Egzamin dojrzałości
Weroniko, dlaczego nie idziesz z nami świętować zakończenia projektu? zapytał z uśmiechem Paweł, a jeszcze na dodatek do niej puścił oko.
Bo, mój drogi, dziś mam randkę odparła Weronika, lekko zakłopotana.
Tego to się nie spodziewałem! Paweł był wyraźnie zaskoczony. Znał Weronikę już od pięciu lat, samotna matka, która wydawała się nie rozglądać za nikim Dziwne. Choć, może szukała, a tylko on tego nie zauważył? No to nie zatrzymujemy cię, trzymam kciuki, żeby wszystko się dobrze udało powiedział, a potem zwrócił się do reszty zespołu. No co, idziemy?
Jasne.
Chodźmy!
Pewnie! odpowiedziało kilka osób, ruszając w stronę kawiarni.
Paweł szedł razem z resztą, uśmiechnięty, lecz gdzieś w środku poczuł ukłucie zazdrości. A przecież nie było powodu do zazdrości! Między nim a Weroniką nigdy nie istniało nic poza pracą i zwykłą przyjaźnią.
To trochę dziwne, pomyślał Paweł.
* * *
Tamtego dnia wrócił do domu dużo później niż zwykle. Dzieci od razu przybiegły z okrzykiem: Tata wrócił, tata wrócił!. Zaraz potem do przedpokoju wyszła żona.
Pawełku, w końcu!
Przytuliła go i pocałowała.
A my byliśmy na spacerze i zbudowaliśmy cudowny statek. Ty ciągle gdzieś się włóczysz uśmiechnęła się Justyna.
Przecież pracuję i zarabiam na rodzinę mruknął Paweł. Mam chyba prawo zostać w pracy tyle, ile chcę!
Jasne, masz zgodziła się żona.
Nie musisz mnie tu przesłuchiwać odburknął jeszcze, trochę zachmurzony.
Gdyby ktoś zapytał Pawła, dlaczego w taki sposób odpowiada żonie, nie potrafiłby odpowiedzieć. Bo sam nie rozumiał.
Paweł, coś ci się stało? żona dalej się uśmiechała.
I wtedy Paweł zrozumiał, że chce sprawić, by uśmiech zniknął z jej twarzy. By poczuła się choć trochę tak, jak on teraz.
Nie. Po prostu jestem zmęczony. Podgrzej mi kolację udało mu się powiedzieć to w spokojnym tonie i kiedy Justyna zniknęła w kuchni, Paweł usiadł na ławce, schował głowę w dłoniach.
Co ja wyprawiam?, pomyślał z przerażeniem.
* * *
Po kilku dniach nieco mu przeszło. Usprawiedliwił sobie to inaczej przecież chciał tylko, żeby cała ekipa była na świętowaniu. A zabolało go to, że Weronika została.
Teraz mieli nowy projekt, więc Paweł rzucił się w wir pracy.
* * *
Weroniko, chyba dziś będziesz musiała zostać dłużej oznajmił pewnego dnia. Potrzebuję wyliczeń.
Przykro mi, ale dziś jadę do mamy pokręciła głową Weronika. To dla mnie ważne. Jutro przyjdę wcześniej i wszystko zrobię.
Dobrze, umówieni skinął głową Paweł.
Choć w środku czuł się rozdrażniony. Jak to, przecież projekt! Co może być ważniejsze niż projekt?
Twoja mama jest chora? zapytał Paweł.
Tak, trochę odpowiedziała, spuszczając wzrok.
Rozumiem kiwnął głową. Puścić pracownicę do chorej mamy to rozumiał.
Potem jednak okazało się, że jej mama zdrowa, a cała wymówka była na wyrost, by Paweł nie namawiał jej na zostanie po godzinach.
Jak to? Dlaczego ona nie jedzie do mamy? dziwił się, gdy opowiedziała mu o tym koleżanka z działu.
Ale jedzie, tylko nie sama, a z chłopakiem powiedziała Ola. Podeszła do okna, zawołała Pawła:
Patrz
Paweł stanął obok niej. Zobaczył, jak Weronika wychodzi z biura, młody człowiek wychodzi jej naprzeciw, łapią się za ręce i idą do jego auta. Wsiadają, odjeżdżają.
W tej chwili zalała go silna fala zazdrości. To już nie był ukłucie, to zalało go całego.
