pod drzwiami.

Jeszcze tego samego dnia zadzwonił Marek. Wrzeszczał tak, że aż telefon się trząsł.

Zwariowałaś?! Zuza płacze! Gdzie ona teraz ma mieszkać?! Myślisz, że jak masz kasę, to ci wszystko wolno?

Malwina odłożyła słuchawkę. Po paru godzinach wysłała mu wiadomość głosową:

Najpierw się dowiedz, o co chodzi. Twoja ukochana Zuza wykańczała babcię, głodziła ją. Przypomnę, że babcia oddała ci wszystko, co miała. Jeśli z tą jędzą znów zbliżysz się do babci, oboje pożałujecie.

Marek się nie odezwał. I dobrze.

Zuza, jak się okazało, pomieszkiwała u jakiejś koleżanki. W sieci stawiała statusy o toksycznej rodzinie i podłych ludziach. Marek lajkował. Malwina nie słyszała już o żadnym z nich.

W mieszkaniu babci zrobiło się cicho i przytulnie. Po dwóch tygodniach poprosiła Malwinę o pokazanie, jak oglądać seriale na smartfonie. Zaczęły od “Mistrza i Małgorzaty”, potem przerzuciły się na komedie. Czasem oglądały razem.

Oj, dawno się tak nie uśmiałam zwierzyła się kiedyś babcia. Policzki mnie bolą ze śmiechu, nie pamiętam już, jak to jest.

Malwina tylko się uśmiechnęła. Nareszcie miała spokój w sercu. Kiedyś to babcia ją chroniła teraz przyszła jej kolej, by się odwdzięczyć.

Rate article
Fajna Tajna
Pomyślisz sobie, że tylko się zdenerwowała… — A kto cię w ogóle potrzebuje, stara wiedźmo? Jeste…