Polskie losy kobiet. Legenda o Lubawie — O, Lubawo, na Boga Cię zaklinam, zabierz mojego Andrzejka …

Kobiece losy. Wiesława

Och, Wiesławo, na Boga Cię proszę, zabierz mojego Jędrusia do siebie lamentowała Daria. Serce mi mówi, że coś złego może się wydarzyć. Lepiej już niech rozłąka będzie, niż śmierć mojego synka.

Wiesława odwróciła głowę i spojrzała na chuderlawego Jędrusia, który siedział na ławie przy piecu i dziecięcym zwyczajem machał szczupłymi nóżkami.

Dawniej siostry mieszkały razem, ale z czasem starsza Daria wyszła za Wojciecha i przeprowadziła się do jego gospodarstwa w dalekiej wsi. Młodsza Wiesława została u matki, która niedługo potem odeszła. Ojciec zmarł na suchoty na długo przed ślubem córki. Matka dobrze córki wychowała porządne były, pracowite, współczujące na cudzą biedę. Choć Daria była starsza, to jednak Wiesława w domu przewodziła. Starsza miękka, jak glina ulepić można, co kto chce, na to zresztą skusił się Wojciech. Dobre mieli małżeństwo, mąż żonę szanował nad życie.

Ale Wiesławie, w przeciwieństwie do siostry, nie w kaszę dmuchać zaraz by i całą rękę człowiekowi ucięła. Dystyngowana, surowa prawda jednak, że i urody niepospolitej dziewczyna. Najlepsi kawalerowie z okolicznych wsi zjeżdżali się na zaloty, ale każdemu od bramy zawracała.

Póki matka żyła, wzdychała:
O córko moja, po prababceś charakter odziedziczyła, tylko patrz, byś jej losu nie powtórzyła. Tak sama zostaniesz, a kto cię na starość potrzebować będzie?
Wiesława uśmiechała się wtedy tylko łagodnie. Nigdy z matką w sprzeczki nie wchodziła, szanowała wiek i swoje miała przemyślenia.

Prababka Wiesławy nie była byle kto. Mężatką nie została, a dziecko urodziła, lecz szczęśliwe życie przeżyła. Trochę ziołami ludzi leczyła, trochę modlitwą od chorób i rozpaczy, ale za ciemne sprawy się nie brała. Wsi się jej bała charakter miała nie do żartów.

I ten właśnie hart ducha przejęła Wiesława i nie tylko hart! Także cichutko ludzi leczyła doskonale znała się na ziołach i zaklęciach. Szeptano różne rzeczy, ale ona nie przejmowała się tym, co gadają. Dumna chodziła po wsi, znała swoją wartość. W potrzebie nikomu nie odmówiła, dzieci głaskała i leczyła. Ile jej się bali, tyle samo szanowali.

Nie rozumiem cię, Dario powiedziała Wiesława, zerkając na Jędrusia czemuś taka niespokojna? Przecież chłopak zdrów, a Ty już go do zmarłych zapisujesz.
Och, boję się, siostro… szepnęła Daria. Nie słyszałaś, co się w naszej Olszynie dzieje?
Nie słyszałam odrzekła Wiesława.
Dzieci tam umierają, jak muchy. Długo chorują, a potem Pan Bóg je zabiera.
A czy rzeczywiście Pan Bóg? zapytała z uniesioną brwią Wiesława.
Któż to wie, kochana. Od lat zaraza jakaś wieś trawi, nie znajdziesz domu, gdzieby dziecko nie umarło westchnęła Daria i przeżegnała się.
To czemu do mnie nie przyszliście?
A któż to wie? Dziecko biega, zdrowe, a z czasem jakby marniało, w końcu zupełnie siły traći. Do Ciebie nie przyszli, bo daleko, a i nasza znachorka jest odpowiedziała prosto Daria.
Od dawna?
Już wtedy była, gdy do Wojciecha się przeniosłam.
Czemuś o niej nie wspominała?
Babka jak babka, troszkę leczy, złego nie robi, i chorym zwierzętom nieraz pomoże. Ale z dziećmi sobie nie radzi. Ani zioła, ani szepty nie pomagają. Sama nigdy o nią nie pytałaś, a dziś rozmowa zeszła na to. To jak? Zostawisz Jędrusia u siebie?
Cóż by nie uśmiechnęła się Wiesława, patrząc na bratanka. Niechże gości u mnie to małe cudo rzekła, czochrając słomkową czuprynę. Daria ucałowała syna i, trzy razy go przeżegnawszy, poszła do domu.