Boże! To naprawdę się dzieje! Ona kogoś ma! pomyślał.
No cóż… starał się, żeby głos miał obojętny. Kończymy o 18, więc możecie wychodzić, kiedy tylko chcecie.
Potem usiadł za biurkiem i próbował pracować, ale nie potrafił.
* * *
Czas mijał, a Paweł stawał się coraz bardziej niespokojny. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Najpierw to było tylko delikatne poruszenie gdy tylko słyszał głos Weroniki albo widział jej wiadomość, serce zaczynało mu bić szybciej. Tak samo biło mu kiedyś, gdy zaczynał spotykać się z Justyną.
Czy ja się zakochałem? nie śmiał tego nawet wypowiedzieć. Myśl ta była jednocześnie śmieszna i straszna. Próbował ją zignorować. W końcu był już dorosły. Niedawno skończył czterdzieści lat. Miał rodzinę. Kochał żonę. A raczej… już nie. Teraz ją głęboko szanował, ufał jej, czuł wdzięczność. Ale miłość… ta gorąca, obłąkana, piękna minęła. Chyba każdemu mija
Potem niepokój rósł. Wkradły się dziwne zachowania gdy Weronika wchodziła do pokoju, Paweł prostował się automatycznie. Chciał, by od razu go zauważyła. Częściej zagadywał, pytał o poglądy. Po każdej rozmowie odtwarzał ją potem w głowie, jakby ukryty był w jej detalach jakiś sekret.
Któregoś razu przemknęła mu przez myśl: A gdybym ją poznał wcześniej? Przed dziećmi?
Ta myśl uderzyła w niego, jak prąd.
Tak, zostawiłby wszystko. Nie od razu. Ale krok po kroku, znalazłby pretekst, wytłumaczenie. Odwróciłby się od domu, od znanego świata po to tylko, by mieć szansę być z nią.
Potem ogarnęło go poczucie winy. Nagła fala, która zmyła z niego wszystkie resztki spokoju, które gdzieś tam trzymał.
Patrzył na zdjęcie z rodzinnego wyjazdu nad morze, stojące na biurku. Justyna, dzieci, wszyscy uśmiechnięci, także on. Wszystko w porządku. A jednak czuł się, jakby żył nie swoim życiem.
Nie umiał wyjaśnić sobie, skąd to wszystko. Dlaczego właśnie teraz? I dlaczego właśnie Weronika? Przecież znali się od lat, nigdy mu nie przeszkadzała a teraz nie mógł nie myśleć o niej. Nie umiał przestać.
Czuł, jak rozpada się świat, który budował na swoich wartościach. Nie chciał nikogo zdradzać. Nie chciał tracić rodziny. Nie chciał burzyć tego, co miał. Ale nie potrafił już uciszać swoich uczuć.
* * *
Tamtego dnia obudził się o świcie. Pokój był jeszcze ciemny, jedynie cienka smuga światła przeciskała się przez zasłony.
Leżał, wpatrując się w sufit.
Weronika nie wychodziła mu z głowy. Nawet tu, w tej spokojnej, domowej ciszy, czuł jej obecność gdzieś głęboko wewnątrz. Jakby utkwiła w nim jak drzazga.
Przypomniał sobie wczorajszy dzień znowu wyszła wcześniej, znowu z tym chłopakiem. Za każdym razem, gdy to widział, coś w nim pękało.
Gubię siebie pomyślał. Jeśli się nie zatrzymam, wszystko stracę. Powoli, nie od razu ale wszystko. Stanę się chłodny, zły, obcy dla dzieci, dla Justyny, dla siebie. Będę nienawidził siebie, a wtedy będzie za późno.
Wstał, ubrał się, poszedł do kuchni. Zaparzył kawę i z kubkiem stanął przy oknie. Za szybą świat był pusty, szary i wycofany. Tu, w półśnie, podjął decyzję.
* * *
Jak to, że przechodzisz do innego działu?! otoczyli go współpracownicy. Nawet Weronika tam była.
Tak wyszło. Tam jest problem do rozwiązania, a ja mam pomóc odparł.
Czyli wrócisz potem do nas?
Oczywiście skłamał Paweł. Wiedział, że nie ma nic bardziej trwałego niż tymczasowe zmiany.
Myślał, by odejść z firmy. Ale to byłoby głupie miał dobre miejsce, niezłą pensję w złotówkach i dobre perspektywy.
