Nieoczekiwana odpowiedź
Ania nie znosiła Staszka. Przez całe siedem lat, odkąd była żoną jego najlepszego przyjaciela, Michała.
Drażnił ją jego głośny śmiech, ta śmieszna skórzana kurtka, a już najbardziej nawyk poklepywania Michała po plecach i wykrzykiwania: No, Michał, daj spokój, znowu żona cię żyłuje, coooo? od takich tekstów Anię aż nosiło.
Michał tylko wzruszał ramionami: On dziwak, ale serce ma złote. I wtedy Ania była zła bo uważała, że złote serce to nie powód, żeby komuś psuć wieczór.
Gdy Michał zginął po prostu się pośliznął, upadł na schodach Staszek w tej swojej niedorzecznej kurtce stał na pogrzebie gdzieś z boku cichy, zdawał się zupełnie nie na miejscu. Patrzył gdzieś ponad głowami, jakby widział zupełnie coś innego.
Wtedy Ania pomyślała: No i w końcu. Da nam spokój, i chwała Bogu.
Ale nie dał. Przyszedł tydzień później. Zapukał do drzwi jej cichego, samotnego mieszkania.
Anka zaczął nieśmiało może chociaż ziemniaki obiorę, czy co?
Nie trzeba odpowiedziała przez lekko uchylone drzwi, tym pustym, wypranym z emocji głosem.
Trzeba uparł się i wszedł do przedpokoju jak przeciąg.
I tak to się zaczęło.
Staszek naprawiał wszystko, co się psuło. Ance się wydawało, że przedmioty dosłownie psują się specjalnie, tylko po to, by miał pretekst wpaść.
Przynosił zakupy ogromne siaty, jakby szykował się na oblężenie.
Zabierał ich synka, Tymka, do parku i wracał z nim rozgadanym, rumianym, aż Anię to bolało: z Michałem Tymek był zawsze cichy, trochę przygaszony.
Ból stał się dla Ani codziennością. Taki przeszywający, gdy znajdowała starą skarpetę Michała. Taki tępy, gdy wieczorem szykowała herbatę dla dwóch osób. Albo zupełnie dziwny, kiedy widziała, jak ten nieznośny Staszek stawiał talerze nie na tych miejscach, gdzie zawsze Michał.
On był stale przypomnieniem o Michale, takim krzywym zwierciadłem. Ania cierpiała na jego obecność, ale szybko zaczęła bać się, że odejdzie wtedy zostanie tylko pustka…
Koleżanki szeptały: Anka, on jest w tobie zakochany! Wieszaj na nim oko! Mama powtarzała: Dobry chłop, przelecą się takie rzadko, nie przegap. Ale Ania się wściekała. Uważała, że Staszek podkrada jej żałobę, zastępuje ją swoją nachalną troską.
W końcu, kiedy wniósł kolejną siatkę ziemniaków (promocja była!), nie wytrzymała:
Stasiu, dość! My sobie radzimy. Widzę, że… że się mną opiekujesz, ale…
Nie jestem gotowa. I nie będę. Ty jesteś przyjacielem Michała i tak ma zostać.
Czekała urazy, tłumaczeń. A Staszek tylko się zaczerwienił jak uczeń przy tablicy i spuścił głowę:
Rozumiem. Przepraszam.
Wyszedł. Jego nieobecność była głośniejsza niż jego obecność.
Tymek pytał: A gdzie wujek Staszek? Czemu już nie przyjeżdża? A Ania, tuląc synka, myślała: Bo jestem idiotką, przegoniłam jedynego człowieka, który niczego nie chciał, a wszystko dawał.
Staszek wrócił dwa tygodnie później. Zadzwonił późnym wieczorem. Pachniało od niego jesiennym deszczem i… wódką. Oczy miał szkliste, ale wytrwałe:
Mogę? Na chwilę. Powiem i znikam.
Wpuściła go.
Usiadł na stołku w przedpokoju, kurtki nawet nie zdjął.
Nie powinienem zaczął ochrypłym głosem ale nie mogę już tego w sobie tłamsić. Masz rację zachowywałem się jak ostatni głupek. Ale… ja mu obiecałem.