No, Jędrusiu zwróciła się Wiesława do chłopca chodź do sadu, pokażę Ci, jak rudzik zbudował gniazdko w polanie. Jędruszek rozciągnął zębaty uśmiech i podał ciotce rękę.

***

No to witajcie goście! zawołała Daria wchodząc do siostry.
Mamusia wróciła! krzyknął Jędruszek i rzucił się matce na szyję.
Minęło pół roku, odkąd Daria powierzyła syna siostrze. Jesień już kończyła się, niebo szarzało, dni krótkie i ponure. Daria odwiedzała chłopca co miesiąc, a każde spotkanie kończyło się łzami i uściskami.

Moje kochanie ściskała i całowała dziecko. Jak mi Ciebie brakowało! Tatuś też tęskni, pyta, kiedy wrócisz do domu.
Do izby weszła Wiesława, wycierając ręce w fartuch. Przywitały się serdecznie.
I jak tam, kochani? spytała Daria, patrząc czule na synka.
Dobrze, mamusiu. Ciocia Wiesława dała mi kociaka, mogę pokazać? wyrzucił Jędruszek i wybiegł na dwór.

Wszystko dobrze, siostro spokojnie odpowiedziała Wiesława a Ty z czym przychodzisz?
Już czas stwierdziła Daria tyle miesięcy Jędrusz u Ciebie, zaraz zamiast mnie będziesz dla niego matką. Wojciech też nalega, żeby go wreszcie do domu przywieźć.
Chcesz zabierać? zapytała Wiesława. A we wsi jak?
Stukam w drewno, wszystko dobrze. Odkąd Jędruszek jest u Ciebie, żadnego pogrzebu nie było.
Drzwi nagle się otworzyły, a Jędruszek wpadł do pokoju, trzymając kociaka na rękach.
Mamusia, nazwałem go Wacek! To teraz mój przyjaciel!
Mysz w stodole dużo, znajdzie sobie zajęcie odparła Daria. Zabierzemy go ze sobą. Pakuj się, synku, do domu ruszamy.
Gdy Jędruszek zwoził rzeczy do worka, siostry rozmawiały o przyszłości. Starsza znów pytała, kiedy młodsza rodzinę założyć zamierza.
Daj spokój, Darusiu burknęła Wiesława Ty jak mama! Przyjdzie czas to i męża znajdę. A póki co, mam złotego bratanka, z nim mi dobrze. Słyszysz, Jędruszek nie zapominaj mnie. Jak zatęsknisz, wystarczy słówko do mamy zawsze Cię przyjmę.
Widać było, że Wiesławie niełatwo rozstawać się z chłopcem przywykła do jego śmiechu i dziecięcych psot.

Dario, słuchaj nagle powiedziała dbajcie o kota. To mój prezent dla Jędrusia, niech z nim pozostanie.
Nigdy zwierzątka nie skrzywdziłam zmarszczyła się Daria zawsze miseczkę mleka postawię.
No już, nie unoś się powiedziała siostra tylko przypominam. W sieni stoi koszyk, wsadźcie tam Wacka. Do wsi kawał drogi, czas ruszać, przed zmrokiem musicie dotrzeć.
Pożegnały się serdecznie, Wiesława ucałowała Jędrusia, przeżegnała ich na drogę i posłała z Bogiem.
Nastała zima, śniegi zasypały drogi. Przez całą zimę Wiesława nie narzekała na brak zajęcia kto chorego malucha przyniósł, kto dla matki czy ojca o zioła prosił. Dni mijały powoli, aż słońce coraz śmielej na niebo wychodziło, śniegi topniały. Ciepło powoli wracało w wieś.