Więc wyprosił przeniesienie, choćby na miesiąc czy dwa. Wiedział, że tylko to pozwoli mu wyrwać się z pętli, w której każde spotkanie z Weroniką wywracało mu życie do góry nogami.
Nie chciał być tragicznym bohaterem, który traci wszystko przez swoje uczucia. Chciał, by kiedyś, kiedy już wszystko ucichnie, mógł powiedzieć sobie: Poradziłem sobie. Wiedział, że będzie boleć, ale ból minie.
Wieczorem powiedział Justynie:
Chcę więcej czasu spędzać z tobą i dziećmi. Dość już życia pracą.
Spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem:
Naprawdę?
Tak. Czuję, że tracę coś istotnego. Wszystko z wami.
Nie powiedziała nic, tylko uśmiechnęła się lekko. Ten uśmiech był mu tak bliski, że aż ścisnęło go w piersi.
Zaczął odbierać dzieci ze szkoły, wozić je do parku, chodzić na szkolne przedstawienia, których kiedyś unikał. Zaczął rozmawiać z Justyną nie tylko o sprawach codziennych, ale i o sobie co czuje, myśli, co go gryzie. Słuchał jej opowieści, interesował się jej dniem.
Czasem zastanawiał się: Czemu wcześniej tego nie robiłem? Czemu uważałem rodzinę za obowiązek, a nie za najważniejszą możliwość?
O Weronice wciąż myślał. Ale coraz rzadziej. Czasem widział ją w firmie już tylko lekki ślad, żadnej bólu, żadnej tęsknoty. Po prostu wspomnienie: kobieta, z którą mógł być, a jednak wybrał rodzinę i był sobie za to wdzięczny.
* * *
Paweł! Paweł!
Przechodził przez centrum handlowe w stronę sklepu z zabawkami i nagle usłyszał znajomy głos. Obrócił się i zobaczył Weronikę.
Paweł! Gdzie się podziewałeś? Cały dział czekał na twój powrót! Już rok minął!
Uśmiechnął się lekko. Poczuł radość, że ją widzi, ale już nie bolało.
Cześć, Weroniko. Fajnie cię spotkać!
Jak się masz? zapytała.
Dobrze. Nawet bardzo dobrze odpowiedział, i czuł, że mówi prawdę.
To czemu do nas nie wróciłeś? Byłeś najlepszy!
Chciałem zmian odparł krótko. U ciebie wszystko w porządku?
Tak uśmiechnęła się szerzej. Wyszłam za mąż. Jest naprawdę dobrym człowiekiem. Moja córka go zaakceptowała.
Paweł kiwnął głową. Nie poczuł zazdrości. Tylko dziwne ciepło, jakby spotkał dawnego przyjaciela, który wrócił już zupełnie inny.
Cieszę się z twojego szczęścia powiedział szczerze.
Porozmawiali chwilę o firmie, wspólnych znajomych, nowościach. Nikt nie zaproponował, by spotkać się w kawiarni. Obaj wiedzieli: to koniec. Albo raczej początek czegoś nowego, ale już gdzie indziej, poza sobą.
Po pożegnaniu Paweł ruszył po prezent. Potem wyszedł na ulicę, wsunął się do samochodu, odpalił silnik. I wtedy zrozumiał: nie czuje już do niej nic. Ani bólu, ani tęsknoty, ani chęci porzucenia wszystkiego.
Spojrzał do przodu. Na światła sygnalizacji, na ludzi przechodzących przez jezdnię, na dzieci prowadzone za rękę. I po raz pierwszy od dawna poczuł, że jest tam, gdzie powinien być.
Nie w iluzji. Nie w romantycznym śnie. Lecz w swoim życiu. Prawdziwym. Trudnym, ale swoim.
* * *
Weronika i Justyna stały razem przy bieżniach. Regularnie chodziły na te same zajęcia w klubie, spotykały się już od dawna.
Jak poszło wasze spotkanie? zapytała Justyna.
Weronika wzruszyła ramionami.
Właściwie nic. Życzył mi szczęścia i to wszystko Także to ty wygrałaś uśmiechnęła się. Twój mąż jest naprawdę wspaniałym człowiekiem.
Wiem odpowiedziała Justyna. Zawsze to wiedziałam.
Uśmiechnęła się i puściła do niej oko.



