Mój brat, Tomasz, po zakończeniu studiów przeniósł się do innego, dalekiego miasta za pracą. Początkowo planował zostać tam tylko rok, odłożyć trochę pieniędzy i wrócić do rodzinnego Krakowa, żeby kupić sobie mieszkanie. Życie jednak postawiło go przed innym wyborem. Poznał tam dziewczynę Małgorzatę i postanowił się z nią ożenić. Zdecydował się zostać w tym nowym miejscu. Żadne z nas wcześniej nie znało jego wybranki. Tak się złożyło, że w dniu ich ślubu byłem w dziewiątym miesiącu ciąży właśnie spodziewaliśmy się dziecka, więc oczywiste było, że nie będę jechał na uroczystość. Ojciec nie mógł wziąć urlopu, więc na weselu pojawiła się jedynie nasza mama. Nie była ona szczególnie blisko z synową po prostu poznała ją, zamienili kilka słów, to wszystko. Młodzi wyjechali potem w podróż poślubną, a mama wróciła do Krakowa po kilku dniach. Opowiadała, że dziewczyna była ładna, sympatyczna i wiecznie uśmiechnięta. Minęło parę lat, a ja ciągle nie miałem okazji przywitać nowej bratowej w naszej rodzinie.
W tym roku jednak mój brat podzielił się z nami świetną wiadomością. Zaplanowali z Małgorzatą dłuższą podróż najpierw mieli wpaść do nas, potem pojechać na wesele kolegi mojego brata, następnie wziąć udział w zjeździe klasowym, później odwiedzić jego rodziców na Helu, a na końcu wrócić do siebie. U nas mieli spędzić dwa dni. Nie widziałem w tym problemu co prawda mieszkaliśmy w niewielkim mieszkaniu, ale mogliśmy skorzystać z domku letniskowego moich teściów pod Wieliczką. Teściowa bez wahania zgodziła się nam go udostępnić. Faktem jest, że domek dawno nie był remontowany, ale warunki były zupełnie przyzwoite. Tego dnia od rana miałem świetny humor i z niecierpliwością czekałem na przyjazd brata z żoną.
W końcu przyjechali. Od tamtej chwili zaczęły się kłopoty. Tomasz mnie przedstawił, a Małgorzata już przy powitaniu zaczęła narzekać że w podróży było gorąco, hałas, niewygoda oraz inne tego typu rzeczy.
Pojechaliśmy do domku letniskowego, postanowiłem ich oprowadzić i pokazać wszystko. Bratowa patrzyła na prysznic i toaletę tak, jakby zobaczyła coś odrażającego. Wzięła Tomka na bok, chwilę szeptali, po czym brat poprosił mojego żona, żeby zawiózł ich do miasta. Małgorzata stwierdziła bowiem, że z tej łazienki nie skorzysta. Pojechali do nas do mieszkania, tam się wykąpała, zrobiła makijaż i dopiero wrócili.
Kiedy przyszło do jedzenia, był kolejny problem. Małgorzata nie tknęła nic z przygotowanego przez nas jedzenia. Chociaż naprawdę bardzo się staraliśmy. Okazało się, że nie je glutenu, unika tłuszczu i chyba jeszcze kilku innych rzeczy. Skończyło się na tym, że jadła wyłącznie warzywa jednak nawet na nie patrzyła nieufnie. Pokój, który dla nich przygotowaliśmy, jej nie odpowiadał, więc znów wróciliśmy do naszego mieszkania w centrum. Na drugi dzień, gdy wybraliśmy się na spacer po Krakowie, była dziś bardziej marudna niż mój trzyletni syn. A to było jej za ciepło, a to ją bolała noga, a to się zwyczajnie nudziła. Z ulgą żegnałem ich, gdy wyjeżdżali. Do dziś się zastanawiam, jak mój brat znosi jej kaprysy od tylu lat. Nam wystarczyły na dwa dni, by mieć jej serdecznie dosyć.