Pewnego dnia Wiesława pracowała w ogrodzie, gdy usłyszała: Miau! Odwróciła się, a przed nią stanął Wacek.
Skąd Ty tu? wykrzyknęła dziewczyna. Czy Jędrusiowi coś się stało?
Kot zamiauczał raz jeszcze i zaczął ocierać się o jej nogi. Już nie namyślając się, Wiesława poszła do domu, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, do sąsiadki, starej babki, posłała, by za kurami doglądała, jeśli nie wróci nazajutrz.
U siostry pewnie na dłużej zostanę, babciu Heleno. Za dom popatrz.
Uzyskawszy zgodę, ruszyła polną drogą. Wiosna pachniała w powietrzu, ptaki wyśpiewywały, ale w sercu niepokój. Gdy tylko na horyzoncie pojawiły się dachy domów, puściła się biegiem. Weszła do izby siostry zdyszana.
Wiesławo! krzyknęła Daria i rzuciła się w ramiona siostry. Nieszczęście jakieś! zawodziła i zaciągnęła ją do dalszej izby.
Weszła Wiesława i aż westchnęła. Na łóżku leżał Jędruszek, blady jak ściana, oddychał ciężko, usta sine.
Z płaczu Darii dowiedziała się, że po Bożym Narodzeniu chłopak zaczął marnieć, a przed tygodniem zupełnie padł.
Czemuś do mnie nie przyszła? zrugała Wiesława, kładąc dłoń na czole bratanka.
Sama nie wiem! jęknęła Daria jak tylko chciałam wyjść, to coś się działo. Myśleliśmy, że się tylko przeziębił. Potem oboje leżeliśmy, maliną i naparami się próbowaliśmy leczyć. Gdy już próbowałam do Ciebie biec, śniegi, zamiecie przez las nie dojdę.
Poszłam do Pelagii znachorka coś ziół dała, nad Jędrusiem zaklinała, ale tylko gorzej się działo. Cztery dni temu zniknął Wacek, kot nasz. Jędruszek przez sen kota woła. Ratuj go, siostro! Umrze on to i ja za nim pójdę.
Zawodziła Daria, głowę w ramiona wtulając.
O kota się nie martw on mnie tu ściągnął i chyba w samą porę burknęła Wiesława.
Daria wytrzeszczyła oczy Jak to, kot Ciebie przyprowadził?
Tak, przyprowadził odpowiedziała sucho i zamyśliła się. Drogi jakby Ci ktoś zamykał… A coś Jędruszek od obcych przyjmował, jadł coś?
A jakże, kolędował z dzieciakami po wszystkich domach, Boże Narodzenie przecież!
A szczególnie u Pelagii mu smakowały pierogi.
Słucha Wiesława, twarz coraz surowsza. Dario, biegnij po Pelagię. Nie mów, że ja jestem, tylko poproś, by znów przyszła do Jędrusia. Chcę ją zobaczyć przy pracy.
Daria ubrała się i ruszyła do znachorki. Wiesława wyciągnęła z tobołka dwie długie igły, schowała się za kotarą w kuchni. Po niedługim czasie Daria wróciła z Pelagią.
Chciałabym pomóc, Dario, ale nie mam siły biadoliła Pelagia. Odszedłszy do izby, Wiesława szybciutko wbiła nad progiem drzwi igły na krzyż i znów się schowała.
Po czasie zauważyła, jak Pelagia chciała wyjść, ale jakby ją coś powstrzymało wciąż wracała, kręciła się po izbie, wycierając spoconą twarz.
Co się z tobą dzieje, Pelagię? spytała Daria.
Źle mi coś… daruj, idę usiąść odparła znachorka. Wyrzuciła ją delikatnie Daria do drugiego pokoju, a Wiesława wyjęła igły i schowała je do tobołka.
Niedługo potem, kiedy Pelagia już wyszła, Daria wróciła do syna, a obok niego przy łóżku siedziała Wiesława.
Stara pajęczyca mruknęła pod nosem. Ja ci pokażę, wiedźmo!
Zaplatała trzy świece, włożyła w głowę Jędrusia.
Co Ty wyprawiasz, Wiesławo? pyta z niepokojem Daria.
Wasza znachorka to dzieciom śmierć przynosi rzekła stanowczo młodsza. Małe dzieci, życie w nich aż się wylewa. A wiedźma starość przekłada tym kosztem.
Daria zasłoniła usta dłonią, włosy zjeżyły jej się na głowie.
Słuchaj, Daria, wyjdź teraz, męża powitaj, swoim się zajmij. Jak się ściemni, przyjdź mi pomóc. Przekażę Jędrusiowi swoją siłę, wyciągnę go z łap tej pajęczycy.
Łezka popłynęła Darii, milcząc wyszła z izby.

