U cioci Hani rozbił się serwis. Na dobre.
Ślubny serwis na dwanaście osób.
Żegnajcie, złote ranty i stempelki Made in Germany na odwrocie każdego talerza wujek Kazio spadł z pawlacza razem z pudłem.
Ojej ciocia Hania aż się zainteresowała.
Przecież to porcelana!
Jakby porcelana była niezniszczalna. Potem dotarł do niej rozmiar tragedii. Leżała w fotelu:
Mietek, validol! wołała, dzwoniła do wszystkich, nawet do mnie, choć mieszkam w Gdańsku, i opłakiwała swą młodość, roztrzaskaną na tysiące drobnych kawałków:
Rodzice nam go podarowali dwadzieścia lat temu. Nigdy nie używaliśmy, czekał na wyjątkową okazję, na porcelanowe, Boże uchroń, wesele.
I co z tego? Tata nie żyje, Kazio ma skręconą kostkę, a ciśnienie skacze.
I zauważ, nikt ani razu z tych talerzy nie jadł.
Debile.
Zamyśliłem się wtedy.
Po co my przechowujemy serwisy, biżuterię i wielkie uczucia na szczególny dzień?
Czemu aromatyczne świeczki zostawiamy na specjalną noc, chowamy brylantowe kolczyki do szkatułki, szarpiemy dziecko po rękach, gdy próbuje za wcześnie zjeść kiełbasę ze stołu, a czułe słowa zostawiamy na Walentynki?
Czym ta chwila jest gorsza od wyczekiwanej?
Skąd pewność, że jeszcze zdążymy?
Ponoć prawie wszystkie telefony z płonących wież World Trade Center w Nowym Jorku były wyznaniami miłości.
Ludzie dzwonili do bliskich, zostawiali nagrania na automatycznej sekretarce.
Kocham Cię to okazało się najważniejsze, co trzeba było jeszcze powiedzieć na tym świecie.
Rzeczywistość, zgodnie z encyklopedią, to to, co dzieje się naprawdę, ta jedna chwila między przeszłością a przyszłością.
Nie ma sensu odkładać na potem, chować na pawlacz, odkładać na kiedyś tego, co tu i teraz może przynieść radość, śmiech czy przyjemność.
Nie ma jutra. Jest tylko dziś, które nie jest mniej wyjątkowe niż Sylwester czy Dzień Kobiet.
Trzeba się więc pospieszyć. Pogodzić się. Zobaczyć morze. Pograć z synem w piłkę, przytulić córkę, kupić mamie jeszcze jeden flakon Chanel No. 5 żeby używała nie tylko od święta, lecz codziennie.
Trzeba zdążyć. Przeczytać książkę. Zjeść zupę z raków albo pieczoną szarańczę. Zobaczyć ulubiony film i zapomnieć o brudnych naczyniach w zlewie.
Kupić cioci Hani nowy serwis i zrobić wielką kolację.
Pospieszyć się z wyznaniem miłości zanim polecą napisy końcowe.
Dziś zrozumiałem, żeby nie żałować, że czekałem. Lepiej żyć pełnią, doceniać każdy dzień i nie oszczędzać szczęścia na później.