Ania znieruchomiała, oparta o ścianę.
Co obiecałeś? wydusiła.
Podniósł na nią spojrzenie pełne takiego bólu, że aż ją fizycznie zabolało.
Michał wiedział, Aniu. Może nie na sto procent, ale… domyślał się. Miał w głowie tykającą bombę, rozumiesz? Tętniaka. Lekarze powiedzieli, że może pęknąć w każdej chwili. Dali mu rok, góra dwa. Tobie nie powiedział nie chciał cię martwić. Ale mnie… mi się zwierzył. Miesiąc przed tym nieszczęśliwym wypadkiem.
Świat Ani już przecież mocno rozchwiany zupełnie się zawalił. Osunęła się po ścianie na podłogę. Serce biło jej gdzieś w gardle.
A… co powiedział? szepnęła.
Staszek powiedział:
Staszek, tylko tobie mogę zaufać. Jeśli… coś mi się stanie zaopiekuj się moimi. Tymek jest jeszcze mały, Ania… ona wygląda na twardą, a w środku… może się złamać. Nie pozwól jej się rozsypać, Stasiek! Ja mu na to: Daj spokój, Michał, będziesz żył sto lat! A on… spojrzał na mnie takim spokojnym wzrokiem, i mówi: Spróbuj, żeby Ania cię kiedyś pokochała. Nie powinna być sama. A ty zawsze byłeś dobry dla niej i dla Tymka. To będzie właściwe…
Zamilkł.
I tyle? zapytała Ania prawie bez tchu.
Jeszcze dodał Staszek otarł dłońmi twarz że najpierw go znienawidzisz. Bo będę ci go ciągle przypominać. Ale wytrzymaj. Daj jej czas… Przywyknie. A potem… jak Bóg da.
Podniósł się ciężko.
To wszystko. Próbowałem… jak umiałem. Może naiwnie wierzyłem… A ty, spojrzałaś na mnie i wiedziałem nie dam rady. Zawsze będę tylko Staszek, kumpel Michała. Nie dałem rady, Michałku… Przepraszam.
Sięgnął po klamkę.
W tym momencie Ania pierwszy raz przyjęła do siebie całą tę nie do uniesienia prawdę. Przyjęła straszną miłość Michała, który nawet umierając myślał o nich. Przyjęła głupią, upartą, świętą rycerskość Staszka, który dwa lata nosił ten ciężar, nie czekając nawet na wdzięczność.
Staszek… powiedziała cicho.
Odwrócił się. W oczach już nie miał nadziei. Tylko zmęczenie.
Naprawiłeś kran, który Michał przez dwa lata odkładał.
No.
Zabrałeś Tymka na działkę wtedy, gdy zrezygnowana płakałam w łazience.
Tak…
Pamiętałeś o imieninach mojej mamy, choć ja nawet zapomniałam.
Kiwnął głową.
To wszystko tylko dlatego, że on cię poprosił?
Westchnął.
Na początku tak. A potem… to już była konieczność. Bo inaczej nie potrafiłem, Anka.
Podniosła się, podeszła do niego, popatrzyła na znajomą, śmieszną kurtkę. Na zmęczoną, nie młodą już twarz. I pierwszy raz od dwóch lat nie widziała w nim cienia Michała. Widziała Staszka. Człowieka, który był przyjacielem jej męża, a teraz wziął na siebie obowiązek troski o ich rodzinę.
Zostań powiedziała pewnie napij się herbaty. Przemarzłeś cały…
Patrzył na nią, jakby nie wierzył w to, co słyszy.
Jako przyjaciel dodała, a w jej głosie w końcu pojawiło się ciepło. Najlepszy przyjaciel Michała. Dopóki… nie będziesz miał dość.
Staszek się uśmiechnął tym swoim dawnym uśmiechem, który kiedyś tak ją drażnił.
Herbaty? powtórzył A piwka przypadkiem nie masz?
Ania zaśmiała się. Pierwszy raz od dawna. I zrozumiała właściwie poczuła że już więcej nie odtrąci ręki, która drżąc ze zmęczenia, chce jej pomóc. Nawet jeśli ta ręka jest w głupiej, starej skórzanej rękawiczce…