Wiesława zapaliła świece, modliła się cicho, nakryła Jędrusika sobą, jak ptak pisklęta przed burzą chroni. Ile czasu minęło, nie wie nawet, ocknęła się przy delikatnym dotyku. Przed nią Daria. Pomogła siostrze się podnieść, przykryła puchową pierzynką.
W domu cisza, w kącie mrugała lampka przed świętym obrazem. Wiesława usnęła spokojnie, wiedząc, że uratowała bratanka.
Obudziło ją poranne słońce, w domu pachniało chlebem, śpiew niósł się po izbie.
Jak się czuje Jędruszek? spytała i zaraz została ucałowana przez Darie.
Dzięki Tobie, żyje! Rano po kanapkę poprosił.
Wiesława zajrzała do chłopca spał spokojnie, lekki rumieniec powracał na jego policzki.
Posiedzę u Was parę dni powiedziała i pomyślę, jak Pelagię zdemaskować.

***

Źle mi, babciu rozpaczała Wiesława w chacie Pelagii gnije mnie czarna złość. Sił mi brakuje patrzeć, jak ta żmija kradnie mi ukochanego.
Przyszła do wiedźmy po radę, udając zranioną zazdrość, by wybadać, skąd czerpie siły.
Nie wiem, dziecko odparła Pelagia za czarne sprawy się nie biorę, to grzech, tylko ludziom pomagam!
To i mnie pomóż nalegała Wiesława zostaniesz mi zapłacone jak królowej. Chcę się jej pozbyć!
No, dobrze zgodziła się Pelagia tylko nie mów nikomu! W zamian potrzebuję drobiazgu upiekę chleb, rozdasz dzieciom w swojej wsi.
Po co to? spytała Wiesława.
Tobie nie musisz wiedzieć. Skup się na swej rywalce… damy jej nieboszczyka!
Jak to? dopytywała Wiesława.
Dam ci chleb żałobny, z każdą kromką przywiązany nieboszczyk. Ja im dusze, by siłę wysysały, a one mi lata dodają.
Wzięła Wiesława chleb i wróciła do Darii:
Popatrz, czym karmią wasze dzieci!
Chleb szepnęła Daria.
To chleb żałobny, zaklęty, na dusze umarłych tłumaczyła Wiesława.
Jakże to?!
Pelagia czyści sobie lata kosztem maleńkich.
Musimy się tego chleba pozbyć rzekła Wiesława tak, by wrócił do niej i to ją zgubił.
Pokruszyły chleb, rozdały go kurom i czekały.
Nazajutrz Daria, wracając z wody, przyniosła wieść.
Wiesławo, mówiła sąsiadka, że z Pelagią coś się dziś stało! Cała poszarzała, zbrzydła, o kilkanaście lat się postarzala. Warknęła tylko, by się nie zbliżać.
Trafiłam w sedno zaśmiała się Wiesława. Chciała dokarmić zjawy, a nie miała czym więc same się na nią rzuciły!
Daria przeżegnała się drżącą dłonią.
Wiesławo, aż się boję Twoich czarów Przecież żyje jeszcze.
Oj, Dario westchnęła Wiesława ty jak nasza matka! Każdemu i diabełkowi współczujesz.
Jawohl, dość! Teraz trzeba dokończyć dzieła. Nie wchodź do izby dodała.
Wiesława zasłoniła okna, zapaliła świece, wyciągnęła stary, zardzewiały zamek z tobołka i zaczęła szeptać:
Jeśli powiesz przepadniesz,
jeśli uczynisz w proch się obrócisz.
Zamykam na zamek siły,
co w twych rękach były.
Cichutko odmawiała zaklęcie na odebranie Pelagii mocy. Potem, pod wieczór stanęła pod domem znachorki.
Babciu Pelagio, jesteś? zawołała.
Cisza. Otworzyła drzwi, pod nią zaskrzypiały stare deski.
Kogo tam niesie czart?
A cóż znowu, babciu? zamruczała Wiesława, wchodząc.
Aaa, to ty Czego chcesz? Zle się czuję, nie mam sił…
Wcale się nie dziwię. Karmić czarty to nie bułka z masłem!
Pelagia pogardliwie spojrzała, zatkało ją.
Ach to ty, wiedźmo! To przez ciebie tej nocy zjawy mnie tarmosiły, duszę chciały wydrzeć!
Duszę? zaśmiała się dzwoniąco Wiesława A czy ty jakąś posiadasz, pajęczyco?! Ile dzieci zniszczyłaś!
Wychodząc, rzuciła:
Myślałaś, że wiecznie swoje czarnoksięstwa uprawiać będziesz? Pamiętaj, jak za słowo czy czyn do tego wrócisz w proch się obrócisz!
Starucha wybiegła na ganek, krzycząc, że przekleństwo rzuci ale Wiesława tylko wzruszyła ramionami.
Wiedźma spojrzała na drzwi tam wisiał zamknięty zamek.
Pelagia zawyła, rękami wplątała się we włosy zrozumiała, że moc została na zawsze zamknięta.
Wiesława wróciła do siostry, nawet nie obejrzała się na lamenty babki.

***

Minęły dwa miesiące. Jędruszek odzyskał siły, wrócił do zdrowia. Pelagia zmarła. Gdy przestała karmić czarty, jak przysięgała, wzięli ją do siebie. Umierała w mękach, przeraźliwie krzyczała.
Wiesława została jedyną znachorką na kilka wsi, godnie wypełniając swą powinność. Choć mogła się dogadywać z siłami ciemności, nigdy nie zaprzedawała duszy. Leczyła ludzi i zwierzęta, krzywdy nie robiła. Męża nigdy nie znalazła. I nie rozpaczała z tego powodu. Tacy, jak ona, rzadko pasują każdemu.
Oj Wiesławko wzdychała starsza siostra już byś swój honor schowała, może byś i dzieci swoje miała.
Bez hartu i dumy złym nie sprostasz, Daruś śmiała się w odpowiedzi. A co dziecka nie mam, nie płaczę taki mój los mówiła, całując w czubek ukochanego bratanka.
Bo gdy już Jędruszek wydobrzał, nie raz biegł do ciotki do sąsiedniej wsi czasem na dzień, czasem na dłużej obsypując ciotkę dziecięcą miłością, która Wiesławie starczała za całą rodzinę.

Rate article
Fajna Tajna
Polskie losy kobiet. Legenda o Lubawie — O, Lubawo, na Boga Cię zaklinam, zabierz mojego Andrzejka …